Wiersze moje

Wiersze albo się piszą, albo się nie piszą. Nie planuję ich, same przychodzą. Nie są arcydziełem literackim, ale są jakąś częścią mnie - dziecka (arcydzieła) Bożego, bo każdy takim Bożym arcydziełem.
Wydobywam z zapisków sprzed laty, ułożą się więc nie chronologicznie, ale jak popadnie. Może komuś coś powiedzą, może ktoś się uśmiechnie, zamyśli, może pomodli. Oddaję Wam moje słowo:

„Głębia przyzywa głębię” - napisany 29 maja 2004 r. Wigilia Zesłania Ducha Świętego (w dniu skupienia z konferencją ks. Hajduka o kobiecości konsekrowanej)

Różnie ludzie okazują miłość
            widzialnym znakiem RZECZYWISTOŚĆ
Ja też okazywałam
            poprzez spojrzenie
                        pocałunek
                        dotyk
                        słowo
            czasem bardziej bezinteresownie
                                   przez dobry czyn
                                               modlitwę

Głębia przyzywa głębię…
            hukiem wodospadów
            i ja DAJĄC – WOŁAŁAM…

            i Ty Panie o tym wiesz
            i się nie dziwisz
i się uśmiechasz

            a ja mam dziś łzy w oczach
            to nie są łzy żalu
                        czy smutku
            to łzy SAKRAMENTU
                        widzialny znak RZECZYWISTOŚCI SERCA –
M I Ł O Ś C I –
to moje wyznanie miłości do Ciebie…

Przyjmij proszę
            i wiedząc dobrze,
            że wciąż głębia przyzywa głębię
            ODPOWIEDZ

Chcę być posiadaną
            Przez TWEGO DUCHA
Chcę światu okazać TWOJĄ CZUŁĄ DOBROĆ
ale przede wszystkim –
            chcę TOBIE okazać
            TWOJĄ WŁASNĄ MIŁOŚĆ

(Pnp 4,16) „Niech wejdzie miły mój do SWEGO ogrodu
                        i spożywa jego najlepsze owoce!”

PRZYJDŹ DUCHU ŚWIĘTY
i przyjdź Panie Jezu
Maranatha.

***

Boża matematyka na karuzeli oparta (2006 r.)

Jeden pracował dzień
drugi godzinę
     - zapłata ta sama

Jeden dostał dziesięć

drugi jeden
     - a Ty pytasz nie "ile", ale "czy" pomnożył

Jeden mówi "nie chcę", a idzie

drugi entuzjasta 
     - a jednak zawodzi

Szuka ktoś wielkości

      wskazujesz mu dziecko

Ktoś zbiera życie całe

      i ma puste konto
ktoś daje, niewyczerpanie

Poniżenie - wywyższenie

     zawrót głowy
jak na karuzeli - do góry nogami

W sercu pragnę ukryć swą nędzę

     a Ty wydobywasz...

      ... jeszcze wciąż się boję 

                         tej Twojej karuzeli...

***

Przygotowane wonności (2014, podczas rekolekcji ignacjańskich IV tygodnia) 

Razem z kobietami
dobieram starannie wonności
dla Ciebie ode mnie
- to ma być dar ostatni

Koszta nie mają znaczenia
chcę dla Ciebie wszystkiego
by Twoje CIAŁO
miało godny odpoczynek

Niosę ciężar kilogramów
w tej drodze pod górę
chcę Ci usłużyć
ten raz ostatni

Kamień odsunięty
– jak dobrze –
tym szybciej Cię dotknę
namaszczę, ucałuję

Niepokój
coś tu nie tak jak powinno
Mówią,
że Cię nie ma

Kilogramy wonności i trud drogi
jeszcze
obciążają serce
i zatrzymują przy sobie

SŁOWO zaś
potwierdzające spełnienie SŁOWA
stwarza mnie na nowo
STWARZA, KSZTAŁTUJE i POSYŁA

Mówię: TAK!
Niech się dzieje, jak Ty chcesz,
bo i ja tego chcę.

Zostawiam wonności (decyzja)
Zostawiam jak dzban samarytanka

Chcę iść do Twoich
do wszystkich
i mówić im, że TY ŻYJESZ,
że grób jest pusty.
***
Moja potrzeba „bycia potrzebną”
spełniła swoją rolę
przyprowadziła mnie do Ciebie

a w TOBIE dokonuje się (moje)
NOWE STWORZENIE
jestem, bo JESTEŚ!

21 XI 2014, Gdynia

***

„Już i jeszcze nie” – napięcie adwentowe (2014)

Już we mnie Twa iskra jest
i jeszcze nie ma pełni Twego Ognia
Maranatha!
Przyjdź, Panie Jezu!

