O mnie

Moje zdjęcie
Lubię mówić o sobie Baranka. Znaczy to, że należę do Niego - do Chrystusa Baranka. Chcę i próbuję świadczyć Barankowi w mojej codzienności. Anka od Baranka (nawet się rymuje :) W tym blogu znajdują się skrawki moich refleksji, które rodzą się z modlitwy Słowem Bożym. Jeśli komuś z Czytelników pomogą w poszukiwaniu miłującego Ojca, Pasterza dusz naszych, pisanie uznam za owocne. Chciałabym, by każdy dotarł do Źródła Życia, do którego mamy już dostęp przez sakramenty Kościoła. Jestem siostrą we Wspólnocie Jadwiżanek, które pomagają tym, którzy chcą Boga spotkać.

niedziela, 21 sierpnia 2016

21 VIII, ciasne drzwi

„Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli..." (Łk 13,22-30).

W tym tygodniu po raz drugi pojawia się motyw ciasnych drzwi. We wtorek było o ciasnej bramie, tj. o uchu igielnym. Żeby przejść przez nią, trzeba było rozładować wielbłąda z bagażu jaki na niego się nałożyło. Aby przejść przez ciasne drzwi, trzeba po pierwsze w nich się zmieścić, po drugie zostawić dobytek, jaki się ma.
Słuchałam tych słów Jezusa w czasie rekolekcji zakonnych. Rekolekcje roczne, to taki czas, kiedy się staje w jakimś sensie przed bramą... i "rozładowuje" z siebie (jak z wielbłąda) bagaż czy też przekonania (też bywają bagażem), jakie się uzbierało przez rok, a które nie są potrzebne (a nawet przeszkadzają) w dalszej drodze za Jezusem.
Ważnym się staje tylko to, co ma się stać we mnie, co potrzebne w miłowaniu, by było jakby naturą człowieka, by było wewnątrz, by przecisnęło się przez owe ciasne drzwi.
Muszę przyznać, że miałam trochę tego dobytku-bagażu, który nie bez trudności, ale świadomie i odważnie zostawiam w tych rekolekcjach.

Jeszcze jedno w tej kwestii muszę przyznać, że najlepszą lekcją poglądową w temacie ciasnych drzwi, jest dla mnie i już tak będzie śmierć o. Witolda (wciąż o nim myślę).
On po prostu nie musiał się starać, on w ciasnych drzwiach się zmieścił... Bo on był tym, czego nauczał, on kochał sobą, nie swoim dobytkiem.
Wracają mi w pamięci wydarzenia, rozmowy, postawy Witolda... Z perspektywy tych 26 lat, odkąd go znam, mogę śmiało powiedzieć, że Bóg za przyjaciela dał mi świętego.
A to zobowiązuje.
Ale też nadzieję mam, że przyjaźń jest wartością wieczną, że łączy dusze w różnych warstwach Kościoła (ziemskiego i niebieskiego). I w tym wszystkim na szczęście jest jedna JEDYNA szczelina na ziemi, która łączy ziemię z niebem - święta Eucharystia, która jest wydarzeniem spoza czasu...choć, jak dziś w niedzielę, o bardzo konkretnej godzinie. Wiem, że na tej Eucharystii będzie całe Niebo, i mój przyjaciel Witold. Bo w wydarzeniu Eucharystii jest zadatek prawdziwego SPOTKANIA.

3 komentarze:

  1. W obydwu wspomnianych wydarzeniach uczestniczyłem za pośrednictwem. Z pewnością to za mało, aby "wejść przez ciasne drzwi" i dotknąć tajemnicy, prawdą jest jednak, że "usiłowałem"...

    "To był człowiek, który był ufny..." https://www.youtube.com/watch?v=L9rwkID2wJo

    "Dzisiaj coraz bardziej czuję, że Różaniec to jest takie wołanie: Mamo, módl się za mnie grzesznika teraz i w godzinę śmierci mojej, Amen"

    Dziękuję... https://www.youtube.com/watch?v=s1gPtc5r_Ec

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za wydobycie ważnych słów... Nagrania te spróbuję udostępnić w następnym poście, bo chcę, by zostały na mojej stronie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyżej wspomniany post umieściłam jednak na dzień 18 VIII

    OdpowiedzUsuń