Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:
„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie...". (Mt 5,1–12a)
Ubodzy w duchu. Którzy to są?
Ci, którzy wiedzą, że wszystko zawdzięczają Bogu. Najlepszym wyjaśnieniem dla mnie "ubogich w duchu" stało się dzisiejsze II czytanie (1 Kor 1,26–31):
"...i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło przed obliczem Boga. Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby, jak to jest napisane, „w Panu się chlubił ten, kto się chlubi”.
Tak więc to, co chcę dzisiaj zapisać po modlitwie i czym się chcę podzielić jest fakt, że chcę się pochwalić! :)
Chcę się pochwalić moim Bogiem, który uczynił mnie jedno z Chrystusem! Zjednoczył mnie z Chrystusem przez chrzest (przez konsekrację zakonną potwierdził) i On sam stał się moją sprawiedliwością i wolnością. Moim pięknem i moją mocą. On stał się moim zbawieniem.
Nie mam nic, czego bym nie otrzymała od Niego!
Uboga w duchu, otrzymuję bezmiar darów. Z Jego pełni wciąż otrzymuję łaskę po łasce...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dary. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 stycznia 2017
środa, 23 listopada 2016
23 XI, dar i świadectwo
Podniosą na was ręce i będą was prześladować. [...] Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. (Łk 21,12-19)
Jestem świeżo po lekturze Listu papieża Franciszka "Misericordia et Misera". Wdzięczna mu jestem za ten list. Z jednej strony doprecyzowuje pewne kwestie, a z drugiej rozszerza nam wszystkim wyobraźnię miłosierdzia.
W kontekście dzisiejszego Słowa chcę przywołać kilka fragmentów. Wydobyłam dziś te fragmenty, bo one idą właśnie po linii daru i po linii świadectwa, które dzisiaj mocno w Ewangelii zostały przez Jezusa wydobyte. Najlepiej dajemy świadectwo o Bogu, kiedy jesteśmy jak On, tj. kiedy czynimy dobro bezinteresownie, kiedy w sytuacji każdej potrafimy kochać. Wówczas niejako ukazujemy Go sobą. I o tym jest w tym liście papieskim (podkreślenia moje):
Miłość jest pierwszym aktem, poprzez który Bóg daje siebie poznać i wychodzi nam na spotkanie. Niech zatem nasze serce będzie otwarte na ufność, że jesteśmy miłowani przez Boga. Jego miłość zawsze nas uprzedza, towarzyszy nam i pozostaje przy nas, pomimo naszego grzechu. (MM 5)
Do spowiedników: Odczuwajmy zatem odpowiedzialność za gesty i słowa, które mogą dotrzeć do głębi serca penitenta, aby odkrył bliskość i czułość przebaczającego Ojca. Nie niweczmy tych chwil zachowaniami, które mogłyby być sprzeczne z doświadczeniem upragnionego miłosierdzia. Pomagajmy raczej w rozjaśnieniu przestrzeni osobistego sumienia nieskończoną miłością Boga (1 J 3,20). (MM 11)
Nigdy nie pozwólmy się okraść z nadziei płynącej z wiary w zmartwychwstałego Pana. To prawda, że często jesteśmy wystawieni na ciężką próbę, ale nigdy nie może zabraknąć pewności, że Pan nas kocha. Jego miłosierdzie wyraża się także w bliskości, czułości i wsparciu, które wielu braci i sióstr może zaoferować, kiedy przychodzą dni smutku i nieszczęścia. Ocieranie łez to konkretne działania, przełamujące krąg samotności, w którym często jesteśmy zamknięci. (MM 13)
Pragnienie bycia blisko Chrystusa wymaga, by stać się bliźnim wobec braci, gdyż nic nie jest bardziej miłe Ojcu od konkretnego znaku miłosierdzia. Miłosierdzie z samej swej natury staje się widzialne i namacalne w konkretnym i dynamicznym działaniu. Gdy ktoś raz go doświadczy w jego prawdzie, to już się nie cofa: stale wzrasta ono i przemienia życie. Jest to prawdziwe nowe stworzenie, które tworzy nowe serce, zdolne do miłości w sposób pełny i oczyszcza oczy, aby rozpoznały najbardziej ukryte potrzeby. (MM 16)
Nadszedł czas, aby zrobić miejsce wyobraźni miłosierdzia, aby stworzyć wiele nowych dzieł będących owocem łaski. Kościół potrzebuje dziś opowiedzenia tych "wielu innych znaków", które Jezus uczynił, a których "nie zapisano" (J 20,30), aby były wymownym wyrazem owocności miłości Chrystusa i wspólnoty, która Nim żyje. Minęło już ponad dwa tysiące lat, ale dzieła miłosierdzia nadal uwidaczniają dobroć Boga. (MM 18)
Dołóżmy zatem wszelkich starań, aby nadać konkretną postać miłości a jednocześnie pomysłowość dziełom miłosierdzia. Posiada ono działanie integrujące, dlatego ma tendencję do rozprzestrzeniania się lotem błyskawicy i nie zna granic. Właśnie w tym sensie jesteśmy wezwani do nadania nowego oblicza uczynkom miłosierdzia, które znamy od zawsze. Miłosierdzie bowiem jest nadmiarem; zawsze idzie dalej, jest twórcze. Jest jak zaczyn, który zakwasza ciasto (por. Mt 13,33), jak ziarnko gorczycy, które staje się drzewem (por. Łk 13,19). (MM 19)
Uczynki miłosierdzia są "rękodziełem": żaden z nich nie jest taki sam jak inny; nasze ręce mogą je kształtować na tysiąc sposobów i chociaż inspiruje je jeden Bóg i jest jedna "materia", z której są wykonane, czyli samo miłosierdzie, to każdy nabywa odrębną formę. (MM 20)
Jest to czas miłosierdzia. Każdy dzień naszej pielgrzymki naznaczony jest obecnością Boga, który prowadzi nasze kroki mocą łaski, którą Duch Święty wzbudza w sercu, aby je ukształtować i uczynić zdolnym do kochania. Jest to czas miłosierdzia dla wszystkich i dla każdego, aby nikt nie mógł myśleć, że nie dla niego jest bliskość Boga i moc Jego czułości. (MM 21)
Fot. z internetu.
Jestem świeżo po lekturze Listu papieża Franciszka "Misericordia et Misera". Wdzięczna mu jestem za ten list. Z jednej strony doprecyzowuje pewne kwestie, a z drugiej rozszerza nam wszystkim wyobraźnię miłosierdzia.
W kontekście dzisiejszego Słowa chcę przywołać kilka fragmentów. Wydobyłam dziś te fragmenty, bo one idą właśnie po linii daru i po linii świadectwa, które dzisiaj mocno w Ewangelii zostały przez Jezusa wydobyte. Najlepiej dajemy świadectwo o Bogu, kiedy jesteśmy jak On, tj. kiedy czynimy dobro bezinteresownie, kiedy w sytuacji każdej potrafimy kochać. Wówczas niejako ukazujemy Go sobą. I o tym jest w tym liście papieskim (podkreślenia moje):
Miłość jest pierwszym aktem, poprzez który Bóg daje siebie poznać i wychodzi nam na spotkanie. Niech zatem nasze serce będzie otwarte na ufność, że jesteśmy miłowani przez Boga. Jego miłość zawsze nas uprzedza, towarzyszy nam i pozostaje przy nas, pomimo naszego grzechu. (MM 5)
Do spowiedników: Odczuwajmy zatem odpowiedzialność za gesty i słowa, które mogą dotrzeć do głębi serca penitenta, aby odkrył bliskość i czułość przebaczającego Ojca. Nie niweczmy tych chwil zachowaniami, które mogłyby być sprzeczne z doświadczeniem upragnionego miłosierdzia. Pomagajmy raczej w rozjaśnieniu przestrzeni osobistego sumienia nieskończoną miłością Boga (1 J 3,20). (MM 11)
Nigdy nie pozwólmy się okraść z nadziei płynącej z wiary w zmartwychwstałego Pana. To prawda, że często jesteśmy wystawieni na ciężką próbę, ale nigdy nie może zabraknąć pewności, że Pan nas kocha. Jego miłosierdzie wyraża się także w bliskości, czułości i wsparciu, które wielu braci i sióstr może zaoferować, kiedy przychodzą dni smutku i nieszczęścia. Ocieranie łez to konkretne działania, przełamujące krąg samotności, w którym często jesteśmy zamknięci. (MM 13)
Pragnienie bycia blisko Chrystusa wymaga, by stać się bliźnim wobec braci, gdyż nic nie jest bardziej miłe Ojcu od konkretnego znaku miłosierdzia. Miłosierdzie z samej swej natury staje się widzialne i namacalne w konkretnym i dynamicznym działaniu. Gdy ktoś raz go doświadczy w jego prawdzie, to już się nie cofa: stale wzrasta ono i przemienia życie. Jest to prawdziwe nowe stworzenie, które tworzy nowe serce, zdolne do miłości w sposób pełny i oczyszcza oczy, aby rozpoznały najbardziej ukryte potrzeby. (MM 16)
Nadszedł czas, aby zrobić miejsce wyobraźni miłosierdzia, aby stworzyć wiele nowych dzieł będących owocem łaski. Kościół potrzebuje dziś opowiedzenia tych "wielu innych znaków", które Jezus uczynił, a których "nie zapisano" (J 20,30), aby były wymownym wyrazem owocności miłości Chrystusa i wspólnoty, która Nim żyje. Minęło już ponad dwa tysiące lat, ale dzieła miłosierdzia nadal uwidaczniają dobroć Boga. (MM 18)
Dołóżmy zatem wszelkich starań, aby nadać konkretną postać miłości a jednocześnie pomysłowość dziełom miłosierdzia. Posiada ono działanie integrujące, dlatego ma tendencję do rozprzestrzeniania się lotem błyskawicy i nie zna granic. Właśnie w tym sensie jesteśmy wezwani do nadania nowego oblicza uczynkom miłosierdzia, które znamy od zawsze. Miłosierdzie bowiem jest nadmiarem; zawsze idzie dalej, jest twórcze. Jest jak zaczyn, który zakwasza ciasto (por. Mt 13,33), jak ziarnko gorczycy, które staje się drzewem (por. Łk 13,19). (MM 19)
Uczynki miłosierdzia są "rękodziełem": żaden z nich nie jest taki sam jak inny; nasze ręce mogą je kształtować na tysiąc sposobów i chociaż inspiruje je jeden Bóg i jest jedna "materia", z której są wykonane, czyli samo miłosierdzie, to każdy nabywa odrębną formę. (MM 20)
Jest to czas miłosierdzia. Każdy dzień naszej pielgrzymki naznaczony jest obecnością Boga, który prowadzi nasze kroki mocą łaski, którą Duch Święty wzbudza w sercu, aby je ukształtować i uczynić zdolnym do kochania. Jest to czas miłosierdzia dla wszystkich i dla każdego, aby nikt nie mógł myśleć, że nie dla niego jest bliskość Boga i moc Jego czułości. (MM 21)
Fot. z internetu.
piątek, 2 września 2016
2 IX, wymiary szafarstwa
Niech uważają nas ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny. (1 Kor 4, 1-5)Zatrzymało mnie w modlitwie zdanie o szafarzach i wierności.
Jako człowiek potrzebuje otrzymywania Bożych darów poprzez szafarzy, którzy je rozdzielają. Ale też jako osoba konsekrowana jestem postrzegana jako szafarka Bożych darów (i tak się czuję:). Często ludzie proszą o wstawiennictwo, zostawiają swoje troski, spodziewają się pomocy, rady itp. I dobrze, bo i do tego jestem powołana.
Wierność szafarzy jest ważna, jest pożądana przez ludzi. Jest konieczna. Dlatego nie dziwi mnie złość, niechęć, oburzenie czy jeszcze inne reakcje na niewierność szafarzy Bożych darów.
Ale prawdą jest, że także każdy z nas jest dla drugiego w różnych sferach, w różnych momentach szafarzem Bożych darów! Dlatego o wierność trzeba dbać i o nią się modlić.
W dawnej Polsce szafarz to był urzędnik dworski, który dbał o dostarczanie wszelkich potrzebnych produktów żywnościowych na dwór królewski. Określenie jego zadania poprowadziło mnie w myśleniu (i modlitwie) do drugiego wymiaru szafarstwa: nie tylko jako rozdawanie Bożych darów innym, ale zbieranie od innych, od świata i "dostarczanie" należnej Bogu wdzięczności i chwały. To jest działanie kapłańskie. Ale czyż przez chrzest nie należymy do ludu kapłańskiego?...
Wierność w obu tych kwestiach jest potrzebna i konieczna dla dobra ludzi i dla przekraczania ludzkiej niewdzięczności względem Bożej miłości.
Dziś I piątek miesiąca, zaproszenie Kościoła do wynagrodzenia Bogu poprzez spowiedź i Komunię świętą. Wynagrodzenie poprzez otwarcie swego serca na łaskę miłosierdzia, "podstawienie" swego serca jako naczynia pod wytryskujące łaski z Serca Jezusowego...
Maryjo, naczynie ufności, naucz nas zaczerpnąć ze źródeł miłosierdzia!
Ty jesteś nowym bukłakiem, wypełnionym łaską, jesteś winem radości z Bożej Obecności. Ty jesteś także szafarką łask. W Twej szkole zostaję z radością...
sobota, 11 czerwca 2016
11 VI, otrzymaliście, dawajcie
Jezus powiedział do swoich Apostołów:
„Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów... (Mt 10,7-13)
Ile to człowiek musi wychodzić dróżek Jezusowych i Maryjnych, żeby zrozumiał, że otrzymał od Boga skarb wieczny i trwały?... Że otrzymał go darmo, choć wart jest bezcennej Krwi Jezusowej...
Tak obdarowana - ja też człowiek :) - posłana, by iść i nieść pokój-nie-z-tego-świata.
Byłam dziś na Kalwaryjskich dróżkach, czuję zmęczenie, ale "czuję" też zbawienie.
„Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów... (Mt 10,7-13)
Ile to człowiek musi wychodzić dróżek Jezusowych i Maryjnych, żeby zrozumiał, że otrzymał od Boga skarb wieczny i trwały?... Że otrzymał go darmo, choć wart jest bezcennej Krwi Jezusowej...
Tak obdarowana - ja też człowiek :) - posłana, by iść i nieść pokój-nie-z-tego-świata.
Byłam dziś na Kalwaryjskich dróżkach, czuję zmęczenie, ale "czuję" też zbawienie.
czwartek, 18 lutego 2016
17 II, w stronę ufności
„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.
[ ...] wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to co dobre tym, którzy Go proszą... (Mt 7,7-12)
Proszę wówczas, kiedy wiem, że ten ktoś może mi pomóc. Jezus zachęca, bym prosiła jak dziecko.
Czasami bywałam na spotkaniu modlitewnym wspólnot charyzmatycznych i za każdym razem dziwiło mnie ich natrętne wołanie o Ducha Świętego - takie dziecięce jojczenie o Ducha, takie żebranie, takie wręcz litanijne wołanie "daj, daj, daj", czy "przyjdź, przyjdź, przyjdź...". Dziś jednak przypomniałam to sobie na modlitwie i skruszyło się me serce oceniające. Zrozumiałam, że oni prosili jak dzieci. Z ufnością, z natarczywością, nie wysilając się na formę, wołali i prosili o to, co konieczne: o Ducha Świętego, o Ducha Miłości.
Uproszczenie modlitwy w stronę ufności jest zawsze synowskie. :)
Dzisiejszy Psalm responsoryjny:
Będę Cię sławił, Panie, z całego serca, *
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów, *
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.
I będę sławił Twe imię *
za łaskę Twoją i wierność.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem, *
pomnożyłeś moc mojej duszy.
Wybawia mnie Twoja prawica. *
Pan za mnie wszystkiego dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki, *
nie porzucaj dzieła rąk Twoich. (Ps 138)
Fot. Dajemy dzieciom dobre dary, a dzieci je przyjmują z ufnością.
***
Coś ze skarbca modlitwy Kościoła. Pieśń "Media vita - w pośrodku życia" Śpiewamy ją w wielkim poście codziennie (po łacinie), przypominając sobie o Bożej wierności i pielęgnując w sobie zaufanie:
W pośrodku życia jesteśmy w śmierci
jakiegoż wspomożyciela szukać mamy,
jeśli nie Ciebie, Panie,
który za grzechy nasze słusznie zagniewanym jest?
Święty Boże, święty mocny, święty miłosierny Zbawicielu
gorzkiej śmierci nie wydawaj nas.
Tobie zaufali ojcowie nasi
do Ciebie wołali ojcowie nasi
i zostali uwolnieni
i nie zawiodłeś ich nadziei.
[ ...] wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to co dobre tym, którzy Go proszą... (Mt 7,7-12)
Proszę wówczas, kiedy wiem, że ten ktoś może mi pomóc. Jezus zachęca, bym prosiła jak dziecko.
Czasami bywałam na spotkaniu modlitewnym wspólnot charyzmatycznych i za każdym razem dziwiło mnie ich natrętne wołanie o Ducha Świętego - takie dziecięce jojczenie o Ducha, takie żebranie, takie wręcz litanijne wołanie "daj, daj, daj", czy "przyjdź, przyjdź, przyjdź...". Dziś jednak przypomniałam to sobie na modlitwie i skruszyło się me serce oceniające. Zrozumiałam, że oni prosili jak dzieci. Z ufnością, z natarczywością, nie wysilając się na formę, wołali i prosili o to, co konieczne: o Ducha Świętego, o Ducha Miłości.
Uproszczenie modlitwy w stronę ufności jest zawsze synowskie. :)
Dzisiejszy Psalm responsoryjny:
Będę Cię sławił, Panie, z całego serca, *
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów, *
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.
I będę sławił Twe imię *
za łaskę Twoją i wierność.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem, *
pomnożyłeś moc mojej duszy.
Wybawia mnie Twoja prawica. *
Pan za mnie wszystkiego dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki, *
nie porzucaj dzieła rąk Twoich. (Ps 138)
Fot. Dajemy dzieciom dobre dary, a dzieci je przyjmują z ufnością.
***
Coś ze skarbca modlitwy Kościoła. Pieśń "Media vita - w pośrodku życia" Śpiewamy ją w wielkim poście codziennie (po łacinie), przypominając sobie o Bożej wierności i pielęgnując w sobie zaufanie:
W pośrodku życia jesteśmy w śmierci
jakiegoż wspomożyciela szukać mamy,
jeśli nie Ciebie, Panie,
który za grzechy nasze słusznie zagniewanym jest?
Święty Boże, święty mocny, święty miłosierny Zbawicielu
gorzkiej śmierci nie wydawaj nas.
Tobie zaufali ojcowie nasi
do Ciebie wołali ojcowie nasi
i zostali uwolnieni
i nie zawiodłeś ich nadziei.
środa, 18 listopada 2015
18 XI, obdarowani
Następny przyszedł i rzekł: "Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie...".
[...] "Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma". (Łk 19,11-28)
Boga nie trzeba się lękać, bo lęk sparaliżuje dobro, które możemy wykonać. A przecież, obdarowani, mamy moc obdarowywania.
Mam życie, mam miłość, mam powołanie.
Nie zakopię żadnego z nich...
Fot. Ten, który przypomina, że "nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili" (J 15,16) - aklamacja przed Ewangelią.
[...] "Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma". (Łk 19,11-28)
Boga nie trzeba się lękać, bo lęk sparaliżuje dobro, które możemy wykonać. A przecież, obdarowani, mamy moc obdarowywania.
Mam życie, mam miłość, mam powołanie.
Nie zakopię żadnego z nich...
Fot. Ten, który przypomina, że "nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili" (J 15,16) - aklamacja przed Ewangelią.
niedziela, 19 lipca 2015
19 VII, cieszę się istnieniem
W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch rodzajów ludzi stworzyć w sobie jednego, nowego człowieka, wprowadzając pokój, i aby tak jednych, jak drugich znów pojednać z Bogiem w jednym ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości. (Ef 2,13-18)
List do Efezjan pokazuje, że Jezus jest dobrym Pasterzem, który jako Baranek, w sobie zburzył mur wrogości.
Jestem w Nim pojednana z Ojcem, z ludźmi.
Karmiąc się Jego Ciałem, niosę w sobie Jego moc miłowania i jednania.
Cieszę dziś istnieniem (jest to dzień moich urodzin :) dziękuję Bogu za Rodziców i za wszystkich, których przez lata postawił na mojej (naszej :) drodze.
Jestem, bo JESTEŚ. Moje istnienie jest Twoim darem. Ale też, niech moje istnienie będzie darem dla Ciebie, Panie mój...
List do Efezjan pokazuje, że Jezus jest dobrym Pasterzem, który jako Baranek, w sobie zburzył mur wrogości.
Jestem w Nim pojednana z Ojcem, z ludźmi.
Karmiąc się Jego Ciałem, niosę w sobie Jego moc miłowania i jednania.
Cieszę dziś istnieniem (jest to dzień moich urodzin :) dziękuję Bogu za Rodziców i za wszystkich, których przez lata postawił na mojej (naszej :) drodze.
Jestem, bo JESTEŚ. Moje istnienie jest Twoim darem. Ale też, niech moje istnienie będzie darem dla Ciebie, Panie mój...
sobota, 11 lipca 2015
11 VII, hojność
Piotr powiedział do Jezusa: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?”[...]
I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”. (Mt 19,27-29)
Piotr jest w tym pytaniu prosty i szczery jak dziecko. Nie ma w nim wyrachowania, jest tylko patrzenie w przyszłość... Tak dziś odczytuję ten dialog.
Odpowiedź Jezusa zawiera hojność niesamowitą. I ja tej hojności doświadczam :). Właśnie wróciłam z wesela "dziecka", tzn. z wesela jednej z neofitek, której towarzyszyłam w drodze do chrztu.
Fot. Nie miałam siostry w domu rodzinnym, dziś mam ich wiele :).
I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”. (Mt 19,27-29)
Piotr jest w tym pytaniu prosty i szczery jak dziecko. Nie ma w nim wyrachowania, jest tylko patrzenie w przyszłość... Tak dziś odczytuję ten dialog.
Odpowiedź Jezusa zawiera hojność niesamowitą. I ja tej hojności doświadczam :). Właśnie wróciłam z wesela "dziecka", tzn. z wesela jednej z neofitek, której towarzyszyłam w drodze do chrztu.
Fot. Nie miałam siostry w domu rodzinnym, dziś mam ich wiele :).
środa, 8 lipca 2015
8 VII, bycie apostołem
Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. [...] Tych to Dwunastu wysłał Jezus... (Mt 10,1-7)
Przywołanie przez Jezusa - to pierwsze! To fundamentalne w każdym apostolstwie. Bycie z Nim, serce przy Sercu...
Udzielenie władzy - to konkretne dary - każdemu według miary Jezusa, żeby nie było zazdrości i porównań. Otrzymują wszyscy we wspólnocie, każdy na swoją swoją miarę, dla dobra innych.
Wysłanie - to świadomość zadania i stała więź miłości z Wysyłającym.
Jesteś apostołem?
Wszystkie te etapy w sakramentach przechodzimy. Jeśli masz wątpliwość w odpowiedzi na wyżej postawione pytanie, to szukaj miejsca-etapu w którym utknąłeś...albo który ominąłeś... Trzeba wrócić do niego i przyjąć łaskę danego etapu.
Fot. Św. Jadwiga królowa. Też apostołka. Odważnie i świadomie przyszła kolejne etapy. Każdy może i każdy jest zaproszony.
Przywołanie przez Jezusa - to pierwsze! To fundamentalne w każdym apostolstwie. Bycie z Nim, serce przy Sercu...
Udzielenie władzy - to konkretne dary - każdemu według miary Jezusa, żeby nie było zazdrości i porównań. Otrzymują wszyscy we wspólnocie, każdy na swoją swoją miarę, dla dobra innych.
Wysłanie - to świadomość zadania i stała więź miłości z Wysyłającym.
Jesteś apostołem?
Wszystkie te etapy w sakramentach przechodzimy. Jeśli masz wątpliwość w odpowiedzi na wyżej postawione pytanie, to szukaj miejsca-etapu w którym utknąłeś...albo który ominąłeś... Trzeba wrócić do niego i przyjąć łaskę danego etapu.
Fot. Św. Jadwiga królowa. Też apostołka. Odważnie i świadomie przyszła kolejne etapy. Każdy może i każdy jest zaproszony.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
15 VI, kochając daje człowiek
„Słyszeliście, że powiedziano: «Oko za oko i ząb za ząb». A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu [...]
Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące..." (Mt 5,38-42)
Dziś wystarczy tylko jedno zdanie komentarza: "Kochając, daje człowiek z radością, tak jak drzewo bez trudności oddaje dojrzały owoc". (R. Tagore)
***
I trochę lektury:
...W ten sposób nie zasmucimy się jak ci, którym zabrano wbrew ich woli, ale przeciwnie, rozradujemy się jak ci, którzy dali ze szczerego serca, skoro raczej ofiarujemy dar bliźniemu niż jesteśmy do tego zmuszeni. I mówi: „Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!”. W ten sposób nie idziemy za nim jak niewolnicy, ale idziemy przed nim jak ludzie wolni. W każdym wypadku Chrystus wzywa cię, abyś był pożyteczny twojemu bliźniemu, nie biorąc pod uwagę jego niegodziwości lecz dopełniając miary twej dobroci... (św. Ireneusz)
Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące..." (Mt 5,38-42)
Dziś wystarczy tylko jedno zdanie komentarza: "Kochając, daje człowiek z radością, tak jak drzewo bez trudności oddaje dojrzały owoc". (R. Tagore)
***
I trochę lektury:
...W ten sposób nie zasmucimy się jak ci, którym zabrano wbrew ich woli, ale przeciwnie, rozradujemy się jak ci, którzy dali ze szczerego serca, skoro raczej ofiarujemy dar bliźniemu niż jesteśmy do tego zmuszeni. I mówi: „Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!”. W ten sposób nie idziemy za nim jak niewolnicy, ale idziemy przed nim jak ludzie wolni. W każdym wypadku Chrystus wzywa cię, abyś był pożyteczny twojemu bliźniemu, nie biorąc pod uwagę jego niegodziwości lecz dopełniając miary twej dobroci... (św. Ireneusz)
piątek, 17 kwietnia 2015
17 IV, wziął chleby...
Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: „Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?”
A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić.
Odpowiedział Mu Filip: „Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać”.[...]
Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym... (J 6,1-15)
Czemu Jezus stawia takie pytanie Filipowi?
A i we mnie takie pytania się pojawiają..., by wydobyć na jaw mój niedostatek, bym sobie nie przypisała zdziałanego dobra. Dostrzegam w takich sytuacjach moją małość i nieadekwatność wobec oczekiwań.
A drugiej strony te pięć chlebków i dwie ryby... Ja też mam jakieś "zaskórniaki" :) I właśnie ich Jezus potrzebuje. Ja mam dać, to co mam, nie więcej, bo więcej nie mam. A ON chce wziąć to ode mnie i z tego rozdać tym, którzy oczekują. Przy tym, oczywiście, połamie...
Kto więc tu jest dawcą? ON czy ja?
W mojej codzienności - ON we mnie, ja w Nim - jedna mistyczna Osoba (tak określił kiedyś św. Tomasz z Akwinu).
Trochę dobrej lektury:
Pius XII, Mystici Corporis Christi, 34:
"Nie trzeba atoli sądzić, że Chrystus-Głowa jako na tak zaszczytnym miejscu postawiony, nie potrzebuje wcale pomocy od Ciała swego. Bo nawet o Mistycznym tym Ciele trzeba to samo powiedzieć, co św. Paweł mówi o ludzkim organizmie: Nie może mówić głowa do nóg: nie jesteście mi potrzebne (1 Kor 12, 21).
Oczywiście jasnym jest jak słońce, że wierni chrześcijanie w ogóle potrzebują koniecznie pomocy Boskiego Zbawiciela, ponieważ On sam powiedział: Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15 5) i dlatego że według zdania Apostoła, cały wzrost tego Mistycznego Ciała ku zbudowaniu siebie samego płynie z Chrystusa jako Głowy (Ef 4, 16).
Ale i o tym pamiętać trzeba, choć to bardzo dziwnym wydać się może, że Chrystus domaga się pomocy od członków swoich. A najpierw dlatego, że osobę Jezusa Chrystusa przedstawia Jego Namiestnik, który musi wzywać wielu do współpracy w swoim urzędzie, aby nie był ciężarem obowiązków swoich całkiem przywalony i co dzień powinien być wspomagany i podtrzymywany modlitwą całego Kościoła.
Prócz tego Zbawiciel nasz który niewidzialnie rządzi osobiście Kościołem św., chce być wspierany od członków Mistycznego Ciała swego w wykonaniu dzieła Odkupienia. Nie pochodzi to oczywiście z braku lub słabości Jego, lecz z tej przyczyny, że sam tak rozporządził ku większej chwale niepokalanej Oblubienicy swojej.
Umierając na krzyżu, darował Kościołowi swemu, chociaż Ten nic się do tego nie przyczynił, niezmierny skarbiec odkupienia. Gdy jednak chodzi o rozdawnictwo łask z tego skarbca, nie tylko to dzieło uświęcające ludzkość komunikuje z przeczystą Oblubienicą swoją, lecz żąda nawet, aby ono rodziło się niejako także ze współpracy Kościoła.
Straszliwa zaiste tajemnica, nad którą nigdy dostatecznie się nie zastanawiamy - że mianowicie zbawienie wielu ludzi zależy od modlitw, od dobrowolnych umartwień członków Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa, gdy je w tej intencji spełniają, i od współpracy pasterzy i wiernych, a zwłaszcza rodzin, które powinny ją świadczyć stale Boskiemu Zbawcy naszemu w ścisłym z Nim zjednoczeniu".
A jakby ktoś chciał całość przeczytać, to niech kliknie tu.
A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić.
Odpowiedział Mu Filip: „Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać”.[...]
Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym... (J 6,1-15)
Czemu Jezus stawia takie pytanie Filipowi?
A i we mnie takie pytania się pojawiają..., by wydobyć na jaw mój niedostatek, bym sobie nie przypisała zdziałanego dobra. Dostrzegam w takich sytuacjach moją małość i nieadekwatność wobec oczekiwań.
A drugiej strony te pięć chlebków i dwie ryby... Ja też mam jakieś "zaskórniaki" :) I właśnie ich Jezus potrzebuje. Ja mam dać, to co mam, nie więcej, bo więcej nie mam. A ON chce wziąć to ode mnie i z tego rozdać tym, którzy oczekują. Przy tym, oczywiście, połamie...
Kto więc tu jest dawcą? ON czy ja?
W mojej codzienności - ON we mnie, ja w Nim - jedna mistyczna Osoba (tak określił kiedyś św. Tomasz z Akwinu).
Trochę dobrej lektury:
Pius XII, Mystici Corporis Christi, 34:
"Nie trzeba atoli sądzić, że Chrystus-Głowa jako na tak zaszczytnym miejscu postawiony, nie potrzebuje wcale pomocy od Ciała swego. Bo nawet o Mistycznym tym Ciele trzeba to samo powiedzieć, co św. Paweł mówi o ludzkim organizmie: Nie może mówić głowa do nóg: nie jesteście mi potrzebne (1 Kor 12, 21).
Oczywiście jasnym jest jak słońce, że wierni chrześcijanie w ogóle potrzebują koniecznie pomocy Boskiego Zbawiciela, ponieważ On sam powiedział: Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15 5) i dlatego że według zdania Apostoła, cały wzrost tego Mistycznego Ciała ku zbudowaniu siebie samego płynie z Chrystusa jako Głowy (Ef 4, 16).
Ale i o tym pamiętać trzeba, choć to bardzo dziwnym wydać się może, że Chrystus domaga się pomocy od członków swoich. A najpierw dlatego, że osobę Jezusa Chrystusa przedstawia Jego Namiestnik, który musi wzywać wielu do współpracy w swoim urzędzie, aby nie był ciężarem obowiązków swoich całkiem przywalony i co dzień powinien być wspomagany i podtrzymywany modlitwą całego Kościoła.
Prócz tego Zbawiciel nasz który niewidzialnie rządzi osobiście Kościołem św., chce być wspierany od członków Mistycznego Ciała swego w wykonaniu dzieła Odkupienia. Nie pochodzi to oczywiście z braku lub słabości Jego, lecz z tej przyczyny, że sam tak rozporządził ku większej chwale niepokalanej Oblubienicy swojej.
Umierając na krzyżu, darował Kościołowi swemu, chociaż Ten nic się do tego nie przyczynił, niezmierny skarbiec odkupienia. Gdy jednak chodzi o rozdawnictwo łask z tego skarbca, nie tylko to dzieło uświęcające ludzkość komunikuje z przeczystą Oblubienicą swoją, lecz żąda nawet, aby ono rodziło się niejako także ze współpracy Kościoła.
Straszliwa zaiste tajemnica, nad którą nigdy dostatecznie się nie zastanawiamy - że mianowicie zbawienie wielu ludzi zależy od modlitw, od dobrowolnych umartwień członków Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa, gdy je w tej intencji spełniają, i od współpracy pasterzy i wiernych, a zwłaszcza rodzin, które powinny ją świadczyć stale Boskiemu Zbawcy naszemu w ścisłym z Nim zjednoczeniu".
A jakby ktoś chciał całość przeczytać, to niech kliknie tu.
czwartek, 9 kwietnia 2015
9 IV, życie eucharystyczne
A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam”.
Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach?... (Łk 24,35-48)
Pokój Jezusa jest darem.
Moja pamięć podsuwa mi prawdę, że ten dar udzielany jest mi (i tobie, nam wszystkim) podczas każdej Eucharystii. Ale żeby dar przyjąć, trzeba mieć puste ręce, otwarte serce i gotowość przyjęcia.
W moim sercu spotykam wątpliwości i pytanie Jezusa: "czemu w sercu prowadzicie spory?" (dosłownie wg greki), jest aktualne i dziś.
Te spory sercowe, które dzieją się w moim, twoim sercu, to zagrywka nieprzyjaciela, który chce zahamować życie darem Bożym!
Cieszę się, że mamy biały tydzień neofitów. Codzienna Eucharystia - niesamowity dar.
"W ostatecznym rozrachunku Eucharystia - dziękczynienie - przychodzi z góry. To dar, którego sami nie bylibyśmy w stanie wytworzyć. Możemy go tylko otrzymać. Jest nam ofiarowany dobrowolnie i dobrowolnie ma być przyjęty.
Tu tkwi wybór.
Możemy zdecydować, czy pozwolimy nieznajomemu, aby poszedł dalej i pozostał nieznajomym, czy też zaprosimy go do swojego serca, aby poruszył każdą cząstkę naszego istnienia i przemienił nasze żale we wdzięczność.
Nie musimy tego robić. Tak naprawdę niewielu ludzi się na to decyduje.
Ale za każdym razem, gdy wybieramy tę właśnie możliwość, odnawia się dla nas wszystko, nawet najbardziej banalne sprawy. Nasze małe życie staje się czymś wielkim, bo jest częścią tajemniczego planu Bożego zbawienia. Nic już nie jest przypadkowe, chwilowe ani daremne. Najmniej znaczące wydarzenie przemawia językiem wiary, nadziei, i ponad wszystko, miłości.
Na tym polega życie eucharystyczne; życie, w którym wszystko, co się zdarza, jest dziękczynieniem Temu, który połączył nas na drodze". (Henri J.M.Nouwen, Z płonącymi sercami)
Fot. moje, zrobiłam w Emaus.
Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach?... (Łk 24,35-48)
Pokój Jezusa jest darem.
Moja pamięć podsuwa mi prawdę, że ten dar udzielany jest mi (i tobie, nam wszystkim) podczas każdej Eucharystii. Ale żeby dar przyjąć, trzeba mieć puste ręce, otwarte serce i gotowość przyjęcia.
W moim sercu spotykam wątpliwości i pytanie Jezusa: "czemu w sercu prowadzicie spory?" (dosłownie wg greki), jest aktualne i dziś.
Te spory sercowe, które dzieją się w moim, twoim sercu, to zagrywka nieprzyjaciela, który chce zahamować życie darem Bożym!
Cieszę się, że mamy biały tydzień neofitów. Codzienna Eucharystia - niesamowity dar.
"W ostatecznym rozrachunku Eucharystia - dziękczynienie - przychodzi z góry. To dar, którego sami nie bylibyśmy w stanie wytworzyć. Możemy go tylko otrzymać. Jest nam ofiarowany dobrowolnie i dobrowolnie ma być przyjęty.
Tu tkwi wybór.
Możemy zdecydować, czy pozwolimy nieznajomemu, aby poszedł dalej i pozostał nieznajomym, czy też zaprosimy go do swojego serca, aby poruszył każdą cząstkę naszego istnienia i przemienił nasze żale we wdzięczność.
Nie musimy tego robić. Tak naprawdę niewielu ludzi się na to decyduje.
Ale za każdym razem, gdy wybieramy tę właśnie możliwość, odnawia się dla nas wszystko, nawet najbardziej banalne sprawy. Nasze małe życie staje się czymś wielkim, bo jest częścią tajemniczego planu Bożego zbawienia. Nic już nie jest przypadkowe, chwilowe ani daremne. Najmniej znaczące wydarzenie przemawia językiem wiary, nadziei, i ponad wszystko, miłości.
Na tym polega życie eucharystyczne; życie, w którym wszystko, co się zdarza, jest dziękczynieniem Temu, który połączył nas na drodze". (Henri J.M.Nouwen, Z płonącymi sercami)
Fot. moje, zrobiłam w Emaus.
poniedziałek, 30 marca 2015
30 III, obdarowana
Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku... (J 12,1-11)
Moja modlitwa z ubiegłego roku, ale jakże aktualna:
Duchu Święty, dotknij mego serca, by potrafiło kochać, by potrafiło rozpoznawać potrzeby Jezusa i na nie odpowiadać z wielkodusznością, radośnie i z miłością.
Niech moje życie stanie się olejkiem namaszczenia miłością Tego, dzięki któremu istnieję i jestem tym, kim jestem! Niech woń Jego miłości do mnie przeniknie, niech mnie wypełnia i rozprzestrzenia się wokół przeze mnie. Hojnie, radośnie i ofiarnie.
Trochę lektury w roku życia konsekrowanego z Adhortacji apostolskiej "Vita Consecrata":
"...Dla tych, którzy otrzymali bezcenny dar szczególnego naśladowania Pana Jezusa, jest oczywiste, że można i należy kochać Go sercem niepodzielnym i że można poświęcić Mu całe życie, a nie tylko niektóre gesty, chwile czy działania.
Rozlanie drogocennego olejku — znak czystej miłości, nie podyktowany żadnymi względami „utylitarystycznymi” — jest dowodem bezinteresowności bez granic, która wyraża się przez życie oddane całkowicie miłości Chrystusa i Jego służbie, poświęcone Jego Osobie i Jego Mistycznemu Ciału. Ale właśnie to życie, tak szczodrze „rozlane”, napełnia wonią cały dom.
Życie konsekrowane jest dzisiaj tak samo jak w przeszłości cenną ozdobą Domu Bożego, czyli Kościoła... Życie konsekrowane... ma wielkie znaczenie właśnie dlatego, że wyraża nieograniczoną bezinteresowność i miłość, co jest szczególnie doniosłe zwłaszcza w świecie zagrożonym przez zalew spraw nieważnych i przemijających".(VC 104)
Fot. z internetu. Tęcza nad katedrą w Wilnie. Zdjęcie zrobione dziś, może nie na temat, a jednak...
A jednak i na temat, bo tęcza jest dla mnie znakiem obdarowania, przymierza z Bogiem, a rozlanie życia swego w konsekracji zakonnej jest TYLKO odpowiedzią na obdarowanie, jak adhortacja zauważa, jest odpowiedzią na bezcenny dar naśladowania Jezusa.
Moja modlitwa z ubiegłego roku, ale jakże aktualna:
Duchu Święty, dotknij mego serca, by potrafiło kochać, by potrafiło rozpoznawać potrzeby Jezusa i na nie odpowiadać z wielkodusznością, radośnie i z miłością.
Niech moje życie stanie się olejkiem namaszczenia miłością Tego, dzięki któremu istnieję i jestem tym, kim jestem! Niech woń Jego miłości do mnie przeniknie, niech mnie wypełnia i rozprzestrzenia się wokół przeze mnie. Hojnie, radośnie i ofiarnie.
Trochę lektury w roku życia konsekrowanego z Adhortacji apostolskiej "Vita Consecrata":
"...Dla tych, którzy otrzymali bezcenny dar szczególnego naśladowania Pana Jezusa, jest oczywiste, że można i należy kochać Go sercem niepodzielnym i że można poświęcić Mu całe życie, a nie tylko niektóre gesty, chwile czy działania.
Rozlanie drogocennego olejku — znak czystej miłości, nie podyktowany żadnymi względami „utylitarystycznymi” — jest dowodem bezinteresowności bez granic, która wyraża się przez życie oddane całkowicie miłości Chrystusa i Jego służbie, poświęcone Jego Osobie i Jego Mistycznemu Ciału. Ale właśnie to życie, tak szczodrze „rozlane”, napełnia wonią cały dom.
Życie konsekrowane jest dzisiaj tak samo jak w przeszłości cenną ozdobą Domu Bożego, czyli Kościoła... Życie konsekrowane... ma wielkie znaczenie właśnie dlatego, że wyraża nieograniczoną bezinteresowność i miłość, co jest szczególnie doniosłe zwłaszcza w świecie zagrożonym przez zalew spraw nieważnych i przemijających".(VC 104)
Fot. z internetu. Tęcza nad katedrą w Wilnie. Zdjęcie zrobione dziś, może nie na temat, a jednak...
A jednak i na temat, bo tęcza jest dla mnie znakiem obdarowania, przymierza z Bogiem, a rozlanie życia swego w konsekracji zakonnej jest TYLKO odpowiedzią na obdarowanie, jak adhortacja zauważa, jest odpowiedzią na bezcenny dar naśladowania Jezusa.
środa, 3 grudnia 2014
3 XII, z zaufaniem oddać
„Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić takie mnóstwo?” Jezus zapytał ich:„Ile macie chlebów?” Odpowiedzieli: „Siedem i parę rybek”. Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął te siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów. Mt 15,29-37
Ile mam? Ile mam do dania? Czy wydobędę z zaufaniem swoje "chlebki" i swoje "rybki", by je oddać w ręce Jezusa?
Co On z tym zrobi? Podziękuje Ojcu, połamie, da braciom... Nie zabraknie niczego nikomu.
Jezus potrzebuje mego życia, by nakarmić innych (o nakarmieniu mnie też nie zapomniał, o tym jest I czytanie Iz 25,6-10a i Psalm 27).
ADWETUS - przychodzi Ten, który jest dobry dla innych; Ten, który jest dobry dla mnie! Eucharystią mnie karmi i posyła...bo przeze mnie chce przyjść do innych.
Ten, który wydobywa ze mnie (z ciebie) dobroć, swoją dobroć, w nas złożoną. Pozwólmy Mu na to!
Zaufać Mu, czy łatwo? Nie sądzę... (diabelskie omamienia jeszcze swoje robią i nas blokują). A jednak, właśnie od zaufania zaczyna się nawrócenie.
Fot. z internetu
Ile mam? Ile mam do dania? Czy wydobędę z zaufaniem swoje "chlebki" i swoje "rybki", by je oddać w ręce Jezusa?
Co On z tym zrobi? Podziękuje Ojcu, połamie, da braciom... Nie zabraknie niczego nikomu.
Jezus potrzebuje mego życia, by nakarmić innych (o nakarmieniu mnie też nie zapomniał, o tym jest I czytanie Iz 25,6-10a i Psalm 27).
ADWETUS - przychodzi Ten, który jest dobry dla innych; Ten, który jest dobry dla mnie! Eucharystią mnie karmi i posyła...bo przeze mnie chce przyjść do innych.
Ten, który wydobywa ze mnie (z ciebie) dobroć, swoją dobroć, w nas złożoną. Pozwólmy Mu na to!
Zaufać Mu, czy łatwo? Nie sądzę... (diabelskie omamienia jeszcze swoje robią i nas blokują). A jednak, właśnie od zaufania zaczyna się nawrócenie.
Fot. z internetu
wtorek, 14 października 2014
14 X, wewnętrzne naczynie
Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem.
Na to rzekł Pan do niego: „Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości..." Łk 11,37-41
Wszyscy chcemy się pokazać z najlepszej strony. No, dobra, nie kwantyfikuję: ja chcę, ja lubię pokazać się z dobrej strony. Bo ją mam :) i chcę ją pokazać. A że mam do tego jeszcze i złą stronę ("zdzierstwo i niegodziwość", czyli egoizm i pychę)... to tego już pokazać nie chcę. To normalne.
Jednak to, że nie chcę tego ujawnić, nie znaczy, że tego nie ma! Co więcej, jeśli zacznę to wypierać, to właśnie stanie się tak, jak w dzisiejszej Ewangelii. Nawet Jezusowi zwrócę uwagę, podnosząc do rangi najważniejszej sprawy drugorzędne, a pierwszorzędne umniejszając.
Ale czy usłyszę Jezusa, który mówi, żebym zajrzała w swoje wnętrze?
Dzisiaj tak, dzisiaj słyszę i jest to łaska. Rachunek sumienia i spowiedź są takim spotkaniem z Jezusem, z braćmi (siostrami) i z własnym sercem. Spowiedź jest miejscem zwycięstwa nad pozorami i pokazuchą, jest oczyszczeniem najistotniejszym, jest wreszcie wypełnieniem Duchem Świętym, tym Darem, którego serce człowieka potrzebuje, za którym tęskni i który uszczęśliwia.
Fot. Bardzo lubię ten obraz. Z boku Jezusa na krzyżu wylewa się Krew i Woda - dar Miłości, Miłosierdzia, i ręce trzymające kielich, który przyjmuje Dar... Chcę być tym naczyniem, czystym i otwartym na przyjęcie Daru. Po to spowiedź, by nie być zapchanym, by być właśnie tak otwartym na Miłość. A po przyjęciu Daru, Nim się dzielić, tą Miłością kochać.
***
Modlitwa św. Małgorzaty Marii Alacoque, którą dziś w Kościele wspominamy (z blogu Barki):
O Krwi Przenajświętsza,
rozlej się na moją duszę, aby ją uświęcać;
niech Twoja Miłość, którą rozlałeś, obejmuje moje serce, aby jej oczyścić.
Słodki mój Jezu, łączę moją duszę z Twoją,
moje serce i mojego ducha, i moje życie i moje zamiary – z Twoimi,
i tak zjednoczona, stawiam się przed Twoim Ojcem.
Przyjmij mnie, o Przedwieczny Ojcze,
Przez zasługi Twojego Boskiego Syna,
które Ci składam wraz z kapłanem i z całym Kościołem.
Tylko tak na mnie patrz,
jako na ukrytą w Jego ranach,
pokrytą Jego krwią i bogatą w Jego zasługi.
Tak właśnie staję przed Tobą, abyś mnie nie odrzucił sprzed Twego oblicza,
lecz abyś mnie przyjął w ramiona Twej Boskiej dobroci
i abyś mi udzielił łaski wybawienia.
Wszyscy chcemy się pokazać z najlepszej strony. No, dobra, nie kwantyfikuję: ja chcę, ja lubię pokazać się z dobrej strony. Bo ją mam :) i chcę ją pokazać. A że mam do tego jeszcze i złą stronę ("zdzierstwo i niegodziwość", czyli egoizm i pychę)... to tego już pokazać nie chcę. To normalne.
Jednak to, że nie chcę tego ujawnić, nie znaczy, że tego nie ma! Co więcej, jeśli zacznę to wypierać, to właśnie stanie się tak, jak w dzisiejszej Ewangelii. Nawet Jezusowi zwrócę uwagę, podnosząc do rangi najważniejszej sprawy drugorzędne, a pierwszorzędne umniejszając.
Ale czy usłyszę Jezusa, który mówi, żebym zajrzała w swoje wnętrze?
Dzisiaj tak, dzisiaj słyszę i jest to łaska. Rachunek sumienia i spowiedź są takim spotkaniem z Jezusem, z braćmi (siostrami) i z własnym sercem. Spowiedź jest miejscem zwycięstwa nad pozorami i pokazuchą, jest oczyszczeniem najistotniejszym, jest wreszcie wypełnieniem Duchem Świętym, tym Darem, którego serce człowieka potrzebuje, za którym tęskni i który uszczęśliwia.
Fot. Bardzo lubię ten obraz. Z boku Jezusa na krzyżu wylewa się Krew i Woda - dar Miłości, Miłosierdzia, i ręce trzymające kielich, który przyjmuje Dar... Chcę być tym naczyniem, czystym i otwartym na przyjęcie Daru. Po to spowiedź, by nie być zapchanym, by być właśnie tak otwartym na Miłość. A po przyjęciu Daru, Nim się dzielić, tą Miłością kochać.
***
Modlitwa św. Małgorzaty Marii Alacoque, którą dziś w Kościele wspominamy (z blogu Barki):
O Krwi Przenajświętsza,
rozlej się na moją duszę, aby ją uświęcać;
niech Twoja Miłość, którą rozlałeś, obejmuje moje serce, aby jej oczyścić.
Słodki mój Jezu, łączę moją duszę z Twoją,
moje serce i mojego ducha, i moje życie i moje zamiary – z Twoimi,
i tak zjednoczona, stawiam się przed Twoim Ojcem.
Przyjmij mnie, o Przedwieczny Ojcze,
Przez zasługi Twojego Boskiego Syna,
które Ci składam wraz z kapłanem i z całym Kościołem.
Tylko tak na mnie patrz,
jako na ukrytą w Jego ranach,
pokrytą Jego krwią i bogatą w Jego zasługi.
