Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 września 2017

15 IX, rodząca Kościół

Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. (J 19,25-27)

W dniu wspomnienia Maryi Matki Bolesnej - rodzącej Kościół pod krzyżem Jezusa - mamy też swoje urodziny jako Wspólnota. W tym dniu pierwsze siostry zamieszkały razem na strychu, przygotowanym na zamieszkanie, przy ul. Sławkowskie w Krakowie.
W tym dniu od lat siostry składają pierwsze śluby. Dzień przed, zazwyczaj są obłóczyny dla wchodzących w nowicjat. Tak było i wczoraj. Tutaj o tym więcej.
Kiedy dziś podczas jutrzni usłyszałam słowa św. Pawła o tym, że teraz raduje się w cierpieniach na nas i ze swej strony w swoim ciele dopełnia braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół, to pomyślałam o naszym Ojcu Założycielu bpie Wacławie, leżącym w szpitalu. On też nas wciąż jako Wspólnotę rodzi przez swoje cierpienie.
Wracam do Matki spod krzyża. Patrzę na Nią, jest mi (jest nam) dana za Matkę. Jan wziął Ją do siebie. Czy w moim mieszkaniu (szeroko rozumianym) jest Maryja przyjęta?

Fot. Maryja z Janem od krzyżem ze strony: Oblicza Matki Bożej.

niedziela, 30 października 2016

30 X, żywe kamienie

A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga - zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha. (Ef 2,19n)

Dzisiejsze teksty na dzień poświęcenia świątyni poprowadziły mnie w modlitwie do mojej wspólnoty. To jest konkret mojej codzienności, gdzie obecność Boga ma swoje mieszkanie.
Tak bardzo zapragnęłam zobaczyć siebie w tej duchowej budowli konkretnym kamieniem, wybranym przez Pana, wyleżanym w Jego rękach, wyciosanym Jego Słowem, zespojonym z innymi Jego miłością, trwałym i stabilnym Jego mocą...
Takim kamieniem jest każdy, jest każda z nas we Wspólnocie. Każda niepowtarzalna, niezastąpiona i potrzebna Panu w Jego budowaniu!
W czasie modlitwy w kaplicy dochodził do moich uszu odgłos uderzeń młotkiem. Sąsiad coś remontuje i niedziela mu w tym nie przeszkadza. A mi te uderzenia uświadomiły, że kiedy doświadczam sypania się wewnętrznego i bólu koniecznych przemian, to jest nadzieja na remont, na odnowę, o którą zabiega sam Gospodarz tego DOMU.

***
Dobra lektura:

Poświęcenie domu modlitwy jest świętem naszej wspólnoty. Dom ten jest domem naszych modlitw - my sami, domem Boga. Jako dom Boży budowani jesteśmy na tym świecie, abyśmy u jego kresu zostali poświęceni. Budowli, a raczej budowaniu, towarzyszy trud, poświęceniu - radość.
To, co działo się przy wznoszeniu tego domu, powtarza się, kiedy gromadzą się wierzący w Chrystusa. Gdy bowiem przyjmują wiarę, to tak, jak gdyby z lasów drzewa, a z gór kamienie ściągano; a kiedy są katechizowani, chrzczeni, wychowywani, to jakby w rękach robotników i rzemieślników byli obciosywani, układani, wyrównywani.
Nie staną się jednak domem Boga, dopóki nie połączy ich miłość. Tutaj także nikt nie mógłby wejść, gdyby drzewo to i kamienie nie splatały się w określonym porządku, gdyby zgodnie się nie wiązały, gdyby nawzajem wiążąc, do pewnego stopnia się nie miłowały. Gdy zatem widzisz, że w jakiejś budowli kamienie i drzewa doskonale do siebie przylegają, wchodzisz bezpieczny i nie obawiasz się zawalenia.
Otóż Chrystus Pan, chcąc do nas przyjść i w nas zamieszkać, niejako dla zbudowania powiedział: "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali. Przykazanie - rzecze - daję wam". Niegdyś ociężali byliście, domu Mi nie budowaliście, sami stanowiliście ruinę. Otóż, abyście mogli podźwignąć się z prastarych ruin waszych, miłujcie się wzajemnie.
Zważcie, Drodzy moi, iż dom ten zgodnie z obietnicą, aż dotąd buduje się na całym okręgu ziemi. Kiedy po niewoli budowano świątynię, wtedy - jak to znajdujemy w psalmie - śpiewano: "Śpiewajcie Panu pieśń nową, śpiewaj Panu, ziemio cała". To, co tam nazwano "pieśnią nową", tutaj Pan mieni "przykazaniem nowym". Cóż bowiem stanowi o nowości pieśni, jeśli nie miłość nowa? Ten przecież śpiewa, kto miłuje. Głos takiego śpiewaka jest żarem świętej miłości.
Tak więc to, co na sposób materialny - jak widzimy - w ścianach się dokonało, niechaj duchowo spełni się w duszach waszych, a co w kamieniach i drzewie podziwiamy jako doskonałe, niech za budującą łaską Boga dopełni się w ciele waszym.
Przede wszystkim zaś dzięki składajmy Panu Bogu naszemu, od którego najlepsza nagroda pochodzi i wszelki doskonały dar; całą żarliwością serca wychwalajmy Jego dobroć, ponieważ do zbudowania tego domu modlitwy umysły swych wiernych natchnął, pragnienie obudził, pomocy udzielił; opieszałych, by chcieli, nakłonił, chcących, by wykonali, podtrzymał. W ten sposób Bóg, który w swych wiernych "jest sprawcą działania i chcenia podług swej zbawczej woli", sam wszystko to zaczął i sam dokończył (kazanie św. Augustyna, Budowa i poświęcenie domu Bożego w nas).

niedziela, 1 maja 2016

1 V, lampą mą Baranek

"...Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. 
To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem. 
Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat. Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka...".  (J 14,23-29)

Dużo ważnych treści dziś pada! Stół Słowa zastawiony po brzegi!
Łamię Słowo, "zjadam", sycę się, żyję Jego mocą.
Kilka moich "dobrych kąsków" Słowa na dziś:
1) "Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich" - taki papierek lakmusowy. Jeśli chcę zachować słowa Jezusa, Jego przykazanie, to jest we mnie miłość ku Niemu. To dobra nowina dla tych co "nie czują" miłości w sobie. Wola, decyzja jest tu ważniejsza niż uczucia.
2) "Pocieszyciel = Paraklet" jest posyłany, aby mi przypomniał i nauczył Jezusowego życia. Dobra nowina w tym, że jest to dane, że nie chodzi o mój li tylko wysiłek (choć patrz p.1, decyzja musi być). Ważna w chrześcijaństwie jest postawa bierności - przyjęcia.
3) "Pokój mój daję" - właśnie, przyjąć ten pokój Jezusowy, to pozwolić sobie na szczęście, które nie jest zależne od wpływów i mody świata.
4) I jeszcze coś z II czytania (Ap 21,22-23) - św. Jan ma wizję niebieskiego Jeruzalem, która jest symbolem Kościoła. "A świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek. I miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą jest Baranek".
Lampą Baranek... Cóż to znaczy?
Najpierw mała odskocznia. Lubię robić zdjęcia, robię je we wspólnocie przy okazji różnych uroczystości dla kroniki, na spacerach etc. Od niedawna robię takim lepszym aparatem, którego wszystkich funkcji jeszcze nawet nie znam, ale zauważyłam, że w zależności od ustawienia te same przedmioty, miejsca, osoby na zdjęciu inaczej się rejestrują, w innym świetle.
Tak też w życiu... w zależności od ustawienia lampy zależy nasze widzenie i działanie.
Lampą Kościoła jest Baranek, tj Jego miłość, Jego życie za nas wydane, Jego pascha, Jego zmartwychwstanie, Jego relacja z Ojcem. Może też być inna lampa: to co oferuje świat.
I tu wracam do Ewangelii: "jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać" - to jest życie w świetle Baranka, to jest życie wieczne, do którego jesteśmy zaproszeni, a w wielu z nas już ono jest...

środa, 20 stycznia 2016

20 I, ON mocą moją

On moje ręce zaprawia do walki, 
moje palce do bitwy. 
On mocą i warownią moją, 
osłoną moją i moim wybawcą. (Ps 144)

Dziś I czytanie - walka Dawida z Goliatem i pokonanie go procą i kamieniem (1 Sm 17,32-51) i też Ewangelia o uzdrowieniu w szabat człowieka z uschłą ręką (Mk 3,1-6) prowadzi mnie do modlitwy Psalmem 144, który dziś w liturgii jest śpiewany jako responsoryjny.
Psalm opiewa moc Bożą, która jest udzielona człowiekowi. Siła rąk, moc serca i bezpieczeństwo ma konkretne źródło - jest nim Pan, który w Kościele udziela tego wszystkiego poprzez swoje sakramenty. Przypomnę, cóż znaczy i czym jest sakrament: widzialny znak niewidzialnej mocy. Polecam. Jeden warunek: podejście w pokorze i z wiarą.

Fot Ot tak, w kolejce po MOC Bożą.

czwartek, 20 sierpnia 2015

20 VIII, śluby nasze...

« Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść.
Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: «Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę». Mt 22,1-14

Dzisiejsze czytania są wymagające. Wymagają ode mnie przejrzystości na wskroś (jak zwykle zresztą :). Pierwsze czytanie (Sdz 11,29-39a) mówi o ślubie Jeftego, który był ogarnięty Duchem Pana. I o konsekwencjach. Dopełnienie tego ślubu kosztowało i jego, kosztowało i jego córkę...
Ślub - decyzja - są kosztowne. Spłaca się je całe życie czy też całym życiem.
Ślub małżeński - wspólna droga dwójki różnych osób. Odkrywanie tych różnic, akceptowanie, współistnienie, współtworzenie, a nade wszystko miłowanie w codzienności - oddawanie siebie po kawałku i w całości - i przyjmowanie miłości w drugim przez jej rozpoznawanie pomimo niełatwej często widoczności... To kosztuje. Tak rozumiem małżeństwo. Oczywiście, w wielkim skrócie ujęte.
Ślub osoby konsekrowanej też ma swoją cenę. Zwłaszcza osoby dziewiczej. Córka Jeftego pokazuje to (jesteśmy w ST) swoim opłakiwaniem świetnie. Z przyjęciem Ewangelii jest inaczej - sensowniej - ale cieleśnie kosztuje tak samo...

Zaproszenie na ucztę Syna Bożego (mam na myśli wejście świadome na drogę życia duchowego) otrzymujemy w konkretnym czasie, w konkretnej sytuacji (małżeństwa, dziewictwa, konsekracji, jakiegoś doświadczenia...), która jest swoistą szatą (ważne, by była biała - oczyszczana w spowiedzi), bo w niej przybliżam się do Stołu. To mój strój weselny.
I swoje miejsce na tych Godach odkrywać warto...
A może warto przy okazji zauważyć, że uczta weselna Syna Bożego (poniekąd można nazwać terminem "ślub" Jego) też ma swoją cenę - cenę krzyża.

A wracając do ślubu-decyzji naszych, myślę tak, pochopnych popełniać nie należy, ale złożone dopełnić. Miłość, która jest ich źródłem i początkiem, będzie wiertłem głębinowym i wydobywać będzie w życiu (konsekrowanym czy małżeńskim) soki paschalne szczęścia w codzienności. Tylko pozwólmy na to.

***
Trochę dobrej lektury ale uwaga - wymagającej:

"Kobiety nie są tak blisko złączone z mężami jak Kościół z Synem Bożym. Jaki inny mąż, poza naszym Panem, kiedykolwiek umarł dla swojej żony i jaka żona kiedykolwiek wybrała ukrzyżowanego na męża? Kto kiedykolwiek ofiarował krew swojej żonie, oprócz Tego, który umarł na krzyżu i przypieczętował swój związek małżeński własnymi ranami? Czy kiedykolwiek widziano martwego, leżącego na uczcie swoich zaślubin, a u jego boku małżonkę, która tuli się do niego, szukając pociechy? W czasie jakiego innego święta, na innej uczcie, rozdano zaproszonym ciało małżonka, pod postacią chleba? 

Śmierć oddziela żony od mężów, ale jednoczy Oblubienicę z jej Umiłowanym. Umarł na krzyżu, pozostawił swoje ciało chwalebnej Oblubienicy, która teraz, przy Jego stole, bierze je na pokarm... Karmi się nim pod postacią chleba, który spożywa i pod postacią wina, które pije, aby świat poznał, że nie są już dwoje, ale jedno". (św. Jakub z Sarug (ok. 449-521), mnich i biskup syryjski)

***
I jeszcze bardzo dobry artykuł o szukaniu Boga i Jego chwały w życiu, wielbieniu Go. Tutaj kliknij.

niedziela, 19 kwietnia 2015

19 IV, życie - świadectwem

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. 
A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam”. 
Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie... (Łk 24,35-48)

Rozmowa uczniów we wspólnocie o doświadczeniu Jezusa.
Nasze rozmowy we wspólnotach, rodzinach, z przyjaciółmi, z obcymi...
Gdy szczerze wydobywamy z siebie prawdę spotkania z Jezusem, ON sam staje pośrodku nas i obdarza swoim pokojem.
Chce byśmy się Go dotykali, byśmy dotykali Jego ran w Jego Ciele - Kościele, czyli w nas i w naszych bliźnich. Byśmy się przekonali, że ON żyje i życiem obdarza. Pozwolić Bogu wejść w swoje życie, to pozwolić Mu żyć w nas i kochać w nas. I wtedy nasze życie staje się świadectwem.

***
Papież Franciszek dziś:
...Chrystusowi zmartwychwstałemu mogą dawać świadectwo "ci, którzy go osobiście doświadczyli, na modlitwie i w Jego Kościele, poprzez drogę, która ma swoje fundamenty w chrzcie świętym, swoje pożywienie w Eucharystii, swoją pieczęć w bierzmowaniu, swoje nieustanne nawracanie w sakramencie pokuty i pojednania".

piątek, 17 kwietnia 2015

17 IV, wziął chleby...

Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: „Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?” 
A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. 
Odpowiedział Mu Filip: „Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać”.[...]
Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym... (J 6,1-15)

Czemu Jezus stawia takie pytanie Filipowi?
A i we mnie takie pytania się pojawiają..., by wydobyć na jaw mój niedostatek, bym sobie nie przypisała zdziałanego dobra. Dostrzegam w takich sytuacjach moją małość i nieadekwatność wobec oczekiwań.
A drugiej strony te pięć chlebków i dwie ryby... Ja też mam jakieś "zaskórniaki" :) I właśnie ich Jezus potrzebuje. Ja mam dać, to co mam, nie więcej, bo więcej nie mam. A ON chce wziąć to ode mnie i z tego rozdać tym, którzy oczekują. Przy tym, oczywiście, połamie...
Kto więc tu jest dawcą? ON czy ja?
W mojej codzienności - ON we mnie, ja w Nim - jedna mistyczna Osoba (tak określił kiedyś św. Tomasz z Akwinu).

Trochę dobrej lektury:
Pius XII, Mystici Corporis Christi, 34: 
"Nie trzeba atoli sądzić, że Chrystus-Głowa jako na tak zaszczytnym miejscu postawiony, nie potrzebuje wcale pomocy od Ciała swego. Bo nawet o Mistycznym tym Ciele trzeba to samo powiedzieć, co św. Paweł mówi o ludzkim organizmie: Nie może mówić głowa do nóg: nie jesteście mi potrzebne (1 Kor 12, 21).
Oczywiście jasnym jest jak słońce, że wierni chrześcijanie w ogóle potrzebują koniecznie pomocy Boskiego Zbawiciela, ponieważ On sam powiedział: Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15 5) i dlatego że według zdania Apostoła, cały wzrost tego Mistycznego Ciała ku zbudowaniu siebie samego płynie z Chrystusa jako Głowy (Ef 4, 16).
Ale i o tym pamiętać trzeba, choć to bardzo dziwnym wydać się może, że Chrystus domaga się pomocy od członków swoich. A najpierw dlatego, że osobę Jezusa Chrystusa przedstawia Jego Namiestnik, który musi wzywać wielu do współpracy w swoim urzędzie, aby nie był ciężarem obowiązków swoich całkiem przywalony i co dzień powinien być wspomagany i podtrzymywany modlitwą całego Kościoła.
Prócz tego Zbawiciel nasz który niewidzialnie rządzi osobiście Kościołem św., chce być wspierany od członków Mistycznego Ciała swego w wykonaniu dzieła Odkupienia. Nie pochodzi to oczywiście z braku lub słabości Jego, lecz z tej przyczyny, że sam tak rozporządził ku większej chwale niepokalanej Oblubienicy swojej.
Umierając na krzyżu, darował Kościołowi swemu, chociaż Ten nic się do tego nie przyczynił, niezmierny skarbiec odkupienia. Gdy jednak chodzi o rozdawnictwo łask z tego skarbca, nie tylko to dzieło uświęcające ludzkość komunikuje z przeczystą Oblubienicą swoją, lecz żąda nawet, aby ono rodziło się niejako także ze współpracy Kościoła.
Straszliwa zaiste tajemnica, nad którą nigdy dostatecznie się nie zastanawiamy - że mianowicie zbawienie wielu ludzi zależy od modlitw, od dobrowolnych umartwień członków Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa, gdy je w tej intencji spełniają, i od współpracy pasterzy i wiernych, a zwłaszcza rodzin, które powinny ją świadczyć stale Boskiemu Zbawcy naszemu w ścisłym z Nim zjednoczeniu".
A jakby ktoś chciał całość przeczytać, to niech kliknie tu.

piątek, 16 stycznia 2015

16 I, "lękajmy się"

Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Mk 2,1-12

Dzisiaj uświadomiłam sobie dwie rzeczy:
-> Paraliż zewnętrzny, czy tym bardziej wewnętrzny, grozi każdemu, mi też.
-> Jak ważna jest rola wspólnoty Kościoła, który może unieść mój (twój) paraliż i przedstawić nas w sile swej wiary Boskiemu Lekarzowi.
I jak dobrze jest mieć przyjaciół, którzy nie pozwolą na beznadzieję, na bezruch. W bezruchu, to oni będą nieśli.
I dobrze jest być przyjacielem ludzi i zanosić ich w modlitwie do Pana i doświadczać, patrząc na ich życie, Bożego miłosierdzia.

I jeszcze jedna, bardzo ważna sprawa, z pierwszego czytania:
Gdy jeszcze trwa obietnica wejścia do Bożego odpoczynku, lękajmy się, aby ktoś z was nie mniemał, iż jest jej pozbawiony. Albowiem i myśmy otrzymali dobrą nowinę, jak i ci, którzy wyszli z Egiptu, lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne, gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi, którzy je usłyszeli. Hbr 4,1n
Pada tu słowo "lękajmy się", które mnie dziś zatrzymało i poprowadziło do kontekstu Syr 1,14: "Bojaźń Boża początkiem mądrości". Bardzo ważne to "pożenić"!

W Biblii jest 365 razy "nie lękajcie się", tak jakby Bóg codziennie na nowo dodawał nam otuchy. I daje. A dziś pada: "lękajcie się". I nie przeczy Bóg sam sobie. Bo nie mamy się lękać niczego zewnętrznego, nic nam krzywdy nie zrobi, jeśli będziemy w jedności z Bogiem. Ale jeśli nie zaufamy Mu, jeśli zatniemy się w nieposłuszeństwie...- tego właśnie mamy się lękać. Czyli siebie samych, swego buntu i niewiary.
A nawet jeśli i to nam się przytrafi...to Kościół jak przyjaciel poczwórny zabierze nas na łożu paraliżu i przedstawi Panu. Jeśli w Nim wytrwamy...
Dziękuję dziś za Kościół i za obecność w Nim. I za Was, moich bracia i siostry, którzy niesiecie nieraz moją słabość, jak i ja Waszą.

Fot. Katedra szczecińska. Modlitwa Kościoła nad katechumenami w czasie skrutyniów. Kapłan kładzie rękę na głowie katechumena w imieniu Jezusa, ale rodzice chrzestni - jako ręka Kościoła - wspierają katechumenów swoim wstawiennictwem, kładąc rękę na ich ramieniu i modląc się za nich.

niedziela, 9 listopada 2014

9 XI, budowanie Świątyni

Jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. [...]
Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście. 1Kor 3,9n

Widzę odpowiedzialność każdego za budowanie tej Bożej świątyni!
Na Mszy świętej dziś dzieci wylosowały kartki z literkami i ułożyły z tych literek wyraz, nawet dwa: kościół i Kościół. Tak sobie patrzyłam na te literki, jak ustawiały się w rządek, brak jednej literki - niepełne słowo.
Tak i Kościół - bo przez nasze działania i wybory budujemy Go często niestety kalecząc - stąd jest On "dziurawy", niepełny... Dlatego cieszy się z nawrócenia, z powrotu swoich dzieci, których szuka jak dobry pasterz owiec, czy jak kobieta zgubionej drachmy...
Uczę się tej miłości Jezusa do swoich...
Cieszę się też z bicza w Jego ręku, bo jest wyrazem miłości i prawdziwej troski (dzisiejsza Ewangelia J 2,13-22).

***
Najmilsi, przed chrztem wszyscy byliśmy mieszkaniem szatana, po chrzcie staliśmy się świątyniami Chrystusa. A jeśli uważniej zastanowimy się nad zbawieniem naszej duszy, zrozumiemy, że jesteśmy żywą i prawdziwą świątynią Boga. Bóg mieszka nie tylko "w świątyniach zbudowanych ręką ludzką", nie tylko w domu uczynionym z drzewa i kamieni, ale przede wszystkim w duszy, stworzonej na obraz Boga ręką samego Stwórcy. Tak właśnie mówił święty Paweł Apostoł: "Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście". (św. Cezary z Arles)

Fot. z internetu

środa, 20 sierpnia 2014

20 VIII, do winnicy

Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. 
Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: «Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam». Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: «Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?» Odpowiedzieli mu: «Bo nas nikt nie najął». Rzekł im: «Idźcie i wy do winnicy»... Mt 20,1-16

"O denara", "co będzie słuszne", "idźcie i wy do winnicy"... Ceny wynagrodzenia spadają, powiedziałabym, ale zaufanie do Gospodarza wzrasta, kolejni idą do winnicy bez umów.
Koniec jest zaskakujący, zaskakujący dla wszystkich. Tu można doczytać.
Gospodarzem jest Ojciec i chodzi o królestwo niebieskie, musimy o tym pamiętać!
W dobroć Ojca mamy nie tylko uwierzyć, ale ją przyjąć. Ojciec daje życie - daje je w całości - cały denar (denar to życie wieczne - jest albo nie ma - nie da się dać połowy życia wiecznego... to interpretacja Ojców Kościoła).
Bardzo lubię tę przypowieść. Lubię ją cytować osobom starszym, które zgłaszając się do katechumenatu mają w sobie nieśmiałość, zażenowanie i smutek, że dopiero teraz, w tym wieku, proszą o chrzest.
A swoją drogą podziwiam też precyzję Gospodarza, który dobrze wie, kiedy kogo do swojej winnicy zaprosić.

Fot. Kiedy człowiek się cieszy z bycia w winnicy, to i choroba, i wózek inwalidzki nie są przeszkodą w tej radości... Moja Mama. :)

sobota, 9 sierpnia 2014

9 VIII, po prostu czekam

...Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: "Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!" Mt 25,1-13

Kto wyznacza czas Oblubieńcowi (chodzi tu o Pana, o Kyriosa)?!
Wczoraj w księgarni zatrzymałam się przy kartce: "czas zbyt wolno płynie dla tych, którzy czekają; zbyt szybko dla tych, którzy kochają..." Najpierw ta kartka mnie urzekła, ale dziś czuję się po obu stronach: i czekania, i kochania...
W nocy (nie koniecznie tylko w tej fizycznej) nie łatwo jest czekać, traci się nadzieję, traci się sens, ogarnia sen, czyli coś nad czym już nie panuję...
Jezus dziś tą Ewangelią mówi do mnie: "Przyjdę! Czekaj!"
Odpowiadam z tęsknotą i miłością: "Przyjdź, Panie Jezu".

I za o. Pio proszę, byś nie tylko przyszedł, ale i pozostał:
Panie, zostań ze mną, bo bardzo potrzebuję Twojej pomocy, bym o Tobie nie zapomniał. Sam wiesz, jak łatwo Cię porzucam. Panie, zostań ze mną, bo jestem słaby i potrzebuję Twojej siły, abym tak często nie upadał. 
Panie, zostań ze mną, bo Ty jesteś moim życiem, a bez Ciebie słabnie moja gorliwość. 
Panie, zostań ze mną, bo Ty jesteś moją światłością, a bez Ciebie tkwię w ciemnościach. 
Panie, zostań ze mną, aby mi ujawniać swoją wolę. 
Panie, zostań ze mną, bym słyszał Twój głos i podążał za Tobą. 
Panie, zostań ze mną, bo bardzo pragnę Cię kochać i zawsze trwać przy Tobie. 
Panie, zostań ze mną, jeśli pragniesz, bym Ci był wierny...
***
Trochę lektury
Z wykładu św. Teresy Benedykty od Krzyża - patronki dnia dzisiejszego - O Tajemnicy Narodzenia Pańskiego:

W początkach życia duchowego, kiedy zaczynamy się dopiero poddawać Bożemu kierownictwu, czując pewną i mocną rękę Boga, który nas prowadzi, to, co powinniśmy czynić, stoi przed nami jasne jak słońce. 
Ale nie zawsze tak bywa. Kto należy do Chrystusa, musi przeżyć całe Jego życie. 
Musi dojrzewać do wieku Chrystusowego, musi z Nim wejść na drogę krzyżową, przejść przez Ogrójec i wstąpić na Golgotę. Lecz wszystkie cierpienia zewnętrzne są niczym w porównaniu z ciemną nocą duchową, gdy gaśnie Boskie światło i milknie głos Pana. Bóg jest w tym doświadczeniu blisko, lecz ukrywa się i milczy. 
Dlaczego? 
Są to Boże tajemnice, których choć do końca nigdy nie przenikniemy, przecież możemy je nieco zrozumieć. Bóg stał się człowiekiem, aby nas uczynić uczestnikami swego życia. 
Ciemna noc życia rozpoczyna to uczestnictwo już na ziemi i chce doprowadzić do jego pełni, jako ostatecznego celu, ale w środku drogi zawiera się coś jeszcze. Chrystus jest Bogiem i człowiekiem; ten więc, kto chce żyć z Nim, musi uczestniczyć zarówno w Jego Boskim, jak i ludzkim życiu. Natura ludzka, którą Chrystus przyjął, dała Mu możność cierpienia i śmierci. Natura Boska, którą posiadał odwiecznie, nadała temu cierpieniu i śmierci wartość nieskończoną i moc odkupieńczą. 
Męka i śmierć Chrystusa powtarzają się w Jego Ciele Mistycznym i jego członkach. Każdy człowiek musi cierpieć i umierać, lecz jeśli jest żywym członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa, jego cierpienie i śmierć nabierają odkupieńczej mocy dzięki Boskości Tego, który jest jego Głową.

niedziela, 3 sierpnia 2014

27 VII - 3 VIII, Przystanek Jezus na Woodstocku

Kilka refleksji z Przystanku Jezus 2014.
Byłam pierwszy raz, jechałam nie tylko z niepewnością, też z lękiem. Nie mogłam być od początku, tym bardziej myśląc o wyjeździe do Kostrzyna czułam się nieswojo.
Udało się dotrzeć tam we wtorek, byłam chwilę przed Eucharystią. Na przywitanie - pierwszy spotkany człowiek - to był bp Grzegorz Ryś, który wskazał palcem na mnie zbliżającą się i powiedział: "znam tę siostrę". Uściski i pokój w sercu. O. Alexiewicz OP był kolejnym człowiekiem, który złapał mnie i ucałował w czółko. Tak przywitana już prawie śmiało :) ruszyłam do biura, by się zarejestrować.

Identyfikator, koszulka, przydzielona grupa - już wiedziałam, że jestem cząstką tego wydarzenia: Przystanku Jezus.
Wtorkowa Eucharystia bpa Dajczaka kończyła rekolekcje i błogosławieństwem indywidualnym rozsyłała na ewangelizację.
I ruszyliśmy na pola - dolinę i pagórki woodstockowe. Ruszyliśmy korowodem ze śpiewem, radością, niosąc dobrą nowinę tam, gdzie pomimo gromkości muzyki, wielkości puszek piwa i bliskości człowieka na wyciągnięcie ręki, jest też egzystencjalna pustka, skrywany pod płaszczykiem krytyki Kościoła i niewiary ból i cierpienie, gdzie jest ludzkie życie, które wraz ze śmiercią się nie kończy...

Jesteśmy przecież z jednego ciasta!
W to "ciasto" chce wpaść zaczyn Słowa Bożego, który ma moc zakwasić tak, by w następstwie był chleb dobry.
Więc potem dzień po dniu, po porannej Eucharystii z Jezusem w sercu, wychodziliśmy już w małych grupkach, po dwóch, po trzech, by być wśród rówieśników, by siać ziarno Dobra, ziarno wiary.

Chodziłam po Woodstocku z księdzem Grzegorzem, na co dzień pracującym we Francji. Przyjechał tu już po raz 13-ty, więc z "weteranem" wyruszyłam na swój pierwszy siew...
Byliśmy hojni, jak ten siewca z przypowieści co siał wszędzie. :) Sialiśmy obecnością. Przypomniało mi się, jak św. Franciszek wysyłał braci. Mówił: głoście Ewangelię wszędzie, jeśli trzeba to i słowami.

Kaśka i Paweł zatrzymali nas pytając, czy Bóg się gniewa, że nie chodzą do kościoła i jak mają dziecko nauczyć chodzić do kościoła, bo oni już nie chodzą... Potem jeszcze kilka głębszych pytań padło. Z czym zostali? Z przekonaniem, że relacja z Bogiem jest relacją osobistą i osobową, że Bóg nie gniewa się ale bardzo tęskni. Krótka wspólna modlitwa i błogosławieństwo na dobre postanowienia.
Na Mateusza jakbyśmy wpadli, wywiązała się rozmowa. Takie przedzieranie się przez "krzaki" doświadczeń życia, by dostrzec obecność Boga i Jego miłość... Wspólne wypowiedzenie Ojcze nasz. Modlitwa za zmarłego ojca i kolegę, który popełnił samobójstwo.
Trójka chłopaków została sprowokowana moim identyfikatorem. Na pasku napis: "dlaczego?" - "jestem chrześcijaninem, zapytaj mnie dlaczego?" Więc padło pytanie: "dlaczego?"
Dziewczyny spod Rzeszowa: Ada i koleżanki - po raz pierwszy na Woodstocku - szukają radości wśród rówieśników i chcą poznać ludzi. Rozmowy z księdzem, ze mną, łatwiej tu, prościej postawić pytania, które nurtują już dawno.
Nachyliłam się nad leżącym chłopakiem z długimi dredami pytając, czy dobrze się ma. Leżał na środku przejścia ale okazało się, że odpoczywa. Kiedy uzmysłowił, kto go zapytał, wykrzyknął: "Jezus, Maria". Było to wołanie szczere... myślę, że można to nazwać w tym konkretnym przypadku swoistą modlitwą...
Ktoś z radością chciał się rzucić w moje objęcia, bo biel habitu niesie radość. Gdy jednak powiedziałam, że tak chodzę na co dzień, że jestem zakonnicą, była konsternacja. "Czemu w białym? przecież zakonnice w czarnym?" Wywiązała się rozmowa o białej szacie chrzcielnej. Młodzieniec był ochrzczony w dzieciństwie i na Woodstocku dowiedział się, co oznaczała wówczas ta biała szata chrzcielna.

Mój towarzysz w apostolstwie intrygował nie tylko czerwonymi trampkami ale i tatuażem. Sama byłam ciekawa historii tych tatuaży... Pierwszy tatuaż po francusku: "Kim jest dla ciebie Jezus Chrystus?" Kolejne były etapami rozwoju wiary. Ten ostatni na plecach, kiedy odsłonił dla pewnego woodstockowicza zrobił nie tylko na nim wrażenie ale i na mnie! "Mój Bóg i Pan" - piękna postać Jezusa. Kiedyś św. Teresa pisała krwią na ścianie swoje wyznanie wiary, kiedy nic nie czuła i wydawało się, że nie wierzy... Ks. Grzegorz pozwolił siebie wytatuować... to też boli. Przynależność do Jezusa jest skarbem. Żeby go nie stracić...

Jedni drugich ciężary noście
Były też spotkania trudne. Czułam, że grunt skalisty, że zamknięcie na Boga jest już postanowione. A jednak chwila rozmowy na ludzkie tematy, o rodzinie, o dzieciach, o pracy... Podzielenie się sobą, uśmiech i życzliwość, tyle mogłam dać i dawałam.
Trudne spotkanie z Pawłem, który przykleił się do nas i tak bardzo chciał udowodnić swój ateizm. Już traciliśmy do niego cierpliwość... - też dobre doświadczenie własnej słabości. Zaczęłam modlić się po cichu koronką, ksiądz, jak później się okazało, też. Nie dane nam było zasmakować owocu spotkania... jednak wyrzucenie przez Pawła bólu ze śmierci żony po paru latach małżeństwa... myślę, że stało się owym ewangelicznym "jedni drugich ciężary noście"...

Kilka spotkań takich jak: spotkanie z krisznowcem, który był jeszcze przed 15-tu laty chrześcijaninem, spotkanie z wyznawcą religii latającego potwora spaghettii, spotkanie z kimś, kto nosi na sobie pentagram tłumacząc się, że to nic dla niego nie znaczy... mnie osobiście zasmuciło. Ludzka wolność wyborów. Można wybrać po swojemu, można od Boga Jedynego się odwrócić. Można... Można też zostać przy Nim i modlitwą przyprowadzać w sercu tych, co odeszli. Można jak Maryja iść do ludzi z Jezusem. Obraz Maryi stojącej w drzwiach, mającej tylko Jezusa i niosącej Jezusa do ludzi towarzyszył nam w tych dniach.

Z Kościołem z kościoła do ludzi
Musiałam wyjechać wcześniej. Żal było odjeżdżać. Cieszyłam się, że w dniu odjazdu przyjeżdżały jeszcze nowe osoby na Przystanek Jezus, jakby do wymiany, by nie zabrakło tych, co mają siać.
Dobry był czas i to podwójnie: czas spotkania z ludźmi Kościoła na Przystanku Jezus. Ta prostota życia: spania, mycia się, jedzenia, dzielenia się, adoracje nocne, modlitwa, śpiew, dyżury, rozmowy... - doświadczenie wspólnoty Kościoła takiej prostej: radosnej, czasem zmęczonej ale wciąż otwartej, wdzięcznej i dającej... Moc w słabości się doskonaliła (widziałam na własne oczy).  I jestem wdzięczna ks. Arturowi Godnarskiemu za taki sposób uczestnictwa w Przystanku Jezus.

No i były spotkania niespodzianki - wreszcie w realu spotkałam Agatę :), którą blogowo znam od lat i której poszukiwania wzbudziły już dawno moją sympatię. Spotkanie było "przypadkowe" ale jakże radosne!

Druga rzecz z którą wyjechałam, to doświadczenie Kościoła wychodzącego z kościoła do ludzi. Właśnie do tych ludzi, którzy zgromadzili się na Woodstocku. Przechodząc się dolinką woodstockową można było co jakiś czas spotkać tych, którzy swą obecnością wnosili dobrą nowinę, którzy swą obecnością głosili Jezusa i miłość Jego.
Był pomysł i został zrealizowany: mycie nóg. W tym upale i piachu wokół to był luksus. Człowiek w sutannie niósł ulgę. Przy tym okazja do rozmowy. Ileż jest sposobów niesienie dobra?! :) W tej naszej codzienności, wśród najbliższych.

Twarze jakie pamiętam z Woodstocku mają dwa odcienie: jeden to ludzie piękni, przyjechali posłuchać muzyki, pobyć z rówieśnikami, na ich twarzach widziałam życie. Ale też widziałam twarze martwe...zniszczone alkoholem, narkotykami. Wszyscy jesteśmy dziećmi Ojca, za każdego z nas umarł Jezus, każdego kocha.
Przystanek Jezus - tak powiem: Jezus przystanął, zatrzymał się przy swoich dzieciach, bo kocha ich - i miłością swą zapalił tych, których nazwał przyjaciółmi, by nieśli dobrą nowinę, by siali, by ziarno padło, by ciasto się zakwasiło.

Ale się rozpisałam... A jeszcze ile w głowie się przewija. Stop. Nie da się wszystkiego opisać. Nie muszę. Tych kilka refleksji i parę zdjęć niech będzie mi przypomnieniem a dla Was świadectwem o Kościele żywym, żyjącym i niosącym Jezusa jak Maryja do ludzi.

A jeśli kogoś zainteresowała ta inicjatywa, to zapraszam na stronę:
http://www.przystanekjezus.pl

piątek, 22 lutego 2013

22 II, Pan jest Pasterzem

Odpowiedział Szymon Piotr: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego". 
Na to Jezus mu rzekł: "Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Oto i Ja tobie powiadam: 
Ty jesteś Piotr - Opoka, i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie". Mt 16,13-19

Dziękuję Bogu, że żyję kiedy żyję. Ważne czasy. Widzę, jak Bóg prowadzi swój Kościół. Przez Sobór, przez Jana Pawła II, przez Benedykta XVI. Cóż mi oceniać. Otwieram oczy i widzę, że wiele nie dostrzegam, nie widzę, nie rejestruję. A w tym wszystkim "Pan jest moim Pasterzem" (psalm 23, dziś responsoryjny). Wiernym, cierpliwym, kochającym, konkretnym i skutecznym. Moim jest, ale i Pasterzem Kościoła przede wszystkim jest.
Piotr mówi: "Tyś Mesjasz", Jezus Piotrowi: "Tyś Opoka". Ważny dialog.
W osobistej modlitwie też warto wyznać, np: "Tyś Chrystus, Baranek" i posłuchać, co Jezus mi powie.
Wierzę, że Benedykt XVI usłyszał...

wtorek, 4 grudnia 2012

4 XII, być małym

Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom..." Łk 10, 21-24

Czuję się takim prostaczkiem...
Nie mogę na sobie się oprzeć, więc wołam z tęsknotą i wiem, że mnie słucha i słyszy. Ten, który od Ojca przychodzi.
Dobrze tak po prostu być małym i pozwolić sobie takim być...

Powierzam Waszej modlitwie tych, którzy dzisiaj przekroczą próg Kościoła, w sensie dosłownym i symbolicznym. Kościół przyjmie do swego łona 9 katechumenów, by ich w Wigilię Paschalną urodzić w wodach chrztu świętego.

Fot. ze strony smyki.pl

poniedziałek, 7 maja 2012

7 V, oczyszczenie

"Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?"
W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: "Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać"
. J 14, 21-26

Światu zaś objawić Jezusa ma Kościół. Kościół jako sakrament zbawienia odsłania Jezusa ale też Kościół - tzn. my - poprzez nasze braki zasłaniamy Jezusa. Jezus zgodził się na nasze braki, to Mu nie przeszkadza, On pragnie miłości i zachowania Jego Słów.
Mi ciężko zgodzić się na swoją słabość, na braki, na głupotę, chciałabym być doskonała.
Ktoś nieżyczliwy (z mediów) posłużył się ostatnio moimi brakami, została zmanipulowana moja wypowiedź na ważny temat i została wręcz ucięta, a to co zostało można zinterpretować dwuznacznie. Przykro mi bardzo. Jednak dziś modlę się refrenem Psalmu 115: "Nie nam daj chwałę, lecz Twemu imieniu". Próbuję czytać tę sytuację w kontekście wczorajszej Ewangelii, w kontekście oczyszczania winorośli. Widzę, że potrzebuję nabierania dystansu do siebie... :), potrzebuję oczyszczenia z miłości własnej i z próżnej chwały...
Ogrodniku Boży, Ojcze mój, wiem, że mnie kochasz i wiem, że mnie oczyszczasz. Chwała Ci za to.

środa, 21 września 2011

21 IX w Ciele Chrystusa

Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego. I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa. Ef 4,7-14

Spróbowałam sobie wyszczególnić, by było jaśniej:
"On ustanowił jednych [...], innych..." - według Jego łaski, więc darowane.
"Aż dojdziemy" - świadomość, że wszyscy w drodze jesteśmy, więc istnieje możliwość nawracania się.
"Budowanie Ciała Chrystusa" do miary według pełni Chrystusa - cel życia i posługiwania.

Św. Mateusz przyjął łaskę, poszedł za Jezusem i stał się niejako "kręgosłupem" Ciała Chrystusowego tj. Kościoła. Dlatego nazywam go kręgosłupem, bo na jego nauczaniu (Ewangelia św. Mateusza) można się oprzeć, a śmiercią męczeńską potwierdził stabilność wiary.

Może warto się zastanowić kim ja jestem w Ciele Chrystusa, tj. w Kościele? Św. Teresa od Dzieciątka Jezus odnalazła się w sercu, bo aż tak miłowała, że chciała być wszystkim. A ja? A Ty?

niedziela, 4 września 2011

4 IX relacje w Kościele

„Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków opierała się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.
Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie roz­wiązane w niebie.
Dalej zaprawdę powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.
Mt 18,15–20

Ważny aczkolwiek trudny temat upominania, zgody i wspólnoty.
Ważny, bo jedno i drugie, i trzecie dotyka i dotyczy mnie osobiście. Dobrze, że na początek posługi Jezus przypomina mi podstawowe zasady z którymi się nie dyskutuje, ale je przyjmuje.
Jednak to co mnie umacnia w dzisiejszym Słowie, to ostatnie zdanie, mówiące i zapewniające o obecności Jezusa.

Ks. Sekściński wyjaśniając Ewangelię podkreśla, że żydowski kontekst perykopy wskazuje na przywódców wspólnoty Kościoła, kształtujących jej życie. Jezus naucza, że kiedy pełnią swój urząd i wspólnie podejmują decyzje związane z Kościołem, to za ich decyzjami stoi moc Boża.
Zacytowałam to zdanie komentarza, gdyż w dzisiejszych czasach ono jest ważne, kiedy tracimy z oczu Boży wymiar Kościoła a skupiamy się bardziej na instytucjonalnym wymiarze ludzkim.

Fot. W cztery oczy zacząć trzeba z Jezusem i posłuchać Jego...

poniedziałek, 6 grudnia 2010

wejrzyj na wiarę Kościoła

Co za myśli nurtują w sercach waszych? Łk 5,22

Pytanie padło w kontekście uzdrawiania paralityka, ale odbieram go dziś osobiście. A nurtują we mnie myśli i owszem...
Panie Jezu, spójrz na wiarę Kościoła (moja może być za mała) i dokonaj uzdrowienia serca mego.

wtorek, 24 sierpnia 2010

chodź i zobacz

W dzisiejszych czytaniach dostrzegam niesamowite spotkanie Boga i człowieka.

W Ap 21,9-14 anioł prowadzi Jana (i każdego z nas), by ukazać Oblubienicę Małżonkę Baranka. Oblubienicą jest ludzkość odkupiona.

U Jana 1,45n Filip zaprasza Natanaela do przyjścia do Jezusa, by "zobaczył", bo nie spodziewa się niczego dobrego z Nazaretu. Ale Oblubieniec, Baranek, nie gardzi Nazaretem...

Dziś trochę tęsknię już za tym ostatecznym spotkaniem z Barankiem.

p.s. Modlę się dziś za pośredników, za tych, którzy podprowadzają do spotkania osobistego z Jezusem. Za katechumenat cały.
.

sobota, 3 lipca 2010

moje wątpliwości również zna

Zdumiała mnie dzisiaj wiedza Jezusa, tak szczegółowa, o wątpliwościach Tomasza. J 20,24-29

Chronologicznie wyglądało to tak:
-> Jezus ukazuje się uczniom, nie ma z nimi Tomasza
-> uczniowie oznajmiają Tomaszowi, Tomasz wypowiada słynne zdanie: jeśli...
-> Tomasz jest z uczniami, pomimo wątpliwości
-> Jezus pokazuje mu ręce i bok, udowadniając swą wiedzę

W drugim i trzecim punkcie, kiedy są zebrani uczniowie i nic nie ma mowy o Jezusie, On tam JEST. Taki mój wniosek, według Jego własnych słów: tam gdzie dwóch albo trzech zebranych w imię Moje, tam jestem.
Stąd osobiście Jezus wie o wątpliwościach Tomasza.
I konsekwentnie wie o moich wątpliwościach, ale też wie o oddaniu, wie o mojej trosce o innych, wie o lęku i bólu, wie o wstawienniczym wołaniu, wie o cierpieniu, wie o radości - wie o wszystkim! I choć w ukryciu serca istnieje to we mnie, to istnieje w Nim, we Wspólnocie, w Kościele (Jego Ciele. Bo nie jesteśmy już "obcymi i przechodniami, ale domownikami Boga"... Ef 2,19n

Ufam, że na moje "wątpliwości" zareaguje w najlepszym momencie!

A co z mojej czy z twojej strony możemy uczynić?
Tomasz podpowiada najlepszą metodę: mimo wątpliwości być we Wspólnocie uczniów.
.