Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eucharystia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eucharystia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 grudnia 2017

Maryja a Eucharystia

"... Codziennie na nowo początek Mszy Świętej jest jakby ucieleśnionym oczekiwaniem i brzemiennością przeżywanymi wraz z Maryją. Tutaj właśnie, bardziej niż gdziekolwiek indziej, ogniskuje się cała tęsknota Kościoła do jego Pana. [...]
... Maryja ofiarowała samą siebie, jako coś mało znaczącego, jak chleb i wino, ale ten skromny dar skrywał w sobie rozległe przyzwolenia, z którego Syn wyprowadził niebieskie wymiary. [...]
... Ciało Pana pochodzi od Matki [...] - tak też Matka pozostaje trwałą przyczyną eucharystycznego daru Jej Syna. Gdy Jezus Chrystus udziela siebie, to jest w tym darze zawarte także oddanie Matki, i to Ona właśnie uczy Kościół składania ofiary na wzór Pana.
W czasie Komunii Świętej Matka jest znów obecna w nowy sposób jako Ta, która w sposób doskonały przyjęła Pana - pozostanie Nią na zawsze i dla wszystkich. Dlatego każde przyjęcie Pana jest udziałem w Jej doskonałym przyjęciu przez poczęcie. Poczęła Ona w głębokiej pokorze i prostocie ducha, i jakąś cząstką tego naiwnego, dziewiczego przyjęcia Syna obdarza każdego przyjmującego Hostię. 
Otrzymywanie Syna mogłoby się wydawać wierzącemu zbyt wielkim wymaganiem, grzeszny i skłonny do upadku człowiek mógłby zwyczajnie przerazić się na myśl, że ma przyjąć w siebie Pana wszechrzeczy. Dzięki łasce Matki przyjęcie Pana przestaje być zadaniem ponad siły. Może mu towarzyszyć radość, ufność, a nawet swego rodzaju euforyczna beztroska. Maryja ogarnia przyjmującego Komunię, łącząc przyjmowanie przez niego Jezusa ze swoim własnym przyjęciem Syna, a łaski, które człowiek spożywający Ciało Chrystusa upuszcza przez niemożność przyjęcia lub lekceważenie, Matka podnosi i gromadzi, by mu je w chwili potrzeby dać jako rezerwę, z której może czerpać.
Dzięki Niej wszystko staje się łatwiejsze, niż byłoby bez Niej. 
Człowiek przystępujący do Komunii Świętej nie musi zadręczać się się pytaniami, czy jest odpowiednio przygotowany, by godnie przyjąć Pana. Matka dała swoje przyzwolenie i w tym Jej przyzwoleniu pokładając ufność, wierzący przystępuje do Stołu Pańskiego bez lęku i skrupulanctwa. I podobnie jak podczas spowiedzi Syn prowadzi grzesznika do Ojca, wyrównując jego braki i czyniąc go dzieckiem Bożym, tak też Matka w czasie Komunii Świętej uzdalnia chrześcijanina do przyjęcia Syna. Dzięki Jej pomocnej miłości jest właściwe, odpowiednie przyjęcie Pana.
W świetle ukrytej, lecz nieodzownej obecności Matki podczas celebracji Mszy Świętej zrozumiała staje się Jej obecność we wszystkich modlitwach, uroczystościach i działaniach Kościoła. [...]Przez swoją kojącą obecność ukazuje czym może być prosta wdzięczność w przestrzeni Kościoła. Przestrzeń ta jest we wszystkim ludzka, konkretna, i jest to właśnie jej aspekt maryjny.
Pragnąc nas poprowadzić do Syna, Matka nie odciąga nas od tego, co konkretne, codzienne. Sublimacja Maryi nie oznacza abstrahowania od tego, co zmysłowe, uchwytne. Dba Ona o to, by przestrzeń widzialna i przestrzeń duchowa w Kościele stanowiły dla wiernych dom mieszkalny, miłą ojczyznę. Z pewnością jest to dom duchowy, w którym udziela się dóbr duchowych, ale dom przytulny, po matczynemu zadbany, w którym zaspokaja się wszystkie tęsknoty i potrzeby ludzi, ich potrzebę wewnętrznego spokoju i jasności, pouczenia, pożywienia i wytchnienia. W macierzyńskiej trosce Maryja i Kościół są nierozdzielne. Duch i rzeczywistość Maryi żyją nadal w Kościele, a w im bardziej niepozorny sposób prowadzi Ona swoje dzieło, tym bardziej jest wszechobecna....". (Adrienne von Speyr, Służebnica Pańska, str. 192-196)

wtorek, 7 listopada 2017

7 XI, jeśli lekceważymy

Gdy Jezus siedział przy stole, jeden ze współbiesiadników rzekł do Niego: «Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym».
Jezus mu odpowiedział: «Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: „Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe”. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać...  (Łk 14, 15-24)

Jeśli lekceważymy Eucharystię, to cóż zaradzi naszej nędzy?

P.S. Dziś mija miesiąc po śmierci naszego Ojca Założyciela bpa Wacława Świerzawskiego. Słuchając dzisiejszych czytań mszalnych znowu (jak w dniu pogrzebu) miałam wrażenie, że jest w tym Słowie bp Wacław. Bo zaiste, jest. I jako sługa, wołający na ucztę, i już dziś jako szczęściarz, który może się zbliżyć do Jezusa na uczcie w królestwie Bożym.

czwartek, 3 sierpnia 2017

3 VIII, znaki obecności

...Ile razy obłok wznosił się nad przybytkiem, synowie Izraela wyruszali w drogę, a jeśli obłok nie wznosił się, nie ruszali w drogę, aż do dnia uniesienia się obłoku. Obłok bowiem Pana za dnia zakrywał przybytek, a w nocy błyszczał jak ogień w oczach całego domu izraelskiego w czasie całej ich wędrówki.  (Wj 40,16-38)

Słup obłoku, słup ognia - to znaki Bożej obecności i Bożego prowadzenia ludu izraelskiego po wyjściu z niewoli egipskiej. Bardzo lubię słuchać tego Słowa,  zaraz widzę oczami wyobraźni te znaki. Dają mi wielkie pocieszenie.
Dziś znakami Bożej obecności są świątynie. Zawsze górowały nad miastami, nad zabudowaniami, by przypominać, że Bóg jest wśród nas - Emmanuel.
Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić... też do wielości świątyń. Można się przyzwyczaić także do obecności Emmanuela w tabernakulum. Obecność Boża jest na wyciągnięcie ręki, ale nie działa magicznie, nie zmusza do spotkania...
Dziś czwartek, do tego pierwszy czwartek miesiąca, dzień ustanowienia Eucharystii i kapłaństwa. Czas wakacyjny służy, by chwilę dłuższą usiąść, uklęknąć przy Obecnym; trzeba też pomodlić się za kapłanów.

piątek, 16 czerwca 2017

16 VI, w naczyniu glinianym...

Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. (2 Kor 4,7n)

Serdecznie i radośnie rozbroił mnie ten tekst. Zwłaszcza, że od kilku dni przyplątało się jakieś choróbsko, z którym nie daję sobie rady. Czuję się więc jak rozbite gliniane naczynie, które szuka swoich części i chciałoby jakoś się posklejać :)...
Wierzę, że scalenie nastąpi i chyba nie moją siłą, ale tymczasem mogę się skupić bardziej na Skarbie, jaki to naczynie zawiera. Skarbem tym jest życie Jezusa we mnie, od chrztu we mnie obecne. Życie Jezusa, które karmi się Komunią świętą. Cieszę się, że wczoraj udało mi się przyjąć Jezusa w "Bożym Ciele"- w Najświętszym Sakramencie. (Polecam dobrą lekturę o Trawieniu Boga).
Ten mój Skarb dotykam w modlitwie, ten mój Skarb oglądam i spotykam w decyzjach i nawróceniach, ten mój Skarb kocham moim własnym sercem. Wiem, że ten Skarb "rwie się" do Właściciela... jak Syn do Ojca. Wdzięczność jest we mnie, kiedy rozpoznaję i odnajduję w sobie to, co mi udzielono.

Tymczasem trwając w niemocy zdrowotnej przypominam sobie i dzielę się tym, że:

- jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe ... nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga (Rz 8,38).

- dlatego trzeba nam stać się ludźmi obojętnymi [nie robiącymi różnicy] w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych, w tym wszystkim, co podlega wolności naszej wolnej woli, a nie jest zakazane [lub nakazane], tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby, bogactwa [więcej] niż ubóstwa, zaszczytów [więcej] niż wzgardy, życia długiego [więcej] niż krótkiego, i podobnie we wszystkich innych rzeczach. Natomiast trzeba pragnąć i wybierać jedynie to, co nam więcej pomaga do celu, dla którego jesteśmy stworzeni (ĆD [23] - czyli św. Ignacy), aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele (por. 2 Kor 4,7-15.

czwartek, 8 czerwca 2017

8 VI, w kapłaństwie

Powtórnie odszedł i tak się modlił: «Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich, i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!»  (Mt 26,36-42)

Liturgia dziś uobecnia nam Jezusa Chrystusa Najwyższego Kapłana. Modliłam się tekstami z tego święta. Ale także dziś, i dla mnie to ważne, wspomnienie (we Wspólnocie uroczystość) świętej Jadwigi Królowej.
Popatrzyłam dziś na Jadwigę przez pryzmat kapłaństwa powszechnego. Zszokowało mnie, jak dzisiejsze teksty czytań "pasują" do św. Jadwigi.
W temacie kapłaństwa wydobyłam na modlitwie dwie ważne rzeczywistości: miłość i ofiara. Miłość do Boga i miłość bezinteresowna do ludzi. Ofiara -wykorzystanie własnego krzyża i cierpienia dla oddania chwały Bogu.
Czuję się dziś Słowem zaproszona do miłowania i ofiarowania, by Eucharystia także przeze mnie obejmowała coraz bardziej cały świat.

Fot. Krucyfiks pod którym modliła się Królowa Jadwiga, na zdjęciu modlą się jadwiżanki. W mensie ołtarzowej spoczywają obecnie Jej szczątki doczesne.

piątek, 5 maja 2017

5 V, życie z Niego mam

Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. (J 6,52-59)

Z jednej strony zadziwia mnie Kościół, że w czasie paschalnym czyta i uobecnia eucharystyczny rys Ewangelii. Bo mi osobiście tęskno za opisami spotkań ze Zmartwychwstałym. Ale z drugiej strony uświadomiłam sobie dziś, że właśnie przez Eucharystię Go spotykam. Że karmiąc się Jego Ciałem pozwalam Mu na obecność we mnie.
Mocne są Słowa dzisiejszej Ewangelii, porusza mnie zapewnienie Jezusa o życiu Jego mocą, dzięki Niemu (jak On mocą Ojca).

środa, 19 kwietnia 2017

19 IV, jest z nami

„Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?” Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”. 
[...] Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”... (Łk 24,13-35)

Wydarzenie spotkania Jezusa w drodze do Emaus jest analogią naszego życia. Jezus przyłącza się i idzie z nami, my Go przekonywujemy, że jest JEDYNYM, który nie rozumie, co się dzieje... Choć właśnie jest JEDYNYM, który nie tylko rozumie, ale który ma wpływ na to, co dzieje i nie dzieje się nic, co by wymsknęło się z Jego uwagi.
Natomiast łamanie chleba to symbol Eucharystii. Zaproszenie Jezusa i ofiarowanie Mu swego życia, swego domu, sprawia, że ON przejmuje rolę Gospodarza. A tego nam wszystkim bardzo potrzeba.

czwartek, 2 lutego 2017

2 II, ofiarowania

Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu... (Łk 2,22-40)

Małego Jezusa przynieśli Rodzice, by według Prawa ofiarować-przedstawić Bogu. Zrobili to z wielką miłością, bo wiedzieli dobrze od kogo Jezusa otrzymali...
Przychodzi mi na myśl inne "przedstawienie" Jezusa Ojcu, które ludzie Mu uczynili na krzyżu. Był podniesiony ku górze, jak ku górze był podniesiony wcześniej w rękach Maryi czy Symeona.
W jednym jak w i drugim ludzkim przedstawieniu, Jezus jest własnością Ojca, Jego Miłością, Jego Synem i pozwala na każde podniesienie ku górze... czy z miłości ludzkiej pochodzące czy z ludzkiej przewrotności... Zhańbienie krzyża zamienia na wywyższenie.
Przed laty leżałam na posadzce katedry, jak chleb na patenie, by dać się podnieść, by dać się przedstawić Bogu. Konsekracja zakonna jest faktem - stało się. Cieszę się nią. Wiem czyją jestem, do kogo przynależę. Wraz z Jezusem, który mieszka we mnie, i radość ofiarowania, i trud krzyżowania jest skierowaniem ku górze, ku Ojcu. Nie ma sytuacji, która by mnie od Boga odłączała.
Jednak w ludzkiej perspektywie wciąż jestem w drodze...
Dlatego dziś patrząc na swoje życie uzmysławiam, że wciąż codziennie siebie na patenie wraz z chlebem mam składać-ofiarować (i chcę tego), by Pan sam mnie przeistaczał, przemieniał i posyłał.
Powierzam się dłoniom Maryi. To z Nią i od Niej mogę się uczyć codziennego ofiarowAnia.
A moich Czytelników o modlitwę dziś proszę. I dziękuję za nią.

wtorek, 3 stycznia 2017

3 I, Jezus-Baranek

Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata". (J 1,29-34)

Te słowa Janowe powtarzają kapłani podczas każdej Eucharystii.
I co z tego? Można li tylko popatrzeć na Baranka... Ale nie do oglądania objawia Go Jan, a tym bardziej kapłani!
Jezus przyszedł po to, by obdarzyć nas Sobą, swoim Duchem, byśmy z Nim wrócili do Ojca.

Fot. Przepiękna mozaika Rupnika - Jezus jako Baranek na kolanach Ojca. Jest to scena z Apokalipsy, kiedy właśnie Baranek ma otworzyć zapieczętowaną księgę życia.

sobota, 10 grudnia 2016

10 XII, łaska adwentu

Uczniowie zapytali Jezusa: "Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?” On odparł: „Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał”. (Mt 17,10-13)

Uczeni pochylali się nad Literą, ale niestety nie rozpoznali Rzeczywistości. Taki scenariusz grozi także nam (mi). Nie uczoność, tylko proste, szczere, czyste, dziecięce serce może rozpoznać Przychodzącego i Obecnego Pana.
Dziś przeżywam dzień skupienia. Patrzę na swoje serce, słucham głosu Pana. Pytam, kto dla mnie jest Eliaszem? Kto w moim "dziś" jest dla mnie Janem Chrzcicielem?...

Taki obraz powstaje w wyobraźni:
Serce moje i w nim splątane korzenie grzechu: pychy, chciwości, zazdrości, nieumiarkowania, nieczystości, gniewu, lenistwa... Mimo pracy, mimo wysiłku te korzenie - oścień po grzechu pierworodnym - w sercu, są. Nie potrafię ich wyplenić. Doświadczam bezradności i bezsilności.
Lecz od uroczystości Niepokalanego Poczęcia wzrasta we mnie nadzieja, że to Pan sam wypleni je w swoim czasie.
Dziś zaraz po przyjęciu Ciała Jezusa w komunii świętej doświadczyłam, że obdarowana jestem Lekarstwem. Lekarstwem Eucharystii - moc miłości i pokory Baranka - które staje się trucizną na te korzenie grzechu, które we mnie siedzą. "Czuję" duchem, że Ciało Baranka zatruwa kanały grzechu, że nie będzie już z nich zła, lecz staną się one miejscami objawienia się łaski.

Dotąd było tak, że dany korzeń widziany przeze mnie w postawie innej osoby - jak obraz w krzywym zwierciadle powiększony i zniekształcony (por. o belce w oku i drzazdze) -  drażnił mnie tak, że reagowałam za mocno, za ostro, niemiłosiernie... Dziś widzę, że reagowałam - nie wiedząc o tym - na korzeń mego grzechu odbity w zwierciadle. A energia naprawy rozpraszała się na kawałeczki rozbijanego zwierciadła, tzn. rozbijała relację siostrzaną nie wnosząc nic dla prawdziwego uzdrowienia i nawrócenia.

Tak więc, uwielbiam Pana, uwielbiam Go w Chlebie Życia, który karmi moje serce, które je leczy, trując chore korzenie, korzenie grzechu pierworodnego zasiedziałe we mnie.
Cieszę się bardzo, choć boli, boli porównawczo - choć na innym poziomie odczuwania - jak zatruwanie kanałowe korzeni zęba. Wiem, że czasu trzeba na to uzdrowienie. Trzeba swoje wysiedzieć (jak na fotelu dentystycznym) tak też na kolanach przed Obecnym. Ale właśnie po to też jest adwent.

Fot 1. Godło nasze zakonne jest do odkrywania dnia każdego, a nie tylko do eksponowania, jak tu mi dobrze wyszło :). Serce z krzyżem. Krzyż leczący serce me, bo zapuszcza swe korzenie i niesie Życie.

***
Zapraszam do przeczytania homilii św. Efrema Krzyż Chrystusa zbawieniem ludzkości:

Śmierć rzuciła Chrystusa do swoich nóg, On jednak ją podeptał, jak depce się drogę. Z własnej woli przyjął śmierć i jej się poddał, aby wbrew niej samej ją unicestwić. Bo wyszedł nasz Pan niosąc krzyż, bo śmierć tego chciała. Ale na krzyżu zawołał głosem wielkim i wywiódł umarłych z otchłani, wbrew woli śmierci. 
Śmierć zabiła Pana w Jego ludzkim ciele, ale tą samą bronią On odniósł nad nią zwycięstwo. Ukryło się Bóstwo pod zasłoną człowieczeństwa i tak stanęło przed śmiercią, ona zaś zabiła i sama została zabita: zabiła życie przyrodzone, ale z kolei zabiło ją życie nadprzyrodzone. 
Ponieważ śmierć nie mogła Go pożreć bez ciała, ani też otchłań nie mogła pochłonąć Go bez ciała, zstąpił Pan w łono Dziewicy, aby wzięte z niej człowieczeństwo mogło zaprowadzić Go do otchłani. Zeszedł tam w przyjętym przez siebie ciele, rozproszył i złupił nagromadzone tam skarby. 
Przyszedł do Ewy, matki wszystkich żyjących. Jest ona winnicą, której ogrodzenie śmierć wyłamała własnymi rękami Ewy, aby ta skosztowała swojego owocu. Dlatego Ewa, matka wszystkich żyjących, stała się dla nich wszystkich źródłem śmiercionośnym. 
Ale zamiast Ewy, dawnej winorośli, zakwitła nowa latorośl winna, Maryja, w której zamieszkało nowe życie, Chrystus. I śmierć się przybliżyła, niczego nie przeczuwając, aby jak zwykle odebrać to, co do niej należy. Lecz oto w owocu, który miała zerwać, było ukryte Życie niweczące śmierć. Gdy więc śmierć bez żadnej obawy pochłonęła Pana, wyzwoliła życie, a wraz z nim wielu ludzi. 
Jakże On wielki, ten Syn cieśli. Krzyż swój zatknął nad pożerającą wszystko otchłanią, a ludzkość przyprowadził do domu życia. Za sprawą drzewa upadła ludzkość aż do dna piekła; za sprawą drzewa wzniosła się do domu życia. Na drzewie, na którym zaszczepiono cierpki szczep, zaszczepiono również i słodki pęd, abyśmy poznali Tego, któremu nie oprze się żadne stworzenie. 

Tobie chwała! Tobie, który krzyż uczyniłeś mostem ponad śmiercią, aby po nim dusze mogły przejść z krainy śmierci do krainy życia. 
Tobie chwała! Tobie, który przyjąłeś ciało ludzkie i uczyniłeś je źródłem życia dla wszystkich śmiertelnych. 
Ty żyjesz w pełni, a Twoi oprawcy postąpili jak rolnicy: zasiali Cię w głębi ziemi jak ziarno pszeniczne, abyś stamtąd zmartwychwstał i wraz z sobą wskrzesił wielu. 
Pójdźmy, ofiarujmy Mu naszą miłość jako wielką i powszechną ofiarę, skierujmy pieśni i modlitwy ku Temu, który swój krzyż złożył w ofierze Bogu, aby przez niego nas wszystkich ubogacić. (św. Efrem)

***
I jeszcze jedna dobra lektura. Św. Stanisław Papczyński Rozważanie śmierć śmierci. Fragment zacytuję, by zachęcić do lektury, choć językiem barokowym napisane, to jednak o prawdzie wciąż aktualnej:

... Chrystus nasz Bóg, chcąc nas uwolnić od tego strachu, oddał się temu potworowi na pożarcie, ale nie na zagładę. "Niejedna bowiem kobieta rodząca – rozważa Złotousty Biskup – nie cierpi tak, jak śmierć, gdy połknęła ciało Pańskie, była rozrywana, targana. W tym zdarzeniu zaszło to samo, co w babilońskim smoku, gdy zjadłszy pokarm, pękł na pół. Bo nie przez usta śmierci wydostał się Chrystus, lecz z pękniętego na pół brzucha smoka wyszedł jaśniejący", mając i nas podobnie uczynić w pełni jaśniejącymi. 
[...] 
Zwyciężyłeś Jezu śmiercią śmierć: cóż więcej 
Pozostaje? Byś i mnie nauczył ją zwyciężać. 
Naucz mnie zwyciężać, jednocześnie mi żyć pozwól, 
Wierzę, że to zależy od Drzewa życia.

czwartek, 24 listopada 2016

24 XI, zbliża się

... na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. (Łk 21,20-28)

Trochę tego, o czym mówi Jezus już widać... Widziałam kiedyś dokumentalny film o powodzi, a właściwie o tsunami. Bezradność i trwoga. 
Jednak nie mi przywoływać te zagrożenia. Wiem, że jestem mała wobec takich wstrząsów. 
Natomiast do mnie należy usłyszeć Słowo o tym, co ja mam robić. Słyszę, że Jezus - moje odkupienie - zbliża się.
Pierwsze czytanie dzisiaj kończy się zdaniem: „Błogosławieni, którzy są wezwani na ucztę Godów Baranka” (Ap 19,9). Te same słowa słyszę podczas każdej Eucharystii: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata, błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka".
Przychodzę wezwana. A niesamowitym jest to, że ta uczta staje się też dla mnie "godami", weselem. Z miejsca zaproszonej grzesznicy przesuwa mnie Miłosierdzie na miejsce oblubienicy...

poniedziałek, 26 września 2016

26 IX, przyjąć...

Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy.
Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: „Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki”... (Łk 9,46-50)

Ważnym słowem, które zresztą 4 razy tu się powtarza jest "przyjęcie". Przyjąć dziecko, przyjąć Boga...
Jezus stał się najmniejszym i w każdej Eucharystii prosi nas o przyjęcie Go...

Zasłyszane dziś: "Realizacja powołania, to stawanie się mniejszym, nie większym".

***
I jeszcze jedno na dziś - świadectwo Tomasza Stachury, które mnie poruszyło dogłębnie, dlatego przenoszę tu z fb:

Jest to najtrudniejszy post w moim życiu ale stwierdziłem, że muszę go napisać, ponieważ jest to sprawa życia lub śmierci.
Cztery lata temu oczekiwaliśmy przyjścia na świat naszej córeczki Różyczki. Podczas badań prenatalnych zostały u niej rozpoznane ciężkie wady wrodzone, które były tak poważne, że po urodzeniu nie miała szans na przeżycie.
Wtedy lekarz specjalista, u którego konsultowaliśmy diagnozę, „z troską” doradził nam aborcję ale zastrzegł, że musimy się śpieszyć, ponieważ dziecko niedługo skończy 21 tydzień życia i nie będzie można go już abortować zgodnie z prawem jeżeli będziemy zwlekać.
Ta porada, którą otrzymaliśmy była chyba dla nas jeszcze gorszym ciosem niż informacja o ciężkich wadach naszej Córeczki.
Zastanawiałem się jakby się nasze życie potoczyło gdybyśmy skorzystali z rady „zatroskanego lekarza”.
Na pewno nie miałbym na rękach swojej Córeczki i nie mógłbym spędzić z nią kilku najpiękniejszych chwil na świecie, które całkowicie zmieniły moje podejście do życia. Pewnie nie miałaby swojego grobu i nie zapalalibyśmy na nim świeczki aby przypomnieć sobie, że była z nami choć na chwilkę. Pewnie zastanawiałbym się czy na pewno diagnoza była poprawna? Pewnie nie mielibyśmy więcej dzieci. Pewnie obraziłbym się na Pana Boga i cały świat, że mnie to spotkało.
Wybraliśmy życie. Różyczka urodziła się i była z nami parę godzin, które były jedne z najtrudniejszych i zarazem najpiękniejszych na świecie.
Gdy ma się na rękach bezbronne dziecko i wie się, że ono za chwilę umrze to doświadcza się tak wielkiej miłości, że nie jest się w stanie jej przyjąć i cały czas płacze się ze szczęścia i smutku jednocześnie. Była to chwila w której doświadczyłem czystej bezinteresownej Miłości.
Życie jest wielkim darem – nie odbierajmy innym do niego prawa. (Tomasz Stachura)

niedziela, 25 września 2016

25 IX, moc Eucharystii

Miłosierny Boże, przyjmij z upodobaniem naszą Ofiarę i spraw, aby przez nią otwarło się dla nas źródło wszelkiego błogosławieństwa... (Modlitwa nad darami)

Przypowieść Jezusowa o bogaczu i Łazarzu (Łk 16, 19-31) bardzo mnie konfrontuje z... sobą samą. Dlatego powyżej zacytowana modlitwa nad darami z dzisiejszego dnia, podprowadziła mnie do Źródła wszelkiego błogosławieństwa, jakim tu na ziemi jest Eucharystia. Wierzę w jej moc, która mnie przemienia (tzn. nawraca) i uzdalnia do spotykania tych, którzy są u moich bram...

niedziela, 28 sierpnia 2016

28 VIII, odtrutka

Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła w nim zapuściło korzenie... (Syr 3,28).

To zdanie z pierwszego czytania jest twarde.

Światło dzisiejszej Ewangelii (Łk 14,1.7-14) prowadzi mnie do moich motywacji, do przyglądnięcia się sobie w relacjach wspólnotowych, w relacjach przyjaźni, w relacjach świata. Gdzie siebie umieszczam, przed kim lub za kim... Jakie miejsce sobie uzurpuję i dlaczego?
Prowadzi mnie także do mego wydania się, bo mojej miłości, bo służby i dokopuje się do moich oczekiwań... do korzenia moich działań.
Wracam do I czytania.
Korzeń pychy zatruwa wszystko. Trucizną jest zło, czyli brak dobra. Brak prawdziwego DOBRA.
Nie jestem wolna od tej trucizny. Jednak wierzę, że jest lekarstwo, bo Lekarz przyszedł. Dlatego ciągnie mnie na Eucharystię mój brak, chcę spotkać Zmartwychwstałego, chcę istotnej przemiany mego serca. I wierzę w tę możliwość.

niedziela, 21 sierpnia 2016

21 VIII, ciasne drzwi

„Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli..." (Łk 13,22-30).

W tym tygodniu po raz drugi pojawia się motyw ciasnych drzwi. We wtorek było o ciasnej bramie, tj. o uchu igielnym. Żeby przejść przez nią, trzeba było rozładować wielbłąda z bagażu jaki na niego się nałożyło. Aby przejść przez ciasne drzwi, trzeba po pierwsze w nich się zmieścić, po drugie zostawić dobytek, jaki się ma.
Słuchałam tych słów Jezusa w czasie rekolekcji zakonnych. Rekolekcje roczne, to taki czas, kiedy się staje w jakimś sensie przed bramą... i "rozładowuje" z siebie (jak z wielbłąda) bagaż czy też przekonania (też bywają bagażem), jakie się uzbierało przez rok, a które nie są potrzebne (a nawet przeszkadzają) w dalszej drodze za Jezusem.
Ważnym się staje tylko to, co ma się stać we mnie, co potrzebne w miłowaniu, by było jakby naturą człowieka, by było wewnątrz, by przecisnęło się przez owe ciasne drzwi.
Muszę przyznać, że miałam trochę tego dobytku-bagażu, który nie bez trudności, ale świadomie i odważnie zostawiam w tych rekolekcjach.

Jeszcze jedno w tej kwestii muszę przyznać, że najlepszą lekcją poglądową w temacie ciasnych drzwi, jest dla mnie i już tak będzie śmierć o. Witolda (wciąż o nim myślę).
On po prostu nie musiał się starać, on w ciasnych drzwiach się zmieścił... Bo on był tym, czego nauczał, on kochał sobą, nie swoim dobytkiem.
Wracają mi w pamięci wydarzenia, rozmowy, postawy Witolda... Z perspektywy tych 26 lat, odkąd go znam, mogę śmiało powiedzieć, że Bóg za przyjaciela dał mi świętego.
A to zobowiązuje.
Ale też nadzieję mam, że przyjaźń jest wartością wieczną, że łączy dusze w różnych warstwach Kościoła (ziemskiego i niebieskiego). I w tym wszystkim na szczęście jest jedna JEDYNA szczelina na ziemi, która łączy ziemię z niebem - święta Eucharystia, która jest wydarzeniem spoza czasu...choć, jak dziś w niedzielę, o bardzo konkretnej godzinie. Wiem, że na tej Eucharystii będzie całe Niebo, i mój przyjaciel Witold. Bo w wydarzeniu Eucharystii jest zadatek prawdziwego SPOTKANIA.

sobota, 16 lipca 2016

16 VII, nie będzie się spierał

Faryzeusze wyszli i odbyli naradę przeciw Jezusowi, w jaki sposób Go zgładzić.
Gdy Jezus dowiedział się o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:
„... Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu...”. (Mt 12,14-21)

Tak jakoś zawiało wielkim postem.
Nieprzyjaciel nie śpi, walka trwa. Jezus czyni to, co podpowiada Mu Ojciec. Będzie czas, że nie oddali się od tych, co Go zgładzić chcą.
Jednak to usunięcie się i zestawienie ze słowami proroka Izajasza, dotknęło mnie. Obserwuję świat i widzę, jak ludzie chcą władzy, jak domagają się głośno swego, nawet w rodzinach. Pokój Jezusa, Jego prostota, których nam udziela w każdej Eucharystii...są do naszej dyspozycji.
Jutro niedziela, niech nas nie zabraknie w tym spotkaniu z Nim!

Fot. Na końcu ulicy widać katedrę wileńską, w czasach radzieckich była galerią obrazów. Wrócił Pan do własności swej. Oby wracał do serc zaprzedanych nieprzyjacielowi. Matkę Szkaplerzną proszę o wstawiennictwo.

czwartek, 26 maja 2016

26 V, Jego Obecność

...dwaj z Jego uczniów byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali... (Łk 24,13-35)

Idź na procesję Bożego Ciała, uklęknij, poproś, by nawiedził twój domu, by w nim zostać chciał. Z Nim przychodzi szczęście - nie to tanie, pozorne, światowe - przychodzi szczęście OBECNOŚCI Miłości Wiernej.

piątek, 15 kwietnia 2016

15 IV, podarowana łaska

Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. (J 6,52-59)

Jakoś znowu niedawno doszło do mnie, że odkupienie dokonało się poza nami... Że Bóg w miłosierdziu swoim zrobił gest w stronę ludzkości, która sama pogrążyła się w ciemności.
Dziś piątek - jesteśmy w czasie paschalnym - spojrzenie na krzyż niech budzi w nas wdzięczność. Przecież mamy dostęp do miłości, do Życia - w Eucharystii. Nie wolno nam ją przyjmować magicznie czy tylko fizycznie - przyjmując ją stajemy się Ciałem Chrystusa!

***
Dobra lektura na piątek:
Krzyż Chrystusa zbawieniem ludzkości (kazanie św. Efrema)

Śmierć rzuciła Chrystusa do swoich nóg, On jednak ją podeptał, jak depce się drogę. Z własnej woli przyjął śmierć i jej się poddał, aby wbrew niej samej ją unicestwić. Bo wyszedł nasz Pan niosąc krzyż, bo śmierć tego chciała. Ale na krzyżu zawołał głosem wielkim i wywiódł umarłych z otchłani, wbrew woli śmierci. 
Śmierć zabiła Pana w Jego ludzkim ciele, ale tą samą bronią On odniósł nad nią zwycięstwo. Ukryło się Bóstwo pod zasłoną człowieczeństwa i tak stanęło przed śmiercią, ona zaś zabiła i sama została zabita: zabiła życie przyrodzone, ale z kolei zabiło ją życie nadprzyrodzone. 
Ponieważ śmierć nie mogła Go pożreć bez ciała, ani też otchłań nie mogła pochłonąć Go bez ciała, zstąpił Pan w łono Dziewicy, aby wzięte z niej człowieczeństwo mogło zaprowadzić Go do otchłani. Zeszedł tam w przyjętym przez siebie ciele, rozproszył i złupił nagromadzone tam skarby. 
Przyszedł do Ewy, matki wszystkich żyjących. Jest ona winnicą, której ogrodzenie śmierć wyłamała własnymi rękami Ewy, aby ta skosztowała swojego owocu. Dlatego Ewa, matka wszystkich żyjących, stała się dla nich wszystkich źródłem śmiercionośnym. 
Ale zamiast Ewy, dawnej winorośli, zakwitła nowa latorośl winna, Maryja, w której zamieszkało nowe życie, Chrystus. I śmierć się przybliżyła, niczego nie przeczuwając, aby jak zwykle odebrać to, co do niej należy. Lecz oto w owocu, który miała zerwać, było ukryte Życie niweczące śmierć. Gdy więc śmierć bez żadnej obawy pochłonęła Pana, wyzwoliła życie, a wraz z nim wielu ludzi. 
Jakże On wielki, ten Syn cieśli. Krzyż swój zatknął nad pożerającą wszystko otchłanią, a ludzkość przyprowadził do domu życia. Za sprawą drzewa upadła ludzkość aż do dna piekła; za sprawą drzewa wzniosła się do domu życia. Na drzewie, na którym zaszczepiono cierpki szczep, zaszczepiono również i słodki pęd, abyśmy poznali Tego, któremu nie oprze się żadne stworzenie. 
Tobie chwała! Tobie, który krzyż uczyniłeś mostem ponad śmiercią, aby po nim dusze mogły przejść z krainy śmierci do krainy życia. 
Tobie chwała! Tobie, który przyjąłeś ciało ludzkie i uczyniłeś je źródłem życia dla wszystkich śmiertelnych. 
Ty żyjesz w pełni, a Twoi oprawcy postąpili jak rolnicy: zasiali Cię w głębi ziemi jak ziarno pszeniczne, abyś stamtąd zmartwychwstał i wraz z sobą wskrzesił wielu. 
Pójdźmy, ofiarujmy Mu naszą miłość jako wielką i powszechną ofiarę, skierujmy pieśni i modlitwy ku Temu, który swój krzyż złożył w ofierze Bogu, aby przez niego nas wszystkich ubogacić.

wtorek, 12 kwietnia 2016

12 IV, Ten Chleb

„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”. Rzekli więc do Niego: „Panie, dawaj nam zawsze tego chleba”.
Odpowiedział im Jezus: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”. (J 6,30-35)

No to chodźmy do Tego Chleba, po Ten Chleb Życia!

poniedziałek, 28 marca 2016

28 III, zobaczyć i uwierzyć

... niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: „Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu”...  (Mt 28,8-15)

Pusty grób i różna interpretacja...
Mi po głowie chodzi wczorajsze słowo Ewangelisty o Janie Apostole: "ujrzał i uwierzył".
Patrzysz co niedzielę na obrzędy sakramentalne Eucharystii i co sobie myślisz?
Jaka łaska ma cię dotknąć, byś "ujrzał i uwierzył"?

***
Dobra lektura o zmartwychwstaniu (ks.Tomáš Halík) :

O Zmartwychwstałym apostoł Paweł mówi z naciskiem, że "już więcej nie umiera" i że "śmierć nie ma już nad Nim władzy" - nie jest to zatem powrót do tego życia, czyli coś na wzór wskrzeszenia (ożywienia) Łazarza.
Niezwykłych ożywień zarówno ludzkie dzieje, jak i legendy znają bez liku. Tu chodzi o coś znacznie bardziej wiążącego. Jezus nie został "wezwany z powrotem" do tego życia jak choćby Łazarz. Jego zmartwychwstanie nie zna żadnego "z powrotem" - ono jest skierowane radykalnie w przód...TUTAJ WIĘCEJ.