3 XII 2014 

***

takie myśli nieuczesane... z 2008 roku

Moje kuszenia (Mt 4, 1-11)

dotyczy głodu; zaufania; posiadania

Te kuszenia to jest sprawa widzenia,
patrzenia na siebie, na Boga, na stworzony świat.
Bo każdy ma swoją pustynię
i każdy swego oszczercę.
Ileż słów w ciągu dnia słyszysz
wokół siebie, w sobie...
Czy rozpoznajesz kto mówi?
A to jest tak ważne
jak równowaga na linie,
bo ktoś Jeden-Jedyny stwarza, jednoczy
a ktoś inny przebiegle dzieli.

„Spraw, by te kamienie stały się chlebem”
Słyszę w tym też siebie...
...by te kamienne serca wreszcie dały mi siebie...
Znam głód chleba, głód człowieka, głód miłości
Ile tych głodów do zaspokajania?
Za tym wszystkim głód nienasycony – to ślad Nieskończonego w nas –
więc zostaw te kamienie, zostaw ludzkie serca – nie nasycą!
SŁOWO stało się Chlebem,
Byś codziennie iść mogła dalej...
Z niezaspokojonym głodem.

 „Napisane jest, że Aniołowie nosić Cię będą...
Rzuć się więc w dół, jeśli jesteś Synem Bożym”
Kto mi to mówi i po co?
 – znowu salto na linie! –
Więc weź ster w swoje ręce i wybierz:
czy chcesz odpowiadać na oczekiwania
czy chcesz pielęgnować postawę zaufania?
Zaufanie Słowu – powiedział mi przecież – „jesteś Synem”,
faktu bycia Synem nie trzeba udowadniać!
(z faktami się nie dyskutuje!)
I pamiętaj, że ufności się też nie udowadnia nikomu
ona jest jak Miłość, która nie szuka poklasku i nie unosi się pychą...
Ufność się rodzi...
 – jej matką jest radość z samego siebie –
z faktu, że jest się umiłowanym Dzieckiem Bożym.

 „Upadnij i oddaj mi pokłon”
Owszem, upadam czasem boleśnie
ale pokłon należy się Bogu!
Proszę Cię, mój Panie:
Niech każdy mój upadek będzie z drogi krzyżowej
a nigdy pokłonem i chęcią posiadania,
posiadania bogactw, szacunku, władzy, człowieka itp...
Jestem Synem i wiem, że
„wszystko Twoje jest moje” (por. Łk 15, 31),
bo i moje jest Twoje
jest Twoim darem
Ojcze mój!

Zawichost, I NWP, 10 lutego 2008 roku.

***

Dla p. Andrzeja G. (2006)

Kto zrozumie sens tego świata?
Jego cierpień, sukcesów i walk…
Kto odpowie na prastare:„dlaczego?” „jak długo?”
Gdy trwanie w życiu przynosi wciąż ból…

Baranku,
Daj cierpliwość czekania na Ciebie
Dodaj sił, gdy nie chcę już iść
Wlej łagodność, gdy umysł się burzy
A nadziei w sercu znowu już brak…

Pozwól stanąć przy Tobie z odwagą
Moje troski na barki Twe złóż
Naucz milczeć, gdy słowo bluźniercze
Wyrwać się zechce dziś z moich ust…

Naucz wierzyć, że Życie możliwe,
Mimo śmierci, co w ciele mym tkwi
Ufność mą wzmocnij słowem bliźniego
Miłość codzienną ustrzeż od zła.

Gdy kiedyś otworzysz pieczęcie historii
Moje życie w kontekście ujrzę i ja:
Ból mój wypalił na sercu Twym ranę
Lecz i w mym bólu Ojciec Twój trwa…

11.03.2006 DS.

***

Mój Boże, potrzebuje Cię (2004 r)

Duch
            Miłość
                        Przebaczenie
Przebaczenie
            Miłość
                        Duch
Dar i Droga do przyjęcia Daru

Mój Boże, potrzebuje Cię,
Potrzebuję nawet do tego, żeby przyjąć od Ciebie DAR
Byś mnie uzdolnił do przebaczenia
Bez Ciebie nic…

„Wypróżnij mnie” od siebie samej
i napełnij Twoim Duchem
            Twą Miłością.

Bo tego chcę,
            Bo to jest ŻYCIE
                        Bo Ty dla mnie umarłeś i zmartwychwstałeś
                                   Bo Ty mnie MIŁUJESZ
                                   I ja chcę o tym
                                   ŚWIADCZYĆ.
                                               Amen.
17 maja 2004 r. Medytacja

***

Droga na pustynię  (2006 r.)
Mk 10,17-27 i Oz 2,16n

Spotkanie z Tobą
Spotkanie z Miłością
I słowo „odejdź”, idź, sprzedaj, co masz…
            (Na pustynię cię wyprowadzę)
A potem przyjdź i chodź za Mną…

Żeby dać się zaprowadzić na pustynię
Muszę przejść wiele posiadłości
Trochę tego w życiu się uzbierało…
A przecież muszę wrócić – pustynia to etap…
Potem wróć i choć za Mną…

Pustynia: ja i Ty – Ty i ja
Obecność i pustka…
Twoja miłość, Twe słowo, Twój chleb
I moje ciało, pragnienia, głody..
Przytulisz?
Przemówisz?
Nakarmisz?

