O mnie

Moje zdjęcie
Lubię mówić o sobie Baranka. Znaczy to, że należę do Niego - do Chrystusa Baranka. Chcę i próbuję świadczyć Barankowi w mojej codzienności. Anka od Baranka (nawet się rymuje :) W tym blogu znajdują się skrawki moich refleksji, które rodzą się z modlitwy Słowem Bożym. Jeśli komuś z Czytelników pomogą w poszukiwaniu miłującego Ojca, Pasterza dusz naszych, pisanie uznam za owocne. Chciałabym, by każdy dotarł do Źródła Życia, do którego mamy już dostęp przez sakramenty Kościoła. Jestem siostrą we Wspólnocie Jadwiżanek, które pomagają tym, którzy chcą Boga spotkać.

środa, 20 września 2017

20 IX, dać się ponieść Duchowi

Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci, które przebywają na rynku i głośno przymawiają jedne drugim: «Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali».
Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: «Zły duch go opętał». Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników». A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność. (Łk 7,31-3)

Intryguje mnie dzisiejsza Ewangelia. Zawsze mnie intrygowała. O kaprysach dzieci wiem tyle, co czasem widuję u dzieci znajomych czy przyjaciół. Widzę, że są często zachowania dzieci nielogiczne i kapryśne.
W tej alegorii do współczesnych Jezusowi (też do nas) widać wyraźniej zahamowanie, opór na działanie Ducha Świętego. Jest mi też to znane z autopsji. Wolałabym ja pokierować, wolałabym, by było po mojemu, a tu przychodzi to czy tamto wydarzenie i mam opór wejść w rzeczywistość, przyjąć ją i współpracować w tej rzeczywistości z łaską.
A jednak dzieci mądrości (nie kaprysu), są otwarte na zabawy minorowe i majorowe. Duch prowadzi przez góry i doliny. Wszystko ma sens! Mądrość została usprawiedliwiona przez wszystkie swoje dzieci. Przez ich poddanie się Jej prowadzeniu.
Dobrze, że od jakiegoś dłuższego już czasu odkrywam głębiej różaniec. W kontekście dzisiejszego Słowa uczy on mnie przechodzenia z upodobaniem od tajemnic radosnych do bolesnych i od bolesnych do chwalebnych...

wtorek, 19 września 2017

19 IX, tremendum i fascinosum

A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: „Wielki prorok powstał wśród nas i Bóg łaskawie nawiedził lud swój”. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie. (Łk 7,11-17)

Jezus wskrzesił młodzieńca z Nain. Dla wszystkich tam zgromadzonych, to był szok, który obejmował doświadczenie tremendum et fascinosum. Trwoga dogłębna z racji bliskości działania Boga, przy równoczesnej świadomości własnej małości i grzeszności i radosna fascynacja z Jego działania, to wszystko w jednym.
Tremendum i fascinosum zawsze występują razem i nie sposób ich rozdzielać. Fascinosum to, co pociąga, to miłość i miłosierdzie Boga. Tremendum to słuszna trwoga i groza duszy, która staje przed Bogiem i wobec Boga.
Staję dziś świadomie wobec Boga, obecnego w Sakramencie Eucharystii, w tym doświadczeniu tremendum i fascinosum, pozwalam sercu poczuć z obu stron naleganie; staję, jak pomiędzy kamieniami młyńskimi, które mielą ziarno. To doświadczenie ma "zmielić" moje serce, ma je skruszyć, by był z tego chleb miłości, do ułamania i kosztowania dla każdego.

Fot. Kamienie młyńskie rozdrabniające ziarno.

niedziela, 17 września 2017

17 IX, ku spójności

Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi. (Rz 14,7–9)

