O mnie

Moje zdjęcie
Lubię mówić o sobie Baranka. Znaczy to, że należę do Niego - do Chrystusa Baranka. Chcę i próbuję świadczyć Barankowi w mojej codzienności. Anka od Baranka (nawet się rymuje :) W tym blogu znajdują się skrawki moich refleksji, które rodzą się z modlitwy Słowem Bożym. Jeśli komuś z Czytelników pomogą w poszukiwaniu miłującego Ojca, Pasterza dusz naszych, pisanie uznam za owocne. Chciałabym, by każdy dotarł do Źródła Życia, do którego mamy już dostęp przez sakramenty Kościoła. Jestem siostrą we Wspólnocie Jadwiżanek, które pomagają tym, którzy chcą Boga spotkać.

niedziela, 3 sierpnia 2014

27 VII - 3 VIII, Przystanek Jezus na Woodstocku

Kilka refleksji z Przystanku Jezus 2014.
Byłam pierwszy raz, jechałam nie tylko z niepewnością, też z lękiem. Nie mogłam być od początku, tym bardziej myśląc o wyjeździe do Kostrzyna czułam się nieswojo.
Udało się dotrzeć tam we wtorek, byłam chwilę przed Eucharystią. Na przywitanie - pierwszy spotkany człowiek - to był bp Grzegorz Ryś, który wskazał palcem na mnie zbliżającą się i powiedział: "znam tę siostrę". Uściski i pokój w sercu. O. Alexiewicz OP był kolejnym człowiekiem, który złapał mnie i ucałował w czółko. Tak przywitana już prawie śmiało :) ruszyłam do biura, by się zarejestrować.

Identyfikator, koszulka, przydzielona grupa - już wiedziałam, że jestem cząstką tego wydarzenia: Przystanku Jezus.
Wtorkowa Eucharystia bpa Dajczaka kończyła rekolekcje i błogosławieństwem indywidualnym rozsyłała na ewangelizację.
I ruszyliśmy na pola - dolinę i pagórki woodstockowe. Ruszyliśmy korowodem ze śpiewem, radością, niosąc dobrą nowinę tam, gdzie pomimo gromkości muzyki, wielkości puszek piwa i bliskości człowieka na wyciągnięcie ręki, jest też egzystencjalna pustka, skrywany pod płaszczykiem krytyki Kościoła i niewiary ból i cierpienie, gdzie jest ludzkie życie, które wraz ze śmiercią się nie kończy...

Jesteśmy przecież z jednego ciasta!
W to "ciasto" chce wpaść zaczyn Słowa Bożego, który ma moc zakwasić tak, by w następstwie był chleb dobry.
Więc potem dzień po dniu, po porannej Eucharystii z Jezusem w sercu, wychodziliśmy już w małych grupkach, po dwóch, po trzech, by być wśród rówieśników, by siać ziarno Dobra, ziarno wiary.

Chodziłam po Woodstocku z księdzem Grzegorzem, na co dzień pracującym we Francji. Przyjechał tu już po raz 13-ty, więc z "weteranem" wyruszyłam na swój pierwszy siew...
Byliśmy hojni, jak ten siewca z przypowieści co siał wszędzie. :) Sialiśmy obecnością. Przypomniało mi się, jak św. Franciszek wysyłał braci. Mówił: głoście Ewangelię wszędzie, jeśli trzeba to i słowami.

Kaśka i Paweł zatrzymali nas pytając, czy Bóg się gniewa, że nie chodzą do kościoła i jak mają dziecko nauczyć chodzić do kościoła, bo oni już nie chodzą... Potem jeszcze kilka głębszych pytań padło. Z czym zostali? Z przekonaniem, że relacja z Bogiem jest relacją osobistą i osobową, że Bóg nie gniewa się ale bardzo tęskni. Krótka wspólna modlitwa i błogosławieństwo na dobre postanowienia.
Na Mateusza jakbyśmy wpadli, wywiązała się rozmowa. Takie przedzieranie się przez "krzaki" doświadczeń życia, by dostrzec obecność Boga i Jego miłość... Wspólne wypowiedzenie Ojcze nasz. Modlitwa za zmarłego ojca i kolegę, który popełnił samobójstwo.
Trójka chłopaków została sprowokowana moim identyfikatorem. Na pasku napis: "dlaczego?" - "jestem chrześcijaninem, zapytaj mnie dlaczego?" Więc padło pytanie: "dlaczego?"
Dziewczyny spod Rzeszowa: Ada i koleżanki - po raz pierwszy na Woodstocku - szukają radości wśród rówieśników i chcą poznać ludzi. Rozmowy z księdzem, ze mną, łatwiej tu, prościej postawić pytania, które nurtują już dawno.
Nachyliłam się nad leżącym chłopakiem z długimi dredami pytając, czy dobrze się ma. Leżał na środku przejścia ale okazało się, że odpoczywa. Kiedy uzmysłowił, kto go zapytał, wykrzyknął: "Jezus, Maria". Było to wołanie szczere... myślę, że można to nazwać w tym konkretnym przypadku swoistą modlitwą...
Ktoś z radością chciał się rzucić w moje objęcia, bo biel habitu niesie radość. Gdy jednak powiedziałam, że tak chodzę na co dzień, że jestem zakonnicą, była konsternacja. "Czemu w białym? przecież zakonnice w czarnym?" Wywiązała się rozmowa o białej szacie chrzcielnej. Młodzieniec był ochrzczony w dzieciństwie i na Woodstocku dowiedział się, co oznaczała wówczas ta biała szata chrzcielna.

Mój towarzysz w apostolstwie intrygował nie tylko czerwonymi trampkami ale i tatuażem. Sama byłam ciekawa historii tych tatuaży... Pierwszy tatuaż po francusku: "Kim jest dla ciebie Jezus Chrystus?" Kolejne były etapami rozwoju wiary. Ten ostatni na plecach, kiedy odsłonił dla pewnego woodstockowicza zrobił nie tylko na nim wrażenie ale i na mnie! "Mój Bóg i Pan" - piękna postać Jezusa. Kiedyś św. Teresa pisała krwią na ścianie swoje wyznanie wiary, kiedy nic nie czuła i wydawało się, że nie wierzy... Ks. Grzegorz pozwolił siebie wytatuować... to też boli. Przynależność do Jezusa jest skarbem. Żeby go nie stracić...

Jedni drugich ciężary noście
Były też spotkania trudne. Czułam, że grunt skalisty, że zamknięcie na Boga jest już postanowione. A jednak chwila rozmowy na ludzkie tematy, o rodzinie, o dzieciach, o pracy... Podzielenie się sobą, uśmiech i życzliwość, tyle mogłam dać i dawałam.
Trudne spotkanie z Pawłem, który przykleił się do nas i tak bardzo chciał udowodnić swój ateizm. Już traciliśmy do niego cierpliwość... - też dobre doświadczenie własnej słabości. Zaczęłam modlić się po cichu koronką, ksiądz, jak później się okazało, też. Nie dane nam było zasmakować owocu spotkania... jednak wyrzucenie przez Pawła bólu ze śmierci żony po paru latach małżeństwa... myślę, że stało się owym ewangelicznym "jedni drugich ciężary noście"...

Kilka spotkań takich jak: spotkanie z krisznowcem, który był jeszcze przed 15-tu laty chrześcijaninem, spotkanie z wyznawcą religii latającego potwora spaghettii, spotkanie z kimś, kto nosi na sobie pentagram tłumacząc się, że to nic dla niego nie znaczy... mnie osobiście zasmuciło. Ludzka wolność wyborów. Można wybrać po swojemu, można od Boga Jedynego się odwrócić. Można... Można też zostać przy Nim i modlitwą przyprowadzać w sercu tych, co odeszli. Można jak Maryja iść do ludzi z Jezusem. Obraz Maryi stojącej w drzwiach, mającej tylko Jezusa i niosącej Jezusa do ludzi towarzyszył nam w tych dniach.

Z Kościołem z kościoła do ludzi
Musiałam wyjechać wcześniej. Żal było odjeżdżać. Cieszyłam się, że w dniu odjazdu przyjeżdżały jeszcze nowe osoby na Przystanek Jezus, jakby do wymiany, by nie zabrakło tych, co mają siać.
Dobry był czas i to podwójnie: czas spotkania z ludźmi Kościoła na Przystanku Jezus. Ta prostota życia: spania, mycia się, jedzenia, dzielenia się, adoracje nocne, modlitwa, śpiew, dyżury, rozmowy... - doświadczenie wspólnoty Kościoła takiej prostej: radosnej, czasem zmęczonej ale wciąż otwartej, wdzięcznej i dającej... Moc w słabości się doskonaliła (widziałam na własne oczy).  I jestem wdzięczna ks. Arturowi Godnarskiemu za taki sposób uczestnictwa w Przystanku Jezus.

No i były spotkania niespodzianki - wreszcie w realu spotkałam Agatę :), którą blogowo znam od lat i której poszukiwania wzbudziły już dawno moją sympatię. Spotkanie było "przypadkowe" ale jakże radosne!

Druga rzecz z którą wyjechałam, to doświadczenie Kościoła wychodzącego z kościoła do ludzi. Właśnie do tych ludzi, którzy zgromadzili się na Woodstocku. Przechodząc się dolinką woodstockową można było co jakiś czas spotkać tych, którzy swą obecnością wnosili dobrą nowinę, którzy swą obecnością głosili Jezusa i miłość Jego.
Był pomysł i został zrealizowany: mycie nóg. W tym upale i piachu wokół to był luksus. Człowiek w sutannie niósł ulgę. Przy tym okazja do rozmowy. Ileż jest sposobów niesienie dobra?! :) W tej naszej codzienności, wśród najbliższych.

Twarze jakie pamiętam z Woodstocku mają dwa odcienie: jeden to ludzie piękni, przyjechali posłuchać muzyki, pobyć z rówieśnikami, na ich twarzach widziałam życie. Ale też widziałam twarze martwe...zniszczone alkoholem, narkotykami. Wszyscy jesteśmy dziećmi Ojca, za każdego z nas umarł Jezus, każdego kocha.
Przystanek Jezus - tak powiem: Jezus przystanął, zatrzymał się przy swoich dzieciach, bo kocha ich - i miłością swą zapalił tych, których nazwał przyjaciółmi, by nieśli dobrą nowinę, by siali, by ziarno padło, by ciasto się zakwasiło.

Ale się rozpisałam... A jeszcze ile w głowie się przewija. Stop. Nie da się wszystkiego opisać. Nie muszę. Tych kilka refleksji i parę zdjęć niech będzie mi przypomnieniem a dla Was świadectwem o Kościele żywym, żyjącym i niosącym Jezusa jak Maryja do ludzi.

A jeśli kogoś zainteresowała ta inicjatywa, to zapraszam na stronę:
http://www.przystanekjezus.pl

11 komentarzy:

  1. No, no... :-) Zazdroszczę:-) Tak pozytywnie!!! :-)
    Pozdrawiam! :-)
    baranek (niegdyś;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za rok zapraszam. Będzie i dla Ciebie co robić. :)

      Usuń
  2. Nie wiedzialem o takiej incjatywie na "Przystanku" , ale bardzo popieram , przede wszystkim ze wzgledu na ludzi , ktorzy nie przyjezdzaja tam tylko dla muzyki ... Pozdrawiam .

    D.D.

    PS: Przepraszam ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooooooooooooo!!!! :) Cieszę się, że się odezwałeś! Żyjesz!
      Czekam na Ciebie. Nie pozwól czekać zbyt długo. Ok?

      Usuń
  3. Jaki piękny podarunek na dziś - Twoje świadectwo BarAnko.:-)
    Dzięki wielkie
    barka
    .

    OdpowiedzUsuń
  4. W to "ciasto" chce wpaść zaczyn Słowa Bożego, który ma moc zakwasić tak, by w następstwie był chleb dobry.
    Więc potem dzień po dniu, po porannej Eucharystii z Jezusem w sercu, wychodziliśmy już w małych grupkach, po dwóch, po trzech, by być wśród rówieśników, by siać ziarno Dobra, ziarno wiary.

    Myślę, że to bardzo ważne, iż wśród rówieśników - ci, którzy przyjechali na Woodstock, z samego założenia odrzucą to, z czym by do nich przyszli zdecydowanie starsi; rówieśnicy mają przynajmniej szansę.
    Ostatnio jest wielka nagonka na ks. Lemańskiego za to, co powiedział na Woodstocku (i trudno się temu dziwić - chociażby ze względu na formę), ale w gruncie rzeczy on podniósł bardzo poważny problem współczesnego Kościoła - podmiotowość! Młodzież w Kościele musi się czuć podmiotem. Exodus młodzieży w dużej mierze ma swe źródło w braku poczucia podmiotowości. Kościół musi być mój, bym chciał uczestniczyć w jego życiu. Dni Młodzieży nie mogą być organizowane dla młodzieży - one muszą być organizowane przez młodzież! Czcigodni dostojnicy mogą (a wręcz powinni) wspierać młodzież (bo od tego są - i w wielu sprawach dopiero oni mają odpowiednie możliwości), ale osobami decyzyjnymi powinni być ludzie młodzi, którzy sami sobie przygotowywują swoje dni.
    Obawiam się jednak, że mentalnie nasi hierarchowie nie są jeszcze na to gotowi i te Dni Młodzieży, które mogłyby zapoczątkować odwrót ucieczki młodzieży od Kościoła (wystarczyłoby, by Kościół w tych dniach byłby w rękach młodych), takiej roli jednak nie spełnią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leszku, nie czuję, że mogłabym w temacie Dni Młodzieży prorokować. Kościół jest powszechny, jest w nim miejsce na ludzi starych i młodych. Czy młodzi sami sobie wystarczą? Nie wiem. Owszem, wiele mogą i powinni sami robić. Ale wsparcia starszych też potrzebują.
      Na Przystanku Jezus byli i starsi, jak i na Woodstocku byli też starsi.
      A każdy z nas, jak mówi Papież Franciszek jest aktorem na scenie świata nie widzem. Więc bądźmy żywi, żyjący.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Oczywiście, że młodzi potrzebują wsparcia (i o tym bardzo wyraźnie napisałem) - i w żadnym wypadku nie chodzi mi o to, by młodych przeciwstawiać starym - sam, jako stary, działał bym przeciw sobie. Ale może właśnie przez to, że czuję wyraźnie, iż mój czas już minął, łatwiej mi jest tak zdecydowanie upominać się o poczucie podmiotowości dla młodzieży (a tego poczucia, jak mi się zdaje, młodzieży brakuje).

      Usuń
    3. ... może i brakuje. Pewnie w wielu środowiskach brakuje.
      Przystanek Jezus dopinguje. Pewnie więcej jest tego typu inicjatyw, których pewnie i tak mało. Ale ziarenko do ziarenka...

      Usuń
  5. Dobrze było cię tam zobaczyć!!! Pozdrawiam! Nieidealna.

    OdpowiedzUsuń