Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci, które przebywają na rynku i głośno przymawiają jedne drugim: «Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali».
Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: «Zły duch go opętał». Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników». A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność. (Łk 7,31-3)
Intryguje mnie dzisiejsza Ewangelia. Zawsze mnie intrygowała. O kaprysach dzieci wiem tyle, co czasem widuję u dzieci znajomych czy przyjaciół. Widzę, że są często zachowania dzieci nielogiczne i kapryśne.
W tej alegorii do współczesnych Jezusowi (też do nas) widać wyraźniej zahamowanie, opór na działanie Ducha Świętego. Jest mi też to znane z autopsji. Wolałabym ja pokierować, wolałabym, by było po mojemu, a tu przychodzi to czy tamto wydarzenie i mam opór wejść w rzeczywistość, przyjąć ją i współpracować w tej rzeczywistości z łaską.
A jednak dzieci mądrości (nie kaprysu), są otwarte na zabawy minorowe i majorowe. Duch prowadzi przez góry i doliny. Wszystko ma sens! Mądrość została usprawiedliwiona przez wszystkie swoje dzieci. Przez ich poddanie się Jej prowadzeniu.
Dobrze, że od jakiegoś dłuższego już czasu odkrywam głębiej różaniec. W kontekście dzisiejszego Słowa uczy on mnie przechodzenia z upodobaniem od tajemnic radosnych do bolesnych i od bolesnych do chwalebnych...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie. Pokaż wszystkie posty
środa, 20 września 2017
piątek, 16 czerwca 2017
16 VI, w naczyniu glinianym...
Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. (2 Kor 4,7n)
Serdecznie i radośnie rozbroił mnie ten tekst. Zwłaszcza, że od kilku dni przyplątało się jakieś choróbsko, z którym nie daję sobie rady. Czuję się więc jak rozbite gliniane naczynie, które szuka swoich części i chciałoby jakoś się posklejać :)...
Wierzę, że scalenie nastąpi i chyba nie moją siłą, ale tymczasem mogę się skupić bardziej na Skarbie, jaki to naczynie zawiera. Skarbem tym jest życie Jezusa we mnie, od chrztu we mnie obecne. Życie Jezusa, które karmi się Komunią świętą. Cieszę się, że wczoraj udało mi się przyjąć Jezusa w "Bożym Ciele"- w Najświętszym Sakramencie. (Polecam dobrą lekturę o Trawieniu Boga).
Ten mój Skarb dotykam w modlitwie, ten mój Skarb oglądam i spotykam w decyzjach i nawróceniach, ten mój Skarb kocham moim własnym sercem. Wiem, że ten Skarb "rwie się" do Właściciela... jak Syn do Ojca. Wdzięczność jest we mnie, kiedy rozpoznaję i odnajduję w sobie to, co mi udzielono.
Tymczasem trwając w niemocy zdrowotnej przypominam sobie i dzielę się tym, że:
- jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe ... nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga (Rz 8,38).
- dlatego trzeba nam stać się ludźmi obojętnymi [nie robiącymi różnicy] w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych, w tym wszystkim, co podlega wolności naszej wolnej woli, a nie jest zakazane [lub nakazane], tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby, bogactwa [więcej] niż ubóstwa, zaszczytów [więcej] niż wzgardy, życia długiego [więcej] niż krótkiego, i podobnie we wszystkich innych rzeczach. Natomiast trzeba pragnąć i wybierać jedynie to, co nam więcej pomaga do celu, dla którego jesteśmy stworzeni (ĆD [23] - czyli św. Ignacy), aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele (por. 2 Kor 4,7-15.
Serdecznie i radośnie rozbroił mnie ten tekst. Zwłaszcza, że od kilku dni przyplątało się jakieś choróbsko, z którym nie daję sobie rady. Czuję się więc jak rozbite gliniane naczynie, które szuka swoich części i chciałoby jakoś się posklejać :)...
Wierzę, że scalenie nastąpi i chyba nie moją siłą, ale tymczasem mogę się skupić bardziej na Skarbie, jaki to naczynie zawiera. Skarbem tym jest życie Jezusa we mnie, od chrztu we mnie obecne. Życie Jezusa, które karmi się Komunią świętą. Cieszę się, że wczoraj udało mi się przyjąć Jezusa w "Bożym Ciele"- w Najświętszym Sakramencie. (Polecam dobrą lekturę o Trawieniu Boga).
Ten mój Skarb dotykam w modlitwie, ten mój Skarb oglądam i spotykam w decyzjach i nawróceniach, ten mój Skarb kocham moim własnym sercem. Wiem, że ten Skarb "rwie się" do Właściciela... jak Syn do Ojca. Wdzięczność jest we mnie, kiedy rozpoznaję i odnajduję w sobie to, co mi udzielono.
Tymczasem trwając w niemocy zdrowotnej przypominam sobie i dzielę się tym, że:
- jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe ... nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga (Rz 8,38).
- dlatego trzeba nam stać się ludźmi obojętnymi [nie robiącymi różnicy] w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych, w tym wszystkim, co podlega wolności naszej wolnej woli, a nie jest zakazane [lub nakazane], tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby, bogactwa [więcej] niż ubóstwa, zaszczytów [więcej] niż wzgardy, życia długiego [więcej] niż krótkiego, i podobnie we wszystkich innych rzeczach. Natomiast trzeba pragnąć i wybierać jedynie to, co nam więcej pomaga do celu, dla którego jesteśmy stworzeni (ĆD [23] - czyli św. Ignacy), aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele (por. 2 Kor 4,7-15.
środa, 19 kwietnia 2017
19 IV, jest z nami
„Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?” Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”. [...] Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”... (Łk 24,13-35)
Wydarzenie spotkania Jezusa w drodze do Emaus jest analogią naszego życia. Jezus przyłącza się i idzie z nami, my Go przekonywujemy, że jest JEDYNYM, który nie rozumie, co się dzieje... Choć właśnie jest JEDYNYM, który nie tylko rozumie, ale który ma wpływ na to, co dzieje i nie dzieje się nic, co by wymsknęło się z Jego uwagi.
Natomiast łamanie chleba to symbol Eucharystii. Zaproszenie Jezusa i ofiarowanie Mu swego życia, swego domu, sprawia, że ON przejmuje rolę Gospodarza. A tego nam wszystkim bardzo potrzeba.
czwartek, 30 marca 2017
30 III, a właśnie, że chcę
...przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. (J 5,31-47)
Ewangelia dzisiejsza nie jest krótka, zawiera opis relacji Jezusa do Ojca, jak też konfrontuje nas z faktem świadectwa. Jednak najbardziej mnie uderzyło (tak, świadomie piszę to słowo: uderzyło) zdanie, które zacytowałam wyżej.
Słyszę w tym zdaniu wyrzut Jezusa, słyszę Jego troskę i Jego pragnienie obdarowywania nas życiem.
To, co mogę uczynić, to nie być obojętną wobec Jego miłości - mogę przyjść do Niego. Mogę przyjść w modlitwie, mogę przyjść w sakramencie pokuty, mogę przyjść na Eucharystię. I to czynię z wielkim pragnieniem odpowiedzi miłością na Miłość.
Fot. Ot taka szafa, a życie w niej się odradza :) Warunek jeden, by podejść ze skruchą.
Ewangelia dzisiejsza nie jest krótka, zawiera opis relacji Jezusa do Ojca, jak też konfrontuje nas z faktem świadectwa. Jednak najbardziej mnie uderzyło (tak, świadomie piszę to słowo: uderzyło) zdanie, które zacytowałam wyżej.
Słyszę w tym zdaniu wyrzut Jezusa, słyszę Jego troskę i Jego pragnienie obdarowywania nas życiem.
To, co mogę uczynić, to nie być obojętną wobec Jego miłości - mogę przyjść do Niego. Mogę przyjść w modlitwie, mogę przyjść w sakramencie pokuty, mogę przyjść na Eucharystię. I to czynię z wielkim pragnieniem odpowiedzi miłością na Miłość.
Fot. Ot taka szafa, a życie w niej się odradza :) Warunek jeden, by podejść ze skruchą.
piątek, 17 lutego 2017
17 II, oddanie
"Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je". (Mk 8,34n)
Zaprzec się siebie samego, wyrzec się siebie - warunek naśladowania Jezusa. Nie łatwy. A jednak mnie pociąga.
Psychologia pomaga w rozumieniu siebie, nazywa różne mechanizmy po imieniu. Poznając świat własnych przeżyć i reakcji psychicznych dochodzę do decyzji: co z tym zrobię?
Pewne mechanizmy choćbym chciała nie potrafię zmienić, pewne da się przepracować i wypracować nowe postawy. To trudna praca nad własnym rozwojem. Po to, by bardziej być wolnym, by bardziej kochać.
Jednak kiedy staję przed Jezusem z całym swoim światem psychiczno-fizyczno-duchowym, wiem, że każde wydarzenie ma sens. Że to są małe kamyczki mozaiki, które tworzą moje życie.
Moja decyzja jest w tym, że oddaję te wydarzenia, te kamyczki mozaikowe, w ręce Jezusa, by układał moje życie według Jego upodobania.
Zaprzec się siebie samego, wyrzec się siebie - warunek naśladowania Jezusa. Nie łatwy. A jednak mnie pociąga.
Psychologia pomaga w rozumieniu siebie, nazywa różne mechanizmy po imieniu. Poznając świat własnych przeżyć i reakcji psychicznych dochodzę do decyzji: co z tym zrobię?
Pewne mechanizmy choćbym chciała nie potrafię zmienić, pewne da się przepracować i wypracować nowe postawy. To trudna praca nad własnym rozwojem. Po to, by bardziej być wolnym, by bardziej kochać.
Jednak kiedy staję przed Jezusem z całym swoim światem psychiczno-fizyczno-duchowym, wiem, że każde wydarzenie ma sens. Że to są małe kamyczki mozaiki, które tworzą moje życie.
Moja decyzja jest w tym, że oddaję te wydarzenia, te kamyczki mozaikowe, w ręce Jezusa, by układał moje życie według Jego upodobania.
środa, 8 lutego 2017
8 II, przyjąć tchnienie życia
Tchnął w jego nozdrza tchnienie życia - bardzo mnie to dziś poruszyło.
Będę dziś się modlić oddechem - wg tradycji chrześcijańskiej taka modlitwa jest zwana modlitwą serca.
Nasze ciało tak jest skonstruowane, że przez sam fakt oddychania, miarowe bicie serca, możemy dostrzegać nieustanną, nieco ukrytą obecność kochającego Boga. Chcę przyjmować wraz z wdechem tchnienie życia od Pana a wraz z wydechem oddawać Mu wszystko, co moje.
Modlitwa serca nazywana jest także modlitwą Jezusową, gdyż najczęściej na wdechu mówimy słowem, myślą, czy za jakiś czas już samym wdechem: "Jezusie, Synu Boży", a wydechu: "ulituj się nade mną, grzesznikiem". Lub krótsza wersja: "Jezu Chryste - zmiłuj się nade mną".
Ta modlitwa oczyszcza serce z tego wszystkiego (złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota), o czym dziś Jezus wspomina w Ewangelii (Mk 7,14-23).
wtorek, 27 września 2016
27 IX, pielgrzymowanie
Gdy dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak... (Łk 9,51-56)
Nie przyjęto Go jednak...
Nieprzyjęcie, odrzucenie, któż z nas tego w życiu nigdy nie doświadczył? Od innych - boli. A kiedy siebie samych nie przyjmujemy? Wtedy pewnie boli jeszcze bardziej...
Nieprzyjęcie własnego życia, przeklinanie go, jak dzisiaj w I czytaniu (Hi 3,1-3.11-17.20-23)... Hiob otworzył usta i wypowiedział wiele, i wielu w tych słowach odnajduje siebie...
A jednak to czytanie kończy się słowami; "Człowiek swej drogi jest nieświadomy, Bóg sam ją przed nim zamyka".
Piesze pielgrzymki, które są symbolem pielgrzymki życia, mogą nas trochę pouczyć... Osobiście lubię pielgrzymować, ale dość szybko się męczę, a już jak bąble na stopach się pojawią, to każdy krok jest pełen bólu... Ale jakbym na tym bólu poprzestała...to nigdy bym dalej nie ruszyła i nie doświadczyła radości i satysfakcji z dojścia do celu pielgrzymki.
Nasze życie jest PIELGRZYMOWANIEM i przeciwności na drodze tej były, są i będą. Więc odetchnijmy, wesprzyjmy się o siebie wzajemnie i ruszajmy dalej. ;) Warto!
Nie przyjęto Go jednak...
Nieprzyjęcie, odrzucenie, któż z nas tego w życiu nigdy nie doświadczył? Od innych - boli. A kiedy siebie samych nie przyjmujemy? Wtedy pewnie boli jeszcze bardziej...
Nieprzyjęcie własnego życia, przeklinanie go, jak dzisiaj w I czytaniu (Hi 3,1-3.11-17.20-23)... Hiob otworzył usta i wypowiedział wiele, i wielu w tych słowach odnajduje siebie...
A jednak to czytanie kończy się słowami; "Człowiek swej drogi jest nieświadomy, Bóg sam ją przed nim zamyka".
Piesze pielgrzymki, które są symbolem pielgrzymki życia, mogą nas trochę pouczyć... Osobiście lubię pielgrzymować, ale dość szybko się męczę, a już jak bąble na stopach się pojawią, to każdy krok jest pełen bólu... Ale jakbym na tym bólu poprzestała...to nigdy bym dalej nie ruszyła i nie doświadczyła radości i satysfakcji z dojścia do celu pielgrzymki.
Nasze życie jest PIELGRZYMOWANIEM i przeciwności na drodze tej były, są i będą. Więc odetchnijmy, wesprzyjmy się o siebie wzajemnie i ruszajmy dalej. ;) Warto!
czwartek, 22 września 2016
22 IX, kto panuje?
Tetrarcha Herod posłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Chrystusa i był zaniepokojony... (Łk 9, 7-9)
Kiedy wydarza się dobro wokół nas, kiedy słyszymy o wielkich Bożych sprawach, to jak reagujemy? Czy zawsze jest tylko radość i zdumienie? Czy pojawia się też niepokój, jeśli doświadczenie Boga jest tak blisko...
Niepokój w takim przypadku wyraża troskę mojego egoizmu. Stawianie siebie w centrum życia i chęć reżyserowania rzeczywistości sprawiają, że budzi się we mnie niepokój, jeśli nie idzie "po mojemu".
Dzisiejsze Słowo napomina mnie, by dać Bogu prawo do rządzenia.
Niech nie panuje we mnie niepokój, lecz niech panuje Pan!
Kiedy wydarza się dobro wokół nas, kiedy słyszymy o wielkich Bożych sprawach, to jak reagujemy? Czy zawsze jest tylko radość i zdumienie? Czy pojawia się też niepokój, jeśli doświadczenie Boga jest tak blisko...
Niepokój w takim przypadku wyraża troskę mojego egoizmu. Stawianie siebie w centrum życia i chęć reżyserowania rzeczywistości sprawiają, że budzi się we mnie niepokój, jeśli nie idzie "po mojemu".
Dzisiejsze Słowo napomina mnie, by dać Bogu prawo do rządzenia.
Niech nie panuje we mnie niepokój, lecz niech panuje Pan!
poniedziałek, 19 września 2016
19 IX, nieśmy światło
Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego. (śpiew przed Ewangelią)
Jako chrześcijanie jesteśmy zapaleni, niesiemy światło Jezusa w nas. Świat potrzebuje tego światła, nie mamy więc prawa chować go gdzieś pod garncem.
Duch Święty pisze przez nasze życie dla świata 5-tą ewangelię: chce, przez nasze życie i zaufanie, ukazać Ojca, by ludzie Go poznali i chwalili.
***
Z dzisiejszej homilii papieża Franciszka:
"Niech Duch Święty, którego wszyscy otrzymaliśmy na Chrzcie świętym, pomoże nam, byśmy nie popadali w owe złe nawyki, które przykrywają światło, niech nam pomoże nieść naprzód światło darmo otrzymane, to światło Boga, które czyni wiele dobrego: światło przyjaźni, światło łagodności, światło wiary, światło nadziei, światło cierpliwości, światło dobroci". Więcej tutaj.
Jako chrześcijanie jesteśmy zapaleni, niesiemy światło Jezusa w nas. Świat potrzebuje tego światła, nie mamy więc prawa chować go gdzieś pod garncem.
Duch Święty pisze przez nasze życie dla świata 5-tą ewangelię: chce, przez nasze życie i zaufanie, ukazać Ojca, by ludzie Go poznali i chwalili.
***
Z dzisiejszej homilii papieża Franciszka:
"Niech Duch Święty, którego wszyscy otrzymaliśmy na Chrzcie świętym, pomoże nam, byśmy nie popadali w owe złe nawyki, które przykrywają światło, niech nam pomoże nieść naprzód światło darmo otrzymane, to światło Boga, które czyni wiele dobrego: światło przyjaźni, światło łagodności, światło wiary, światło nadziei, światło cierpliwości, światło dobroci". Więcej tutaj.
środa, 14 września 2016
14 IX, Krzyż
A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. (J 3,13-17)
Stanąć, uklęknąć, usiąść dziś pod krzyżem i PATRZEĆ na niego przynajmniej przez kwadrans.
Dziś święto Podwyższenia Krzyża Świętego.
Po to Kościół Krzyż podnosi, podwyższa, byśmy patrzyli i widzieli! Byśmy poczuli Jego MOC.
I nie tyle zrozumieli, co przyjęli, życie.
Stanąć, uklęknąć, usiąść dziś pod krzyżem i PATRZEĆ na niego przynajmniej przez kwadrans.
Dziś święto Podwyższenia Krzyża Świętego.
Po to Kościół Krzyż podnosi, podwyższa, byśmy patrzyli i widzieli! Byśmy poczuli Jego MOC.
I nie tyle zrozumieli, co przyjęli, życie.
środa, 10 sierpnia 2016
10 VIII, "wpadłszy w ziemię" - śp. Witold Słabig OP
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity...” (J 12,24-26)
Wczoraj (9 sierpnia) zmarł nagle (właściwie zginął) bliski mi człowiek, ojciec Witold Słabig OP - ojciec, przyjaciel, brat. Wiele mu zawdzięczam, wiele ważnych i dobrych chwil dane mi było przeżyć w bliskości przyjaznej o. Witolda.
Śmierć o. Witolda zaskoczyła nas, zaskoczyła mnie. Czasu narodzin i śmierci nie wybieramy. Wczorajszy dzień (9 VIII 2016) - to dzień narodzin dla nieba ojca Witolda! Każde rodzenie boli... to mnie boli bardzo.
Jednak nie mogę (nie możemy) nie widzieć perspektywy ŻYCIA! Tutaj można posłuchać homilii o. Witolda z dnia zadusznego, on sam mówi o śmierci i o życiu...
Ojciec Witold - "uśmiechnięta twarz" - tak go nazwałam przed 26 laty, kiedy się poznaliśmy w Wilnie... wiem, że jest po stronie Życia, które się już nie kończy. I na pewno się uśmiecha! Jego uśmiech był bramą dla relacji, dla zaufania, dla przyjaźni. Ten uśmiech ujawniał człowieka dobrego, ciepłego, miłującego i mądrego!
Szukał i słuchał Boga. Miłował liturgię i czerpał z niej siły. Na obrazku prymicyjnym miał napisane wezwanie z liturgii godzin: "Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu". Serce miał duże, bo było tam miejsce dla wielu...
Miał czas dla ludzi, kochał ludzi, kochał parafię, kochał też przyjaciół i był dla nich.
Uśmiechaj się Witoldzie, a my tutaj jeszcze na tym łez padole, łzom bólu rozstania pozwolimy istnieć... Ten ból jest częścią Miłości! A w tym bólu i łzach uśmiech sprowokowany wiarą, nadzieją i miłością też we mnie ku Niebu się wznosi.
Bóg niech będzie uwielbiony przez życie i przez śmierć ojca Witolda!
A Ty, Witoldzie, też wejrzyj z nieba ku wspomożeniu naszemu...
Fot. 1) + Witold Słabig OP, zdjęcie jest mego autorstwa.
2) Zdjęcie sprzed 25 laty... uśmiech ten sam. Góruje dziś także...
3) Tete-a-tete z Piotrem tamtych dni... (temat powołania :) Z lewej strony ojca świętego o. Witold, uśmiechnięty jak zwykle.
Wczoraj (9 sierpnia) zmarł nagle (właściwie zginął) bliski mi człowiek, ojciec Witold Słabig OP - ojciec, przyjaciel, brat. Wiele mu zawdzięczam, wiele ważnych i dobrych chwil dane mi było przeżyć w bliskości przyjaznej o. Witolda.
Śmierć o. Witolda zaskoczyła nas, zaskoczyła mnie. Czasu narodzin i śmierci nie wybieramy. Wczorajszy dzień (9 VIII 2016) - to dzień narodzin dla nieba ojca Witolda! Każde rodzenie boli... to mnie boli bardzo.
Jednak nie mogę (nie możemy) nie widzieć perspektywy ŻYCIA! Tutaj można posłuchać homilii o. Witolda z dnia zadusznego, on sam mówi o śmierci i o życiu...
Ojciec Witold - "uśmiechnięta twarz" - tak go nazwałam przed 26 laty, kiedy się poznaliśmy w Wilnie... wiem, że jest po stronie Życia, które się już nie kończy. I na pewno się uśmiecha! Jego uśmiech był bramą dla relacji, dla zaufania, dla przyjaźni. Ten uśmiech ujawniał człowieka dobrego, ciepłego, miłującego i mądrego!
Szukał i słuchał Boga. Miłował liturgię i czerpał z niej siły. Na obrazku prymicyjnym miał napisane wezwanie z liturgii godzin: "Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu". Serce miał duże, bo było tam miejsce dla wielu...
Miał czas dla ludzi, kochał ludzi, kochał parafię, kochał też przyjaciół i był dla nich.
Uśmiechaj się Witoldzie, a my tutaj jeszcze na tym łez padole, łzom bólu rozstania pozwolimy istnieć... Ten ból jest częścią Miłości! A w tym bólu i łzach uśmiech sprowokowany wiarą, nadzieją i miłością też we mnie ku Niebu się wznosi.
Bóg niech będzie uwielbiony przez życie i przez śmierć ojca Witolda!
A Ty, Witoldzie, też wejrzyj z nieba ku wspomożeniu naszemu...
Fot. 1) + Witold Słabig OP, zdjęcie jest mego autorstwa.
2) Zdjęcie sprzed 25 laty... uśmiech ten sam. Góruje dziś także...
3) Tete-a-tete z Piotrem tamtych dni... (temat powołania :) Z lewej strony ojca świętego o. Witold, uśmiechnięty jak zwykle.
***
Relacje z pogrzebu: http://barankowy.blogspot.com/2016/08/18-viii-pogrzeb-o-witolda.html
i ciasne drzwi, które mi o Witoldzie mówią: http://barankowy.blogspot.com/2016/08/21-viii-ciasne-drzwi.html
piątek, 8 lipca 2016
8 VII, otrzymawszy, nieść dalej
...Uleczę ich niewierność i umiłuję z serca, bo gniew mój odwrócił się od nich. Stanę się jakby rosą dla Izraela, tak że rozkwitnie jak lilia i jak topola rozpuści korzenie. Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie jak woń Libanu. I wrócą znowu, by usiąść w mym cieniu... (Oz 14,2-10)
W roku Miłosierdzia to czytanie brzmi bardzo swojsko. I budzi wdzięczność. Obecność miłosierna Pana, o której jest mowa w tym czytaniu jest nie tylko nadzieją, jest odpocznieniem serca ludzkiego.
A że w Ewangelii (Mt 10,16-23) jest o trudach, o posyłaniu jak owce między wilki, to też dobrze. Dziś ludzie są głodni jak wilki, głodni miłości prawdziwej. Bóg troszczy się o nich i daje pokarm prawdziwy: swego Syna dał i posyła tych, którzy usynowieni stają się barankami... pokarmem dla zgłodniałych. Tylko Życie prawdziwe może być odpowiedzią na głód życia i miłości!
W roku Miłosierdzia to czytanie brzmi bardzo swojsko. I budzi wdzięczność. Obecność miłosierna Pana, o której jest mowa w tym czytaniu jest nie tylko nadzieją, jest odpocznieniem serca ludzkiego.
A że w Ewangelii (Mt 10,16-23) jest o trudach, o posyłaniu jak owce między wilki, to też dobrze. Dziś ludzie są głodni jak wilki, głodni miłości prawdziwej. Bóg troszczy się o nich i daje pokarm prawdziwy: swego Syna dał i posyła tych, którzy usynowieni stają się barankami... pokarmem dla zgłodniałych. Tylko Życie prawdziwe może być odpowiedzią na głód życia i miłości!
piątek, 17 czerwca 2016
17 VI, moje rysowanie
„Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza mszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje". (Mt 6,19-23)
Przeżywam dziś dzień ze św. bratem Albertem - patrzę na jego obraz ECCE HOMO. Malował go długo, nie skończył go świadomie...
Na drugie dano mi Alberta. Też swoim życiem coś rysuję. Nie farbami, ani pędzlami, ale swoimi wyborami, miłością.
Przeczytałam na stronie sióstr albertynek:
Obraz Ecce Homo jest nowym przedstawieniem Serca Pana Jezusa. Brat Albert zdeformował trochę ramię Chrystusa. Czerwony płaszcz opada z ramion tak, że zarysowuje na ubiczowanej piersi Zbawiciela olbrzymie serce. Cały Chrystus zamienia się w serce - zbiczowane Serce Jezusa.
Obraz Ecce Homo swą głębią wyraża duchową drogę Brata Alberta, od Adama - artysty malarza do Ojca Ubogich. Jest najwybitniejszym dziełem artystycznym Adama Chmielowskiego, ale jest przede wszystkim wyrazem jego zmagań o autentyczną, ewangeliczną miłość Boga i bliźniego. Zmagań, które zakończyły się oddaniem swego życia Bogu w służbie najbiedniejszym i najbardziej poniżonym bliźnim. W zdeprawowanych twarzach żebraków i włóczęgów Brat Albert dostrzegł Znieważone Oblicze Chrystusa. Doświadczywszy tego zrozumiał, że swojego obrazu na płótnie już nie dokończy, lecz będzie odnawiał wizerunek Boga w człowieku zdeprawowanym i odepchniętym przez innych.
Gdzie jest moje serce dziś, tam jest skarb mój...
Przeżywam dziś dzień ze św. bratem Albertem - patrzę na jego obraz ECCE HOMO. Malował go długo, nie skończył go świadomie...
Na drugie dano mi Alberta. Też swoim życiem coś rysuję. Nie farbami, ani pędzlami, ale swoimi wyborami, miłością.
Przeczytałam na stronie sióstr albertynek:
Obraz Ecce Homo jest nowym przedstawieniem Serca Pana Jezusa. Brat Albert zdeformował trochę ramię Chrystusa. Czerwony płaszcz opada z ramion tak, że zarysowuje na ubiczowanej piersi Zbawiciela olbrzymie serce. Cały Chrystus zamienia się w serce - zbiczowane Serce Jezusa.
Obraz Ecce Homo swą głębią wyraża duchową drogę Brata Alberta, od Adama - artysty malarza do Ojca Ubogich. Jest najwybitniejszym dziełem artystycznym Adama Chmielowskiego, ale jest przede wszystkim wyrazem jego zmagań o autentyczną, ewangeliczną miłość Boga i bliźniego. Zmagań, które zakończyły się oddaniem swego życia Bogu w służbie najbiedniejszym i najbardziej poniżonym bliźnim. W zdeprawowanych twarzach żebraków i włóczęgów Brat Albert dostrzegł Znieważone Oblicze Chrystusa. Doświadczywszy tego zrozumiał, że swojego obrazu na płótnie już nie dokończy, lecz będzie odnawiał wizerunek Boga w człowieku zdeprawowanym i odepchniętym przez innych.
Gdzie jest moje serce dziś, tam jest skarb mój...
niedziela, 1 maja 2016
1 V, lampą mą Baranek
"...Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem.
Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat. Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka...". (J 14,23-29)
Dużo ważnych treści dziś pada! Stół Słowa zastawiony po brzegi!
Łamię Słowo, "zjadam", sycę się, żyję Jego mocą.
Kilka moich "dobrych kąsków" Słowa na dziś:
1) "Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich" - taki papierek lakmusowy. Jeśli chcę zachować słowa Jezusa, Jego przykazanie, to jest we mnie miłość ku Niemu. To dobra nowina dla tych co "nie czują" miłości w sobie. Wola, decyzja jest tu ważniejsza niż uczucia.
2) "Pocieszyciel = Paraklet" jest posyłany, aby mi przypomniał i nauczył Jezusowego życia. Dobra nowina w tym, że jest to dane, że nie chodzi o mój li tylko wysiłek (choć patrz p.1, decyzja musi być). Ważna w chrześcijaństwie jest postawa bierności - przyjęcia.
3) "Pokój mój daję" - właśnie, przyjąć ten pokój Jezusowy, to pozwolić sobie na szczęście, które nie jest zależne od wpływów i mody świata.
4) I jeszcze coś z II czytania (Ap 21,22-23) - św. Jan ma wizję niebieskiego Jeruzalem, która jest symbolem Kościoła. "A świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek. I miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą jest Baranek".
Lampą Baranek... Cóż to znaczy?
Najpierw mała odskocznia. Lubię robić zdjęcia, robię je we wspólnocie przy okazji różnych uroczystości dla kroniki, na spacerach etc. Od niedawna robię takim lepszym aparatem, którego wszystkich funkcji jeszcze nawet nie znam, ale zauważyłam, że w zależności od ustawienia te same przedmioty, miejsca, osoby na zdjęciu inaczej się rejestrują, w innym świetle.
Tak też w życiu... w zależności od ustawienia lampy zależy nasze widzenie i działanie.
Lampą Kościoła jest Baranek, tj Jego miłość, Jego życie za nas wydane, Jego pascha, Jego zmartwychwstanie, Jego relacja z Ojcem. Może też być inna lampa: to co oferuje świat.
I tu wracam do Ewangelii: "jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać" - to jest życie w świetle Baranka, to jest życie wieczne, do którego jesteśmy zaproszeni, a w wielu z nas już ono jest...
sobota, 23 kwietnia 2016
23 IV, życiodajna droga
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity...". J 12,24-26)
Kiedy patrzę na naturę, na ziarno, to wiem, że słowa Jezusa są prawdziwe. Ale te słowa są prawdziwe też w naturze ducha. Ziarno pszenicy po prostu obumiera, a w życiu duchowym temu procesowi towarzyszą często lęk, obawa, może i niechęć. Jednak zgoda na drogę za Panem, za Barankiem, jest życiodajna. Świadczę o tym.
Fot. Maryja świadczy o tym bardziej czytelnie. Nie tylko świadczy, ale też nas wspiera, byśmy zaufali Panu.
Kiedy patrzę na naturę, na ziarno, to wiem, że słowa Jezusa są prawdziwe. Ale te słowa są prawdziwe też w naturze ducha. Ziarno pszenicy po prostu obumiera, a w życiu duchowym temu procesowi towarzyszą często lęk, obawa, może i niechęć. Jednak zgoda na drogę za Panem, za Barankiem, jest życiodajna. Świadczę o tym.
Fot. Maryja świadczy o tym bardziej czytelnie. Nie tylko świadczy, ale też nas wspiera, byśmy zaufali Panu.
sobota, 9 kwietnia 2016
9 IV, "nie bój się"
Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wiatru.
[...] „To Ja jestem, nie bójcie się”... (J 6,16-21)
Bardzo częsta ludzka sytuacja chrześcijanina. Po doświadczeniu światła i mocy, następuje doświadczenie trudu, bezsilności i samotności.
Mi znane... :).
Niechże brzmią mi wówczas w uszach słowa Jezusa: "to Ja jestem, nie bój się".
[...] „To Ja jestem, nie bójcie się”... (J 6,16-21)
Bardzo częsta ludzka sytuacja chrześcijanina. Po doświadczeniu światła i mocy, następuje doświadczenie trudu, bezsilności i samotności.
Mi znane... :).