Wszystkie dzisiejsze czytania mówią czy prowadzą ku przebaczeniu wzajemnemu. Liturgicznie można by nazwać tę niedzielę, niedzielą przebaczenia, czy pojednania. Zauważmy, że kumulacja tego tematu jest w dzień Pański, w niedzielę, co nie jest przypadkowe, gdyż dążenie, siłę i motywację do przebaczania daje Chrystus Zmartwychwstały i de facto tylko On sam.
Każde przebaczenie, każdy krok ku pojednaniu, większemu czy mniejszemu, jest konkretem w drodze ku celowi ostatecznemu człowieka. W drodze ku Domu Ojca. I jeśli poddajemy nasze serce na kształtowanie przez Słowo Boga i zaczynamy tak postępować, to jak pisał C.K. Norwid (a nasz Ojciec Założyciel lubił powtarzać): «każda fałda głównemu skinieniu służy». 
Modlę dziś o taką spójność serca, by wszystkie moje poczynania i zaprzestania, układały się ku temu głównemu skinieniu, jakim jest Miłość.
II czytanie, które zacytowałam, właśnie tę spójność uwydatnia. "Dla Pana"! W życiu i w śmierci.
Słucham tych słów także jako lekarstwo na niepokój związany z odchodzeniem naszego Ojca Założyciela (stan zdrowia jest wciąż na granicy życia i umierania). To czytanie jest mi pociechą i daje pewność głównego skinienia życia bpa Wacława. Wiem, że należy on do Pana; i w życiu, i w śmierci, i w passze między tu i tam...

piątek, 15 września 2017

15 IX, rodząca Kościół

Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. (J 19,25-27)

W dniu wspomnienia Maryi Matki Bolesnej - rodzącej Kościół pod krzyżem Jezusa - mamy też swoje urodziny jako Wspólnota. W tym dniu pierwsze siostry zamieszkały razem na strychu, przygotowanym na zamieszkanie, przy ul. Sławkowskie w Krakowie.
W tym dniu od lat siostry składają pierwsze śluby. Dzień przed, zazwyczaj są obłóczyny dla wchodzących w nowicjat. Tak było i wczoraj. Tutaj o tym więcej.
Kiedy dziś podczas jutrzni usłyszałam słowa św. Pawła o tym, że teraz raduje się w cierpieniach na nas i ze swej strony w swoim ciele dopełnia braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół, to pomyślałam o naszym Ojcu Założycielu bpie Wacławie, leżącym w szpitalu. On też nas wciąż jako Wspólnotę rodzi przez swoje cierpienie.
Wracam do Matki spod krzyża. Patrzę na Nią, jest mi (jest nam) dana za Matkę. Jan wziął Ją do siebie. Czy w moim mieszkaniu (szeroko rozumianym) jest Maryja przyjęta?

Fot. Maryja z Janem od krzyżem ze strony: Oblicza Matki Bożej.

czwartek, 14 września 2017

14 IX, tak umiłował

A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.  (J 3,13-17)

Krzyż podarł akt naszego potępienia, złamał kajdany śmierci. Krzyż jest manifestacją miłości Boga (św. Jan Chryzostom): Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.
W refrenie psalmu responsoryjnego powtarzamy dziś: "Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy"! To zawołanie jest dla mnie komentarzem do dzisiejszego święta Podwyższenia Krzyża Świętego.
Każdego dnia wykonuję znak krzyża, nawet kilka, kilkanaście razy dziennie się żegnam... Po co? Właśnie po to, bym wielkich dziełach Boga nie zapomniała, tzn., bym nie zapomniała o umiłowaniu przez Boga. Po to też krzyże nas "zaskakują" na naszych drogach fizycznych i duchowych...
***
Trochę dobrej lektury:
"Chrystus na krzyżu jest Królem, jest wywyższony, jest Królem. 
Przeżywa akt największej wolności i jest Arcykapłanem: Jego śmierć na krzyżu jest ofiarą z siebie. Odda ducha w absolutnej wolności. Jako akt miłości do każdego z nas, ofiary samego z siebie, kapłaństwa, w którym się składa na ofiarę nie martwe zwierzęta, tylko siebie żyjącego. 
Oczywiście to jest to, co z krzyża potrafi uczynić Jezus, i On to potrafi uczynić ze swojego krzyża, i On to potrafi uczynić z naszego krzyża. On to naprawdę potrafi uczynić z naszego krzyża. 
To znaczy Jego Łaska jest taka, że ten krzyż, który na co dzień odbieramy jako przekleństwo - i słusznie, którego nie rozumiemy - i słusznie, który nas niszczy i gwałci, także niszczy nas pytaniem - dlaczego? - i my nie znamy odpowiedzi na to pytanie – dlaczego? - więc ten krzyż Jezus potrafi uczynić sensownym, kiedy czerpiemy od Niego Łaskę, żeby ten krzyż uczynić miejscem miłości do drugiego, oddania życia, ofiary kapłaństwa, które jest nam zadane we chrzcie.
Człowiek sam z siebie nie jest w stanie tego zrobić. Ale w Jezusie tak! W Jezusie tak!" (bp Grzegorz Ryś, dziś ogłoszony nowym metropolitą łódzkim)

