Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat.
Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. (J 16,20-23a)
Niesamowite, że ten tekst Ewangelii przypadł właśnie na dziś.
Na homilii usłyszałam pytanie: kto był pierwszym twoim pocieszycielem? Kto pierwsze łzy otarł, kto uśmiechał się do ciebie?
Czy pamiętam? Nie pamiętam, ale wiem, że to Mama.
Są pewne bóle, są pewne smutki które są "zarezerwowane" dla pewnych osób. Jak w dzieciństwie ból brzucha czy odarte kolano. Wówczas dotyk Mamy łagodził ból bardziej niż rumianek czy tabletka.
Smutek duchowy też ma swego Pocieszyciela. Na Niego czekamy. To Duch Święty, który ma tę moc udzielania radości niezłomnej.
Fot. Moja Mama z moim bratem i ze mną :). Wszyscy się śmieją, a ja mam zamyślenia :).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cierpienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cierpienie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 maja 2017
wtorek, 5 lipca 2016
5 VII, wszystkie miasta
... Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza... (Mt 9,32-37)
Tak jakoś ostatnio dane mi jest doświadczenie różnych chorób ludzkich, grzechu, słabości, zranień pokoleniowych wręcz... To wszystko porusza moje serce, współczuję, rozmawiam, pomagam (o ile potrafię), czasem się dziwię, że aż tak Zły potrafi rozsiewać swoje nasienie... Gdzieś w bezradności rodzi się pytanie, gdzie jesteś Boże z mocą swą???
Wczorajsza Ewangelia (Mt 9,18-26) o dotyku Jezusa, który wskrzesza i dzisiejsze Jego chodzenie po miastach i wioskach, przypomina mi o Dobrym Pasterzu. Wiem i jestem wdzięczna Mu, że czasem pozwala mi spojrzeć na owczarnię szerzej, z Jego perspektywy, a nie tylko z mojej...
Panem żniwa jest PAN :), a ja wciąż wierzę w Jego dobroć, w Jego troskę, w Jego miłość.
Fot. Pośród ciemności zranień, cierpienia i błędów ludzkich jest Jego Obecność. On - jak Słońce - nawet, gdy nie widać JEST. Jest Dobrym Pasterzem.
Tak jakoś ostatnio dane mi jest doświadczenie różnych chorób ludzkich, grzechu, słabości, zranień pokoleniowych wręcz... To wszystko porusza moje serce, współczuję, rozmawiam, pomagam (o ile potrafię), czasem się dziwię, że aż tak Zły potrafi rozsiewać swoje nasienie... Gdzieś w bezradności rodzi się pytanie, gdzie jesteś Boże z mocą swą???
Wczorajsza Ewangelia (Mt 9,18-26) o dotyku Jezusa, który wskrzesza i dzisiejsze Jego chodzenie po miastach i wioskach, przypomina mi o Dobrym Pasterzu. Wiem i jestem wdzięczna Mu, że czasem pozwala mi spojrzeć na owczarnię szerzej, z Jego perspektywy, a nie tylko z mojej...
Panem żniwa jest PAN :), a ja wciąż wierzę w Jego dobroć, w Jego troskę, w Jego miłość.
Fot. Pośród ciemności zranień, cierpienia i błędów ludzkich jest Jego Obecność. On - jak Słońce - nawet, gdy nie widać JEST. Jest Dobrym Pasterzem.
wtorek, 17 maja 2016
17 V, i rozmowy wewnętrzne
... Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie”. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.
Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: „O czym to rozprawialiście w drodze?” Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy... (Mk 9,30-37)
O, jak bardzo uciekamy od cierpienia! Widać to na przykładzie apostołów; kiedy Jezus mówi im o rzeczach trudnych, oni rozmawiają ze sobą o władzy... Przyglądam się tej sytuacji, bo lepiej to widać u innych, niż u siebie.
Jestem dziś w trakcie takiego ćwiczenia: przez dzień słucham siebie - w rozmowach zewnętrznych i tych wewnętrznych(!) - kiedy zaś przyjdzie wieczór i pora rachunku sumienia, pozwolę Jezusowi na zadanie mi pytania: "O czym rozmawiałaś w drodze dzisiejszej codzienności?".
Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: „O czym to rozprawialiście w drodze?” Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy... (Mk 9,30-37)
O, jak bardzo uciekamy od cierpienia! Widać to na przykładzie apostołów; kiedy Jezus mówi im o rzeczach trudnych, oni rozmawiają ze sobą o władzy... Przyglądam się tej sytuacji, bo lepiej to widać u innych, niż u siebie.
Jestem dziś w trakcie takiego ćwiczenia: przez dzień słucham siebie - w rozmowach zewnętrznych i tych wewnętrznych(!) - kiedy zaś przyjdzie wieczór i pora rachunku sumienia, pozwolę Jezusowi na zadanie mi pytania: "O czym rozmawiałaś w drodze dzisiejszej codzienności?".
wtorek, 27 października 2015
27 X, schowana moc
Sądzę, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. (Rz 8, 18-25)
Bardzo lubię te zdania.
Najpierw o cierpieniu, które jest czasowe (mimo natężenia, ciemności i doskwierania). A po drugie perspektywa, że właśnie w tym doskwieraniu jest możliwe objawienie się dziecięctwa Bożego.
Tylko człowiek zakorzeniony w Bogu jest w stanie w cierpieniu zachować miłość.
I jeszcze jedno - chyba najważniejsze - to słowo chce spełnić się w nas. Od chrztu jest w nas ziarno wiary, nadziei i miłości. Jest jak zaczyn w mące. Bo Królestwo Boże podobne jest "do zaczynu, który wziąwszy kobieta schowała w mąki miary trzy" (Łk 13, 18-21). Inne tłumaczenie czasem wybudzi umysł :). Jest w nas "schowana" miłość Ojca. I świat oczekuje z upragnieniem objawienie się Jej. We mnie, w tobie...
Fot. "Msza się skończyła...msza się zaczyna (w codzienności)". Życzę sobie i dla każdego, byśmy wychodząc z kościoła byli w świecie dynamiczną pamiątką Pana. Bo moc miłości jest w nas wrzucona.
Bardzo lubię te zdania.
Najpierw o cierpieniu, które jest czasowe (mimo natężenia, ciemności i doskwierania). A po drugie perspektywa, że właśnie w tym doskwieraniu jest możliwe objawienie się dziecięctwa Bożego.
Tylko człowiek zakorzeniony w Bogu jest w stanie w cierpieniu zachować miłość.
I jeszcze jedno - chyba najważniejsze - to słowo chce spełnić się w nas. Od chrztu jest w nas ziarno wiary, nadziei i miłości. Jest jak zaczyn w mące. Bo Królestwo Boże podobne jest "do zaczynu, który wziąwszy kobieta schowała w mąki miary trzy" (Łk 13, 18-21). Inne tłumaczenie czasem wybudzi umysł :). Jest w nas "schowana" miłość Ojca. I świat oczekuje z upragnieniem objawienie się Jej. We mnie, w tobie...
Fot. "Msza się skończyła...msza się zaczyna (w codzienności)". Życzę sobie i dla każdego, byśmy wychodząc z kościoła byli w świecie dynamiczną pamiątką Pana. Bo moc miłości jest w nas wrzucona.
sobota, 26 września 2015
26 IX, zrozumieć Baranka
Gdy wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich czynów Jezusa, On powiedział do swoich uczniów: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te właśnie słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi”.
Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie. (Łk 9,43b-45)
Nie rozumieli... a bali się Go pytać.
Bali się pytać o cierpienie Syna Człowieka!
Dlatego też wciąż dalej do dziś nie rozumiemy też cierpień ludzkich. Dziś o nie pytamy, dziś wołamy i wyrażamy pretensje o cierpienia konkretnych ludzi... Dziś już pytamy o cierpienia ludzi a wciąż nie rozumiemy cierpienia Tego Jedynego Człowieka i o nie wiąż nie pytamy...
Jeśli nie pojmiemy wydania Syna Człowieka w ręce ludzi, jeśli nie przyjmiemy Baranka, który ust swoich nie otworzył w cierpieniu za nas, będziemy błądzić po bezdrożach życia.
W naszym nierozumieniu bądźmy na tyle mądrzy, by jak pieczęć na pamięci, powtarzać dzisiejszy psalm responsoryjny z Jr 31:
Pan nas obroni, jak pasterz swe owce.
Dziś sobota, trwajmy z Maryją, jak w wielką sobotę, trwajmy, pozwólmy by przenikała Tajemnica nasze serce i umysł, przyjdzie poranek niedzieli zmartwychwstania.
Fot. z internetu, malarz William-Adolphe Bouguereau.
Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie. (Łk 9,43b-45)
Nie rozumieli... a bali się Go pytać.
Bali się pytać o cierpienie Syna Człowieka!
Dlatego też wciąż dalej do dziś nie rozumiemy też cierpień ludzkich. Dziś o nie pytamy, dziś wołamy i wyrażamy pretensje o cierpienia konkretnych ludzi... Dziś już pytamy o cierpienia ludzi a wciąż nie rozumiemy cierpienia Tego Jedynego Człowieka i o nie wiąż nie pytamy...
Jeśli nie pojmiemy wydania Syna Człowieka w ręce ludzi, jeśli nie przyjmiemy Baranka, który ust swoich nie otworzył w cierpieniu za nas, będziemy błądzić po bezdrożach życia.
W naszym nierozumieniu bądźmy na tyle mądrzy, by jak pieczęć na pamięci, powtarzać dzisiejszy psalm responsoryjny z Jr 31:
Pan nas obroni, jak pasterz swe owce.
Dziś sobota, trwajmy z Maryją, jak w wielką sobotę, trwajmy, pozwólmy by przenikała Tajemnica nasze serce i umysł, przyjdzie poranek niedzieli zmartwychwstania.
Fot. z internetu, malarz William-Adolphe Bouguereau.
piątek, 25 września 2015
25 IX, wierzę
... „A wy za kogo Mnie uważacie?”
Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego”.
Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili.
I dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”. (Łk 9,18-22)
No właśnie, pytanie zasadnicze: kim dla mnie jest Jezus? Kim dla mnie jest Bóg z którym przez Jezusa i w Jezusie się spotykam, którym się karmię w Eucharystii?
Mesjaszem? Tym posłanym, namaszczonym, który mnie i ciebie przez swoją mękę zbawia? Tak wierzę?
Wierzę!
Skoro tak wierzę, to słowa św. Teresy z Avila są świetnym komentarzem i zaproszeniem serca do wytrwałości (zwłaszcza w chwilach cierpienia... takich spod krzyża):
Lękom i troskom
przystępu nie daj
Wszystko przemija
Bóg się nie zmienia
Przy wytrwałości
zaznasz spełnienia
Kto posiadł Boga
na nic nie patrzy
Bóg sam wystarczy
(św. Teresa od Jezusa)
Fot. rękopis św. Teresy z tym tekstem.
Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego”.
Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili.
I dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”. (Łk 9,18-22)
No właśnie, pytanie zasadnicze: kim dla mnie jest Jezus? Kim dla mnie jest Bóg z którym przez Jezusa i w Jezusie się spotykam, którym się karmię w Eucharystii?
Mesjaszem? Tym posłanym, namaszczonym, który mnie i ciebie przez swoją mękę zbawia? Tak wierzę?
Wierzę!
Skoro tak wierzę, to słowa św. Teresy z Avila są świetnym komentarzem i zaproszeniem serca do wytrwałości (zwłaszcza w chwilach cierpienia... takich spod krzyża):
Lękom i troskom
przystępu nie daj
Wszystko przemija
Bóg się nie zmienia
Przy wytrwałości
zaznasz spełnienia
Kto posiadł Boga
na nic nie patrzy
Bóg sam wystarczy
(św. Teresa od Jezusa)
Fot. rękopis św. Teresy z tym tekstem.
niedziela, 13 września 2015
13 IX, schody zgody
... „A wy za kogo Mnie uważacie?”
Odpowiedział Mu Piotr: „Ty jesteś Mesjaszem”. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili.
I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa.
Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać... (Mk 8,27-35)
"Będzie odrzucony", nie zaakceptowany, zdyskwalifikowany...
I tak się stało. Znak krzyża jest tego dowodem.
Każdy z nas w swym życiu też doświadcza odrzucenia. Im bardziej przez bliskich, tym bardziej boli.