Niechże brzmią mi wówczas w uszach słowa Jezusa: "to Ja jestem, nie bój się".
wtorek, 5 kwietnia 2016
5 IV, nie wiesz a podążasz
Jezus powiedział do Nikodema:
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha”... (J 3,7-15)
Żyć Duchem Bożym, nie równa się wszystko zawsze wiedzieć i wszystko rozumieć, i mieć scenariusz swego życia. Żyć Duchem Świętym, to znaczy poddać się Jego prowadzeniu jak dziecko.
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha”... (J 3,7-15)
Żyć Duchem Bożym, nie równa się wszystko zawsze wiedzieć i wszystko rozumieć, i mieć scenariusz swego życia. Żyć Duchem Świętym, to znaczy poddać się Jego prowadzeniu jak dziecko.
czwartek, 17 marca 2016
17 III, Żyjący daje życie
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. (J 8,51-59)
Dlatego nieprzyjacielowi człowieka zależy tak bardzo na tym, by odciągnąć go od Jezusa i Jego nauki.
Żyjący dzieli się życiem swym. Przyjmując Jezusa, wchodzimy w Jego udział w synostwie i w dziedzictwie. To nasza tożsamość, to nasza godność. To nasze szczęście!
***
"Ja może powstać i istnieć tylko w miłującym je Ty" (H. Balthasar) - usłyszałam w starej konferencji o wartości człowieka, ks. K. Grzywocza.
Powstałam i istnieję w miłującym Bogu! Każdy z nas!
Będę modlić się dziś Psalmem 8, niosąc w sobie zadane tam pytanie: "Kim jest człowiek, że o nim pamiętasz? Kim czym syn człowieczy, że Ty o nim myślisz?"
Dlatego nieprzyjacielowi człowieka zależy tak bardzo na tym, by odciągnąć go od Jezusa i Jego nauki.
Żyjący dzieli się życiem swym. Przyjmując Jezusa, wchodzimy w Jego udział w synostwie i w dziedzictwie. To nasza tożsamość, to nasza godność. To nasze szczęście!
***
"Ja może powstać i istnieć tylko w miłującym je Ty" (H. Balthasar) - usłyszałam w starej konferencji o wartości człowieka, ks. K. Grzywocza.
Powstałam i istnieję w miłującym Bogu! Każdy z nas!
Będę modlić się dziś Psalmem 8, niosąc w sobie zadane tam pytanie: "Kim jest człowiek, że o nim pamiętasz? Kim czym syn człowieczy, że Ty o nim myślisz?"
czwartek, 10 marca 2016
10 III, przyjść do Jezusa
Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. (J 5,31-47)
No właśnie, trzeba jednego: przyjść do Jezusa, aby mieć życie!
Ja idę, a ty?
Wymówek trochę się uzbiera, bo to deszcz, bo się nie chce, bo zmęczenie itp... Wygodniej pobadać sobie pisma w domu, w ciepłych kapciach, przy komputerze... Ale, by Życie otrzymać, trzeba przyjść do Jezusa, On jest dla nas, tu, na ziemi obecny w Eucharystii.
Fot. Zawichojskie jadwiżanki w drodze parafialnego kościoła :) W drodze po Życie...
No właśnie, trzeba jednego: przyjść do Jezusa, aby mieć życie!
Ja idę, a ty?
Wymówek trochę się uzbiera, bo to deszcz, bo się nie chce, bo zmęczenie itp... Wygodniej pobadać sobie pisma w domu, w ciepłych kapciach, przy komputerze... Ale, by Życie otrzymać, trzeba przyjść do Jezusa, On jest dla nas, tu, na ziemi obecny w Eucharystii.
Fot. Zawichojskie jadwiżanki w drodze parafialnego kościoła :) W drodze po Życie...
poniedziałek, 7 marca 2016
7 III, zawierzając Słowu
Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. (J 4,43-54)
Z całej perykopy o uzdrowieniu syna urzędnika królewskiego wybrałam do wpisu to jedno zdanie.
Uwierzyć słowu Jezusa i iść do swoich zajęć - to kwintesencja życia chrześcijańskiego.
Zapytaj siebie, co ci zostało np. z wczorajszej Liturgii Słowa?
Czy potrafimy usłyszeć Słowo Jezusa skierowane do nas i czy idziemy zawierzając Słowu w naszą codzienność?
Z całej perykopy o uzdrowieniu syna urzędnika królewskiego wybrałam do wpisu to jedno zdanie.
Uwierzyć słowu Jezusa i iść do swoich zajęć - to kwintesencja życia chrześcijańskiego.
Zapytaj siebie, co ci zostało np. z wczorajszej Liturgii Słowa?
Czy potrafimy usłyszeć Słowo Jezusa skierowane do nas i czy idziemy zawierzając Słowu w naszą codzienność?
Zawierzając Słowu! Jakie Słowo Jezusa niosę w sobie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)













