O mnie

Moje zdjęcie
Lubię mówić o sobie Baranka. Znaczy to, że należę do Niego - do Chrystusa Baranka. Chcę i próbuję świadczyć Barankowi w mojej codzienności. Anka od Baranka (nawet się rymuje :) W tym blogu znajdują się skrawki moich refleksji, które rodzą się z modlitwy Słowem Bożym. Jeśli komuś z Czytelników pomogą w poszukiwaniu miłującego Ojca, Pasterza dusz naszych, pisanie uznam za owocne. Chciałabym, by każdy dotarł do Źródła Życia, do którego mamy już dostęp przez sakramenty Kościoła. Jestem siostrą we Wspólnocie Jadwiżanek, które pomagają tym, którzy chcą Boga spotkać.

czwartek, 4 września 2014

4 IX, decyzja na zaufanie

Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębie i zarzuć sieci na połów”. A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynił, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb... Łk 5,1-11

Bardzo lubię tę odpowiedź Szymona. Bardzo mnie intryguje ten przeskok, który w nim się dokonał między słowami "niceśmy nie ułowili" a "lecz na Twoje słowo".
Zaufanie to nie uczucie, to decyzja!
Szacun dla Szymona Piotra i modlitwa do niego, by w moich kobiecych uzasadnieniach na "nie" dawał mi swoje męskie wsparcie "lecz na słowo Jezusa"...

Fot. Nazaret. Tam gdzie Słowo stało się Ciałem... dzięki Maryjnemu "niech mi się stanie według Twego Słowa".

2 komentarze:

  1. :) Taki swój tekst znalazłam dzisiaj. Napisany w styczniu 2011 r. :) Tak jakoś "proroczo" - bo nie wiedziałam, że Siostra też o zaufaniu napisze. :)

    Łza wybiła szybę w oknie. Już na nic nie ma się sił. Łeb pęka, gardło boli, a w kolanie łupie od upadku na chodniku. Łza spływa po policzku. I już nie widać końca. I już nic się nie chce. Podtrzymuje jedynie nadzieja... A ona, ponoć, zawieść nie może.
    Łza spływa po policzku... Lecz podchodzi ktoś z chusteczką w ręku i woła: - kocham Cię, tak mocno Cię kocham! Nie przestawaj płakać, ale nie rozbijaj kolejnej szyby swoimi łzami, a wypłacz się w Moje ramię. Ja jestem.
    -Jak to jesteś? Gdzie jesteś? Wiem, że gdzieś się znajdujesz, ale dlaczego tak często Cię nie widzę? Dlaczego Cię nie czuję?
    - Bo jesteś zajęta swoimi sprawami, swoim płaczem. Mnie spychasz na drugi tor, nie pozwalając siebie uleczyć. Zastanawiasz się ciągle, czy ten ruch, czy ta gra jest warta świeczki. A ja Ci powiem: tak, jest warta. Nie ustawaj w swoich marzeniach. Nie rozmyślaj ciągle, czy zrobiłaś źle to czt tamto. Ale skup się na tym, co masz do zrobienia. A żniwo wielkie... Tylko najpierw musisz zasiać miłość, musisz uwierzyć, że jesteś zdolna do tego, by kochać.
    - Ale jak, Jezu, skoro ja Ciebie nie czuję? Skoro Cię nie widzę? Chciałabym wtulić się w Twoje ramiona, ale jesteś taki... niedostępny. I nie wiem nawet, czy w Ciebie wierzę, nie rozumiem, po co to wszystko?- rekolekcje, msze święte, spowiedź... Nic już nie wiem. Ale chciałabym być z Tobą. Po prostu... być. I poczuć, i zrozumieć Twoją miłość, ale.. jak to zrobić?
    - Ufając.
    Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!
    Syr 2,6

    Wszystko, łącznie z cytatem z Syracha.
    "Zaufanie to nie uczucie, ale decyzja!"

    Właśnie. To rzucenie się w ciemności w ramiona Boga, wierząc, że On gdzieś tam jest - nawet, a może przede wszystkim wtedy, gdy stał się pozornie niewidoczny.

    Pozdrawiam, pamiętam i proszę o modlitwę - mam taki cięższy czas ostatnio.

    Pax et bonum.
    Agata K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasy mają to do siebie, że się zmieniają... Ale ten cięższy przeżyć trzeba. Ogarniam Cię modlitwą. Agatko, masz w sobie zdolność kochania. Kochaj! Bezinteresownie!

    OdpowiedzUsuń