O mnie

Moje zdjęcie
Lubię mówić o sobie Baranka. Znaczy to, że należę do Niego - do Chrystusa Baranka. Chcę i próbuję świadczyć Barankowi w mojej codzienności. Anka od Baranka (nawet się rymuje :) W tym blogu znajdują się skrawki moich refleksji, które rodzą się z modlitwy Słowem Bożym. Jeśli komuś z Czytelników pomogą w poszukiwaniu miłującego Ojca, Pasterza dusz naszych, pisanie uznam za owocne. Chciałabym, by każdy dotarł do Źródła Życia, do którego mamy już dostęp przez sakramenty Kościoła. Jestem siostrą we Wspólnocie Jadwiżanek, które pomagają tym, którzy chcą Boga spotkać.

niedziela, 28 sierpnia 2016

28 VIII, odtrutka

Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła w nim zapuściło korzenie... (Syr 3,28).

To zdanie z pierwszego czytania jest twarde.

Światło dzisiejszej Ewangelii (Łk 14,1.7-14) prowadzi mnie do moich motywacji, do przyglądnięcia się sobie w relacjach wspólnotowych, w relacjach przyjaźni, w relacjach świata. Gdzie siebie umieszczam, przed kim lub za kim... Jakie miejsce sobie uzurpuję i dlaczego?
Prowadzi mnie także do mego wydania się, bo mojej miłości, bo służby i dokopuje się do moich oczekiwań... do korzenia moich działań.
Wracam do I czytania.
Korzeń pychy zatruwa wszystko. Trucizną jest zło, czyli brak dobra. Brak prawdziwego DOBRA.
Nie jestem wolna od tej trucizny. Jednak wierzę, że jest lekarstwo, bo Lekarz przyszedł. Dlatego ciągnie mnie na Eucharystię mój brak, chcę spotkać Zmartwychwstałego, chcę istotnej przemiany mego serca. I wierzę w tę możliwość.

20 komentarzy:

  1. Co prawda nie ma lekarstwa, ale wiara w NIEMOŻLIWE czyni cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też uderzyło mnie to zdanie z 1 czytania. Zobaczyłam w nim siebie, przeraziło mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Stary Testament, bazujący jeszcze na czynach zasługujących i na Prawie. Jezus - Lekarz, stwarza nowe serce, jeśli pozwolisz...
      Jeśli pozwolę...

      Usuń
  3. Dzięki za to świadectwo:) To zawsze miło wiedzieć, że ktoś idzie podobnymi szlakami Słowa :) Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam! Już szkoła na nosie :) pogody ducha i miłości życzę!

      Usuń
  4. Mnie pociesza fakt, że pyszałkiem tylko bywam, że jest to etykieta, którą przyklejają mi inni, nie zawsze bezpodstawnie.
    Jeśli zaś chodzi o nieuleczalną chorobę, to wszyscy chorujemy na tę samą...https://www.youtube.com/watch?v=FzQSJy_hN9k

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pociesza mnie również fakt, że "...to nie Bóg wymyślił śmierć...", wymyślił natomiast ODTRUTKĘ
      https://www.youtube.com/watch?v=XGsO5V_xD94

      Usuń
    2. Oj, tak to jest, że pycha u nas dobrze się ma i trudno ją nam zauważyć, bo przybiera różne maski...
      Gdzieś w Psalmach są słowa, modlitwa: "Oczyść mnie z błędów przede mną ukrytych...".

      Usuń
    3. Ale gdy człowiek odkrywa ze pysznym jest to pych juz nie taka pewna się staje. Bo by przyznać się do pychy trzeba pokory. A jedna druga goni gdyż się nie lubią.

      Usuń
    4. Czy się nie lubią, tego nie wiem. Może bez siebie żyć nie mogą? Wiem jedno, że pokora ma zasadniczą przewagę nad pychą - jest świadoma!

      Usuń
    5. Pycha to zawsze jakaś ciemność, zaślepienie, brak elastyczności, to "nasienie zła", które zalega w ciemności, bo nie mamy świadomości, że ktoś posiał, żeśmy odziedziczyli...

      Usuń
    6. Doświadczenie uczy, że nie tylko jesteśmy obciążeni dziedzictwem przodków, ale też obecnie zatruwamy się toksycznymi wyziewami życia społecznego. Można co prawda odciąć się od korzeni i zamknąć na cierpienie bliźniego, ale wtedy to już chyba nie będzie chrześcijaństwo, które żyje z krzyża...?

      Usuń
  5. @pustynne echa 13.36:
    Był (nie)winny, a mimo to okazał (wspaniało)myślność... i "wymyślił"

    OdpowiedzUsuń
  6. Na dobra sprawę, to większość męczenników została wyeliminowana pod zarzutem rzekomej pychy. Z tego wnoszę, że pycha to problem bardziej tych, co osądzają, przyklejają etykietki, aniżeli tych, którzy się wymądrzają. Można "kamienować" myślą, słowem i czynem...

    OdpowiedzUsuń
  7. PYCHA nie lubi samej siebie, lecz o tym nie wie, dlatego goni POKORĘ, by jej o tym powiedziała! Gorączkowo poszukuje ODTRUTKI, albo KOGOŚ, kto by ją uwolnił od tej śmiertelnej choroby!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy POKORA jej odpowie, (to w pewnym sensie) bierze na siebie tę chorobę, a dokładnie przyjmuje truciznę jadowego ukąszenia PYCHY. Bierze to na siebie, bo wierzy w obietnicę Mistrza:

      "Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi." (Łk 10, 19)

      Usuń
    2. POKORA respektuje PYCHĘ, bo wie, że ta druga jest w potrzebie...:)

      Usuń
  8. Jakaś nowa teoria nt. pychy i pokory tutaj próbuje się zainstalować... Rozumiem, że natura filozoficzna pobudza co niektórych do twórczości, jednak stanowczo zachęcam do tradycyjnej nauki Kościoła o pysze i pokorze.
    Np.: http://www.sfd.kuria.lublin.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2016:7-grzechow-gownych-pycha-ks-wojciech-rebeta&catid=40:katechezy&Itemid=70
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” (Mk 10, 47).

      A, że natura filozoficzna to prawda :)

      Usuń
    2. „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” (Mk 10, 47).

      A, że natura filozoficzna to prawda :)

      Usuń