Teraz Ty zapytujesz…
            Słucham
To nie pojedynek, kto kogo przetrzyma…
Na pustyni – my JEDNO – zauważ…
Nie tylko tyś zdana na Mnie
Ale i Ja na Ciebie…
Potrzebuję, Cię Aniu…

            Razem do Ojca domu dojść musimy
            W zaufaniu,
            Że On prowadzi…

27.02.2006 DS. Starowiślna

***

Pani Małgosi, dziękując… (2006 r.)

Małgorzata? Alicja?
Które imię na białym kamyku wyryte?…
A może po prostu „Oblubienica”?
Kto wie?…
PAN WSZYSTKO WIE…

Przeszła drogę krzyżową do końca
Światło Taboru rzucało jej blask
Panu i innym służyła – jak mogła –
Doświadczając niemocy nie raz...

Pan przyjął jej miłość – oczyścił jak złoto –
w tyglu cierpienia wypalił jej kształt
w zaciszu markowym Krzyż z sercem połączył…
…JUŻ NIC NIE ROZDZIELI…

18.02.2006 (dwa dni po śmierci)

***

JÓZEFIE,  (2005 r.)

Nie będzie poezji
Wszak sama proza życia

Byłeś blisko
Mimo wszystko
Niosłeś wiele
z NIĄ
(sam więcej jeszcze)

Dziękuję i proszę
Naucz nas bliskości pomocnej

18.03.2005.


***

Dom Ojca u Ciebie…  (2005 r.)
                           Ireneuszowi

ON odszedł do Ojca
Tam – serce Twe z Nim
Tu – Matka została Ci dana

tam czy tu
MIŁOŚĆ – Twa droga
tam w wieczności
tu w codzienności

Jeśli kto Mnie miłuje
Ojciec mój umiłuje go
i przyjdziemy do niego
i będziemy u niego przebywać

Ojciec tu? do mnie?
u mnie przebywanie?

Tak
u Ciebie Ireneuszu
to Duch i Oblubienica (wziąłeś Ją do siebie) wezwały:
„Przyjdź!”

30.01.2005


***

Idę do Ojca  (2005 r.)
                        Dla I.

Idziesz do Ojca?
Więc w tym samym kierunku…
Cieszę się
Razem raźniej

Można dołączyć?
Aha…
Nie dorastam…
Nie potrafię dotrzymać kroku…
Nie potrafię mówić…
Nie potrafię zrozumieć…
Czego jeszcze nie potrafię?
Oj, pewnie litanii nie byłoby końca
Lepiej już nie mów,
Nie dołuj mnie bardziej…
(chyba że mnie nauczysz)
Inaczej
to boli
Bo to nie jest cała prawda…

Chcesz być pierwszy
Bez utrudnień
Wolny
Dumny
Zdecydowany
Bez bagażu
Doskonały

Chylę czoła
Maratończyku
Zejdę za bok
Zrobię Ci miejsce
Byś nie musiał zwalniać

Idź
szerokiej drogi
Mój Drogi

Ja cóż
Idę wolniej
Z „wielką torbą” nie da się inaczej…
(zapytaj Maryję o Jej szybkość w drodze do Betlejem)
Może czasem człapię
Czasem jednak biegnę co tchu
Skaczę jak kangurzyca J
A czasem zatrzyma mnie ktoś
wzywający pomocy
I daję się zatrzymać

Czy dojdę na czas?

Czy dojdę, Ojcze?
Jaka droga przede mną?
Czy nie pobłądzę?

Już się tym nie martwię
ON jest moją DROGĄ

Dzięki Ci za Jezusa
Syna Twego – moją Drogę
W Nim jestem z Tobą
tu i teraz
W Nim jesteś dla mnie
dziś bliski

W Nim jestem w DOMU
u Ciebie, mój Ojcze
w każdej chwili

bo Droga staje się Prawdą i Życiem
                                               moim

wiecznym życiem moim.

26.01.2005 r.

***

„Daj mi pić”  (2003 r.)