środa, 13 września 2017

13 IX, pod Jego wzrokiem

W owym czasie Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: „Błogosławieni jesteście...".  (Łk 6,20-26)

Doświadczenie tych wszystkich sytuacji dyskomfortu (mówiąc językiem współczesnym), jakie są nazwane w błogosławieństwach i równoczesne przeżywanie pokoju, dyspozycyjności i przepustowości miłości jest możliwe tylko w spotkaniu wzrokowym z Jezusem. Tak też św. Łukasz zaczyna tekst błogosławieństw: "Jezus podniósł oczy...".
Życie w doświadczeniu spojrzenia Miłości, jest jak życie kwiatów w słońcu, które odbijają w swoim pięknie tenże dar słońca.
Po sobie wiem, że czas modlitwy pogłębionej kruszy we mnie jakąś wewnętrzną bazę szukania szczęścia doczesnego li tylko. Po spotkaniu na modlitwie z Panem, mam większą łatwość wchodzenia w sytuacje tracenia życia, w sytuacje po ludzku przegrane. Coś wówczas dzieje się we mnie, że doświadczam pokoju, dyspozycyjności i poczucia przepustowości miłości Bożej przez moje "tu i teraz".
Słuchanie "Biada", które Jezus wypowiada, jeśli też mam oczy swoje w tym spotkaniu wzrokowym z Nim, jest trzęsieniem ziemi mego serca...

wtorek, 12 września 2017

12 IX, Maryja i nasza najważniejsza godzina...

W czasie po paschalnym jest wiele świąt Maryjnych. Lubię te dni, kiedy tak jakbym się "potykała" o Maryję... Liturgia tych dni mnie rozkrochmala :). Te dni mi uświadamiają, że Maryja przecież jest ciągle w Kościele, że jest kimś, kogo obecność pociesza i wspiera.
Choć Liturgia Godzin jest dziś dowolna, co do wspomnienia imienia Maryi, to chcę zacytować tu hymn z nieszporów:

1. Łodzi z koralu,
Serc Przewoźniczko
Ponad głębiną,
Kładko cedrowa
W nas przerzucona,
Przenieś mą miłość.

2  Granico prosta,
Którą Bóg serca
Nasze przemierzył,
Włącz ziemie żyzne
Do ciała mego,
Co puste leży.

3  Dwunastodźwięczna
Cytaro, której
Struny są z nieba,
Dźwięk mowy ludzkiej
Dla ucha mego
Przywróć od nowa.

4  Łask Błyskawico,
Rozwiąż mi oczy,
Bym w nich obudził:
Matkę i ojca,
Siostry i braci,
I wszystkich ludzi.

5  O, wstąp w me grzechy,
Jak w miasta judzkie,
Swoim imieniem:
Mario z Libanu!
Mario z Egiptu!
Mario z Betlejem!

6  Jak krzak skarlały,
Jałowiec ciemny
Jest moja wiara,
Pozwól jej rosnąć,
Panno wysoka,
Ku niebu dalej!

7  Niech w Ciebie wejdzie,
Za Tobą idzie,
Przed Tobą pada,
Różo otwarta,
Lipca pogodo,
Psalmie Dawida! Amen.

Od wczoraj jestem w Sandomierzu. Nasz Ojciec Założyciel mocno zasłabł, jest w szpitalu. Wiek jest taki, że kieruje ku przejściu temu najważniejszemu w życiu każdego człowieka... Medycyna próbuje jeszcze tu zatrzymać... Pocałowałam go w czoło na dobranoc i szepnęłam coś osobistego do ucha. Wiem, że Maryja będzie przy nim, bo wiele tych zdrowasiek wyszeptał on i wyszeptujemy my do Niej: "Maryjo, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej".