Pokazywanie postów oznaczonych etykietą człowiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą człowiek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 sierpnia 2017

12 VIII, tak długo

...Dopóki jeszcze mam być z wami; dopóki mam was cierpieć?... (Mt 17,14-20)

To zdanie bardzo mnie dziś poruszyło. Widziałam wyobraźnią taką ludzką irytację Jezusa? Wiem, że nie jest bez miłości... Zaś pytanie padło, więc odpowiedź z mojej strony też jest. I jest oczywista:
"Jezu, bądź z nami! Bądź ze mną! Dopóty żyję, bądź! Dopóty żyć będzie choć jeden człowiek na tej ziemi, bądź, nieś nas! Potrzebujemy Cię. Potrzebujemy Twego miłosierdzia". 

sobota, 25 lutego 2017

25 II, oko swoje w ich sercu

...Przyodział ich w moc podobną do swojej i uczynił ich na swój obraz. Dał im wolną wolę, język i oczy, uszy i serca zdolne do myślenia. Napełnił ich wiedzą i rozumem, o złu i dobru ich pouczył. Położył oko swoje w ich sercu, aby im pokazać wielkość swoich dzieł... (Syr 17,1-15)

Dziś pierwsze czytanie mnie poruszyło. Człowiek obdarzony przez Stwórcę. Uposażony tak, że ma moc podobną do Niego. Niesamowite!
Zaś słysząc zdanie: "Położył oko swoje w ich sercu"... przypomniałam sobie logo minionego roku miłosierdzia. Oko człowieka poranionego jest na nim "zlane" z okiem czyniącego miłosierdzie. Jest to przypomnienie, że mogę patrzeć na świat oczami Boga, że mnie uzdolnił do tego. Ty też!

czwartek, 9 lutego 2017

9 II, odpowiednia

Pan Bóg rzekł: « Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc ». [...] Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę... (Rdz 2, 18-25)

Bardzo lubię ten opis stworzenia kobiety.
"Odpowiednia" pomoc, odpowiednia osoba w relacji do mężczyzny. Po tych wszystkich stworzeniach, którym mężczyzna nadał imię, pojawiła się "ona" (za sprawą Boga), z jego żebra, z jego boku, by była przy boku...

sobota, 17 grudnia 2016

17 XII, wszystko, co ludzkie

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama.
Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci... (Mt 1,1-17)

Rodzina Jezusa. Jezus - syn Dawida, syn Abrahama...
Słucham tego rodowodu Jezusowego, przybliżam w pamięci biblijne postacie (o jednych wiem, pamiętam więcej, o innych niewiele już pamiętam) i takie stwierdzenie we mnie się rodzi: wszystko, co ludzkie, nie jest Mu obce.
Wszystko, co stanowi też moją osobę, osobowość, nie jest Mu obce. Historia mojej rodziny też jest objęta łaską zbawienia.
Uwielbiam Boga dziś w moich Rodzicach, w moich dziadkach, ciotkach, wujkach, kuzynostwie, w moim bracie. Uwielbiam Jezusa też w moim ciele, w moich zmysłach, bo On też je posiadał.

Fot. Osoby z mojego rodowodu, najbliżsi. :)

wtorek, 8 marca 2016

8 III, jest taki Człowiek

...Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną”... (J 5,1-16)

Ta odpowiedź chorego jest osądzająca...
Nie chciałabym, by kiedyś ktoś w moim otoczeniu tak mógł powiedzieć o sobie. To by znaczyło, że nie jestem do dyspozycji.
Ale jeszcze jedna sprawa, której nie mogę pominąć: po przyjściu Jezusa na ziemię, po Jego Passze, po ustanowieniu sakramentów i Jego Obecności w nich, nikt nie może powiedzieć bez kłamstwa, że nie ma Człowieka, który by pomógł...

piątek, 18 grudnia 2015

18 XII, spotkanie zaufań

Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie... (Mt 1,18-24)

Św. Józef - taki człowiek z krwi i kości. Nie jest niepokalanie poczęty. A jednak wierzy Aniołowi i okazuje swoje zaufanie Bogu.
Bóg przychodzi na świat, staje się małym zarodkiem i jest zależny od kobiety... Więcej, Bóg przychodzi na świat i jest zależny w ciele kobiety jeszcze i od mężczyzny - Józefa. To tak Bóg ufa człowiekowi! - nie do pojęcia...
Józef też zaufał, bo miłował. Gdy Duch Święty napotyka miłość, czuje swój blues... i staje się Emmanuel.