Każdy z nas czuje na swych barkach ciężar swego krzyża. Każdy go ma. Przyjęcie krzyża i zgoda na umieranie prowadzi do tego ewangelicznego paradoksu: umrzeć aby żyć.
Po ludzku nie do pojęcia, po ludzku uciekamy od tego, ale właśnie jeden jedyny Człowiek Jezus Chrystus wszedł w tę rzeczywistość i przetarł szlak.
Choć bliżej mi do tego, by z Piotrem wyznawać wiarę, choć łatwiej jest uwielbiać we wspólnocie i klaskać z charyzmatykami, i być w siódmym niebie..., to jednak perspektywa cierpienia sprowadza do parteru ziemi i do doświadczenia wrażliwości ludzkiej, i ludzkiego myślenia. I tu zaczynają się schody mojej zgody... Zgody na to, co boskie.
No więc, kolejny krok! Nie łatwo ale warto! Za Tym, który przetarł szlak, za Barankiem! To jest droga miłości, która w zmartwychwstaniu pokazała, co może... A dziś "woskriesienje" (niedziela) - dzień zmartwychwstania.
Fot. w kaplicy klasztornej. Takie ujęcie pod kątem.
Odpowiedział Mu Piotr: „Ty jesteś Mesjaszem”. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili.
I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa.
Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać... (Mk 8,27-35)
"Będzie odrzucony", nie zaakceptowany, zdyskwalifikowany...
I tak się stało. Znak krzyża jest tego dowodem.
Każdy z nas w swym życiu też doświadcza odrzucenia. Im bardziej przez bliskich, tym bardziej boli.
Każdy z nas czuje na swych barkach ciężar swego krzyża. Każdy go ma. Przyjęcie krzyża i zgoda na umieranie prowadzi do tego ewangelicznego paradoksu: umrzeć aby żyć.
Po ludzku nie do pojęcia, po ludzku uciekamy od tego, ale właśnie jeden jedyny Człowiek Jezus Chrystus wszedł w tę rzeczywistość i przetarł szlak.
Choć bliżej mi do tego, by z Piotrem wyznawać wiarę, choć łatwiej jest uwielbiać we wspólnocie i klaskać z charyzmatykami, i być w siódmym niebie..., to jednak perspektywa cierpienia sprowadza do parteru ziemi i do doświadczenia wrażliwości ludzkiej, i ludzkiego myślenia. I tu zaczynają się schody mojej zgody... Zgody na to, co boskie.
No więc, kolejny krok! Nie łatwo ale warto! Za Tym, który przetarł szlak, za Barankiem! To jest droga miłości, która w zmartwychwstaniu pokazała, co może... A dziś "woskriesienje" (niedziela) - dzień zmartwychwstania.
Fot. w kaplicy klasztornej. Takie ujęcie pod kątem.
piątek, 30 stycznia 2015
30 I, łaska po łasce
Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Mk 4,26-34
Moc przyjętej łaski jest niesamowita! Jezus porównuje ją do mocy zawartej w ziarnie.
Potrzeba tylko i aż otwartości z naszej strony - dobrej gleby, która przyjmie łaskę i zechce ją zachować, jak gleba ziarno przechowuje...
Otwartość i potem cierpliwość. Cierpliwość na czas umierania i ożywiania ziarna, na czas dojrzewania do żniw. A że nie bywa łatwo, to dobrze ujęte jest dziś w I czytaniu:
Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedyście to po oświeceniu wytrzymali wielką nawałę cierpień. [...] Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy. Hbr 10,32n
'Po oświeceniu wytrzymali nawałę cierpień' - oświecenie i cierpienie - jakby w parze. A zauważyć trzeba ciąg wydarzeń, najpierw oświecenie, najpierw łaska. A że cierpienia są, to one zawsze są, ale z łaską inaczej się je przeżywa! Czyli dana jest nam pomoc w ich przeżywaniu. Chwała Panu za wszystko! Ciągle jest nam dawana łaska po łasce.
Fot. Cudowny krucyfiks w katedrze wileńskiej. Dlatego krzyż, bo z niego zmartwychwstanie!
Moc przyjętej łaski jest niesamowita! Jezus porównuje ją do mocy zawartej w ziarnie.
Potrzeba tylko i aż otwartości z naszej strony - dobrej gleby, która przyjmie łaskę i zechce ją zachować, jak gleba ziarno przechowuje...
Otwartość i potem cierpliwość. Cierpliwość na czas umierania i ożywiania ziarna, na czas dojrzewania do żniw. A że nie bywa łatwo, to dobrze ujęte jest dziś w I czytaniu:
Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedyście to po oświeceniu wytrzymali wielką nawałę cierpień. [...] Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy. Hbr 10,32n
'Po oświeceniu wytrzymali nawałę cierpień' - oświecenie i cierpienie - jakby w parze. A zauważyć trzeba ciąg wydarzeń, najpierw oświecenie, najpierw łaska. A że cierpienia są, to one zawsze są, ale z łaską inaczej się je przeżywa! Czyli dana jest nam pomoc w ich przeżywaniu. Chwała Panu za wszystko! Ciągle jest nam dawana łaska po łasce.
Fot. Cudowny krucyfiks w katedrze wileńskiej. Dlatego krzyż, bo z niego zmartwychwstanie!
poniedziałek, 26 stycznia 2015
26 I, więzi
Dziękuję Bogu, któremu służę jak moi przodkowie z czystym sumieniem, gdy zachowuję nieprzerwaną pamięć o tobie w moich modlitwach. W nocy i we dnie pragnę cię zobaczyć, pomny na twoje łzy, by napełniła mnie radość na wspomnienie wiary bez obłudy, jaka jest w tobie; ona to zamieszkała pierwej w twej babce Lois i w twej matce Eunice, a pewien jestem, że mieszka i w tobie. Tym 1,1-8
Św.Paweł pisze do Tymoteusza. Miłuje go bardzo, tęskni za nim i raduje się jego wiarą. Dalej przypomni mu o charyzmacie i zachęci go do świadectwa i trudu, pomimo przeciwności czy wręcz właśnie w nich.
Ludzkie więzi w naszej duchowej drodze są ważne, bardzo ważne. Relacje rodzinne, przyjacielskie, siostrzane, formacyjne, braterskie, itp... są ważne najpierw w tym ludzkim wymiarze. Cieszę się, że Bóg dał mi osoby, o których mogę mówić tak, jak św. Paweł o Tymoteuszu i które mogą też o mnie tak powiedzieć...
Wczoraj miałam bardzo intensywny dzień, wiele spotkań. Jednak to jedno w szpitalu, poruszyło mnie najbardziej. Nie wszystko da się powiedzieć słowami... A czasem dla kogoś jest po prostu za duży wysiłek, by wypowiedzieć słowo, ale postawa wiary i mądrości, która umie wykorzystać cierpienie, mówi bardzo przekonywująco, bo mówi życiem...
Fot. z internetu. Anioł pocieszy i da wzmocnienie. Takimi aniołami jesteśmy też wobec siebie wzajemnie.
Św.Paweł pisze do Tymoteusza. Miłuje go bardzo, tęskni za nim i raduje się jego wiarą. Dalej przypomni mu o charyzmacie i zachęci go do świadectwa i trudu, pomimo przeciwności czy wręcz właśnie w nich.
Ludzkie więzi w naszej duchowej drodze są ważne, bardzo ważne. Relacje rodzinne, przyjacielskie, siostrzane, formacyjne, braterskie, itp... są ważne najpierw w tym ludzkim wymiarze. Cieszę się, że Bóg dał mi osoby, o których mogę mówić tak, jak św. Paweł o Tymoteuszu i które mogą też o mnie tak powiedzieć...
Wczoraj miałam bardzo intensywny dzień, wiele spotkań. Jednak to jedno w szpitalu, poruszyło mnie najbardziej. Nie wszystko da się powiedzieć słowami... A czasem dla kogoś jest po prostu za duży wysiłek, by wypowiedzieć słowo, ale postawa wiary i mądrości, która umie wykorzystać cierpienie, mówi bardzo przekonywująco, bo mówi życiem...
Fot. z internetu. Anioł pocieszy i da wzmocnienie. Takimi aniołami jesteśmy też wobec siebie wzajemnie.
niedziela, 25 stycznia 2015
25 I, moje jezioro Galilejskie
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Mk 1,14-20
Fot. obok Jeziora Galilejskiego :) (2013r)
Z łaski Bożej dane mi było tam być. Ale rzeczywiste moje "jezioro galilejskie" jest w Wilnie, w którym też właśnie obecnie z łaski Bożej przez kilka dni jestem :). Tu było miejsce powołania. Tu praca, którą porzuciłam, ludzie, których zostawiłam...
Odwiedziny własnej Galilei są dobre: ożywa świeżość powołania, doświadcza się miłości, która pozwoliła kiedyś dojrzeć do decyzji wyboru, tęsknota za ludźmi kochanymi poszerza serce, dzisiejsze radości i cierpienia tych, z którymi się bawiło niegdyś, dają konkretny znak, że jesteśmy wciąż w drodze... osobno i razem..., a przede wszystkim razem z Nim w drodze do Ojca.
Fot. obok Jeziora Galilejskiego :) (2013r)
Z łaski Bożej dane mi było tam być. Ale rzeczywiste moje "jezioro galilejskie" jest w Wilnie, w którym też właśnie obecnie z łaski Bożej przez kilka dni jestem :). Tu było miejsce powołania. Tu praca, którą porzuciłam, ludzie, których zostawiłam...
Odwiedziny własnej Galilei są dobre: ożywa świeżość powołania, doświadcza się miłości, która pozwoliła kiedyś dojrzeć do decyzji wyboru, tęsknota za ludźmi kochanymi poszerza serce, dzisiejsze radości i cierpienia tych, z którymi się bawiło niegdyś, dają konkretny znak, że jesteśmy wciąż w drodze... osobno i razem..., a przede wszystkim razem z Nim w drodze do Ojca.
piątek, 26 grudnia 2014
26 XII, podobieństwo
"Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was." Mt 10,17-22
Jezus mówi do swoich. Gdy zapowiada prześladowanie, to jest ono bardzo podobne do tego, które On sam wycierpiał.
Ale jeśli myślę dziś o podobieństwie, to myślę, że chodzi bardziej o podobieństwo osób niż form prześladowań. Jezus chce mnie upodobnić do Siebie, bo On do mnie już się upodobnił, stając się człowiekiem... Teraz moja kolej: być dzieckiem Ojca tak, żeby Duch Ojca mógł swobodnie mówić przeze mnie.
Patron dnia dzisiejszego św. Szczepan upodobnił się do Jezusa. Bardzo mnie przejmuje opis jego męki, zwłaszcza słowa: "nie poczytaj im tego grzechu" (Dz 7,54-60).
Miłość nieprzyjaciół - sami z siebie nie damy rady. Ale nikt nie mówi, że sami z siebie mamy dać rady...
Fot. z internetu. Baranki...
***
Znalazłam przypadkiem wiersz Stanisława Przepierskiego OP, Czesząca Baranka:
Patrząc na Niego,
nie mogła nadziwić się Bogu
i sobie,
Dobru
jakie przypadło Jej
i innym w udziale.
Brała wtedy grzebień
i z mistyczną wręcz delikatnością,
rozczesywała Jego krucze włosy.
W Jego oczach dostrzegała
nagle większą radość
i pokój.
Z Jego twarzyczki emanowała
Wdzięczność.
Czy widziała wtedy
po koronie
Ślady?
Wtedy, w świątyni, Symeon
powiedział
coś dziwnego.
Zawsze, gdy o tym myślała
Niepokój
przepełniał Jej serce.
Opuszczała wtedy na chwilę
Oczy,
by On
nie dostrzegł źrenicy lęku.
Kiedy ponownie
odważała się spojrzeć,
Dostrzegała
ten Jego
Uśmiech
Wschodzącego Słońca.
Jej serce znowu biło Pokojem.
To
Miriam
czesząca
Baranka.
Jezus mówi do swoich. Gdy zapowiada prześladowanie, to jest ono bardzo podobne do tego, które On sam wycierpiał.
Ale jeśli myślę dziś o podobieństwie, to myślę, że chodzi bardziej o podobieństwo osób niż form prześladowań. Jezus chce mnie upodobnić do Siebie, bo On do mnie już się upodobnił, stając się człowiekiem... Teraz moja kolej: być dzieckiem Ojca tak, żeby Duch Ojca mógł swobodnie mówić przeze mnie.
Patron dnia dzisiejszego św. Szczepan upodobnił się do Jezusa. Bardzo mnie przejmuje opis jego męki, zwłaszcza słowa: "nie poczytaj im tego grzechu" (Dz 7,54-60).
Miłość nieprzyjaciół - sami z siebie nie damy rady. Ale nikt nie mówi, że sami z siebie mamy dać rady...
Fot. z internetu. Baranki...
***
Znalazłam przypadkiem wiersz Stanisława Przepierskiego OP, Czesząca Baranka:
Patrząc na Niego,
nie mogła nadziwić się Bogu
i sobie,
Dobru
jakie przypadło Jej
i innym w udziale.
Brała wtedy grzebień
i z mistyczną wręcz delikatnością,
rozczesywała Jego krucze włosy.
W Jego oczach dostrzegała
nagle większą radość
i pokój.
Z Jego twarzyczki emanowała
Wdzięczność.
Czy widziała wtedy
po koronie
Ślady?
Wtedy, w świątyni, Symeon
powiedział
coś dziwnego.
Zawsze, gdy o tym myślała
Niepokój
przepełniał Jej serce.
Opuszczała wtedy na chwilę
Oczy,
by On
nie dostrzegł źrenicy lęku.
Kiedy ponownie
odważała się spojrzeć,
Dostrzegała
ten Jego
Uśmiech
Wschodzącego Słońca.
Jej serce znowu biło Pokojem.
To
Miriam
czesząca
Baranka.
sobota, 8 listopada 2014
8 XI, w Nim mogę wiele
Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Flp 4,10-19
To słowa św. Pawła. Nie moje. Ja jeszcze tak nie umiem. Mogę tylko powiedzieć i prawdą jest, że ja tak bym chciała. Chciałbym umieć cierpieć biedę i umieć obfitować. Chciałabym do wszystkich warunków (zewnętrznych i wewnętrznych tym bardziej) być zaprawioną. O to się modlę a życie samo mnie w tym ćwiczy... Żebym też na wagary nie uciekła od tych ćwiczeń...
Dziś ze św. Pawłem przekonana jestem, że w Tym, który mnie umacnia mogę wiele, wszystko. Tylko w Nim, z Nim i przez Niego. Dlatego codzienna Eucharystia.
To słowa św. Pawła. Nie moje. Ja jeszcze tak nie umiem. Mogę tylko powiedzieć i prawdą jest, że ja tak bym chciała. Chciałbym umieć cierpieć biedę i umieć obfitować. Chciałabym do wszystkich warunków (zewnętrznych i wewnętrznych tym bardziej) być zaprawioną. O to się modlę a życie samo mnie w tym ćwiczy... Żebym też na wagary nie uciekła od tych ćwiczeń...
Dziś ze św. Pawłem przekonana jestem, że w Tym, który mnie umacnia mogę wiele, wszystko. Tylko w Nim, z Nim i przez Niego. Dlatego codzienna Eucharystia.
środa, 1 października 2014
1 X, nie takie to proste...
Nie widzę Go, chociaż przechodzi: mija, a dostrzec nie mogę. Kto Mu zabroni, choć zniszczy? Kto zdoła powiedzieć: «Co robisz?» Jakże ja zdołam z Nim mówić? Dobiorę wyrazów właściwych? Choć słuszność mam, nie odpowiadam i tylko błagam o litość. Proszę Go, by się odezwał, a nie mam pewności, że słucha”. Job 9,1-16
Hiob to mówi jeszcze przed Chrystusem.
Te słowa (już po Chrystusie) i dziś nie są obce niejednemu człowiekowi.
Tajemnica cierpienia niezawinionego jest trudną rzeczywistością, nie każdy je zniesie tak jak Hiob, czy tym bardziej tak jak Jezus... Nie takie to proste...
Tym bardziej więc zostaje tylko błagać o litość: "Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i świata całego"...
Św. Teresa (Tereska :) - małą drogą zaufania i oddania - przeszła przez swoje cierpienie. Dobrze jest mieć przyjaciół w niebie - dopingują!
Fot. Zrobiłam to zdjęcie na Górze Krzyży pod Szawlami na Litwie.
Hiob to mówi jeszcze przed Chrystusem.
Te słowa (już po Chrystusie) i dziś nie są obce niejednemu człowiekowi.
Tajemnica cierpienia niezawinionego jest trudną rzeczywistością, nie każdy je zniesie tak jak Hiob, czy tym bardziej tak jak Jezus... Nie takie to proste...
Tym bardziej więc zostaje tylko błagać o litość: "Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i świata całego"...
Św. Teresa (Tereska :) - małą drogą zaufania i oddania - przeszła przez swoje cierpienie. Dobrze jest mieć przyjaciół w niebie - dopingują!
Fot. Zrobiłam to zdjęcie na Górze Krzyży pod Szawlami na Litwie.
niedziela, 31 sierpnia 2014
31 VIII, idźmy za Nim, nie przed Nim
Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.
A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”.
Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”... Mt 16,21–27
Chciałabym powiedzieć do Piotra: "Piotrze, faux pas popełniasz ucząc Jezusa i robiąc Mu wyrzuty"...
A przecież to moja postawa, ja tak czynię, kiedy nie przyjmuję w swoim życiu cierpienia i chcę bez paschy doświadczać radości trwałej.
Nie ja będę zbawicielem (jak i nie Piotr był zbawicielem Jezusa, tylko Jezus Piotra)! Nie mi reżyserować drogę swoją czy brata. Nie mi! I nie tobie! Pójdźmy za Jezusem, On pierwszy idzie i prowadzi, my za Nim, nigdy przed Nim.
Bo inaczej będziemy zawadą (przeszkodą) dla Jezusa idącego ku braciom i dla braci, którzy potkną się o nas.
To dzisiejsze Słowo uczy mnie też cierpliwości, uczy słuchania do końca. Bym nie zatrzymała się na cierpieniu..., bym usłyszała, że ta droga prowadzi do zmartwychwstania, więc do życia!
To jest dobra nowina! Cierpienia się nie uniknie, ale przyjęte prowadzi przez paschę ku życiu.
A lęk? Jest. I dobrze. Skłania mnie do modlitwy o wytrwałość w cierpieniu, w trudzie. I paradoksalnie, właśnie pobudza do decyzji "abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej" ( Rz 12,1).
Czytałam sobie wczoraj o lęku:
Lęk powinien spełniać w naszym życiu rolę pozytywną. Powinien nas zmuszać do tego, byśmy dopuścili do głosu to, co w nas tkwi, byśmy naprawdę i możliwie najlepiej wykorzystali własny potencjał.
Początkowo lęk jest - albo też wydaje się - przeszkodą, która utrudnia działanie, utrudnia podjęcie ryzyka, co trwa do chwili, gdy zdecydujemy się wreszcie przeciwstawić owej przeszkodzie, przekonując się, że jesteśmy silniejsi niż ona, że mamy więcej siły, niż przypuszczaliśmy. Inną odmianą lęku jest wrażenie ucisku w piersiach albo ściskania w gardle, co wiele osób często odczuwa. Jeśli przetrzymamy taki konkretny napad lęku, poczujemy, że nasze życie znowu nabiera rozpędu i intensywności, i to na różnych płaszczyznach.
Przede wszystkim jednak sprawimy, że nasze ,ja", pokonując lęk, będzie mogło coraz pełniej się realizować, a nasze życie zyska nową jakość i indywidualność. Jest to lęk, o którym Verena Kast mówi, że "zmusza on ludzi do tego, by żyli własnym życiem". Więcej tu...
Bardzo mi się podoba to określenie - "zmusza ludzi, by żyli własnym życiem", czyli, by pozwolili się Bogu wypełnić do końca, jak ta stągiew z 26 VIII...
Dzisiejsze Słowo stawia mi pytanie o moją wiarę w zmartwychwstanie.
Fot. z pielgrzymki: jeśli nie dałabym się poprowadzić... nie przeżyłabym wielu chwil trudnych i wielu radosnych... i nie stanęłabym przed Maryją na Jasnej Górze.
To taka mała zachęta do wielkiego zaufania.
Chciałabym powiedzieć do Piotra: "Piotrze, faux pas popełniasz ucząc Jezusa i robiąc Mu wyrzuty"...
A przecież to moja postawa, ja tak czynię, kiedy nie przyjmuję w swoim życiu cierpienia i chcę bez paschy doświadczać radości trwałej.
Nie ja będę zbawicielem (jak i nie Piotr był zbawicielem Jezusa, tylko Jezus Piotra)! Nie mi reżyserować drogę swoją czy brata. Nie mi! I nie tobie! Pójdźmy za Jezusem, On pierwszy idzie i prowadzi, my za Nim, nigdy przed Nim.
Bo inaczej będziemy zawadą (przeszkodą) dla Jezusa idącego ku braciom i dla braci, którzy potkną się o nas.
To dzisiejsze Słowo uczy mnie też cierpliwości, uczy słuchania do końca. Bym nie zatrzymała się na cierpieniu..., bym usłyszała, że ta droga prowadzi do zmartwychwstania, więc do życia!
To jest dobra nowina! Cierpienia się nie uniknie, ale przyjęte prowadzi przez paschę ku życiu.
A lęk? Jest. I dobrze. Skłania mnie do modlitwy o wytrwałość w cierpieniu, w trudzie. I paradoksalnie, właśnie pobudza do decyzji "abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej" ( Rz 12,1).
Czytałam sobie wczoraj o lęku:
Lęk powinien spełniać w naszym życiu rolę pozytywną. Powinien nas zmuszać do tego, byśmy dopuścili do głosu to, co w nas tkwi, byśmy naprawdę i możliwie najlepiej wykorzystali własny potencjał.
Początkowo lęk jest - albo też wydaje się - przeszkodą, która utrudnia działanie, utrudnia podjęcie ryzyka, co trwa do chwili, gdy zdecydujemy się wreszcie przeciwstawić owej przeszkodzie, przekonując się, że jesteśmy silniejsi niż ona, że mamy więcej siły, niż przypuszczaliśmy. Inną odmianą lęku jest wrażenie ucisku w piersiach albo ściskania w gardle, co wiele osób często odczuwa. Jeśli przetrzymamy taki konkretny napad lęku, poczujemy, że nasze życie znowu nabiera rozpędu i intensywności, i to na różnych płaszczyznach.
Przede wszystkim jednak sprawimy, że nasze ,ja", pokonując lęk, będzie mogło coraz pełniej się realizować, a nasze życie zyska nową jakość i indywidualność. Jest to lęk, o którym Verena Kast mówi, że "zmusza on ludzi do tego, by żyli własnym życiem". Więcej tu...
Bardzo mi się podoba to określenie - "zmusza ludzi, by żyli własnym życiem", czyli, by pozwolili się Bogu wypełnić do końca, jak ta stągiew z 26 VIII...
Dzisiejsze Słowo stawia mi pytanie o moją wiarę w zmartwychwstanie.
Fot. z pielgrzymki: jeśli nie dałabym się poprowadzić... nie przeżyłabym wielu chwil trudnych i wielu radosnych... i nie stanęłabym przed Maryją na Jasnej Górze.
To taka mała zachęta do wielkiego zaufania.
piątek, 30 maja 2014
30 V, każdy ma swoją godzinę
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość.
Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat.
Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać”. J 16,20-23
Jak bardzo potrzebne są mi te słowa...
Fot. W Centrum Jana Pawła w Krakowie - mozaika Rupnika.
Jak bardzo potrzebne są mi te słowa...
Fot. W Centrum Jana Pawła w Krakowie - mozaika Rupnika.
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
28 IV, nie zostać samemu
«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity...». J 12,24-26
Jezus wypowiada te słowa u św. Jana w momencie, kiedy Grecy zgłaszają Filipowi, że chcą zobaczyć Jezusa. Obecnie, myślę, że jest wielu, którzy chcieliby zobaczyć Jezusa. Uważają, że od tego widzenia zależy ich wiara. I jest w tym racja, bo świadectwo rodzi wiarę.
Ty i ja - ochrzczeni - jesteśmy drugim Chrystusem.
Jezus chce przez nas pokazywać się światu. Dlatego jak mówi dziś II czytanie: "wam bowiem z łaski dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć..."(Flp 1,20-30)
W cierpieniu - niestety, właśnie w cierpieniu jest to naprawdę wiarygodne - dotykają bliźni naszego serca, ujawniają się nasze motywy i nasza miłość lub jej brak. A jeśli miłość jest (wierzę, że jest, choćby malutka), to ona rodzić będzie...
Jezus wypowiada te słowa u św. Jana w momencie, kiedy Grecy zgłaszają Filipowi, że chcą zobaczyć Jezusa. Obecnie, myślę, że jest wielu, którzy chcieliby zobaczyć Jezusa. Uważają, że od tego widzenia zależy ich wiara. I jest w tym racja, bo świadectwo rodzi wiarę.
Ty i ja - ochrzczeni - jesteśmy drugim Chrystusem.
Jezus chce przez nas pokazywać się światu. Dlatego jak mówi dziś II czytanie: "wam bowiem z łaski dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć..."(Flp 1,20-30)
W cierpieniu - niestety, właśnie w cierpieniu jest to naprawdę wiarygodne - dotykają bliźni naszego serca, ujawniają się nasze motywy i nasza miłość lub jej brak. A jeśli miłość jest (wierzę, że jest, choćby malutka), to ona rodzić będzie...
środa, 23 kwietnia 2014
23 IV, wyjaśniał
...Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. [...]
Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego... Łk 24,13-35
To Jezusowe stwierdzenie przyjmuję do siebie.
Jestem bardzo nierozumna i nieskore jest moje serce do ufności. Choć jest we mnie miłość i zapał, to jednak gdy przychodzi krzyż i cierpienie tracę z oczu chwałę Bożą. I z mej Jerozolimy nie raz uciekam...
A jednak Jezus przybliża się wówczas i idzie ze mną. I cierpliwie wyjaśnia, że tak musiało się stać, że Ojciec przewidział, że to jest droga Mesjasza do chwały i moja z Nim.
O dar ufności modlę się w tym tygodniu i Ciebie zapraszam: módl się ze mną.
Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego... Łk 24,13-35
To Jezusowe stwierdzenie przyjmuję do siebie.
Jestem bardzo nierozumna i nieskore jest moje serce do ufności. Choć jest we mnie miłość i zapał, to jednak gdy przychodzi krzyż i cierpienie tracę z oczu chwałę Bożą. I z mej Jerozolimy nie raz uciekam...
A jednak Jezus przybliża się wówczas i idzie ze mną. I cierpliwie wyjaśnia, że tak musiało się stać, że Ojciec przewidział, że to jest droga Mesjasza do chwały i moja z Nim.
O dar ufności modlę się w tym tygodniu i Ciebie zapraszam: módl się ze mną.
wtorek, 29 października 2013
29 X, rodzenie boli
Sądzę, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych... Rz 8, 18-25
Każde rodzenie boli. Duchowe też niemało...
Nie można jednak tego cierpienia - użyję świadomie tego słowa - faworyzować.
Łaska wpuszczona musi dotknąć i przemienić jak zaczyn mąkę (por. Łk 13,18-21) - Bogu dzięki, że doświadczamy tego.
***
Z homilii papieża Franciszka, za KAI:
Św. Paweł wskazał również na inną ikonę nadziei - obraz porodu. "Oczekujemy, a to jest postawa porodu. Nadzieja jest dynamiczna, jest dawaniem życia. Ale pierwszych owoców Ducha nie widać. A jednak wiemy, że Duch działa w nas, jakby był ziarnkiem gorczycy, w swym wnętrzu jest pełen życia, siły, które się rozwija, aż staje się drzewem. Duch działa jak zaczyn. Duch działa niewidzialnie, ale jest. To łaska, o którą trzeba prosić" - wyjaśniał Ojciec Święty.
"Czym innym jest życie w nadziei, bo w nadziei jesteśmy zbawieni, a czym innym jest życie jako dobrzy chrześcijanie i nic więcej. Życie w oczekiwaniu na objawienie lub dobre życie, według przykazań, zakotwiczeni w brzegu dalekim, czy też zaparkowani na sztucznej lagunie. Myślę o Maryi, młodej dziewczynie, która kiedy usłyszawszy, że została mamą, zmieniła swoją postawę, poszła, by pomagać i wyśpiewywała kantyk Magnificat. Kiedy kobieta pocznie w swoim łonie, jest nie tylko kobietą, ale także matką. Nadzieja ma w sobie coś z tego. Zmienia naszą postawę: jesteśmy sobą, ale także i czymś więcej, patrząc dalej, zakotwiczeni w życiu wiecznym".
Każde rodzenie boli. Duchowe też niemało...
Nie można jednak tego cierpienia - użyję świadomie tego słowa - faworyzować.
Łaska wpuszczona musi dotknąć i przemienić jak zaczyn mąkę (por. Łk 13,18-21) - Bogu dzięki, że doświadczamy tego.
***
Z homilii papieża Franciszka, za KAI:
Św. Paweł wskazał również na inną ikonę nadziei - obraz porodu. "Oczekujemy, a to jest postawa porodu. Nadzieja jest dynamiczna, jest dawaniem życia. Ale pierwszych owoców Ducha nie widać. A jednak wiemy, że Duch działa w nas, jakby był ziarnkiem gorczycy, w swym wnętrzu jest pełen życia, siły, które się rozwija, aż staje się drzewem. Duch działa jak zaczyn. Duch działa niewidzialnie, ale jest. To łaska, o którą trzeba prosić" - wyjaśniał Ojciec Święty.
"Czym innym jest życie w nadziei, bo w nadziei jesteśmy zbawieni, a czym innym jest życie jako dobrzy chrześcijanie i nic więcej. Życie w oczekiwaniu na objawienie lub dobre życie, według przykazań, zakotwiczeni w brzegu dalekim, czy też zaparkowani na sztucznej lagunie. Myślę o Maryi, młodej dziewczynie, która kiedy usłyszawszy, że została mamą, zmieniła swoją postawę, poszła, by pomagać i wyśpiewywała kantyk Magnificat. Kiedy kobieta pocznie w swoim łonie, jest nie tylko kobietą, ale także matką. Nadzieja ma w sobie coś z tego. Zmienia naszą postawę: jesteśmy sobą, ale także i czymś więcej, patrząc dalej, zakotwiczeni w życiu wiecznym".
wtorek, 17 września 2013
17 IX, miłowanie większe niż cierpienie
Wczoraj nawiedził mnie niespodziewanie bliski człowiek. Opowiedziałam mu pewną treść, która została we mnie po rekolekcjach o. Antonello w katedrze (różne rzeczy na tych rekolekcjach były kontrowersyjne i nie chcę tego oceniać, ale ta treść przyniosła mi światło).
Dziś chcę ją zapisać, i dla siebie i dla Ciebie.
Zatytułuję tak: cierpienie może zaowocować miłością.
Dwa obrazy:
1) Ogród Getsemani i modlitwa Jezusa: "Ojcze, oddal ode mnie ten kielich..."
Jezus doświadcza trwogi i cierpienia, Jego ludzka wola zmaga się, Jego ciało nie chce tego, poci się krwawym potem.
- tak bliskie nam jest owo "oddal to ode mnie", ile razy wołamy "zabierz", "niech mnie to ominie", itd. itp.
- jednak Jezus kończy swoje wołanie do Ojca: "... ALE nie moja wola lecz Twoja niech się stanie", to ALE jest tu bardzo istotne.
- możemy i my próbować tak się modlić, wyrażając cały swój ból i swoją prośbę do końca, JEDNAK dodając na końcu "ALE nie moja wola lecz Twoja".
2) Miłość największa
Na krzyżu Jezus z rozpostartymi ramionami doznaje udręki samotności i opuszczenia. Woła: "Boże mój, Boże czemuś mnie opuścił".
- chyba każdy z nas ma doświadczenie opuszczenia, udręki samotności... O. Antonello sprowokował ludzi w katedrze, by wypowiedzieli te słowa, by je wykrzyczeli, myśląc o własnym doświadczeniu (takie terapeutyczne to było).
- kiedy Jezus bezbronny wisi na krzyżu z otwartymi ramionami, Ojciec też ma otwarte ramiona i przytula Jezusa do swego łona. Jest przy Jezusie, jest choć nieodczuwalny.
A Jezus mimo braku doświadczenia bliskości Ojca, woła dalej: "Ojcze w Twoje ręce składam ducha mego". Duch Jezusa, to duch miłości. W tym momencie największego cierpienia Jezus kocha Ojca i kocha ludzi, oddaje Ojcu swoją miłość, oddając swego ducha. I Ojciec Ją przyjmuje. To moment największej miłości.
Kiedy nie odczuwa się miłości, wierzyć w nią i jej się zawierzyć.
- jeśli w swoim cierpieniu i doświadczeniu osamotnienia potrafię zwrócić się do Ojca i potrafię wówczas powierzyć Mu siebie, to staje się coś niesamowitego, wówczas moje cierpienie przechodzi transformację - ono staje się miłością...
Zatytułuję tak: cierpienie może zaowocować miłością.
Dwa obrazy:
1) Ogród Getsemani i modlitwa Jezusa: "Ojcze, oddal ode mnie ten kielich..."
Jezus doświadcza trwogi i cierpienia, Jego ludzka wola zmaga się, Jego ciało nie chce tego, poci się krwawym potem.
- tak bliskie nam jest owo "oddal to ode mnie", ile razy wołamy "zabierz", "niech mnie to ominie", itd. itp.
- jednak Jezus kończy swoje wołanie do Ojca: "... ALE nie moja wola lecz Twoja niech się stanie", to ALE jest tu bardzo istotne.
- możemy i my próbować tak się modlić, wyrażając cały swój ból i swoją prośbę do końca, JEDNAK dodając na końcu "ALE nie moja wola lecz Twoja".
2) Miłość największa
Na krzyżu Jezus z rozpostartymi ramionami doznaje udręki samotności i opuszczenia. Woła: "Boże mój, Boże czemuś mnie opuścił".
- chyba każdy z nas ma doświadczenie opuszczenia, udręki samotności... O. Antonello sprowokował ludzi w katedrze, by wypowiedzieli te słowa, by je wykrzyczeli, myśląc o własnym doświadczeniu (takie terapeutyczne to było).
- kiedy Jezus bezbronny wisi na krzyżu z otwartymi ramionami, Ojciec też ma otwarte ramiona i przytula Jezusa do swego łona. Jest przy Jezusie, jest choć nieodczuwalny.
A Jezus mimo braku doświadczenia bliskości Ojca, woła dalej: "Ojcze w Twoje ręce składam ducha mego". Duch Jezusa, to duch miłości. W tym momencie największego cierpienia Jezus kocha Ojca i kocha ludzi, oddaje Ojcu swoją miłość, oddając swego ducha. I Ojciec Ją przyjmuje. To moment największej miłości.
Kiedy nie odczuwa się miłości, wierzyć w nią i jej się zawierzyć.
- jeśli w swoim cierpieniu i doświadczeniu osamotnienia potrafię zwrócić się do Ojca i potrafię wówczas powierzyć Mu siebie, to staje się coś niesamowitego, wówczas moje cierpienie przechodzi transformację - ono staje się miłością...
piątek, 10 maja 2013
10 V, radość większa od ucisku
"Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat.
Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać.
W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać". J 16,20-23
Z greki dosłownie tłumaczy się tak: "kobieta... już nie przypomina sobie ucisku z powodu radości, że zrodził się człowiek na świat". Moja Mama wiele razy powtarzała mi prawie takimi samymi słowami tę prawdę, kiedy wspominała o moim narodzeniu.
Ja fizycznie nie rodziłam. A jednak ból czy ucisk "rodzenia" duchowego dobrze znam. I radość z nowego życia rozradowywała nie raz moje serce.
Z dzisiejszej Ewangelii najbardziej tajemniczym wydaje mi się ostatnie zdanie, słowa o nie stawianiu pytań. Ale czuję, że intuicyjnie wyczuwam ich sens. Bo nie raz już przyszło takie wydarzenie, które przyniosło ze sobą tyle światła, że pytania nabrzmiałe zbladły i popękały jak bańki mydlane.
Czekajmy i wołajmy o Ducha! I przyjdzie. I będziemy tańczyć...
Subskrybuj:
Posty (Atom)