Tak właśnie staję przed Tobą, abyś mnie nie odrzucił sprzed Twego oblicza,
lecz abyś mnie przyjął w ramiona Twej Boskiej dobroci
i abyś mi udzielił łaski wybawienia.
sobota, 30 sierpnia 2014
30 VIII, co robię z moim talentem?
Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana... Mt 25,14-30
Dziś cytat ze św. Jana Pawła II:
"Otóż pragnę podkreślić, że u podstaw każdego z tych wielu zróżnicowanych talentów każdy z nas, każdy bez wyjątku, również nie należący do świata kultury i nauki, dysponuje nade wszystko jednym: uniwersalnym talentem, którym jest nasze człowieczeństwo, nasze ludzkie „być” (esse).
Ewangelia ze swym przykazaniem miłości uczy nas pomnażania tego przede wszystkim talentu: talentu naszego człowieczeństwa. Ostateczny osąd naszego życia będzie też tego talentu dotyczył nade wszystko. Ten zaś talent pomnaża się „przez bezinteresowny dar z siebie samego”, czyli przez miłość Boga i bliźnich". (Jan Paweł II, Przemówienie do przedstawicieli świata kultury zgromadzonych w Teatrze Narodowym, 8 VI 1991).
„Człowiek, będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego” (Gaudium et spes, 24).
Co więc robię z moim talentem? Czy rozwijam go poprzez bezinteresowny dar z siebie? Czy kocham w pełni (przynajmniej czy próbuję)?
Dziś cytat ze św. Jana Pawła II:
"Otóż pragnę podkreślić, że u podstaw każdego z tych wielu zróżnicowanych talentów każdy z nas, każdy bez wyjątku, również nie należący do świata kultury i nauki, dysponuje nade wszystko jednym: uniwersalnym talentem, którym jest nasze człowieczeństwo, nasze ludzkie „być” (esse).
Ewangelia ze swym przykazaniem miłości uczy nas pomnażania tego przede wszystkim talentu: talentu naszego człowieczeństwa. Ostateczny osąd naszego życia będzie też tego talentu dotyczył nade wszystko. Ten zaś talent pomnaża się „przez bezinteresowny dar z siebie samego”, czyli przez miłość Boga i bliźnich". (Jan Paweł II, Przemówienie do przedstawicieli świata kultury zgromadzonych w Teatrze Narodowym, 8 VI 1991).
„Człowiek, będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego” (Gaudium et spes, 24).
Co więc robię z moim talentem? Czy rozwijam go poprzez bezinteresowny dar z siebie? Czy kocham w pełni (przynajmniej czy próbuję)?
wtorek, 20 maja 2014
20 V, dar pokoju
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka..." J 14,27-31
Nie tak jak świat...
Doświadczenie pokoju jest darem, bo pokój jest darem Zmartwychwstałego. Trzeba spotkać Zmartwychwstałego, by przyjąć dar pokoju, albo przynajmniej spotkać świadków Jego. A tych jest niemało: w niebie i na ziemi.
Nie tak jak świat...
Doświadczenie pokoju jest darem, bo pokój jest darem Zmartwychwstałego. Trzeba spotkać Zmartwychwstałego, by przyjąć dar pokoju, albo przynajmniej spotkać świadków Jego. A tych jest niemało: w niebie i na ziemi.
środa, 14 maja 2014
14 V, nie wyście...
Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał, aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. J 15,9-17
To słowo jest pocieszające :), zwłaszcza kiedy się potykam o własną słabość.
On wybrał, bo chciał; wybrał, choć znał, wybrał i przeznaczył, bym szła i owocowała.
On wierzy, że to możliwe. I wszystko jest do wzięcia, do podjęcia, bo Ojciec w imię Jezusa hojny jest.
Chyba tylko za mało Go proszę...
To słowo jest pocieszające :), zwłaszcza kiedy się potykam o własną słabość.
On wybrał, bo chciał; wybrał, choć znał, wybrał i przeznaczył, bym szła i owocowała.
On wierzy, że to możliwe. I wszystko jest do wzięcia, do podjęcia, bo Ojciec w imię Jezusa hojny jest.
Chyba tylko za mało Go proszę...
czwartek, 24 kwietnia 2014
24 IV, przekonajcie się
A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam».
Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie...». Łk 24,35-48
Zatrwożenie i panika, zmieszanie i zwątpienie są ludzkie. Często na to nie pomaga nawet usłyszenie "pokój wam"... a słyszymy to ilekroć biskup sprawuje Eucharystię. Biskup taką właśnie formułą zaczyna.
Dotknąć ran, dotknąć swoich ran, przekonać się, że rana nie musi dołować, że w tych miejscach dar łaski przychodzi.
Rana może być jak drzwi otwarte - dla Ducha, dla przyjęcia daru, dla wypełnienia się Bogiem.
Maryjo, otwieraj moje rany, przygotuj mnie na przyjęcia daru ufności.
Zatrwożenie i panika, zmieszanie i zwątpienie są ludzkie. Często na to nie pomaga nawet usłyszenie "pokój wam"... a słyszymy to ilekroć biskup sprawuje Eucharystię. Biskup taką właśnie formułą zaczyna.
Dotknąć ran, dotknąć swoich ran, przekonać się, że rana nie musi dołować, że w tych miejscach dar łaski przychodzi.
Rana może być jak drzwi otwarte - dla Ducha, dla przyjęcia daru, dla wypełnienia się Bogiem.
Maryjo, otwieraj moje rany, przygotuj mnie na przyjęcia daru ufności.
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
14 IV, hojny gest miłości
Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła.
A dom napełnił się wonią olejku... J 12,1-11
Po przyjacielsku wyczuła Jezusa. On, który idzie ku Jerozolimie, doświadcza już samotności i smutku. Przybył do Betanii, do tych, których miłował, do domu, gdzie odpoczywał. Przyjął od Marii gest miłości. Nawet On (a może przede wszystkim On) tego potrzebuje...
Duchu Święty, dotknij mego serca, by potrafiło kochać, by potrafiło rozpoznawać potrzeby Jezusa i na nie odpowiadać z wielkodusznością, radośnie i z miłością.
Niech moje życie stanie się olejkiem namaszczenia miłością Tego, dzięki któremu istnieję i jestem tym, kim jestem! Niech woń Jego miłości do mnie przeniknie mnie i rozprzestrzenia się wokół przeze mnie. Hojnie, radośnie i ofiarnie.
A dom napełnił się wonią olejku... J 12,1-11
Po przyjacielsku wyczuła Jezusa. On, który idzie ku Jerozolimie, doświadcza już samotności i smutku. Przybył do Betanii, do tych, których miłował, do domu, gdzie odpoczywał. Przyjął od Marii gest miłości. Nawet On (a może przede wszystkim On) tego potrzebuje...
Duchu Święty, dotknij mego serca, by potrafiło kochać, by potrafiło rozpoznawać potrzeby Jezusa i na nie odpowiadać z wielkodusznością, radośnie i z miłością.
Niech moje życie stanie się olejkiem namaszczenia miłością Tego, dzięki któremu istnieję i jestem tym, kim jestem! Niech woń Jego miłości do mnie przeniknie mnie i rozprzestrzenia się wokół przeze mnie. Hojnie, radośnie i ofiarnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