Dzisiejsza antyfona:
Wodzu domu Izraela, 
który na Synaju dałeś Prawo Mojżeszowi, 
przyjdź nas odkupić mocą Twojego ramienia.

Wczorajszy komentarz sprowokował mnie do napisania więcej o tych wielkich antyfonach. A więc...
Wchodzimy w drugą część adwentu, tydzień dzieli nas od tej niesamowitej Nocy. Oczekiwanie wieków na historyczne przyjście Mesjasza od 17 XII wyznacza 7 wielkich antyfon na „O”, które Kościół od starożytności kieruje do Jezusa Chrystusa: Mądrość, Pan, Korzeń Jessego, Klucz Dawida, Wschód, Król, Emmanuel.
Po łacinie brzmią: O Sapientia, O Adonai, O Radix Jesse, O Clavis David, O Oriens, O Rex gentium, O Emmanuel. Tak uszeregował je Amalariusz z Metzu (+ 850). Oparte są one na obrazach i symbolach biblijnych. Antyfony te w tłumaczeniu polskim stanowią siedem kolejnych zwrotek znanej pieśni "Mądrości, która z ust Bożych wypływasz". Ich treść obrazuje tęsknotę Izraelitów za Mesjaszem. Stosowane były pierwotnie jako antyfony do Magnificat w Liturgii Godzin. W odnowionej liturgii zachowały swoje tradycyjne miejsce. Ponadto włączone zostały w Mszę świętą jako wersety aklamacji przed Ewangelią.
I ciekawostka: czytając od tyłu czyli od 23 grudnia pierwsze łacińskie litery słów wielkich antyfon, otrzymamy krótkie, siedmioliterowe zdanie: ERO CRAS, co znaczy: będę jutro.

Fot. św. Józef ze strony: www.karmel-zakopane.pl/rekodzielo,malarstwo_artystyczne_obrazy_akrylowe,10.html

piątek, 11 września 2015

11 IX, dołki

Jezus opowiedział uczniom przypowieść: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj?... 
Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? (Łk 6,39-42)

Włączyć rozsądek i popatrzeć na siebie niejako z boku. Popatrzeć krytycznie, ale wciąż z miłością. Czasem zapędzamy się, jak ślepi i w dołki różnego rodzaju wpadamy. Na przykład bywa dołek emocjonalny. Gdy doskwiera, szukamy winnych. Czasem są realni, bo martwimy się i boli nas konkretne zło, bo ma prawo boleć, gdy widzimy lub doświadczamy nieprawości.
Ale bywa i tak, że belka we własnym oku generuje dołek emocjonalny i przesłania perspektywę dalszej drogi...
Wówczas tylko jedno wyjście: szczera modlitwa i prawdziwy wgląd w siebie. Prawda wyzwala, tj. Jezus zbawia łaską swą. I rodzi się prosta radość uwielbienia wraz z psalmistą:

Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek, 
bo serce napomina mnie nawet nocą. 
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy, 
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje. 

Ty ścieżkę życia mi ukażesz, pełnię Twojej radości 
i wieczną rozkosz po Twojej prawicy. (Ps 16)

wtorek, 1 września 2015

1 IX, zbawienna konfrontacja

„Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży”.
Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody.  (Łk 4,31-37)

Jeśli tylko jest we mnie pytanie posądzające Boga o zło, jest i zły...
Im szybciej nastąpi konfrontacja z Jezusem tym lepiej - nie wyrządzi mi żadnej szkody - unieszkodliwi i wyrzuci tylko tego, który miesza, który blokuje przyjęcie Jezusowej prawdy.
Lubię modlić się. Lubię modlić się też dlatego, że wówczas rozpoznaję wydarzenia zbawcze w swoim życiu.
A przecież nie przeznaczył nas Bóg, abyśmy zasłużyli na gniew, ale na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który za nas umarł, abyśmy czy żywi, czy umarli, razem z Nim żyli. Dlatego zachęcajcie się wzajemnie i budujcie jedni drugich, jak to zresztą czynicie. (1 Tes 5,1-6.9-11)
No właśnie, zachęcajcie się wzajemnie i budujcie :). To właśnie czynię i ten apel pawłowy zmobilizował mnie do napisania dziś.

***
Od wczoraj jestem u siebie w Krakowie, czy innymi słowy: u Niego i z Nim w Krakowie :).

wtorek, 11 sierpnia 2015

11 VIII, owco, gdzie jesteś?

Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych.
[...] Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych. (Mt 18,1-5.10.12-14)

Wikipedia o pogardzie:
stan uczuciowy będący mieszaniną braku szacunku i niechęci. Zbliżony do nienawiści, ale zawierający komponent poczucia wyższości wobec osoby pogardzanej.
Skoro jest to uczucie, stąd samo w sobie nie jest celem, ale zadaniem (w sensie: uczucia same w sobie po prostu są, są amoralne, dopiero, co zrobimy idąc za nimi jest czynem moralnym). Jezus mówi wprost, byśmy nie gardzili nikim.
Pogarda idzie w parze z poczuciem wyższości, stąd pytanie apostołów o pierwsze miejsce w królestwie niebieskim. Moja tożsamość nie ma nic wspólnego z brakiem poczucia wartości lub z przerostem poczucia wyższości. Nie od tego zależy! Od czego zależy? - od miłości Pasterza, która jest wierna i nie zwodnicza (por. Ps 32).
Przypowieść o zabłąkanej owcy (któż nią nie bywa?!) pokazuje Tego, który kocha bezwarunkowo. W tej dzisiejszej perykopie Mateusza jest mowa o owcy zabłąkanej - autor sugeruje, że z własnej woli... (gdzie indziej, np.u Łukasza będzie mowa o owcy, którą gubi pasterz).
Wobec tego, dziś po prostu wezwanie:
Owco, daj się odnaleźć!
Nie gardź innymi, ale też nie gardź sobą! Jesteś kochana!
Fot. z internetu.

środa, 24 czerwca 2015

24 VI, kimże jesteś?

...Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: „Nie, lecz ma otrzymać imię Jan”. Odrzekli jej: „Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię”. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: „Jan będzie mu na imię”. I wszyscy się dziwili. [...] A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: „Kimże będzie to dziecię?” (Łk 1,57-66.80)

Nam również niejeden chce nadać imię...
A jednak prawda moja jest w Panu, w Jego zamyśle wobec mnie. Kim jestem dla Boga? - to moja tożsamość i moja siła. Zycie tą tożsamością jest też szczęściem.
Muszę dziś zaapelować (takie mam natchnienie): potrwaj dziś przed Bogiem, pójdź do kościoła, pozwól Bogu popatrzeć na Ciebie (ON czyni to z miłością). W Jego wzroku jak w lustrze zobaczysz swoją wartość. Jesteś umiłowana/y! A jakbyś nie umiał/a tak sobie być przed Panem, zajrzyj do Ps 139.

Człowiek nie będzie wiedział, jak ma żyć, dopóki nie pozna, kim jest. Jak mówi stara zasada scholastyków: agere sequitur esse - działanie wynika z tego, kim się jest. (W. Stinissen)

Fot. św. Jan Chrzciciel - OFL w Zawichoście (Ośrodek Formacji Liturgicznej)

piątek, 17 kwietnia 2015

17 IV, wziął chleby...

Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: „Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?” 
A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. 
Odpowiedział Mu Filip: „Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać”.[...]
Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym... (J 6,1-15)

Czemu Jezus stawia takie pytanie Filipowi?
A i we mnie takie pytania się pojawiają..., by wydobyć na jaw mój niedostatek, bym sobie nie przypisała zdziałanego dobra. Dostrzegam w takich sytuacjach moją małość i nieadekwatność wobec oczekiwań.
A drugiej strony te pięć chlebków i dwie ryby... Ja też mam jakieś "zaskórniaki" :) I właśnie ich Jezus potrzebuje. Ja mam dać, to co mam, nie więcej, bo więcej nie mam. A ON chce wziąć to ode mnie i z tego rozdać tym, którzy oczekują. Przy tym, oczywiście, połamie...
Kto więc tu jest dawcą? ON czy ja?
W mojej codzienności - ON we mnie, ja w Nim - jedna mistyczna Osoba (tak określił kiedyś św. Tomasz z Akwinu).

Trochę dobrej lektury:
Pius XII, Mystici Corporis Christi, 34: 
"Nie trzeba atoli sądzić, że Chrystus-Głowa jako na tak zaszczytnym miejscu postawiony, nie potrzebuje wcale pomocy od Ciała swego. Bo nawet o Mistycznym tym Ciele trzeba to samo powiedzieć, co św. Paweł mówi o ludzkim organizmie: Nie może mówić głowa do nóg: nie jesteście mi potrzebne (1 Kor 12, 21).
Oczywiście jasnym jest jak słońce, że wierni chrześcijanie w ogóle potrzebują koniecznie pomocy Boskiego Zbawiciela, ponieważ On sam powiedział: Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15 5) i dlatego że według zdania Apostoła, cały wzrost tego Mistycznego Ciała ku zbudowaniu siebie samego płynie z Chrystusa jako Głowy (Ef 4, 16).
Ale i o tym pamiętać trzeba, choć to bardzo dziwnym wydać się może, że Chrystus domaga się pomocy od członków swoich. A najpierw dlatego, że osobę Jezusa Chrystusa przedstawia Jego Namiestnik, który musi wzywać wielu do współpracy w swoim urzędzie, aby nie był ciężarem obowiązków swoich całkiem przywalony i co dzień powinien być wspomagany i podtrzymywany modlitwą całego Kościoła.
Prócz tego Zbawiciel nasz który niewidzialnie rządzi osobiście Kościołem św., chce być wspierany od członków Mistycznego Ciała swego w wykonaniu dzieła Odkupienia. Nie pochodzi to oczywiście z braku lub słabości Jego, lecz z tej przyczyny, że sam tak rozporządził ku większej chwale niepokalanej Oblubienicy swojej.
Umierając na krzyżu, darował Kościołowi swemu, chociaż Ten nic się do tego nie przyczynił, niezmierny skarbiec odkupienia. Gdy jednak chodzi o rozdawnictwo łask z tego skarbca, nie tylko to dzieło uświęcające ludzkość komunikuje z przeczystą Oblubienicą swoją, lecz żąda nawet, aby ono rodziło się niejako także ze współpracy Kościoła.
Straszliwa zaiste tajemnica, nad którą nigdy dostatecznie się nie zastanawiamy - że mianowicie zbawienie wielu ludzi zależy od modlitw, od dobrowolnych umartwień członków Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa, gdy je w tej intencji spełniają, i od współpracy pasterzy i wiernych, a zwłaszcza rodzin, które powinny ją świadczyć stale Boskiemu Zbawcy naszemu w ścisłym z Nim zjednoczeniu".
A jakby ktoś chciał całość przeczytać, to niech kliknie tu.

środa, 15 kwietnia 2015

15 IV, jaka jest prawda?

...Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. 
[...] Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu. (J 3,16-21)

Czemu tak często człowiek obawia się Boga, a jeszcze częściej obwinia Boga i wręcz Boga w swym sercu potępia?!
Czemu nie widzimy Boga, który DOBRY jest? Może dlatego, że łatwiej "zwalić" zło tego świata na jego Stworzyciela niż zobaczyć, że samemu bardziej umiłowało się ciemność...
Zbliżyć się do światła, zbliżyć się do Boga... to decyzja moja, to mój krok. Bóg jest delikatny i nie przekracza moich granic. Raz tylko to uczynił (!), kiedy stał się Człowiekiem i przyjął wszystkie moje ludzkie zmagania na siebie.
Jeśli zbliżę się dziś do Niego, to się okaże, że wszystkie moje uczynki są dokonane w Nim, to znaczy, że nie są poza Bożym zasięgiem. Jeśli się zbliżę do Niego, to będę widziała, że moje życie w żadnej z chwil nie wymknęło się z rąk Bożych. Zobaczę też, że On mnie zbawia, to znaczy ratuje mnie z odrzucenia, które przeżywać mogę w relacjach ludzkich, czy we własnym sercu, ratuje z potępienia, którym czasem inny człowiek potrafi "obdarzyć"... Jeśli zbliżę się do światła, którym jest Jezus Chrystus, wejdę w sferę Bożą i nie mam już czego się lękać!
Bóg posyła Jezusa, bo mnie miłuje i to jest prawda!

Fot. z internetu. Ta dziewczynka zachęca mnie, by być tak prostym i wdzięcznym przed Bogiem...
W tej kwestii prostoty i zaufania, przeżyłam dziś dość ciekawą sytuację.
Chciałam zabrać siostrę z południa Polski, która nas odwiedziła nad morze. Wyjechałyśmy sporo przed południem, pod domem złapała już nas mżawka a potem jechałyśmy w deszczu. Miałam po wyjeździe ze Szczecina wątpliwości, czy nie zawrócić, kiedy wycieraczki w aucie musiały chodzić częściej. Ale wewnątrz modliłam się i byłam pewna, że dobrze zadecydowałam co do tego wyjazdu. W pewnym momencie, kiedy nic nie wskazywało, że się przejaśni, siostra M. odezwała się do mnie: "Podziwiam siostry wiarę...". Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam: "Zadecydowaliśmy wczoraj razem z Nim. Nie wiem, jak On to zrobi, my nie mamy ze sobą nawet parasola. Wie, że jedziemy..."
Parasol nie był potrzebny. Słońce wyszło, morze szumiało, wiatr dawał o sobie znać tak, że Ewangelie z  poprzednich dni o szumie wiatru mi się przypomniały.
Bóg jest dobry! Nawet, gdyby nie było dziś słońca, też jest dobry!

niedziela, 5 kwietnia 2015

5 IV, nasze życie

Jeśliście razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. 
Umarliście bowiem i wasze życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale. (Kol 3,1-4)

Życie ukryte z Chrystusem w Bogu... To jest życie chrześcijanina. Nie wszystko po ludzku da się pojąć, kiedy patrzymy na swoje życie. Coś jest zakryte nawet przed nami. A sprawy ludzkie ciągle mieszają się ze sprawami Boskimi - w nas, w naszych sercach, w naszych wyborach, w naszych działaniach. A zobacz, że św. Paweł pisze "nasze życie", mając na myśli Chrystusa...
Zjednoczeni z Chrystusem nosimy w sobie Tajemnicę Boga i Jego mocy, choć jeszcze to wszystko w naczyniach glinianych...

Fot. z wigilii paschalnej z katedry szczecińskiej
1. wnoszenie paschału - fajnie ujął mi się kontrast ciemności i światła. Wchodzi Słońce nie znające zachodu! Choć jeszcze mroki doskwierają...
2. komunia nowoochrzczonych - biel szat chrzcielnych świadczy o tym misterium Boskim, które ukryło ich życie w Chrystusie...

środa, 11 lutego 2015

11 II, oczyścić serce

I mówił dalej: "Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym". Mk 7,14-23

Kapitalny komentarz M. Łusiaka SJ:
"Jesteśmy bardzo skorzy winić za nasze złe postępowanie różne zewnętrzne okoliczności naszego życia. Tymczasem zło, które popełniamy, choćby odrobinę świadomie, pochodzi z naszego wnętrza. Jeśli chcemy stać się dobrymi, to nie wolno nam więcej myśleć o zmienianiu innych ludzi, lecz powinniśmy skupić się na kształtowaniu własnego wnętrza. Ktoś, kto ma zabałaganione własne serce, będzie czynić zło nawet w najlepszych okolicznościach zewnętrznych. Natomiast ten, kto ma uporządkowane serce, nie ulegnie złu w żadnych okolicznościach.
Jedynym winowajcą naszych grzechów jest nasze własne serce."

Moja modlitwa poprowadziła mnie do Jezusa. Skoro widzę i rozpoznaję w swoim sercu zło (tę nieczystość, która nie pozwala wzrastać i owocować miłości), to nie ma innego lepszego wyjścia, jak stanięcie przed Jezusem ze słowami: "jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić". I posłuchać, co Jezus odpowie...
Mi odpowiada - słowem i czynem - w sakramencie pojednania :).

Fot. z internetu. Umycie przez Jezusa stóp Piotrowi odsyła do sakramentu pokuty, tam dzieje się to samo wobec człowieka wyznającego swe grzechy.

środa, 21 stycznia 2015

21 I, zatwardziałość serca

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.
[...] spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Wyciągnął i ręka jego stała się znów zdrowa. Mk 3,1-6

Patrzę na Jezusa, patrzę na faryzeuszów. Pytania "czemu Go wciąż rozliczają?", "czemu Mu nie wierzą?" kotłują się w mej głowie.
Ewangelista wydobywa powód: zatwardziałość serca.
To choroba, która zasmuca nawet Boga i rodzi w Nim słuszny gniew.
Wczoraj na spotkaniu katechumenalnym zatrzymywaliśmy się nad przypowieścią o siewcy i ziarnie, które pada na różny grunt. Dla ziarna kontekstem jest gleba, dla słowa - serce. Jeśli serce wchodzi w ślepe uliczki siebie samego, jeśli dyskutuje tylko wciąż, przychodzi Zły-oskarżyciel i przemieszcza się po sercu jak po gościńcu i wykrada Słowo Boże. Płytkie serce, skaliste czy cierniste, też nie zachowa w sobie z cierpliwością i z nadzieją Słowa. Tylko czujne i wolne serce, jak żyzna ziemia, jak ziemia nawożona gnojem...(świetnie o tym mówi o. Szustak w jednej z konferencji) jest dla Bożego życia przyjaznym środowiskiem. Rodzi owoce.
Doświadczam czasem zwrotnie w relacjach pewnych zatwardziałości. Smuci mnie taka postawa i też gniewa. Nie zamierzam się porównywać do Jezusa, On był cały czysty, a to Go spotykało; zaś moje serce też nie jest wolne od zatwardziałości na słabość bliźniego.
Jezus pomimo wszystko czyni dobro, pomimo rozliczania i opinii. Tego od Jezusa się uczę.
I druga rzecz: modlę się o łaskę, bym nigdy nie zasmuciła Jezusa zatwardziałością mego serca. Wielkie pragnienie? Tak! Ale mój Pan i Oblubieniec lubi czynić rzeczy wielkie i niemożliwe.

Fot. ze strony: //facebog.deon.pl/zatwardzialosc-serca/

poniedziałek, 19 stycznia 2015

19 I, Pan młody...

«Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?» Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie...» Mk 2,18-22

Pan młody... - mowa o Bogu, o Jego miłości i zamiarze wobec duszy człowieka. Niepojęte, a jednak prawdziwe. Człowiek też pragnie Boga, On jest jego spełnieniem, choć często dąży do Boga po omacku lub wchodząc w pozorne spełnienia...
Więcej na temat braku Boga, smutku i postu.

 
Fot. z internetu

niedziela, 9 listopada 2014

9 XI, budowanie Świątyni

Jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. [...]
Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście. 1Kor 3,9n

Widzę odpowiedzialność każdego za budowanie tej Bożej świątyni!
Na Mszy świętej dziś dzieci wylosowały kartki z literkami i ułożyły z tych literek wyraz, nawet dwa: kościół i Kościół. Tak sobie patrzyłam na te literki, jak ustawiały się w rządek, brak jednej literki - niepełne słowo.
Tak i Kościół - bo przez nasze działania i wybory budujemy Go często niestety kalecząc - stąd jest On "dziurawy", niepełny... Dlatego cieszy się z nawrócenia, z powrotu swoich dzieci, których szuka jak dobry pasterz owiec, czy jak kobieta zgubionej drachmy...
Uczę się tej miłości Jezusa do swoich...
Cieszę się też z bicza w Jego ręku, bo jest wyrazem miłości i prawdziwej troski (dzisiejsza Ewangelia J 2,13-22).

***
Najmilsi, przed chrztem wszyscy byliśmy mieszkaniem szatana, po chrzcie staliśmy się świątyniami Chrystusa. A jeśli uważniej zastanowimy się nad zbawieniem naszej duszy, zrozumiemy, że jesteśmy żywą i prawdziwą świątynią Boga. Bóg mieszka nie tylko "w świątyniach zbudowanych ręką ludzką", nie tylko w domu uczynionym z drzewa i kamieni, ale przede wszystkim w duszy, stworzonej na obraz Boga ręką samego Stwórcy. Tak właśnie mówił święty Paweł Apostoł: "Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście". (św. Cezary z Arles)