Tak jak z Samarytanką
- nie rozumiemy się, Jezu -
każdy o swoim,
swoim językiem…

Ja chodzę swoją drogą:
            do swojej studni
pragnę
szukam miłości
czekam na zrozumienie, przyjęcie
chcę się nasycić bliskością…

A TY stajesz
            na tej mojej ścieżce
i mówisz –„Daj Mi Aniu pić”

Dziwię się Tobie
że czegoś chcesz ode mnie
Dziwię się
- przede wszystkim tym -
że mnie ZAUWAŻYŁEŚ…

Ty się nie przejmujesz
CHCESZ skorzystać z MEGO NACZYNIA…

I będziesz STALE
Stawał mi w poprzek
Żebym szukając miłości
- spotykała Ciebie
Żebym pragnąc miłości
- innych nią obdarowywała

„Daj Mi Aniu pić”
TAK, PANIE –
Oto ja, poślij mnie,
            weź mnie,
            przyjmij
            i daj mi Siebie

marzec 2003 r.


***

Droga powołania (2008 r.)

Po wołaniu, trzy kroki uczynić trzeba:
wyruszyć, wytrwać, dać się przemienić.

Trzeba wyjść z domu swego ojca,
by stać się przekazicielem błogosławieństwa
wszystkim, którzy zdążają do Ojca Domu...

Trzeba wytrwać w trudach i przeciwnościach dla Ewangelii,
żeby doświadczyć danej mocy Boga
nie przypisując jej własnym czynom...

Trzeba pozwolić Jezusowi dotknąć Eucharystią
i uwierzyć w możliwość przemiany,
by tak jak kiedyś biała szata
– tak dziś habit –
zajaśnieć mógł blaskiem Chrystusowego zmartwychwstania...



Zawichost, 17 II 2008 r.. wnioski z medytacji na II NWP rok A

***

SAMARYTANKA – Daj Mi pić!  (2008 r.)

 Jezu, na czym polega dziś Twoje pragnienie? (J 4, 7)
– Pozwól, że spróbuję odgadnąć z Twych Słów...

Pragniesz, ... by Cię widziano pośród ludzkich spraw,
                        świadomość Twej Obecności, by była stała w nas,
     ... byśmy korzystali przez wiarę z dostępu do łaski
                        i mieli nadzieję na wodę w pustyni,
     ... byśmy nie stawiali tamy Twej miłości rozlewającej się w sercach
                        i Duchowi pozwolili prowadzić nas, gdzie tylko zechce...

Jezu, Ty ciągle szukasz... czego Ty chcesz? (J 4, 23)
 – Bym w duchu i prawdzie oddała Ojcu cześć...

Uklęknąć ciałem – to czynię od dawna,
uniżyć się duchem – trudniej przychodzi,
a wewnątrz siebie stanąć przed Prawdą
 – w przejrzystym nurcie sumienia –
to nie tylko uczucie, szczerość, czy skrucha...,
to być stale w dialogu z Jezusem,
w Jego oczach – jak w wodzie – przeglądać się nie raz...

Zawichost, 24 lutego 2008 r., z medytacji III NWP 

***

Dobrym Pasterzem,
obrazem Boga niewidzialnego,
może być tylko Syn,
który stając się Barankiem,
zaufał do końca Miłości Ojca
i podzielił się ze mną tym zaufaniem.
  
13 kwietnia 2008 roku, Niedziela Dobrego Pasterza

***
Tyś UMIŁOWANY(A)!
- ja dziś tylko cytuję -
Ojca głos
niech w twych uszach zamieszka,
Duch niech przeniknie do serca
i rozgości się w nim
SYNowsko
na zawsze!

w święto Chrztu Pańskiego

***
Otwarło się Niebo
Dziś tak jak wtedy…

Światłość?
Słońce?
Czy tylko błysk?
A może myśl…
Kto wie?

I zabrzmiał głos Ojca.
Zabrzmiał? czy zagrzmiał?
Może przemówił?
A może milczał?
Kto wie?

Ten wie, kto wie…
Kto pozwalał
dotykać swych uszu
i pluć w swoje oczy,
żeby przejrzeć…
żeby usłyszeć…

A teraz tak zostać?
Zbudować namioty?
namiot władzy
prawa
przyzwyczajeń
To zbyt proste… (moja miła)

Nie! Namiotów nie będzie!
Niczego nie będzie
prócz Niego Samego

W codzienność
mi znaną tak dobrze
i wciąż nową przez nowy dar łaski
wchodzimy.
Gdzie śmierć i życie – tak blisko
- jak noc i dzień tuż przed świtem
- jak cień przez jasność, by wyraźniej odróżnić, przechodzi - 
tak mnie prowadzisz kalwaryjską drogą
ku zmartwychwstaniu.

(Lecz ręki Twej już nie puszczę,
Bo Cię kocham!
Jakżeś mnie już chwycił, to ciągnij
Aż do Ojca Domu…)

18.02.2006.
s. Anka od Baranka










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz