Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około szóstej godziny. Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» [...]
«Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu». (J 4, 5-42)
Jezus jest zmęczony. Ten szczegół nie jest bez znaczenia. Wyraża się w nim trud Syna Bożego, który przyszedł, by zbawić człowieka. To trud "chodzenia" za człowiekiem, za każdym z nas. Około szóstej godziny będzie Jezus jeszcze raz mocno zmęczony... i będzie czekał na nas... na krzyżu. I wówczas też będzie mówił: "Pragnę" i wówczas też będzie dawcą wody życia z przebitego Serca.
Bardzo mi się podoba ta mozaika Rupnika, którą załączyłam. W niej ciało Jezusa, Jego nogi przeplatają się z kamieniami studni. Tak artysta wyraził prawdę, że to Jezus jest prawdziwym Źródłem i On sam daje wodę żywą. On jest dawcą Ducha Świętego, On jest dawcą miłości, On jest dawcą życia!
Dzisiaj mnie bardzo poruszyły i ów trud, i owo czekanie Jezusa, które wyrażają troskę Jezusa o odnalezienie człowieka, o odnalezienie... Oblubienicy (czyli każdej duszy), by dać jej Miłość, by dać jej Życie.
Wiem, że i ja jestem oczekiwana przez Jezusa.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trud. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trud. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 marca 2017
niedziela, 12 marca 2017
12 III, według mocy danej
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy..." (Mt 17,1–9)
Na górze Przemienia byłam. Ale już po fakcie. Jezusa promieniejącego nie widziałam. Ufam tym, którzy opowiedzieli.
Sama też mam na swoim koncie parę wydarzeń, które mnie w wierze umocniły lub pocieszyły. Myślę, że każdy ma. Wydarzenia (może chwile czy momenty), które chcielibyśmy, by nie przemijały, w których czujemy się szczęśliwi.
Pytanie, co my z tym robimy? Czy zapamiętujemy takie wydarzenia, czy chronimy w naszej pamięci emocjonalnej (która przecież zmienną jest)? Czy wydobywamy zawartą w nich siłę?
Przywołam dziś na modlitwie takie wydarzenie, by je sobie bardziej odświeżyć i uświadomić, że były darem i by na nowo obudziły we mnie wdzięczność. To przywołanie z pamięci uaktualnia łaskę, której potrzebuję w tej chwili, w chwili kiedy jest trudniej a trzeba zaaplikować konkret miłości. Świadomość obdarowania czyni mnie bardziej pojemną na łaskę, nie spinam się wówczas i nie czynię dobra sama z siebie, ale przyjmuję dobre czyny, przygotowane dla mnie do spełnienia (por. Ef 2,10).
Dalej więc w drogę z mocą daną od Boga, według zasady św. Pawła z dzisiejszego II czytania (2 Tm 1,8b–10): weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga...
Fot. Świątynia na górze Tabor.
Na górze Przemienia byłam. Ale już po fakcie. Jezusa promieniejącego nie widziałam. Ufam tym, którzy opowiedzieli.
Sama też mam na swoim koncie parę wydarzeń, które mnie w wierze umocniły lub pocieszyły. Myślę, że każdy ma. Wydarzenia (może chwile czy momenty), które chcielibyśmy, by nie przemijały, w których czujemy się szczęśliwi.
Pytanie, co my z tym robimy? Czy zapamiętujemy takie wydarzenia, czy chronimy w naszej pamięci emocjonalnej (która przecież zmienną jest)? Czy wydobywamy zawartą w nich siłę?
Przywołam dziś na modlitwie takie wydarzenie, by je sobie bardziej odświeżyć i uświadomić, że były darem i by na nowo obudziły we mnie wdzięczność. To przywołanie z pamięci uaktualnia łaskę, której potrzebuję w tej chwili, w chwili kiedy jest trudniej a trzeba zaaplikować konkret miłości. Świadomość obdarowania czyni mnie bardziej pojemną na łaskę, nie spinam się wówczas i nie czynię dobra sama z siebie, ale przyjmuję dobre czyny, przygotowane dla mnie do spełnienia (por. Ef 2,10).
Dalej więc w drogę z mocą daną od Boga, według zasady św. Pawła z dzisiejszego II czytania (2 Tm 1,8b–10): weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga...
Fot. Świątynia na górze Tabor.
wtorek, 27 września 2016
27 IX, pielgrzymowanie
Gdy dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak... (Łk 9,51-56)
Nie przyjęto Go jednak...
Nieprzyjęcie, odrzucenie, któż z nas tego w życiu nigdy nie doświadczył? Od innych - boli. A kiedy siebie samych nie przyjmujemy? Wtedy pewnie boli jeszcze bardziej...
Nieprzyjęcie własnego życia, przeklinanie go, jak dzisiaj w I czytaniu (Hi 3,1-3.11-17.20-23)... Hiob otworzył usta i wypowiedział wiele, i wielu w tych słowach odnajduje siebie...
A jednak to czytanie kończy się słowami; "Człowiek swej drogi jest nieświadomy, Bóg sam ją przed nim zamyka".
Piesze pielgrzymki, które są symbolem pielgrzymki życia, mogą nas trochę pouczyć... Osobiście lubię pielgrzymować, ale dość szybko się męczę, a już jak bąble na stopach się pojawią, to każdy krok jest pełen bólu... Ale jakbym na tym bólu poprzestała...to nigdy bym dalej nie ruszyła i nie doświadczyła radości i satysfakcji z dojścia do celu pielgrzymki.
Nasze życie jest PIELGRZYMOWANIEM i przeciwności na drodze tej były, są i będą. Więc odetchnijmy, wesprzyjmy się o siebie wzajemnie i ruszajmy dalej. ;) Warto!
Nie przyjęto Go jednak...
Nieprzyjęcie, odrzucenie, któż z nas tego w życiu nigdy nie doświadczył? Od innych - boli. A kiedy siebie samych nie przyjmujemy? Wtedy pewnie boli jeszcze bardziej...
Nieprzyjęcie własnego życia, przeklinanie go, jak dzisiaj w I czytaniu (Hi 3,1-3.11-17.20-23)... Hiob otworzył usta i wypowiedział wiele, i wielu w tych słowach odnajduje siebie...
A jednak to czytanie kończy się słowami; "Człowiek swej drogi jest nieświadomy, Bóg sam ją przed nim zamyka".
Piesze pielgrzymki, które są symbolem pielgrzymki życia, mogą nas trochę pouczyć... Osobiście lubię pielgrzymować, ale dość szybko się męczę, a już jak bąble na stopach się pojawią, to każdy krok jest pełen bólu... Ale jakbym na tym bólu poprzestała...to nigdy bym dalej nie ruszyła i nie doświadczyła radości i satysfakcji z dojścia do celu pielgrzymki.
Nasze życie jest PIELGRZYMOWANIEM i przeciwności na drodze tej były, są i będą. Więc odetchnijmy, wesprzyjmy się o siebie wzajemnie i ruszajmy dalej. ;) Warto!
poniedziałek, 6 czerwca 2016
6 VI, ku górze
Wznoszę swe oczy ku górom:
skąd nadejść ma dla mnie pomoc?
Pomoc moja od Pana,
który stworzył niebo i ziemię.
On nie pozwoli, by się potknęła twa noga,
ani się nie zdrzemnie Ten, kto ciebie strzeże.
Nie zdrzemnie się ani nie zaśnie
Ten, który czuwa nad Izraelem.
Pan ciebie strzeże, jest cieniem nad tobą,
stoi po twojej prawicy.
Nie porazi cię słońce we dnie
ani księżyc wśród nocy.
Pan cię uchroni od zła wszelkiego,
ochroni twoją duszę.
Pan będzie czuwał nad twoim wyjściem i powrotem,
teraz i po wszystkie czasy. (Ps 121)
To dzisiejszy psalm responsoryjny. Z Opatrzności Bożej się cieszę i wówczas, kiedy mnożą się sprawy i przy tym też niepokoje, wznoszę swe oczy ku górze... Mam nadzieję, że tam, jak w lustrze, dostrzegę fragment błogosławieństwa z dzisiejszej Ewangelii (Mt, 5,1-12).
skąd nadejść ma dla mnie pomoc?
Pomoc moja od Pana,
który stworzył niebo i ziemię.
On nie pozwoli, by się potknęła twa noga,
ani się nie zdrzemnie Ten, kto ciebie strzeże.
Nie zdrzemnie się ani nie zaśnie
Ten, który czuwa nad Izraelem.
Pan ciebie strzeże, jest cieniem nad tobą,
stoi po twojej prawicy.
Nie porazi cię słońce we dnie
ani księżyc wśród nocy.
Pan cię uchroni od zła wszelkiego,
ochroni twoją duszę.
Pan będzie czuwał nad twoim wyjściem i powrotem,
teraz i po wszystkie czasy. (Ps 121)
To dzisiejszy psalm responsoryjny. Z Opatrzności Bożej się cieszę i wówczas, kiedy mnożą się sprawy i przy tym też niepokoje, wznoszę swe oczy ku górze... Mam nadzieję, że tam, jak w lustrze, dostrzegę fragment błogosławieństwa z dzisiejszej Ewangelii (Mt, 5,1-12).
poniedziałek, 2 maja 2016
2 V, będzie nieraz nie łatwo
Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku.
To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze... (J 15,26n)
Czasem i mnie dopada pokusa myślenia, że skoro jestem z Jezusem, że jak za Nim idę, to już żadne cierpienia i trudy nie mają prawa się przyplątywać. Nic błędniejszego!
Jezus bardzo realnie przygotował uczniów (i nas przygotowuje) na trud.
A ten trud będzie polegał też między innymi na nie załamaniu się w wierze. Wiara jest łaską, jest darem, ale zadbać o ten dar i zawalczyć nieraz potrzeba.
No więc, odwagi, Baranko, w drodze za Barankiem! :) Duch przychodzi z pomocą.
To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze... (J 15,26n)
Czasem i mnie dopada pokusa myślenia, że skoro jestem z Jezusem, że jak za Nim idę, to już żadne cierpienia i trudy nie mają prawa się przyplątywać. Nic błędniejszego!
Jezus bardzo realnie przygotował uczniów (i nas przygotowuje) na trud.
A ten trud będzie polegał też między innymi na nie załamaniu się w wierze. Wiara jest łaską, jest darem, ale zadbać o ten dar i zawalczyć nieraz potrzeba.
No więc, odwagi, Baranko, w drodze za Barankiem! :) Duch przychodzi z pomocą.
sobota, 9 kwietnia 2016
9 IV, "nie bój się"
Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wiatru.
[...] „To Ja jestem, nie bójcie się”... (J 6,16-21)
Bardzo częsta ludzka sytuacja chrześcijanina. Po doświadczeniu światła i mocy, następuje doświadczenie trudu, bezsilności i samotności.
Mi znane... :).
Niechże brzmią mi wówczas w uszach słowa Jezusa: "to Ja jestem, nie bój się".
[...] „To Ja jestem, nie bójcie się”... (J 6,16-21)
Bardzo częsta ludzka sytuacja chrześcijanina. Po doświadczeniu światła i mocy, następuje doświadczenie trudu, bezsilności i samotności.
Mi znane... :).
Niechże brzmią mi wówczas w uszach słowa Jezusa: "to Ja jestem, nie bój się".
środa, 16 grudnia 2015
16 XII, wywołany do odpowiedzi
„Ja jestem Pan, i nie ma innego.
Ja tworzę światło i stwarzam ciemności,
sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę.
Ja, Pan, czynię to wszystko.
[...] Ja, Pan, jestem tego Stwórcą”.
[...] „Ja jestem Pan i nie ma innego.
Czyż nie Ja jestem Panem,
a nie ma innego boga prócz Mnie?
Bóg sprawiedliwy i zbawiający
nie istnieje poza Mną.
Nawróćcie się do Mnie, by się zbawić,
[...] bo Ja jestem Bogiem i nikt inny!... Iz 45,6n
Jezus w dzisiejszej Ewangelii (Łk 7,18b-23) jest wywołany do odpowiedzi. Jak bywało w szkole - do tablicy :).
Zaś w pierwszym czytaniu słyszę mowę autoprezentacyjną Pana. Tak bardzo te czytania współbrzmią, choć nowotestamentalna droga poznawania Boga wiedzie przez Paschę. I o tym zapomnieć nie można.
Bliskość, obecność Boga w moim życiu, w ziemi mojego serca, nie chroni mnie przed więzieniem, osamotnieniem, przed zwątpieniem, przed cierpieniem. Ale daje poczucie sensu i daje moc miłowania w tych doświadczeniach. A to już jest owocem zbawienia.
Ja tworzę światło i stwarzam ciemności,
sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę.
Ja, Pan, czynię to wszystko.
[...] Ja, Pan, jestem tego Stwórcą”.
[...] „Ja jestem Pan i nie ma innego.
Czyż nie Ja jestem Panem,
a nie ma innego boga prócz Mnie?
Bóg sprawiedliwy i zbawiający
nie istnieje poza Mną.
Nawróćcie się do Mnie, by się zbawić,
[...] bo Ja jestem Bogiem i nikt inny!... Iz 45,6n
Jezus w dzisiejszej Ewangelii (Łk 7,18b-23) jest wywołany do odpowiedzi. Jak bywało w szkole - do tablicy :).
Zaś w pierwszym czytaniu słyszę mowę autoprezentacyjną Pana. Tak bardzo te czytania współbrzmią, choć nowotestamentalna droga poznawania Boga wiedzie przez Paschę. I o tym zapomnieć nie można.
Bliskość, obecność Boga w moim życiu, w ziemi mojego serca, nie chroni mnie przed więzieniem, osamotnieniem, przed zwątpieniem, przed cierpieniem. Ale daje poczucie sensu i daje moc miłowania w tych doświadczeniach. A to już jest owocem zbawienia.
czwartek, 8 października 2015
8 X, Ojciec
«Wy zaś pytacie: „Cóż takiego mówiliśmy między sobą przeciw Tobie?” Mówiliście: „Daremny to trud służyć Bogu. Bo jakiż pożytek mieliśmy z tego, żeśmy wykonywali polecenia Jego i chodzili smutni w pokucie przed Panem Zastępów? A teraz raczej zuchwałych nazywamy szczęśliwymi, bo wzbogacili się bardzo ludzie bezbożni, którzy wystawiali na próbę Boga, a zostali ocaleni”».
Wtedy mówili między sobą ludzie bojący się Boga, a Pan uważał i to posłyszał. Zapisano to w Księdze Wspomnień przed Nim dla dobra bojących się Pana i czczących Jego imię. «Oni będą moją własnością, mówi Pan Zastępów, w dniu, w którym będę działał, a będę dla nich łaskawy, jak jest litościwy ojciec dla syna, który jest mu posłuszny. Wtedy zobaczycie różnicę między sprawiedliwym a krzywdzicielem, między tym, który służy Bogu, a tym, który Mu nie służy.
Bo oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach». (Ml 3, 13-20a)
Rzadko się czyta Malachiasza. Dzisiejsze słowo jest bardzo nośne, odpowiada na nasze frustracje i pretensje, jakie rodzą się w nas, kiedy jesteśmy dla Pana całą parą a nie tylko nie mamy doświadczenia gratyfikacji ale i nie widzimy sprawiedliwości, i czujemy się pokrzywdzeni.
Narzekamy... Takie mowy są przykre dla Pana - niesamowite, że zwyczajnie prorok to nazywa. Czy zdajemy sobie sprawę, że nasze mowy (zewnętrzne i (sic!) wewnętrzne) mogą być przykre dla Pana?
Ale On to znosi i zapowiada, że zobaczymy troskę Boga nad swoją własnością. Troskę Ojca wobec dziecka!
Zapraszam Cię, Czytelniku, przeczytaj sobie na spokojnie jeszcze raz całe to czytanie, znajdź w nim swoje miejsce i uciesz się nadchodzącym Słońcem... Pan jest blisko i błogosławiony ten, kto Mu zaufał.
niedziela, 4 października 2015
4 X, perła miłości
... na początku stworzenia Bóg «stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem». A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało... (Mk 10,2-12)
Więc nie są dwoje, lecz jedno ciało.
Z kilkoma małżeństwami jestem zaprzyjaźniona. Czasem ich odwiedzam, czasem potrzebuję pomocy jej czy jego, czasem ona czy on chce mi coś powierzyć itp. Zawsze jednak mam w świadomości, też wówczas kiedy rozmawiam z jedną osobą, że on/ona nie jest sam/sama. Jest coś pięknego i tajemniczego w małżeństwie, że choć to są odrębne osoby stanowią jedno. I to jedno nie tylko w ciele - w akcie małżeńskim - ale też jedno w duchu. Jednoczy ich sakrament, który upodabnia ich do boskiego wzoru, gdzie w Trójcy Przenajświętszej są różne Osoby ale jeden Bóg.
Fot. Siostra ma w rękach muszle po małżach. Wiemy, że kiedy w muszlę trafi odrobina piasku, uwiera... i małża pod wpływem ucisku wytwarza substancję, która staje się perłą.
Krzyż na piersiach siostry przypomina, że w naszym życiu krzyża nie brakuje. Nie brakuje go też w małżeństwach... Modlę się dziś za małżeństwa, by ich jedność (o którą mają zabiegać w wierności) tworzyła w ich życiu perłę prawdziwej miłości.
Więc nie są dwoje, lecz jedno ciało.
Z kilkoma małżeństwami jestem zaprzyjaźniona. Czasem ich odwiedzam, czasem potrzebuję pomocy jej czy jego, czasem ona czy on chce mi coś powierzyć itp. Zawsze jednak mam w świadomości, też wówczas kiedy rozmawiam z jedną osobą, że on/ona nie jest sam/sama. Jest coś pięknego i tajemniczego w małżeństwie, że choć to są odrębne osoby stanowią jedno. I to jedno nie tylko w ciele - w akcie małżeńskim - ale też jedno w duchu. Jednoczy ich sakrament, który upodabnia ich do boskiego wzoru, gdzie w Trójcy Przenajświętszej są różne Osoby ale jeden Bóg.
Fot. Siostra ma w rękach muszle po małżach. Wiemy, że kiedy w muszlę trafi odrobina piasku, uwiera... i małża pod wpływem ucisku wytwarza substancję, która staje się perłą.
Krzyż na piersiach siostry przypomina, że w naszym życiu krzyża nie brakuje. Nie brakuje go też w małżeństwach... Modlę się dziś za małżeństwa, by ich jedność (o którą mają zabiegać w wierności) tworzyła w ich życiu perłę prawdziwej miłości.
środa, 2 września 2015
2 IX, etap "instalacji"
Jezus przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosił Go za nią.
On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im... (Łk 4,38-44)
Co chora kobieta mogła zrobić? Nic! Są takie chwile, kiedy coś nas powala i leżymy...
Jezus przychodzi, dotyka i uzdrawia.
Podnosimy się i zaczynamy dawać siebie w miłości.
Z życia obecnego: Nie łatwo jest "zaskoczyć" w nowym miejscu. Poznać co jest, wnieść swoje, przyjąć inne i zacząć budować razem.
Doświadczam pewnej niemocy i gorączki przyśpieszenia procesu akomodacji. A przecież nie przeskoczę etapu "instalacji" :) - to komputerowe słówko dobrze oddaje rzeczywistość.
Co robić? Dziękować - bo jest za co... Za to, co za mną, za to, co wokół i za to, co się dopiero "instaluje" :)
Dlatego... Ja zaś jak oliwka kwitnąca w domu Bożym,
na wieki zaufam łaskawości Boga.
Będę Cię sławił na wieki za to, coś uczynił,
polegał na Twym imieniu,
ponieważ jest dobre dla ludzi oddanych Tobie. (Ps 52 - dziś w liturgii Słowa)
Fot. z internetu.
***
Piękny tekst wpadł mi dziś do komputera Wilhelma od św. Teodoryka z XII w. Dzielę się z radością:
Ty jesteś moim schronieniem i mocą, prowadź mnie, jak niegdyś Twego sługę Mojżesza, w głąb pustyni, gdzie płonie krzew, ale się nie spala (Wj 3). Tam, gdzie dusza..., ogarnięta ogniem Ducha Świętego, staje się żarliwa jak płonący serafin i oczyszcza się, ale nie spala.
Tam, gdzie nie można przebywać, gdzie trzeba zdjąć sandały przeszkód cielesnych, aby iść naprzód..., tam jest Ten, który nie pozwala się ujrzeć takim, jakim jest, ale jednak można Go usłyszeć, kiedy mówi: „Jestem, który jestem!” Tam trzeba sobie zasłonić twarz, by nie spoglądać bezpośrednio na Pana, ale trzeba ćwiczyć ucho, w pokorze i posłuszeństwie, aby usłyszeć, co Pan Bóg do niego szepcze.
W międzyczasie, Panie, „ukryj mnie w głębi swego przybytku”, kiedy nadejdą złe dni, „w swoim namiocie mnie ukryjesz przed sporem języków” (Ps 26,5; 30,21). Ponieważ Twoje jarzmo jest słodkie, a Twoje brzemię lekkie (Mt 11,30) - położyłeś je na mnie. A kiedy dajesz mi odczuć dystans między Twoją służbą, a służbą świata, łagodnym głosem pytasz się mnie czy przyjemniej jest służyć Tobie, Bogu żywemu, czy obcym bogom (por. 2Krn 12,8). Uwielbiam zatem tę dłoń, która ciąży na mnie... i mówię Ci: „Już wystarczy tej dominacji innych panów, niż Ty! Tylko do Ciebie chcę należeć, przyjmuję Twoje jarzmo. Twoje brzemię mi nie ciąży: ono mnie podnosi”.
On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im... (Łk 4,38-44)
Co chora kobieta mogła zrobić? Nic! Są takie chwile, kiedy coś nas powala i leżymy...
Jezus przychodzi, dotyka i uzdrawia.
Podnosimy się i zaczynamy dawać siebie w miłości.
Z życia obecnego: Nie łatwo jest "zaskoczyć" w nowym miejscu. Poznać co jest, wnieść swoje, przyjąć inne i zacząć budować razem.
Doświadczam pewnej niemocy i gorączki przyśpieszenia procesu akomodacji. A przecież nie przeskoczę etapu "instalacji" :) - to komputerowe słówko dobrze oddaje rzeczywistość.
Co robić? Dziękować - bo jest za co... Za to, co za mną, za to, co wokół i za to, co się dopiero "instaluje" :)
Dlatego... Ja zaś jak oliwka kwitnąca w domu Bożym,
na wieki zaufam łaskawości Boga.
Będę Cię sławił na wieki za to, coś uczynił,
polegał na Twym imieniu,
ponieważ jest dobre dla ludzi oddanych Tobie. (Ps 52 - dziś w liturgii Słowa)
Fot. z internetu.
***
Piękny tekst wpadł mi dziś do komputera Wilhelma od św. Teodoryka z XII w. Dzielę się z radością:
Ty jesteś moim schronieniem i mocą, prowadź mnie, jak niegdyś Twego sługę Mojżesza, w głąb pustyni, gdzie płonie krzew, ale się nie spala (Wj 3). Tam, gdzie dusza..., ogarnięta ogniem Ducha Świętego, staje się żarliwa jak płonący serafin i oczyszcza się, ale nie spala.
Tam, gdzie nie można przebywać, gdzie trzeba zdjąć sandały przeszkód cielesnych, aby iść naprzód..., tam jest Ten, który nie pozwala się ujrzeć takim, jakim jest, ale jednak można Go usłyszeć, kiedy mówi: „Jestem, który jestem!” Tam trzeba sobie zasłonić twarz, by nie spoglądać bezpośrednio na Pana, ale trzeba ćwiczyć ucho, w pokorze i posłuszeństwie, aby usłyszeć, co Pan Bóg do niego szepcze.
W międzyczasie, Panie, „ukryj mnie w głębi swego przybytku”, kiedy nadejdą złe dni, „w swoim namiocie mnie ukryjesz przed sporem języków” (Ps 26,5; 30,21). Ponieważ Twoje jarzmo jest słodkie, a Twoje brzemię lekkie (Mt 11,30) - położyłeś je na mnie. A kiedy dajesz mi odczuć dystans między Twoją służbą, a służbą świata, łagodnym głosem pytasz się mnie czy przyjemniej jest służyć Tobie, Bogu żywemu, czy obcym bogom (por. 2Krn 12,8). Uwielbiam zatem tę dłoń, która ciąży na mnie... i mówię Ci: „Już wystarczy tej dominacji innych panów, niż Ty! Tylko do Ciebie chcę należeć, przyjmuję Twoje jarzmo. Twoje brzemię mi nie ciąży: ono mnie podnosi”.
czwartek, 20 sierpnia 2015
20 VIII, śluby nasze...
« Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść.
Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: «Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę». Mt 22,1-14
Dzisiejsze czytania są wymagające. Wymagają ode mnie przejrzystości na wskroś (jak zwykle zresztą :). Pierwsze czytanie (Sdz 11,29-39a) mówi o ślubie Jeftego, który był ogarnięty Duchem Pana. I o konsekwencjach. Dopełnienie tego ślubu kosztowało i jego, kosztowało i jego córkę...
Ślub - decyzja - są kosztowne. Spłaca się je całe życie czy też całym życiem.
Ślub małżeński - wspólna droga dwójki różnych osób. Odkrywanie tych różnic, akceptowanie, współistnienie, współtworzenie, a nade wszystko miłowanie w codzienności - oddawanie siebie po kawałku i w całości - i przyjmowanie miłości w drugim przez jej rozpoznawanie pomimo niełatwej często widoczności... To kosztuje. Tak rozumiem małżeństwo. Oczywiście, w wielkim skrócie ujęte.
Ślub osoby konsekrowanej też ma swoją cenę. Zwłaszcza osoby dziewiczej. Córka Jeftego pokazuje to (jesteśmy w ST) swoim opłakiwaniem świetnie. Z przyjęciem Ewangelii jest inaczej - sensowniej - ale cieleśnie kosztuje tak samo...
Zaproszenie na ucztę Syna Bożego (mam na myśli wejście świadome na drogę życia duchowego) otrzymujemy w konkretnym czasie, w konkretnej sytuacji (małżeństwa, dziewictwa, konsekracji, jakiegoś doświadczenia...), która jest swoistą szatą (ważne, by była biała - oczyszczana w spowiedzi), bo w niej przybliżam się do Stołu. To mój strój weselny.
I swoje miejsce na tych Godach odkrywać warto...
A może warto przy okazji zauważyć, że uczta weselna Syna Bożego (poniekąd można nazwać terminem "ślub" Jego) też ma swoją cenę - cenę krzyża.
A wracając do ślubu-decyzji naszych, myślę tak, pochopnych popełniać nie należy, ale złożone dopełnić. Miłość, która jest ich źródłem i początkiem, będzie wiertłem głębinowym i wydobywać będzie w życiu (konsekrowanym czy małżeńskim) soki paschalne szczęścia w codzienności. Tylko pozwólmy na to.
***
Trochę dobrej lektury ale uwaga - wymagającej:
"Kobiety nie są tak blisko złączone z mężami jak Kościół z Synem Bożym. Jaki inny mąż, poza naszym Panem, kiedykolwiek umarł dla swojej żony i jaka żona kiedykolwiek wybrała ukrzyżowanego na męża? Kto kiedykolwiek ofiarował krew swojej żonie, oprócz Tego, który umarł na krzyżu i przypieczętował swój związek małżeński własnymi ranami? Czy kiedykolwiek widziano martwego, leżącego na uczcie swoich zaślubin, a u jego boku małżonkę, która tuli się do niego, szukając pociechy? W czasie jakiego innego święta, na innej uczcie, rozdano zaproszonym ciało małżonka, pod postacią chleba?
Śmierć oddziela żony od mężów, ale jednoczy Oblubienicę z jej Umiłowanym. Umarł na krzyżu, pozostawił swoje ciało chwalebnej Oblubienicy, która teraz, przy Jego stole, bierze je na pokarm... Karmi się nim pod postacią chleba, który spożywa i pod postacią wina, które pije, aby świat poznał, że nie są już dwoje, ale jedno". (św. Jakub z Sarug (ok. 449-521), mnich i biskup syryjski)
***
I jeszcze bardzo dobry artykuł o szukaniu Boga i Jego chwały w życiu, wielbieniu Go. Tutaj kliknij.
Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: «Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę». Mt 22,1-14
Dzisiejsze czytania są wymagające. Wymagają ode mnie przejrzystości na wskroś (jak zwykle zresztą :). Pierwsze czytanie (Sdz 11,29-39a) mówi o ślubie Jeftego, który był ogarnięty Duchem Pana. I o konsekwencjach. Dopełnienie tego ślubu kosztowało i jego, kosztowało i jego córkę...
Ślub - decyzja - są kosztowne. Spłaca się je całe życie czy też całym życiem.
Ślub małżeński - wspólna droga dwójki różnych osób. Odkrywanie tych różnic, akceptowanie, współistnienie, współtworzenie, a nade wszystko miłowanie w codzienności - oddawanie siebie po kawałku i w całości - i przyjmowanie miłości w drugim przez jej rozpoznawanie pomimo niełatwej często widoczności... To kosztuje. Tak rozumiem małżeństwo. Oczywiście, w wielkim skrócie ujęte.
Ślub osoby konsekrowanej też ma swoją cenę. Zwłaszcza osoby dziewiczej. Córka Jeftego pokazuje to (jesteśmy w ST) swoim opłakiwaniem świetnie. Z przyjęciem Ewangelii jest inaczej - sensowniej - ale cieleśnie kosztuje tak samo...
Zaproszenie na ucztę Syna Bożego (mam na myśli wejście świadome na drogę życia duchowego) otrzymujemy w konkretnym czasie, w konkretnej sytuacji (małżeństwa, dziewictwa, konsekracji, jakiegoś doświadczenia...), która jest swoistą szatą (ważne, by była biała - oczyszczana w spowiedzi), bo w niej przybliżam się do Stołu. To mój strój weselny.
I swoje miejsce na tych Godach odkrywać warto...
A może warto przy okazji zauważyć, że uczta weselna Syna Bożego (poniekąd można nazwać terminem "ślub" Jego) też ma swoją cenę - cenę krzyża.
A wracając do ślubu-decyzji naszych, myślę tak, pochopnych popełniać nie należy, ale złożone dopełnić. Miłość, która jest ich źródłem i początkiem, będzie wiertłem głębinowym i wydobywać będzie w życiu (konsekrowanym czy małżeńskim) soki paschalne szczęścia w codzienności. Tylko pozwólmy na to.
***
Trochę dobrej lektury ale uwaga - wymagającej:
"Kobiety nie są tak blisko złączone z mężami jak Kościół z Synem Bożym. Jaki inny mąż, poza naszym Panem, kiedykolwiek umarł dla swojej żony i jaka żona kiedykolwiek wybrała ukrzyżowanego na męża? Kto kiedykolwiek ofiarował krew swojej żonie, oprócz Tego, który umarł na krzyżu i przypieczętował swój związek małżeński własnymi ranami? Czy kiedykolwiek widziano martwego, leżącego na uczcie swoich zaślubin, a u jego boku małżonkę, która tuli się do niego, szukając pociechy? W czasie jakiego innego święta, na innej uczcie, rozdano zaproszonym ciało małżonka, pod postacią chleba?
Śmierć oddziela żony od mężów, ale jednoczy Oblubienicę z jej Umiłowanym. Umarł na krzyżu, pozostawił swoje ciało chwalebnej Oblubienicy, która teraz, przy Jego stole, bierze je na pokarm... Karmi się nim pod postacią chleba, który spożywa i pod postacią wina, które pije, aby świat poznał, że nie są już dwoje, ale jedno". (św. Jakub z Sarug (ok. 449-521), mnich i biskup syryjski)
***
I jeszcze bardzo dobry artykuł o szukaniu Boga i Jego chwały w życiu, wielbieniu Go. Tutaj kliknij.
wtorek, 4 sierpnia 2015
4 VIII, każ mi przyjść do Siebie
... Na to odpowiedział Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. A On rzekł: „Przyjdź”. Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie”. Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?”... (Mt 14,22-36)
"Strasznie" sycące jest dzisiejsze Słowo! Jakby się spełniało wczorajsze rozdawanie i rozmnażanie chleba...
Czy bym śmiała o to poprosić Jezusa, o co poprosił Piotr?
A jednak mam coś z Piotra... - powiadam: "jeśli to Ty jesteś..." - i robię codziennie rzeczy niecodzienne :).
Powołanie do życia konsekrowanego i realizacja tej drogi jest kroczeniem po wodzie. Woda, w dzisiejszej perykopie chodzi o morze, jak mówią egzegeci jest synonimem sił nieprzyjaznych Bogu, chaosu, niebezpiecznej ciemności etc...
I tak idę po tym żywiole, doświadczając swej kruchości i wyciągniętej ręki Jezusa, z powodu którego i na oczach którego, to wszystko się dokonuje.
Z pierwszego czytania (Lb 12,1-13) po prostu urzeka mnie konfrontacja dokonana przez Pana wobec Miriam i Aarona, którzy źle mówili o Mojżeszu. Pan sam jest najlepszym Obrońcą, nie mam zamiaru bać się pomówień czy z nimi walczyć. Na oczach Pana wszystko się dokonuje.
"Strasznie" sycące jest dzisiejsze Słowo! Jakby się spełniało wczorajsze rozdawanie i rozmnażanie chleba...
Czy bym śmiała o to poprosić Jezusa, o co poprosił Piotr?
A jednak mam coś z Piotra... - powiadam: "jeśli to Ty jesteś..." - i robię codziennie rzeczy niecodzienne :).
Powołanie do życia konsekrowanego i realizacja tej drogi jest kroczeniem po wodzie. Woda, w dzisiejszej perykopie chodzi o morze, jak mówią egzegeci jest synonimem sił nieprzyjaznych Bogu, chaosu, niebezpiecznej ciemności etc...
I tak idę po tym żywiole, doświadczając swej kruchości i wyciągniętej ręki Jezusa, z powodu którego i na oczach którego, to wszystko się dokonuje.
Z pierwszego czytania (Lb 12,1-13) po prostu urzeka mnie konfrontacja dokonana przez Pana wobec Miriam i Aarona, którzy źle mówili o Mojżeszu. Pan sam jest najlepszym Obrońcą, nie mam zamiaru bać się pomówień czy z nimi walczyć. Na oczach Pana wszystko się dokonuje.
środa, 1 lipca 2015
1 VII, On słyszy nasze jęki
A gdy zabrakło wody w bukłaku, ułożyła dziecko pod jednym krzewem, po czym odeszła i usiadła opodal tak daleko, jak łuk doniesie, mówiąc: „Nie będę patrzyła na śmierć dziecka”. I tak siedząc opodal, zaczęła głośno płakać.
Ale Bóg usłyszał jęk dziecka i anioł Boży zawołał na Hagar z nieba... (Rdz 21,5.8-20)
Dziś tylko jeden szczegół: Hagar głośno płakała, mały Izmael cicho jęczał... Bóg usłyszał jęk dziecka.
Bóg słyszy nasze wewnętrzne jęki!
Nocą wracałam pociągiem, dosiadł się 19-letni młodzieniec. Noc w pociągu nie jest łatwa, a widziałam, że młody mężczyzna jest zmęczony i obolały. Zagadałam. Wyjechał do pracy na południe Polski ponad 600 km od domu i nie wypaliło, firma się rozleciała.
Dlaczego o tym piszę? Bo stało się tu coś z tego dzisiejszego czytania. Kiedy szedł już na pociąg wieczorem po dniu pracy, wyrzucony z pracy i łapał stopa, a kierowcy nie zatrzymywali się, doświadczał beznadziei. Przeszedł jakieś 5 km, zmęczony, z torbą podróżną na ramieniu, w pewnym momencie wewnętrzny jęk był tak głęboki, że żyć mu już się nie chciało, zaczął modlić się, zawołał: "Boże, zmiłuj się nade mną". Wyciągnął znów rękę na stopa i ... pierwsze auto zatrzymało się i otrzymał pomoc.
Pomogłam mu też w Szczecinie, bo czekała go jeszcze przesiadka. Wiem, że młodzieniec widzi w tym palec Boży. A i mnie Bóg pokazał, że jest DOBRY, że słyszy nasze jęki i reaguje na nie (ludzkimi rękami :).
***
"...mistykiem jest ten, kto wyczuwa, kontempluje i rozkoszuje się działaniem Boga w swoim życiu i w pełni je wspiera, a Bóg radości nie może uczynić inaczej, jak działać w sposób, który wyraża i przekazuje Jego radość...". (A. Cencini)
Ale Bóg usłyszał jęk dziecka i anioł Boży zawołał na Hagar z nieba... (Rdz 21,5.8-20)
Dziś tylko jeden szczegół: Hagar głośno płakała, mały Izmael cicho jęczał... Bóg usłyszał jęk dziecka.
Bóg słyszy nasze wewnętrzne jęki!
Nocą wracałam pociągiem, dosiadł się 19-letni młodzieniec. Noc w pociągu nie jest łatwa, a widziałam, że młody mężczyzna jest zmęczony i obolały. Zagadałam. Wyjechał do pracy na południe Polski ponad 600 km od domu i nie wypaliło, firma się rozleciała.
Dlaczego o tym piszę? Bo stało się tu coś z tego dzisiejszego czytania. Kiedy szedł już na pociąg wieczorem po dniu pracy, wyrzucony z pracy i łapał stopa, a kierowcy nie zatrzymywali się, doświadczał beznadziei. Przeszedł jakieś 5 km, zmęczony, z torbą podróżną na ramieniu, w pewnym momencie wewnętrzny jęk był tak głęboki, że żyć mu już się nie chciało, zaczął modlić się, zawołał: "Boże, zmiłuj się nade mną". Wyciągnął znów rękę na stopa i ... pierwsze auto zatrzymało się i otrzymał pomoc.
Pomogłam mu też w Szczecinie, bo czekała go jeszcze przesiadka. Wiem, że młodzieniec widzi w tym palec Boży. A i mnie Bóg pokazał, że jest DOBRY, że słyszy nasze jęki i reaguje na nie (ludzkimi rękami :).
***
"...mistykiem jest ten, kto wyczuwa, kontempluje i rozkoszuje się działaniem Boga w swoim życiu i w pełni je wspiera, a Bóg radości nie może uczynić inaczej, jak działać w sposób, który wyraża i przekazuje Jego radość...". (A. Cencini)
czwartek, 25 czerwca 2015
25 VI, budowanie
Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony.
Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry, i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki. (Mt 7,21-29)
Budowanie domu, to ważna sprawa. Nie buduje się na kilka chwil, tylko na długi czas.
Budowanie (kształtowanie) życia, to ważna sprawa. Nie buduje się na kilka chwil, tylko na ... wieczność.
I jeszcze jedna rzecz istotna: wezbrane potoki i zrywające się wichry - nieuniknione! One po prostu będą i będą rzucać się na ten dom. To nieuniknione.
Dlatego być roztropnym trzeba i budować na Skale warto, zwłaszcza, gdy chodzi o życie. Budowanie na Skale zakłada dłuższy proces niż budowanie na piasku... Warto cierpliwie trwać z Jezusem. Czasem długo czekać trzeba na efekty, ale samo budowanie na Nim jest już przygodą.
Dziś Msza święta była sprawowana w domowej kaplicy, zaproponowałam formularz "Msza dziękczynna", bo kończąc swoje posługiwanie chcę dziękować za wszystko, za to też, czego nie dostrzegam i za co nie dziękuję...
I zaskoczyła mnie kolekta, w której z radością się odnalazłam:
Boże, Ty zawsze łaskawie nas wysłuchujesz, gdy doznajemy utrapień, składamy Tobie dziękczynienie i pokornie Cię prosimy, abyśmy wolni od wszelkiego zła z radością Tobie służyli.
Fot. dzięki Z.F. :) - klasztory na skale. Grecja.
***
Dobra lektura (komentarz o. M. Łusiaka SJ, za deon.pl):
Dlaczego człowiek, który pełni wolę Boga jest "zbudowany na skale"?
Co ma wspólnego posłuszeństwo Bogu z dobrymi fundamentami ludzkiej egzystencji?
Aby odpowiedzieć na te pytania trzeba najpierw zrozumieć co Jezus ma na myśli, kiedy mówi o "pełnieniu woli Ojca". "Pełnić wolę Ojca" nie oznacza bycie marionetką w ręku Boga. To oznacza po prostu bycie Miłością.
Kto jest Miłością, na wzór Boga, ten żyje pełnią życia i jego egzystencja ma solidne fundamenty. Człowiek, który miłuje nie szuka siebie i dlatego jest silny.
Największą słabością człowieka jest szukanie siebie, to znaczy ciągłe wołanie o akceptację, o wdzięczność, o różne korzyści. Człowiek, który jest Miłością o nic nie woła, bo sama Miłość daje mu poczucie absolutnego spełnienia.
Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry, i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki. (Mt 7,21-29)
Budowanie domu, to ważna sprawa. Nie buduje się na kilka chwil, tylko na długi czas.
Budowanie (kształtowanie) życia, to ważna sprawa. Nie buduje się na kilka chwil, tylko na ... wieczność.
I jeszcze jedna rzecz istotna: wezbrane potoki i zrywające się wichry - nieuniknione! One po prostu będą i będą rzucać się na ten dom. To nieuniknione.
Dlatego być roztropnym trzeba i budować na Skale warto, zwłaszcza, gdy chodzi o życie. Budowanie na Skale zakłada dłuższy proces niż budowanie na piasku... Warto cierpliwie trwać z Jezusem. Czasem długo czekać trzeba na efekty, ale samo budowanie na Nim jest już przygodą.
Dziś Msza święta była sprawowana w domowej kaplicy, zaproponowałam formularz "Msza dziękczynna", bo kończąc swoje posługiwanie chcę dziękować za wszystko, za to też, czego nie dostrzegam i za co nie dziękuję...
I zaskoczyła mnie kolekta, w której z radością się odnalazłam:
Boże, Ty zawsze łaskawie nas wysłuchujesz, gdy doznajemy utrapień, składamy Tobie dziękczynienie i pokornie Cię prosimy, abyśmy wolni od wszelkiego zła z radością Tobie służyli.
Fot. dzięki Z.F. :) - klasztory na skale. Grecja.
***
Dobra lektura (komentarz o. M. Łusiaka SJ, za deon.pl):
Dlaczego człowiek, który pełni wolę Boga jest "zbudowany na skale"?
Co ma wspólnego posłuszeństwo Bogu z dobrymi fundamentami ludzkiej egzystencji?
Aby odpowiedzieć na te pytania trzeba najpierw zrozumieć co Jezus ma na myśli, kiedy mówi o "pełnieniu woli Ojca". "Pełnić wolę Ojca" nie oznacza bycie marionetką w ręku Boga. To oznacza po prostu bycie Miłością.
Kto jest Miłością, na wzór Boga, ten żyje pełnią życia i jego egzystencja ma solidne fundamenty. Człowiek, który miłuje nie szuka siebie i dlatego jest silny.
Największą słabością człowieka jest szukanie siebie, to znaczy ciągłe wołanie o akceptację, o wdzięczność, o różne korzyści. Człowiek, który jest Miłością o nic nie woła, bo sama Miłość daje mu poczucie absolutnego spełnienia.
środa, 27 maja 2015
Baranku, abym umiał pójść za Tobą...
Uczniowie byli w drodze, zdążając do Jerozolimy. Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co Go miało spotkać:
„Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie”... (Mk 10,32-45)
Wciąż w drodze... Czasem jak uczniowie...
Dziś modląc się w Karmelu usłyszałam w Liturgii Godzin:
"Gdy całym sobą przylgnę do Ciebie, nie zaznam już wtedy boleści ni trudu, i ożyje moje życie i napełni się Tobą. Ale teraz jestem dla siebie ciężarem, bo jeszcze nie jestem pełen Ciebie: Ty bowiem ujmujesz ciężaru temu, kogo napełniasz...". św. Augustyn, Wyznania
"...Dokąd nie znamy Jezusa zmartwychwstałego, nie potrafimy także umierać! Natomiast wtedy, kiedy Go takim znamy i wiemy z relacji z Nim, że ostatnie słowo należy do Boga i do życia, a nie do śmierci, damy się Jezusowi poprowadzić także w takie sytuacje, o których myślimy, że nas zabijają; o których myślimy, że w nich umieramy, ale tak naprawdę w nich zyskujemy od Niego życie. To jest kompletnie nowa perspektywa, jaką nam daje doświadczenie paschalne: tam, gdzie wszyscy widzą śmierć, ty widzisz narodziny!..." Bp Grzegorz Ryś (z homilii z dn. 22 V 2015)
Ten tekst jest dla mnie bardzo ważny. Tego doświadczam podążając za Barankiem. Kiedy mówię "Baranek", mam na myśli Jezusa Zmartwychwstałego. I znam z autopsji, że jeśli tracę więź z Jezusem Zmartwychwstałym, nie potrafię umierać, czyli oddawać życia, w codzienności...
Pieśń Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej:
Boży Baranku, Boży Baranku,
Daj mi życie ukryte w Twoim Ciele,
Daj mi moc płynącą z Twego Ducha,
Abym Cię uwielbiał.
Daj mi swe Ciało abyś od dziś Ty żył we mnie,
Daj mi Swą Krew by było we mnie Twoje życie,
Abym Cię uwielbiał.
Niech Twój oddech wypełni moje wnętrze,
Niech Twe Słowa się staną źródłem mej nadziei.
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Chcę nasycić Twe pragnienia, moją małą miłością,
Zrań moje serce, abym kochał braci
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Dotknij moich rąk, abym okazywał miłość braciom,
Dotknij moich nóg, abym głosił Ciebie,
Dotknij mego czoła, abyś był jedyną moją Mądrością!
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Wersja śpiewana kliknij tutaj.
„Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie”... (Mk 10,32-45)
Wciąż w drodze... Czasem jak uczniowie...
Dziś modląc się w Karmelu usłyszałam w Liturgii Godzin:
"Gdy całym sobą przylgnę do Ciebie, nie zaznam już wtedy boleści ni trudu, i ożyje moje życie i napełni się Tobą. Ale teraz jestem dla siebie ciężarem, bo jeszcze nie jestem pełen Ciebie: Ty bowiem ujmujesz ciężaru temu, kogo napełniasz...". św. Augustyn, Wyznania
"...Dokąd nie znamy Jezusa zmartwychwstałego, nie potrafimy także umierać! Natomiast wtedy, kiedy Go takim znamy i wiemy z relacji z Nim, że ostatnie słowo należy do Boga i do życia, a nie do śmierci, damy się Jezusowi poprowadzić także w takie sytuacje, o których myślimy, że nas zabijają; o których myślimy, że w nich umieramy, ale tak naprawdę w nich zyskujemy od Niego życie. To jest kompletnie nowa perspektywa, jaką nam daje doświadczenie paschalne: tam, gdzie wszyscy widzą śmierć, ty widzisz narodziny!..." Bp Grzegorz Ryś (z homilii z dn. 22 V 2015)
Ten tekst jest dla mnie bardzo ważny. Tego doświadczam podążając za Barankiem. Kiedy mówię "Baranek", mam na myśli Jezusa Zmartwychwstałego. I znam z autopsji, że jeśli tracę więź z Jezusem Zmartwychwstałym, nie potrafię umierać, czyli oddawać życia, w codzienności...
Pieśń Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej:
Boży Baranku, Boży Baranku,
Daj mi życie ukryte w Twoim Ciele,
Daj mi moc płynącą z Twego Ducha,
Abym Cię uwielbiał.
Daj mi swe Ciało abyś od dziś Ty żył we mnie,
Daj mi Swą Krew by było we mnie Twoje życie,
Abym Cię uwielbiał.
Niech Twój oddech wypełni moje wnętrze,
Niech Twe Słowa się staną źródłem mej nadziei.
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Chcę nasycić Twe pragnienia, moją małą miłością,
Zrań moje serce, abym kochał braci
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Dotknij moich rąk, abym okazywał miłość braciom,
Dotknij moich nóg, abym głosił Ciebie,
Dotknij mego czoła, abyś był jedyną moją Mądrością!
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Abym umiał pójść za Tobą,
Abym się nie lękał utracić życie.
Wersja śpiewana kliknij tutaj.
wtorek, 24 marca 2015
24 III, wyrzutnia w stronę Ojca
„Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył.
A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba”. (J 8,21-30)
Jezus czyni i mówi, czego Go Ojciec nauczył. I ma świadomość obecności Ojca.
Ta ICH relacja jest MIŁOŚCIĄ - jest osobowa - to Duch Święty - o którym Jezus powie więcej, kiedy będzie zapowiadał uczniom swoje odejście.
Dla mnie tegoroczny wielki post, mimo trudu, który niesie życie codzienne i mimo wewnętrznych zmagań, jest przede wszystkim (właśnie w tych zmaganiach) wyrzutnią w ramiona Ojca.
Tożsamość dziecka, dziecka umiłowanego - czuję, że to właśnie Duch we mnie na nowo chce wyrzeźbić, odnowić i zachować. I wiem, że to Jego działanie, nie moje.
A ja chcę się uczyć Jego życia i próbuję nastawiać żagle swoje pod Jego wiatr. Oj wywracam się nie raz, ale jak wańka-wstańka powstaję i patrzę w stronę Ojca, który jest ze mną. Bo gdyby Go nie było, to i mnie by nie było.
Jest moim wielkim pragnieniem, by móc powiedzieć jak Jezus: ja zawsze czynię to, co się Ojcu podoba. Powód? Jedyny - miłość.
Fot. z internetu. Poczuć wiatr w żaglach - poczuć Ducha w swoim kruchym ciele... "Nie siłą, nie mocą naszą, lecz mocą Ducha Świętego...." - ta pieśń jest na dole mojej strony.
A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba”. (J 8,21-30)
Jezus czyni i mówi, czego Go Ojciec nauczył. I ma świadomość obecności Ojca.
Ta ICH relacja jest MIŁOŚCIĄ - jest osobowa - to Duch Święty - o którym Jezus powie więcej, kiedy będzie zapowiadał uczniom swoje odejście.
Dla mnie tegoroczny wielki post, mimo trudu, który niesie życie codzienne i mimo wewnętrznych zmagań, jest przede wszystkim (właśnie w tych zmaganiach) wyrzutnią w ramiona Ojca.
Tożsamość dziecka, dziecka umiłowanego - czuję, że to właśnie Duch we mnie na nowo chce wyrzeźbić, odnowić i zachować. I wiem, że to Jego działanie, nie moje.
A ja chcę się uczyć Jego życia i próbuję nastawiać żagle swoje pod Jego wiatr. Oj wywracam się nie raz, ale jak wańka-wstańka powstaję i patrzę w stronę Ojca, który jest ze mną. Bo gdyby Go nie było, to i mnie by nie było.
Jest moim wielkim pragnieniem, by móc powiedzieć jak Jezus: ja zawsze czynię to, co się Ojcu podoba. Powód? Jedyny - miłość.
Fot. z internetu. Poczuć wiatr w żaglach - poczuć Ducha w swoim kruchym ciele... "Nie siłą, nie mocą naszą, lecz mocą Ducha Świętego...." - ta pieśń jest na dole mojej strony.
niedziela, 22 marca 2015
22 III, "przyszedłem na tę godzinę"
„Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.
Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię Twoje”. (J 12,20-33)
Uradowało mnie to dzisiejsze Słowo. Zwłaszcza w kontekście wczorajszego wpisu.
Świetnie, że Jan Ewangelista napisał wprost, że dusza Jezusa "popadła w zamęt" (to dosłownie z greckiego), ale nie stało się to powodem dla Jezusa, by ominąć "godzinę" męki. Właśnie na tę godzinę przyszedł!
S. Hiacynta napisała dziś coś, co pozwolę sobie zacytować: "Zaryzykuj śmierć samo-realizacji...stań się płodny! Bóg zrealizuje się w Tobie!" - świetny komentarz do ziarna obumierającego w ziemi.
Zgoda Jezusa na doświadczenie męki jest uwielbieniem Ojca (i uwielbieniem Syna, bo Ojciec jest dla Syna...). Ojciec w pełni zrealizował się swą miłością w fakcie zmartwychwstania!
Boże mój, kiedy ja wreszcie zrozumiem (i pozwolę Ci na to) - nie tylko głową ale i sercem - że Ty we mnie chcesz żyć całą pełnią swej paschy?!
Fot. Twarz Jezusa z całunu turyńskiego. Dziś, kiedy zasłaniamy krzyże, pragnę (to coś więcej niż chcę, bo czasami wcale nie chcę, ale jednak wciąż pragnę!) odsłaniać Jego Oblicze, Jego miłość w swoim sercu.
Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię Twoje”. (J 12,20-33)
Uradowało mnie to dzisiejsze Słowo. Zwłaszcza w kontekście wczorajszego wpisu.
Świetnie, że Jan Ewangelista napisał wprost, że dusza Jezusa "popadła w zamęt" (to dosłownie z greckiego), ale nie stało się to powodem dla Jezusa, by ominąć "godzinę" męki. Właśnie na tę godzinę przyszedł!
S. Hiacynta napisała dziś coś, co pozwolę sobie zacytować: "Zaryzykuj śmierć samo-realizacji...stań się płodny! Bóg zrealizuje się w Tobie!" - świetny komentarz do ziarna obumierającego w ziemi.
Zgoda Jezusa na doświadczenie męki jest uwielbieniem Ojca (i uwielbieniem Syna, bo Ojciec jest dla Syna...). Ojciec w pełni zrealizował się swą miłością w fakcie zmartwychwstania!
Boże mój, kiedy ja wreszcie zrozumiem (i pozwolę Ci na to) - nie tylko głową ale i sercem - że Ty we mnie chcesz żyć całą pełnią swej paschy?!
Fot. Twarz Jezusa z całunu turyńskiego. Dziś, kiedy zasłaniamy krzyże, pragnę (to coś więcej niż chcę, bo czasami wcale nie chcę, ale jednak wciąż pragnę!) odsłaniać Jego Oblicze, Jego miłość w swoim sercu.
sobota, 21 marca 2015
21 III, nie uciekaj z placu boju
Ja zaś jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: „Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina!” (Jr 11,18-20)
Kto nie chciałby uciec z takiego placu boju?
I wcale nie muszą nas niepokoić nieprzyjaciele zewnętrzni, ale pewne doświadczenie wewnętrzne, które wczoraj sobie nazwałam wewnętrznym zaćmieniem słońca. Jakiś brak jasności, brak pokoju, osłabienie, smutek, poczucie bezsensu, poczucie bezradności, niepotrzebności, samotności... Jest wiele tych odcieni ciemności wewnętrznej.
W godzinie czytań, w brewiarzu dziś wyczytałam:
"... trzeba także nieść krzyż, który ciało i świat nakładają na ramiona tym, którzy dążą do pokoju i sprawiedliwości". (SW II, Konstytucja o Kościele)
No to co? Trzeba nieść krzyż. No to, nieśmy...
***
Jeszcze taki doping duchowy z tegoż dokumentu soborowego:
Kościół... mocą zaś Pana zmartwychwstałego krzepi się, aby utrapienie i trudności swe, zarówno wewnętrzne, jak zewnętrzne, przezwyciężać cierpliwością i miłością, a tajemnicę Jego, choć pod osłoną, wiernie przecież w świecie objawiać, póki się ona na koniec w pełnym świetle nie ujawni. (KK 8)
Fot. z internetu, figura św. Heleny z krzyżem - katedra w Wilnie. Ciekawe ujęcie z ulicy Gedymina z współczesnymi kamienicami.
Kto nie chciałby uciec z takiego placu boju?
I wcale nie muszą nas niepokoić nieprzyjaciele zewnętrzni, ale pewne doświadczenie wewnętrzne, które wczoraj sobie nazwałam wewnętrznym zaćmieniem słońca. Jakiś brak jasności, brak pokoju, osłabienie, smutek, poczucie bezsensu, poczucie bezradności, niepotrzebności, samotności... Jest wiele tych odcieni ciemności wewnętrznej.
W godzinie czytań, w brewiarzu dziś wyczytałam:
"... trzeba także nieść krzyż, który ciało i świat nakładają na ramiona tym, którzy dążą do pokoju i sprawiedliwości". (SW II, Konstytucja o Kościele)
No to co? Trzeba nieść krzyż. No to, nieśmy...
***
Jeszcze taki doping duchowy z tegoż dokumentu soborowego:
Kościół... mocą zaś Pana zmartwychwstałego krzepi się, aby utrapienie i trudności swe, zarówno wewnętrzne, jak zewnętrzne, przezwyciężać cierpliwością i miłością, a tajemnicę Jego, choć pod osłoną, wiernie przecież w świecie objawiać, póki się ona na koniec w pełnym świetle nie ujawni. (KK 8)
Fot. z internetu, figura św. Heleny z krzyżem - katedra w Wilnie. Ciekawe ujęcie z ulicy Gedymina z współczesnymi kamienicami.
piątek, 30 stycznia 2015
30 I, łaska po łasce
Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Mk 4,26-34
Moc przyjętej łaski jest niesamowita! Jezus porównuje ją do mocy zawartej w ziarnie.
Potrzeba tylko i aż otwartości z naszej strony - dobrej gleby, która przyjmie łaskę i zechce ją zachować, jak gleba ziarno przechowuje...
Otwartość i potem cierpliwość. Cierpliwość na czas umierania i ożywiania ziarna, na czas dojrzewania do żniw. A że nie bywa łatwo, to dobrze ujęte jest dziś w I czytaniu:
Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedyście to po oświeceniu wytrzymali wielką nawałę cierpień. [...] Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy. Hbr 10,32n
'Po oświeceniu wytrzymali nawałę cierpień' - oświecenie i cierpienie - jakby w parze. A zauważyć trzeba ciąg wydarzeń, najpierw oświecenie, najpierw łaska. A że cierpienia są, to one zawsze są, ale z łaską inaczej się je przeżywa! Czyli dana jest nam pomoc w ich przeżywaniu. Chwała Panu za wszystko! Ciągle jest nam dawana łaska po łasce.
Fot. Cudowny krucyfiks w katedrze wileńskiej. Dlatego krzyż, bo z niego zmartwychwstanie!
Moc przyjętej łaski jest niesamowita! Jezus porównuje ją do mocy zawartej w ziarnie.
Potrzeba tylko i aż otwartości z naszej strony - dobrej gleby, która przyjmie łaskę i zechce ją zachować, jak gleba ziarno przechowuje...
Otwartość i potem cierpliwość. Cierpliwość na czas umierania i ożywiania ziarna, na czas dojrzewania do żniw. A że nie bywa łatwo, to dobrze ujęte jest dziś w I czytaniu:
Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedyście to po oświeceniu wytrzymali wielką nawałę cierpień. [...] Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy. Hbr 10,32n
'Po oświeceniu wytrzymali nawałę cierpień' - oświecenie i cierpienie - jakby w parze. A zauważyć trzeba ciąg wydarzeń, najpierw oświecenie, najpierw łaska. A że cierpienia są, to one zawsze są, ale z łaską inaczej się je przeżywa! Czyli dana jest nam pomoc w ich przeżywaniu. Chwała Panu za wszystko! Ciągle jest nam dawana łaska po łasce.
Fot. Cudowny krucyfiks w katedrze wileńskiej. Dlatego krzyż, bo z niego zmartwychwstanie!
środa, 28 stycznia 2015
28 I, lekcja cierpliwości
Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo gleba nie była głęboka. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon... Mk 4,1-20
Hojny ten siewca... Hojny i dziś.
A ziemia żyzna cierpliwa. Ziarno w nią padło, umarło, wzeszło i dopiero wydało plon.
Cierpliwości, cierpliwości, cierpliwości, uczę się od Maryi.
Fot. U Tej, która jest Ziemią świętą, glebą żyzną, która wydała Owoc najlepszy...
Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony OWOC żywota Twego JEZUS... módl się za nami grzesznymi teraz i...
Ile tych schodów w życiu mamy?
One nie są bezsensu, one prowadzą do Sensu.
Te prowadzą do kaplicy Matki Miłosierdzia.
Hojny ten siewca... Hojny i dziś.
A ziemia żyzna cierpliwa. Ziarno w nią padło, umarło, wzeszło i dopiero wydało plon.
Cierpliwości, cierpliwości, cierpliwości, uczę się od Maryi.
Fot. U Tej, która jest Ziemią świętą, glebą żyzną, która wydała Owoc najlepszy...
Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony OWOC żywota Twego JEZUS... módl się za nami grzesznymi teraz i...
Ile tych schodów w życiu mamy?
One nie są bezsensu, one prowadzą do Sensu.
Te prowadzą do kaplicy Matki Miłosierdzia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













