O mnie

Moje zdjęcie
Lubię mówić o sobie Baranka. Znaczy to, że należę do Niego - do Chrystusa Baranka. Chcę i próbuję świadczyć Barankowi w mojej codzienności. Anka od Baranka (nawet się rymuje :) W tym blogu znajdują się skrawki moich refleksji, które rodzą się z modlitwy Słowem Bożym. Jeśli komuś z Czytelników pomogą w poszukiwaniu miłującego Ojca, Pasterza dusz naszych, pisanie uznam za owocne. Chciałabym, by każdy dotarł do Źródła Życia, do którego mamy już dostęp przez sakramenty Kościoła. Jestem siostrą we Wspólnocie Jadwiżanek, które pomagają tym, którzy chcą Boga spotkać.

sobota, 27 sierpnia 2016

27 VIII, zaryzykować czy zabezpieczyć?

 ... Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć ... (Mt 25,14-30)

Życie i miłość - to talenty, które dostałam. Te mają wartość nieskończoną, większą niż talent złota, który waży ponad 34 kg.
Zaryzykować czy zabezpieczyć?
Puścić w obieg, to zaryzykować, oddać innym, oderwać od siebie...
Tak pomnaża się miłość. Pomnaża się wychodzeniem z siebie, darowaniem innym siebie, czasu, przebaczenia.
Odwaga i twórczość w miłowaniu (pomimo lęku, który nosimy i który jest na usługach egoizmu) jest łaską do podjęcia.

Już kiedyś cytowałam Jana Pawła II, ale nie zaszkodzi jak powtórzę:
"Otóż pragnę podkreślić, że u podstaw każdego z tych wielu zróżnicowanych talentów każdy z nas, każdy bez wyjątku, również nie należący do świata kultury i nauki, dysponuje nade wszystko jednym: uniwersalnym talentem, którym jest nasze człowieczeństwo, nasze ludzkie „być” (esse). 
Ewangelia ze swym przykazaniem miłości uczy nas pomnażania tego przede wszystkim talentu: talentu naszego człowieczeństwa. Ostateczny osąd naszego życia będzie też tego talentu dotyczył nade wszystko. Ten zaś talent pomnaża się „przez bezinteresowny dar z siebie samego”, czyli przez miłość Boga i bliźnich".

piątek, 26 sierpnia 2016

26 VIII, nasze "nie mam" w dłoniach Maryi

... kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”.
Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja”.
Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”... (J 2,1-11)

Maryja słyszy to, co słyszy.
Tym od nas się różni, że jest przekonana, że słowo Jezusa jest DOBRE. Maryja cała jest Jezusowa, jest Mu wydana (w całym swoim myśleniu, w swojej wolności), dlatego może z ... Bogiem dyskutować.
Jej słowa "zróbcie wszystko, co wam powie" pokazują jej dyspozycję.
Jestem Bogu wdzięczna za Maryję!
Jeśli zapraszamy Ją do naszego życia, to nie martwmy się o nasze "nie mam"... Ale bądźmy uważni na słowo Jezusa.

czwartek, 25 sierpnia 2016

25 VIII, szczęśliwy sługa

... i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby na czas rozdawał jej żywność? Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności... Mt 24,42-51

Kilka haseł:
- Czuwanie jest trudem, bo nie przyśpieszy przyjścia... Ono jest jakąś biernością a z drugiej strony gotowością spotkania. Łaska danej chwili, nie przyjdzie w innej (parafrazując św. Faustynę).
- Sługa ze zleconym zadaniem. Jakie jest moje zadanie? Czy je wypełniam? I jak je wypełniam?
- Szczęście, które jest konsekwencją tej służby. Czasem warto się potrudzić i zestawić ze sobą rozumienie szczęścia mojego z rozumieniem szczęścia w nauczaniu Jezusa...
Dla mnie mocnym akordem na koniec modlitwy była lektura I czytania 1 Kor 1,1-9.

środa, 24 sierpnia 2016

24 VIII, znasz mnie, Panie

Powiedział do Niego Natanael: "Skąd mnie znasz?" Odrzekł mu Jezus: "Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym"... (J 1, 45-51)

W mojej modlitwie pytanie: "skąd mnie znasz?" przerodziło się w pewność umiłowania.
Nikt mnie nie zna, tak jak Bóg! Nawet ja siebie do końca nie znam.
Dlatego odpowiedzią na to pytanie, jest we mnie wołanie: "Panie, Ty znasz mnie!" i cały Psalm 139 ciśnie się na usta...