Fot. z internetu

piątek, 7 listopada 2014

7 XI, dar przebaczenia

...Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła. Łk 16,1-8

Ta przemyślność rządcy jest roztropna, tak ją ocenia Pan.
I przestrzega nas, tych, którym bliżej do światła (bliżej przez poczucie, że się należy do Kościoła), że zarzucamy troskę o naszą przyszłość przez brak przebaczenia bliźnim.
A co ma to wspólnego z rozdawaniem cudzego dobra? - może zrodzić się pytanie.
I jest na to odpowiedź: "a cóż mam, czego bym nie otrzymał?" (1 Kor 4,7)
Najważniejszą sprawą w tej trosce o przyszłość naszą jest przebaczenie. Świetnie to ujął o. M. Łusiak SJ:
"Kiedy przebaczamy, to zawsze dajemy komuś coś, co nie jest naszą własnością. Chrześcijanin to człowiek świadomy tego, że należy do Boga. A jeśli należymy do Boga, to kiedy ktoś nas krzywdzi, zabiera coś Bogu".
Jeśli uwalniamy kogoś z długu Bożego (przebaczając), to czynimy coś co przynależy dzieciom Boga, naśladujemy Tego, który oddał siebie samego na okup za nas: „Chrystus nas umiłował i samego siebie wydał za nas jako dar i ofiarę dla Boga, jako miłą woń” (por. Ef 5, 2).
Dziś pierwszy piątek miesiąca - uczę się przebaczania, ofiarowania i miłowania.

sobota, 20 września 2014

20 IX, niebieski człowiek

... ziarno w żyznej ziemi oznacza tych, którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość. Łk 8,4-15

Zanim z ziarna będzie owoc, oj dużo wytrwałości trzeba! Trzeba cierpliwie czekać i pozwolić, by proces obumarcia ziarna nastąpił, by zaczęło kiełkować nowe życie, by umacniało się, by rozkwitło, by dało się zapylić, by owoc dojrzał. To tak w skrócie - biolog dokładniej te procesy by nazwał.
A co z nami? Co ze mną?
Tak sobie dziś pomyślałam, że jeszcze nie wszędzie, jeszcze nie do każdej komórki we mnie, dotarła we mnie woda chrzcielna. Jeszcze wiele we mnie starego człowieka, jego postaw i wyborów.
Z jednej strony to normalne, bo grzech Adama ma swoje konsekwencje w moim ciele, ale przecież jestem już Chrystusowa... I co?
Św. Paweł w I czytaniu dziś odpowiada:
Pierwszy człowiek z ziemi ziemski. Drugi Człowiek z nieba. Jaki ów ziemski, tacy i ziemscy; jaki ten niebieski, tacy i niebiescy. A jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak też nosić będziemy obraz Człowieka niebieskiego. 1 Kor 15,47-49
Nabieram tego kolorytu niebieskiego! I obraz Człowieka niebieskiego - Jezusa - będę w sobie nosić. Już czasami On się objawia (Jego miłość we mnie). A świat z utęsknieniem oczekuje objawienia się synów Bożych (por. Rz 8) - ludzi niebieskich.
Jednak trzeba: cierpliwości, wytrwałości i miłosierdzia do siebie samej (i do innych)!!!

Fot. z internetu: Rev. Jaroslaw Gamrot M.Div, Adoration.

wtorek, 16 września 2014

16 IX, nie płacz

Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz”. Łk 7,11-17

Nasz widok budzi miłosierdzie Pana. Nasz płacz, ten prawdziwy, który wydobywa się w momentach samotności czy w nieoczekiwanych momentach wobec ludzi, który wolelibyśmy za wszelką cenę ukryć, pokazuje naszą kondycję braku. Czy to będzie brak człowieka z powodu rozstania, czy brak zrozumienia przez bliskich, czy brak miłości, czy brak chęci... Każdy brak woła o dopełnienie. (Mogę to wołanie uczynić modlitwą)
"Nie płacz" - chcę usłyszeć słowo Jezusa.
On widzi moje braki. To On zatrzymuje "pochód żałobny", On dotyka miejsca, które boli, by dać życie. On jest Panem Życia.
Ufam Mu. Pozwalam dotykać moich miejsc śmierci, braku.