wtorek, 30 kwietnia 2013

30 IV, dar pokoju

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka". J 14, 27-31

Pokój Jezusa, który jest Jego darem nie równa się "świętemu spokojowi", jakiego czasem pragniemy w natłoku rożnych spraw i problemów. To jest pokój pomimo, czy wręcz "w doświadczaniu" trudności.
Ten pokój, o którym Jezus mówi, jest darem. Nie da się go wypracować, nie zależy on od charakteru. On po prostu "przychodzi" z wnętrza wypełnionego obecnością Boga i promieniuje na otoczenie.
Jeśli masz pokój Jezusa w sobie, jesteś skarbem dla Twego brata czy siostry, bo dzielisz się nim bezwiednie.
"Pokój Pański niech zawsze będzie z wami... Przekażcie sobie znak pokoju" - słyszę codziennie. Obyśmy potrafili przyjąć ten dar pokoju - jest dawany na każdej Eucharystii.

Wróciłam dziś z domu rodzinnego. Złote gody Rodziców były piękne. Eucharystia dziękczynna miała miejsce  w tymże kościele w Mejszagole pod Wilnem (można coś o tym miasteczku przeczytać tutaj http://kresy24.pl/12138/jaka-piekna-mejszagola/), gdzie Rodzice 50 lat temu sobie ślubowali. W dniu jubileuszu wśród rodziny i przyjaciół wyrazili swoje pragnienie na trwanie i wspieranie się dalej. Było wiele radości, wdzięczności i wzruszenia.

Osobiście zaś dostałam w tych dniach ważną lekcję, żeby się otworzyć na to, że po prostu istnieją rzeczywistości, których nie trzeba pojmować, tylko je przyjmować... Bo Boga i Jego działania nie da się ująć w ramki i przewidzieć. Miłość twórcza jest. Oby ta nauka nie poszła w las :)

czwartek, 25 kwietnia 2013

jubileusz

Moi Rodzice w niedzielę świętują złote gody. Wybieram się, by być z nimi w tym czasie, by razem dziękować i prosić Boga o Jego moc, o miłość. Proszę i Was o uwielbienie Boga, choćby o krótkie "Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu"...
Zrobiłam prezentację z niektórych zdjęć z tych 50 lat, niesamowite że widać, że jest COŚ, co ich scala, upodabnia...
Chciałam dać ścieżkę dźwiękową i dałam :). To co mi najbardziej pasowało. Taka pieśń ze słów św. Pawła a śpiewają siostry Uczennice Krzyża na swojej nowej płycie, słowa są takie:
"Nosimy ten skarb w naczyniach glinianych, 
by z Boga była ta moc. Nie z nas."
Nie ma tego jeszcze w mp3 w necie, jak będzie załączę na posta, bo wchodzi w ucho i w serce, i się śpiewa  po prostu.

25 IV, głosić sobą Ewangelię

Po swoim zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Jedenastu i powiedział do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu". [...] 
Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły. Mk 16, 15-20

Głoszeniu Ewangelii towarzyszą znaki, które pochodzą od Pana. Nie odwrotnie, że najpierw znak, potem wiara; właśnie najpierw z wiarą głoszone słowo, jego przyjęcie, a potem doświadczenie działania łaski w swoim życiu.
Śpiewamy w liturgii dziś Psalm 89:
Będę na wieki śpiewał o łasce Pana, 
moimi ustami Twą wierność będę głosił przez wszystkie pokolenia. 
Albowiem powiedziałeś: «Na wieki ugruntowana jest łaska», 
utrwaliłeś swoją wierność w niebiosach. 
[...] Błogosławiony lud, który UMIE się cieszyć 
i chodzi, Panie, w blasku Twojej obecności.

Każdy z nas doświadczył jakoś łaski Pana i teraz dwa kolejne ważne kroki przed nami.
1) Śpiewać o tej łasce! To znaczy życiem świadczyć o tym, że miłosierdzie Boże na wieki. Głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu słowem też, ale przede wszystkim swoich zachowaniem.
2) Cieszyć się i być wdzięcznym Bogu. Chodzić w Jego obecności. Jaśnieć radością z bycia Jego dzieckiem.

Fot. Na FB ktoś umieścił, a mnie zatrzymał napis: "czy ty umiesz jaśnieć od szczęścia?"

Czy więc umiesz? :) Jeśli nie, to nie zasmucaj się, tylko się ucz, bo "błogosławiony..., który UMIE się cieszyć".
Może ktoś zapyta, jak to się robi? Mogę podzielić się własną nauką, własnym doświadczeniem, choć każdy może mieć inaczej.
Przed wielu laty miałam taki czas, że bywałam często smutna i moja twarz nie promieniała radością. Chwile na które się rozpogadzałam i uśmiechałam się (czasem nawet "na siłę") to były chwile, kiedy nawiedzałam kaplicę z Najświętszym Sakramentem.
Ten uśmiech, w kaplicy świadomie choć niełatwo przywoływany, był moją modlitwą. W taki sposób chciałam podziękować Jezusowi za Jego obecność. A kiedy ten uśmiech (czytaj - "modlitwa") stał się moim towarzyszem już na zawsze, nie wiem :), po prostu nauczyłam się cieszyć.
Dziś serce wyczuwa już Jego obecność w codzienności i ciało się uśmiecha naturalnie już. ;) Błogosławieństwo zapowiedziane w Ps stało się moim udziałem.

środa, 24 kwietnia 2013

24 IV, w świetle Twej miłości

Jezus tak wołał: 
"Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. 
A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał. 
Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności"... 12,44-50.

Skoro Ewangelista zapisał, że Jezus wołał, więc wołał. Widocznie bardzo chciał żebyśmy usłyszeli.
Jego głos, Słowo, które wypowiada jest światłem, pokazuje drogę. Można śmiało nią iść. Dokąd? Do Ojca, do naszego celu ostatecznego, do miejsca przygotowanego od założenia świata.
A idziemy tam przez codzienność, po prostu przez obowiązki dnia i stanu, przez relacje, przez zmagania wewnętrzne i zewnętrzne, przez miłość, którą odkrywamy i którą próbujemy kochać.
Nie jesteśmy w tym wszystkim w ciemności, to ważna prawda. Światło daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala sensownie działać. A działanie zależy już od nas.
Czy postawię kolejny krok idąc za światłem, idąc za Jezusem? Czy zaufam Jego mądrości, że prowadzi mnie jako Dobry Pasterz? Czy będę pamiętać, że Ojciec miłuje i trzyma mnie za rękę? Czy spróbuję kochać tak, jak jestem przez Niego kochana, tzn. bezinteresownie?
Te decyzje są moją domeną. Nikt za mnie ich nie podejmie. Ja chcę je podejmować i podejmuję codziennie od nowa, kiedy wchodzę w nowy dzień.
Zapraszam i Ciebie, odwagi! To piękna przygoda iść za Jezusem i widzieć Niewidzialnego, widzieć już Ojca i liczyć na Niego (liczyć się z Nim!) w każdej chwili życia.

wtorek, 23 kwietnia 2013

23 IV, jestem ziarnem

Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. J 12, 24-26

O ziarnie jestem przekonana, ale kiedy tym ziarnem jestem ja sama... to zaczyna się niestety powątpiewanie.
A jednak jest to prawda, wiem z własnego doświadczenia, że gdy umieram dla grzechu, dla egoizmu, dla siebie... rodzi się we mnie owoc miłości. Staje się coś żyjącego...

***
Trochę lektury:
Na pierwszy rzut oka ziarno gorczycy wygląda na małe, zwyczajne i godne pogardy. Nie ma smaku, nie wydaje zapachu, nie pozwala domyślić się jego łagodności. Ale kiedy zostaje rozgniecione, wydaje woń, ukazuje swój wigor, ma smak płomienia i pali z takim żarem, że zadziwia wielkim ogniem ukrytym w tak małym ziarenku... 
Podobnie wiara chrześcijańska zdaje się być na pierwszy rzut oka mała, powszechna i słaba. Nie ukazuje swojej mocy, nie popisuje się swoim znaczeniem. 
Ale kiedy jest miażdżona różnymi doświadczeniami, ukazuje swój wigor, promienieje energią, płomienieje swoją wiarą w Pana. Boski ogień porusza nią z takim żarem, że sama płonąc, rozgrzewa tych, którzy ją dzielą... (św. Maksym)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

22 IV, na niwach zielonych

...owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. [...] 
Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości. J 10,1-10

Dziękuję Jezusowi, że sam stał się i Barankiem, i Pasterzem. Zna mnie i woła mnie po imieniu. Swoim imieniem mnie nazywa. Chrześcijanin jest od Chrystusa. Tak też "Baranka" (jak mówię o sobie) jest od Baranka, Barankowa, Jego, Chrystusowa.
Wyprowadza mnie! Chcę dziś to zauważyć i dać się wyprowadzić - z własnego myślenia, z moich lęków, z moich planów, z moich wizji...
Idzie na czele ON, ja chcę postępować za Nim (nie przed Nim). Ma On życie dla mnie, w obfitości - przyjmuję i nie chcę marnować. W Jego owczarni chcę się paść, cieszyć i innych do tej pełni zapraszać.

Fot. Na niwach zielonych pasie mnie... :)

niedziela, 21 kwietnia 2013

21 IV, w Jego ręku

Jezus powiedział: «Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy». J 10, 27-30

To bardzo ważny tekst. Mówi o relacji z Jezusem.
Jeśli słucham Jego głosu, jestem JEGO. A ON mnie zna.
W naszych ludzkich relacjach często wpadamy w sieci nieporozumień, oczekiwań, widzenia przez swój pryzmat i nie znamy się... Bywa tak, że nie znamy tego, który żyje tuż obok.
Jezusa mogę być pewna - On mnie zna. Bardziej nawet niż ja znam sama siebie.
Chwycił mnie za rękę i ja chcę w niej trwać.

sobota, 20 kwietnia 2013

20 IV, niepojęte a jednak pewne

W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? J 6,55.60-69

Mnie również "gorszą" czasem słowa Jezusa. Nie poddaję się im wówczas. A to dlatego, że nie rozumiem ich właściwie i nie daję im czasu, by wrosły we mnie i wydały plon. Czasem odchodzę... od Słowa. I tracę wiele.
To co mnie "trzyma" przy Jezusie, to Jego wierność i Jego życie, które stało się moją drogą. Pomimo mej małości i niepojętości chcę trwać przy Jezusie i wraz z Piotrem jestem pewna, że słyszę słowa życia wiecznego i poznaję, że doświadczam miłości Boga.

Fot. Resztki synagogi w Kafarnaum.

piątek, 19 kwietnia 2013

19 IV, prawdziwy pokarm

Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze mnie. J 6, 52-59

Dane mi było po raz pierwszy karmić się Ciałem Pana jeszcze przed ukończeniem siódmego roku życia. A im dłużej żyję, tym bardziej to doceniam.
"Kto Mnie spożywa, będzie żył przeze mnie" - wiem, że tak jest, że to jest prawda. Widzę to chociażby u moich Rodziców, wiem, że 50 lat małżeństwa nie byłyby udanymi, gdyby nie karmili się oni Ciałem Pana.
Jestem wdzięczna Jezusowi za Jego obecność w moim życiu, jestem wdzięczna Ojcu. Spróbuję to IM też jakoś okazać. Ufam, że pomoże mi w tym Duch Święty.

czwartek, 18 kwietnia 2013

18 IV, jestem uczennicą

Jezus powiedział do ludu:
«Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: „Oni wszyscy będą uczniami Boga”. J 6, 44-51

Jestem uczennicą Boga! I jestem dumna z tego!
Zastanowiłam się dziś nad procesem uczenia się. Przypomniałam sobie czas, kiedy chodziłam do szkoły i uczyłam się podstawowych rzeczy.
Uświadomiłam sobie jedno, że nauka nie polegała tylko na byciu w szkole, na słuchaniu ale przede wszystkim na ćwiczeniach, na próbach zastosowania usłyszanej wiedzy w praktyce. Czyli na współpracy "wlewanej" wiedzy z moją percepcją i moimi działaniami.  To w moich działaniach widać było, czy pojęłam to czy tamto.
Tak też jest i z wiarą. Bez uczynków martwa jest, jak pisze Paweł Apostoł. Jedna sprawa to słuchanie i poznawanie od zewnątrz a kolejny istotny krok to przyłożenie tego do codzienności. Zastosowanie poznanego "wzoru" (np. zaufania) do konkretnego zadania (często z kilkoma niewiadomymi) w mojej codzienności, w tym dniu dzisiejszym...
Poruszyło się dziś moje serce, chcę się uczyć od Boga, chcę się uczyć Boga. Chcę chodzić do tej "podstawowej" szkoły i uczyć się wiary, i żyć wiarą w mojego Boga, żyć zaufaniem mojemu Bogu.

środa, 17 kwietnia 2013

17 IV, "abym nie zgubił"

Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. J 6, 35-40

"Abym niczego nie stracił, nie zgubił"... Jezus nie chce mnie czy ciebie stracić. Warto zrozumieć to Jego pragnienie.
Doświadczyłam czegoś, co jest pewną analogią do tego Jezusowego pragnienia.
Byłam w niedzielę na marszu dla życia. Spotkałam tam znajomą rodzinkę z czwórką małych dzieci (2-5 lat). Ludzi było sporo a dzieciaki to żywe srebro, więc rodzice musieli mieć oczy ze wszystkich stron :). Byłam więc pomocna i zaopiekowałam się jednym z dzieci. Ile mnie to kosztowało, by przez czas marszu nie spuścić oka z małej Hani, by ją po prostu nie zgubić w tym tłumie...
Rozumiem dziś Jezusa lepiej mając to niedzielne doświadczenie za sobą. I jestem wdzięczna za dzisiejsze Słowo: za Jego decyzję, by mnie nie stracić. Wierzę, że Mu się to uda. Mi w niedzielę udało się nie zgubić małej Hani :)

wtorek, 16 kwietnia 2013

16 IV, "Dietetyk" mój!

"... dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. 
Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu". 
Rzekli więc do Niego: "Panie, dawaj nam zawsze tego chleba". Odpowiedział im Jezus: "Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie". J 6, 30-35

Chleba dla ciała i chleba dla duszy potrzeba nam codziennie. A "dieta" duchowa jest równie ważna (nawet ważniejsza) od tej cielesnej. Czym się karmię? Co nasyca mnie?
Łaknienie to głębsze we mnie jest, jak i u Żydów z dzisiejszej Ewangelii, i wołam "chcę, dawaj mi tego chleba". Ale ON właśnie daje!!! Daje Siebie samego. Czy przychodzę do Niego po życie? Czy przychodzę i pozwalam Mu nasycić mnie? Czy siadam przy Jego stole cała (cała moim ciałem i cała moim sercem)?
Niebezpieczeństwo duchowej anoreksji grozi każdemu. "Nie potrzebuję", "sama sobie poradzę" itp... -  nawet jeśli tak nie mówię, to wiedzieć muszę, że szatan chce mnie do tego przekonać, bym nie prosiła Jezusa o chleb. Bym w ogóle nie prosiła, bym była niezależna.
Jezu, uciekam się do Ciebie. Jesteś moim "dietetykiem" i chcę być Ci posłuszna. Wiem, że jak moje ciało i siły fizyczne zależą od jedzenia, tak i moje serce i moja dusza zależy od pożywienia się Chlebem Twoim, miłością Twą.
***
Pieśń "Jeśli kto ten Chleb spożywa" - http://www.youtube.com/watch?v=b5rYyhliRQA
***
Za modlitwę podczas rekolekcji dziękuję. Wierzę, że owocować będą w swoim czasie...

piątek, 12 kwietnia 2013

Udaję się na rekolekcje dla neofitów.
Polecam ich Waszej pamięci w modlitwie.
"Ci, którzy miłosierdzia doznali" będą zgłębiać Boże tajemnice.

Fot. Nasi neofici przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie w Białą Niedzielę, w Niedzielę Miłosierdzia Bożego.

12 IV, usunąć się na górę

Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił na tych, którzy chorowali. [...] 
A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: "Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat". Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę. J 6, 1-15

Cały dla ludzi a równocześnie zakotwiczony w Ojcu i słuchający Ojca. Taki jest Jezus.
Towarzysząc Jezusowi przyglądam się Jego działaniu, zachowaniu, Jego miłości do ludzi i Jego wierności Ojcu. Bliskość Jezusa, Jego miłość i naśladowanie Go, pomaga mi usunąć się wówczas, kiedy wszystko wokół krzyczy "należy ci się"...

czwartek, 11 kwietnia 2013

11 IV, przyjąć świadectwo Jezusa

Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a z niezmierzonej obfitości udziela mu Ducha. J 3, 31-36

Kto przyjmie świadectwo Jezusa, przychodzącego od Ojca, kto Mu zaufa, ten się przekona, że Bóg jest prawdomówny. "Nie bowiem z miary daje" (greka) Ducha, nie według ludzkich oczekiwań.
Po prostu otworzyć się trzeba, otworzyć się na więcej trzeba. Otworzyć się na niebo, na Ojca, nam trzeba.
I na pewno doświadczysz tejże miłości jaką Ojciec miłuje Syna.

środa, 10 kwietnia 2013

10 IV, tak umiłowana jestem

Jezus powiedział do Nikodema: "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony". J 3, 16-21

Gdybyśmy to pojęli...
Gdybyśmy pojęli miłość Boga do nas...
Gdybym pojęła Jego miłość..., byłabym nie tylko szczęśliwa (bezwarunkowo), ale też wolna, pewna, miłująca i piękna! I taka czasem bywam, kiedy w jakiejś części takie poznanie mam.
Boże mój, moi Trzej, bądź uwielbiony!

***
Fajna piosenka, :) druga zwrotka całkiem na temat  

niedziela, 7 kwietnia 2013

7 IV, miłosierny Jesteś


Boże zawsze miłosierny, 
Ty przez doroczną uroczystość wielkanocną umacniasz wiarę Twojego ludu, pomnóż łaskę, której udzieliłeś, abyśmy wszyscy głębiej pojęli, jak wielki jest Chrzest, przez który zostaliśmy oczyszczeni, 
jak potężny jest Duch, przez którego zostaliśmy odrodzeni, 
i jak cenna jest Krew, przez którą zostaliśmy odkupieni. (kolekta)

Otwieram z podziwu usta i serca, stając wraz z Tomaszem (J 20,19-31) wobec miłosiernego Pana. I chcę tak trwać. Trwać wobec Pana, który przychodzi na naszych warunkach, który nie lekceważy wątpliwości ucznia, który odkrywa rany, byśmy modli je dotykać i przekonać się o Jego miłości.

W refrenie Psalmu responsoryjnego śpiewamy dziś:
Dziękujcie Panu, bo jest miłosierny!
Chcę Mu dziękować, chcę uczynić to pieśnią mego życia, chcę Mu dziękować, bo jest miłosierny.
Podziękuj i Ty, dziś i jutro, i dnia każdego, tak z serca, jak potrafisz.

sobota, 6 kwietnia 2013

6 IV, idźcie i głoście

W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu». Mk 16, 9-15

Jezusowi nie przeszkadza słabość uczniów. Nie przeszkadza, by posłać ich na świat, takich upartych i niedowierzających.
I nas właśnie takich wysyła, jednych do drugich, na cały świat.
Miłosierny Jezu, daj mi Twoje oczy miłosierne w patrzeniu najpierw na siebie..., by moja nędza nie hamowała mnie w głoszeniu Dobrej Nowiny.

piątek, 5 kwietnia 2013

5 IV, zbliżam się w pokorze

Szymon Piotr powiedział do nich: «Idę łowić ryby». Odpowiedzieli mu: «Idziemy i my z tobą». Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. 
[...] Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę, był bowiem prawie nagi, i rzucił się w morze...
[...] Rzekł do nich Jezus: «Chodźcie, posilcie się!» J 21, 1-14

Mam jeszcze przed oczami Morze Tyberiadzkie. Miejsce spotkania Jezusa z uczniami. Stałam na brzegu i patrzyłam na jezioro.
Na to samo jezioro patrzył Jezus... Piotr zbliżał się do Niego po zdradzie, nie uciekał już, nie chował się, ale wiedząc, że jest nagi, rzucił się w stronę Jezusa, bo tylko On mocen jest odziać łaską.
Wiedział, pamiętał Jego wzrok po zaparciu się i tęsknił za tym wzrokiem. Bo jak mówi dziś I czytanie: "i nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12).
Takiego "pędu piotrowego" ku Jezusowi życzę sobie i nam wszystkim. ON chce nam pomagać. Nie, On nie tylko chce nam pomagać, ON nam pomaga, ON nas karmi.
W kościele zbudowanym obok jest skała, na którym Jezus przygotował śniadanie uczniom. Jest tam tabliczka "Mensa Christi".
Jezus zastawia i dziś Stół Słowa i Chleba. Bierzcie i jedzcie.

Fot. Morze Tyberiadzkie, to właśnie miejsce z dzisiejszej Ewangelii...

czwartek, 4 kwietnia 2013

4 IV, rany Zmartwychwstałego

On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam». Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem»... Łk 24, 35-48

Znakiem rozpoznawczym Jezusa Zmartwychwstałego są otwarte miejsca po zadanych ranach. Dlatego mówi, by uczniowie popatrzyli na Jego ręce i nogi.
Znakiem spotkania Zmartwychwstałego w moim życiu są miejsca przebaczenia w mojej historii. Rany, które już nie krwawią, wręcz przeciwnie pamięć o nich przywołuje miłość Jezusa i napełnia pokojem pojednania z ludźmi i z Bogiem moje serce.
TA MIŁOŚĆ jest silniejsza od śmierci, od ran, od krzywd, od ludzkiej głupoty. Miejsca naszego zranienia mogą przemienić się w źródła tryskające życiem, nie trzeba ich ukrywać, trzeba je tylko spotkać ze Zmartwychwstałym. Otrzymasz wówczas POKÓJ - Jego Dar - nie uwarunkowany niczym... głębszy niż nawet jego zrozumienie.

środa, 3 kwietnia 2013

3 IV, łamie dla mnie Chleb

Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. 
[...] "A myśmy się spodziewali, że"... 
[...] "O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia"... 
[...] przymusili Go, mówiąc: "Zostań z nami"... 
Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu... Łk 24,13-35

Ta Ewangelia, to nasze życie, to moje życie.
Ile razy zatrzymują mnie w drodze owe "spodziewałam się, że... ".
Dane też jest mi słyszeć mocne słowa (i Bogu za to dziękuję), że jestem "nierozumna, nieskore jest moje serce do wierzenia"...
A kolejny krok jest znowu mój. Jeśli "przymuszę" Jezusa moją miłością, moją prośbą, On zatrzymuje się ze mną w mojej ciemności, błogosławi i łamie dla mnie Chleb - swoje Ciało.
Rozpoznaję Go "nie widząc", porusza i rozpala moje serce tak, że jestem gotowa "w tej samej chwili" wrócić do Jerozolimy... i opowiadać, że Go rozpoznaję przy łamaniu Chleba.

Fot. "Łamanie Chleba" w Emaus. Ostatnia Eucharystia podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej. Już załączałam to zdjęcie, ale tak je lubię, że będę je zamieszczać jeszcze nie raz :).

wtorek, 2 kwietnia 2013

2 IV, dialog

Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę». Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Nauczycielu». J 20, 11-18

Płacz nie jest i mi obcy. Tak wyrażam swoją bezsilność, tak wyrażam smutek i żal, tak też często ujawnia się moje wzruszenie a nawet i radość czasem sprowokuje czułą łzę, zwłaszcza kiedy bywa niespodziewana.
Płacz Marii Magdaleny myślę, że był wyrazem smutku i tęsknoty, i miłości.
"Mario!" - dopiero wezwana po imieniu głosem Tego, którego miłowała, może wyjść z własnego grobu swego smutku i swoich oczekiwań, i jakby powstała z martwych może zawołać: "Rabbuni" - "Mój Mistrzu, Nauczycielu!".
Ten dialog jest bardzo intymny, bo jest na poziomie serc, choć wypowiadają usta. Takiego dialogu z Jezusem życzę sobie i każdemu z nas... codziennie. W modlitwie osobistej zatrzymaj się w swym sercu i usłysz wołanie Jezusa. Jakim imieniem nazywa Cię? Jak do Ciebie się zwraca? A Ty, jak mówisz do Niego, jakim tytułem Go nazywasz?...
Trwaj w tym dialogu, trwaj.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

łaska sakramentów

Fragment przemówienia Ojca świętego Franciszka przed Aniołem Pańskim dziś:

 ...To prawda, Chrzest, który nas czyni dziećmi Bożymi, Eucharystia jednocząca nas z Chrystusem, powinny stać się życiem, to znaczy przekładać się na postawy, zachowania, gesty, wybory. Łaska zawarta w sakramentach Wielkanocnych jest ogromnym potencjałem odnowy w życiu osobistym, rodzinnym, odnowy stosunków społecznych. Ale wszystko przechodzi przez ludzkie serce: jeśli pozwolę, by dotarła do mnie łaska Chrystusa Zmartwychwstałego, jeśli pozwolę, by zmieniła mnie w tym aspekcie, który nie jest dobry, który może wyrządzić krzywdę mnie i innym ludziom, to pozwalam, aby zwycięstwo Chrystusa utrwaliło się w moim życiu, by poszerzyło się jego dobroczynne działanie. To jest moc łaski! Bez łaski nic nie możemy uczynić. Bez łaski nic nie możemy uczynić. A z łaską Chrztu św. i Komunii Świętej mogę stać się narzędziem Bożego miłosierdzia. Tego wspaniałego Bożego miłosierdzia! 
Naszym codziennym trudem, powiedziałbym: naszą codzienną radością, jest – drodzy bracia i siostry - wyrażanie w życiu sakramentu, który otrzymaliśmy! Radości poczucia, że jesteśmy narzędziami łaski Chrystusa, jak szczepy winnego krzewu, którym jest sam Chrystus, ożywiane sokami Jego Ducha!
Módlmy się wspólnie, w imię Pana który umarł i zmartwychwstał, a także za wstawiennictwem Najświętszej Maryi, aby Misterium Paschalne mogło dokonywać dzieła głęboko w nas i w naszych czasach, żeby nienawiść ustąpiła miłości, kłamstwo prawdzie, zemsta - przebaczeniu, smutek - radości.

Fot. Komunia święta nowo ochrzczonych. Katedra szczecińska.

1 IV, tam Mnie zobaczą...

Gdy anioł przemówił do niewiast, one pospiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: «Witajcie!» One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: «Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą». Mt 28,8n

Z kazania św. Piotra Chryzologa (podkreślenia moje):

"„Idźcie i oznajmijcie moim braciom... tam Mnie zobaczą” Anioł powiedział kobietom: „Idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: 'Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie'”(Mt 28,7). Mówiąc to, anioł nie zwracał się do Marii Magdaleny i do drugiej Marii, ale w tych dwóch niewiastach to Kościół został wysłany na misję, to Oblubienicę anioł wysyłał do Oblubieńca. 
Podczas gdy odchodzą, Pan przybywa im na spotkanie i pozdrawia je mówiąc: „Witajcie, weselcie się” (grecki)... Powiedział swoim uczniom: „Nikogo w drodze nie pozdrawiajcie” (Łk 10,4); ale jak to się dzieje, że w drodze wybiega na spotkanie kobiet i je tak radośnie pozdrawia? Nie czeka, aż Go rozpoznają, nie zależy Mu, aby go zidentyfikować, nie pozwala sobie zadawać pytania, ale śpieszy się, pełen zapału, na to spotkanie. Oto co czyni moc miłości, jest silniejsza niż wszystko inne, przekracza wszystko. Pozdrawiając Kościół, to siebie samego pozdrawia Chrystus, ponieważ uczynił go swoim, stał się on Jego ciałem, jak świadczy apostoł Paweł: „I On jest Głową Ciała - Kościoła” (Kol 1,18). Tak, te dwie kobiety uosabiają Kościół w swojej pełni... 
Uważa, że te kobiety już doszły do dojrzałej wiary, przezwyciężyły własną słabość i śpieszą się w stronę tajemnicy, szukają Pana z całym żarem ich wiary. To dlatego zasługują na to, żeby dał się cały, kiedy wychodzi im na spotkanie, mówiąc: „Witajcie, radujcie się”. Nie tylko pozwala im się dotknąć, ale i pochwycić Go w miarę ich miłości... Te kobiety są w Kościele wzorem posłanników Dobrej Nowiny."

"Tam Mnie zobaczą"! Tam, to znaczy, gdzie?
W Galilei - w codzienności naszej. Miejmy oczy otwarte. Dajmy się zaskoczyć. Rozpoznajmy Go po ranach, które już nie krwawią, choć otwory pozostały. Rozpoznajmy Go. Niech serce bije nam mocniej, kiedy zbliża się do nas. Niech nogi spieszą bardziej, kiedy Miłość woła.

Fot. To tamta Galilea, każdy z nas ma swoją Galileę...