Fot. Jadwiżanka modląca się nad brzegiem Wisły w Zawichoście :)

wtorek, 23 sierpnia 2016

23 VIII, ku nawróceniu

„Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać...". (Mt 23,23-26)

Te słowa Jezusa są wielkim miłosierdziem! Kierują ku nawróceniu.
Przekonanie o własnej nieskazitelności, jak też troska o drobiazgi ze względu na prawo a nie ze względu na człowieka, jest wielką iluzją sprawiedliwości.
Dużo lepiej jest mieć świadomość własnej słabości, niesprawiedliwości, braku empatii i własnej niewiary... One przywołują pomoc Bożą!
Zadałam sobie dziś pytanie: "czy Bóg jest drobiazgowy, czy jest szczegółowy?"
Odpowiadam sobie, że jest taki. Ale jestem przekonana, że jest taki w tym sensie, że szuka we mnie tego drobiazgu, szczególiku, który woła Jego pomocy. Obym tylko swojej słabości nie przykrywała drobiazgami pozornego wypełniania prawa.
Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef 2,8-9) - taka świadomość i pamięć - to też łaska.
ŁASKĄ JESTEŚMY ZBAWIENI!

niedziela, 21 sierpnia 2016

21 VIII, ciasne drzwi

„Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli..." (Łk 13,22-30).

W tym tygodniu po raz drugi pojawia się motyw ciasnych drzwi. We wtorek było o ciasnej bramie, tj. o uchu igielnym. Żeby przejść przez nią, trzeba było rozładować wielbłąda z bagażu jaki na niego się nałożyło. Aby przejść przez ciasne drzwi, trzeba po pierwsze w nich się zmieścić, po drugie zostawić dobytek, jaki się ma.
Słuchałam tych słów Jezusa w czasie rekolekcji zakonnych. Rekolekcje roczne, to taki czas, kiedy się staje w jakimś sensie przed bramą... i "rozładowuje" z siebie (jak z wielbłąda) bagaż czy też przekonania (też bywają bagażem), jakie się uzbierało przez rok, a które nie są potrzebne (a nawet przeszkadzają) w dalszej drodze za Jezusem.
Ważnym się staje tylko to, co ma się stać we mnie, co potrzebne w miłowaniu, by było jakby naturą człowieka, by było wewnątrz, by przecisnęło się przez owe ciasne drzwi.
Muszę przyznać, że miałam trochę tego dobytku-bagażu, który nie bez trudności, ale świadomie i odważnie zostawiam w tych rekolekcjach.

Jeszcze jedno w tej kwestii muszę przyznać, że najlepszą lekcją poglądową w temacie ciasnych drzwi, jest dla mnie i już tak będzie śmierć o. Witolda (wciąż o nim myślę).
On po prostu nie musiał się starać, on w ciasnych drzwiach się zmieścił... Bo on był tym, czego nauczał, on kochał sobą, nie swoim dobytkiem.
Wracają mi w pamięci wydarzenia, rozmowy, postawy Witolda... Z perspektywy tych 26 lat, odkąd go znam, mogę śmiało powiedzieć, że Bóg za przyjaciela dał mi świętego.
A to zobowiązuje.
Ale też nadzieję mam, że przyjaźń jest wartością wieczną, że łączy dusze w różnych warstwach Kościoła (ziemskiego i niebieskiego). I w tym wszystkim na szczęście jest jedna JEDYNA szczelina na ziemi, która łączy ziemię z niebem - święta Eucharystia, która jest wydarzeniem spoza czasu...choć, jak dziś w niedzielę, o bardzo konkretnej godzinie. Wiem, że na tej Eucharystii będzie całe Niebo, i mój przyjaciel Witold. Bo w wydarzeniu Eucharystii jest zadatek prawdziwego SPOTKANIA.

czwartek, 18 sierpnia 2016

18 VIII pogrzeb o. Witolda

Pogrzeb o. Witolda odbył się w czwartek 18 sierpnia 2016. Choć w tym czasie trwały nasze rekolekcje zakonne, przełożeni umożliwili mi wyjazd na pogrzeb.
Ze strony http://www.sluzew.dominikanie.pl/index/ ściągam relację z pogrzebu, bym mogła do niej czasem wracać...
pogrzeb o. Witolda Słabiga OP
homilia z pogrzebu o. Witolda
filmik w podziękowaniu o. Witoldowi
zdjęcia z pogrzebu
świadectwo współbrata
Fot. To drugie zdjęcie zrobiłam w drodze z cmentarza. Nad murem parafialnym był ten baner... Dla mnie bardzo wymowny, bo zauważyłam go właśnie wracając z pogrzebu... Choć ciało zostało na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej, to jednak wiem, że Witold żyje w Bogu.

A jednak, to załączę w całości a nie tylko linkiem: