Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lutego 2017

24 II, będą oboje jednym

Wówczas Jezus rzekł do nich: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek nich nie rozdziela”.  (Mk 10,1-12)

Czym jest małżeństwo nie powiedzą o tym telenowele. Czym jest małżeństwo niewiele też powiedzą nawet sami małżonkowie.
Czym jest małżeństwo "czują" to w sobie dzieci, zwłaszcza wówczas, gdy zostaje ono zagrożone rozpadem...
Dla mnie, żyjącej w celibacie, małżeństwo jest mocnym znakiem jedności. I zgadzam się z tym, co napisał dziś Łusiak SJ, którego pozwolę sobie przywołać (za deon.pl):
Człowiek został stworzony w jedności osób (nie tylko dwóch, ale trzech, gdzie trzecią osobą jest Bóg). Dlatego tak bardzo pragniemy relacji (bliskości) z innymi. Dlaczego więc jednocześnie tak często nie szanujemy relacji (bliskości) z innymi? Dlaczego tak łatwo rezygnujemy z wierności, która jest niezbędna dla budowania relacji (bliskości)? Może dlatego, że dostrzegliśmy złudną atrakcyjność różnych rzeczy, czy zwykłych przyjemności i postawiliśmy je ponad człowieka. A tymczasem nic nie dorówna człowiekowi! Z niczym nie staniemy się jednym ciałem. To jest możliwe tylko z człowiekiem (i Bogiem). A do tego jesteśmy stworzeni.
Wartość małżeństwa ciągle jeszcze jest do odkrycia. Jako ludzkość i jako Kościół jeszcze nie dorośliśmy do pełnego rozumienia czym ono jest. Świadczy o tym wielka liczba małżeństw, które nie są w praktyce "jednym ciałem". Odkrywanie wartości małżeństwa idzie w parze z odkrywaniem natury Miłości i do tego właśnie Jezus nas dziś zaprasza.
Fot. Moi :)

czwartek, 28 kwietnia 2016

28 IV, trwanie

„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. 
To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna”.  (J 15,9-11)

Żyję dziś 53 rocznicą małżeństwa moich Rodziców. Od nich uczyłam się trwania, miłowania, zachowywania przykazań.
Kiedyś na 50-lecia napisałam o nich, a dziś zostało zamieszczone na naszej jadwiżanskiej stronie. Jakby ktoś chciał, to tu link, polecam :).

Fot. a oto i Oni w oknie :)

niedziela, 4 października 2015

4 X, perła miłości

... na początku stworzenia Bóg «stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem». A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało... (Mk 10,2-12)

Więc nie są dwoje, lecz jedno ciało.
Z kilkoma małżeństwami jestem zaprzyjaźniona. Czasem ich odwiedzam, czasem potrzebuję pomocy jej czy jego, czasem ona czy on chce mi coś powierzyć itp. Zawsze jednak mam w świadomości, też wówczas kiedy rozmawiam z jedną osobą, że on/ona nie jest sam/sama. Jest coś pięknego i tajemniczego w małżeństwie, że choć to są odrębne osoby stanowią jedno. I to jedno nie tylko w ciele - w akcie małżeńskim - ale też jedno w duchu. Jednoczy ich sakrament, który upodabnia ich do boskiego wzoru, gdzie w Trójcy Przenajświętszej są różne Osoby ale jeden Bóg.

Fot. Siostra ma w rękach muszle po małżach. Wiemy, że kiedy w muszlę trafi odrobina piasku, uwiera... i małża pod wpływem ucisku wytwarza substancję, która staje się perłą.
Krzyż na piersiach siostry przypomina, że w naszym życiu krzyża nie brakuje. Nie brakuje go też w małżeństwach... Modlę się dziś za małżeństwa, by ich jedność (o którą mają zabiegać w wierności) tworzyła w ich życiu perłę prawdziwej miłości.

czwartek, 20 sierpnia 2015

20 VIII, śluby nasze...

« Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść.
Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: «Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę». Mt 22,1-14

Dzisiejsze czytania są wymagające. Wymagają ode mnie przejrzystości na wskroś (jak zwykle zresztą :). Pierwsze czytanie (Sdz 11,29-39a) mówi o ślubie Jeftego, który był ogarnięty Duchem Pana. I o konsekwencjach. Dopełnienie tego ślubu kosztowało i jego, kosztowało i jego córkę...
Ślub - decyzja - są kosztowne. Spłaca się je całe życie czy też całym życiem.
Ślub małżeński - wspólna droga dwójki różnych osób. Odkrywanie tych różnic, akceptowanie, współistnienie, współtworzenie, a nade wszystko miłowanie w codzienności - oddawanie siebie po kawałku i w całości - i przyjmowanie miłości w drugim przez jej rozpoznawanie pomimo niełatwej często widoczności... To kosztuje. Tak rozumiem małżeństwo. Oczywiście, w wielkim skrócie ujęte.
Ślub osoby konsekrowanej też ma swoją cenę. Zwłaszcza osoby dziewiczej. Córka Jeftego pokazuje to (jesteśmy w ST) swoim opłakiwaniem świetnie. Z przyjęciem Ewangelii jest inaczej - sensowniej - ale cieleśnie kosztuje tak samo...

Zaproszenie na ucztę Syna Bożego (mam na myśli wejście świadome na drogę życia duchowego) otrzymujemy w konkretnym czasie, w konkretnej sytuacji (małżeństwa, dziewictwa, konsekracji, jakiegoś doświadczenia...), która jest swoistą szatą (ważne, by była biała - oczyszczana w spowiedzi), bo w niej przybliżam się do Stołu. To mój strój weselny.
I swoje miejsce na tych Godach odkrywać warto...
A może warto przy okazji zauważyć, że uczta weselna Syna Bożego (poniekąd można nazwać terminem "ślub" Jego) też ma swoją cenę - cenę krzyża.

A wracając do ślubu-decyzji naszych, myślę tak, pochopnych popełniać nie należy, ale złożone dopełnić. Miłość, która jest ich źródłem i początkiem, będzie wiertłem głębinowym i wydobywać będzie w życiu (konsekrowanym czy małżeńskim) soki paschalne szczęścia w codzienności. Tylko pozwólmy na to.

***
Trochę dobrej lektury ale uwaga - wymagającej:

"Kobiety nie są tak blisko złączone z mężami jak Kościół z Synem Bożym. Jaki inny mąż, poza naszym Panem, kiedykolwiek umarł dla swojej żony i jaka żona kiedykolwiek wybrała ukrzyżowanego na męża? Kto kiedykolwiek ofiarował krew swojej żonie, oprócz Tego, który umarł na krzyżu i przypieczętował swój związek małżeński własnymi ranami? Czy kiedykolwiek widziano martwego, leżącego na uczcie swoich zaślubin, a u jego boku małżonkę, która tuli się do niego, szukając pociechy? W czasie jakiego innego święta, na innej uczcie, rozdano zaproszonym ciało małżonka, pod postacią chleba? 

Śmierć oddziela żony od mężów, ale jednoczy Oblubienicę z jej Umiłowanym. Umarł na krzyżu, pozostawił swoje ciało chwalebnej Oblubienicy, która teraz, przy Jego stole, bierze je na pokarm... Karmi się nim pod postacią chleba, który spożywa i pod postacią wina, które pije, aby świat poznał, że nie są już dwoje, ale jedno". (św. Jakub z Sarug (ok. 449-521), mnich i biskup syryjski)

***
I jeszcze bardzo dobry artykuł o szukaniu Boga i Jego chwały w życiu, wielbieniu Go. Tutaj kliknij.

piątek, 14 sierpnia 2015

14 VIII, dla królestwa

... stworzył ich jako mężczyznę i kobietę. I rzekł: «Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem» 
.... On im odpowiedział: „Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane [...] są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni...”.   (Mt 19,3-12)

No cóż, ta perykopa stała się dla mnie przed laty dopasowanym kluczem do bramy wyjściowej z pewnego kręcenia się wokół braku decyzji.
A są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni... Co to jest to królestwo niebieskie? Co to jest, by z takiego powodu zostawić coś tak naturalnego i pociągającego jak małżeństwo?
Bóg zasiał między nami, jak ziarno, swoje Życie - Miłość. Jest Nim Jezus pomiędzy nami poprzez Wcielenie. Jezus jest – jak powie Orygenes - autobasilea, czyli sam w sobie Królestwem i królowaniem.
Dziś życie św. Maksymiliana przybliżyło mi Jezusowe życie - wdeptanie ziarna w ziemię, by plon wydało... i wydało. Życie, które stało się dla nas Domem, Źródłem, Ojczyzną - życiem wiecznym.
Jutro Wniebowzięcie Maryi - Ona już TAM jest, TAM, gdzie zdążamy, gdzie będziemy razem z bliskimi... ale będziemy przede wszystkim z bliskim Bogiem tak blisko, że ja tego dziś jeszcze nie pojmuję, choć oczekuję...
Bo i jak pojąć Miłość, skoro ona jest większa niż moje serce?! Miłości można doświadczyć i miłością można obdarzyć - idzie ona przez glebę serca i jeśli trafi nie na skałę, drogę czy ciernie... wydaje plon nowego życia.

Patrzyłam na to podwileńskie pole i myślałam, że te pełne kłosy mają coś wspólnego z niebem... i z miłością.

Dla małżonków proponuję bardziej skupić się na pierwszej części dzisiejszej Ewangelii! Jesteście już nie dwoje ale jedno! A o tę jedność dbajcie całym sobą. Wy do nieba wchodzicie... parami :)

sobota, 13 czerwca 2015

13 VI, empatia Maryi

...a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”.
Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział... (Łk 2,41-51)

Serce Maryi, niepokalane. Co nie znaczy, że nie bolejące, co nie znaczy, że wszystko rozumiejące.
Miłujące i to wystarcza, by iść za wolą Ojca.

Zatrzymało mnie dziś na modlitwie słowo "oto ojciec Twój i ja...". Najpierw Maryja wymienia Józefa i niejako jego ból wydobywa na wierzch. Jestem wewnętrznie przekonana, że tak w niej było, że czuła najpierw ból Józefa, potem swój... (no może nie w sensie chronologicznym ale w sensie troski, reakcji).
Odniosło to słowo mnie do moich relacji. Zadałam sobie pytanie, czy czuję (i jak czuję) tę osobę obok mnie: siostrę, brata, przyjaciela, bezdomnego? Czy jestem w stanie zobaczyć ból i potrzeby osoby, która jest blisko, zwłaszcza jeśli inaczej czuje niż ja?
Uczę się miłowania od Maryi. Przypominam sobie Boże Narodzenie, kiedy dostałam kartkę-prezent od Dzieciątka: "daję ci Serce mej Matki, byś nauczyła się kochać Mnie Jej Sercem".

Wiem, że zaglądają tu małżonkowie, mam do Was dziś prośbę: pozwólcie dziś swemu sercu poczuć bardziej serce współmałżonka. Poczujcie jej/jego ból, potrzeby. Stańcie duchowo przy niej/nim i poczujcie empatycznie, czym żyje Twoja druga powoła. Spróbujcie podzielić jej/jego stan.
Maryja pomoże. Modlę się o to.
***
"Szczęśliwy, komu pośród życia skwaru bukiet przyjaźni nie zwiędnie u boku" J.N. Kamiński

Fot. z internetu

czwartek, 6 czerwca 2013

6 VI, słuchaj! i dostrzegaj dobro

Jezus odpowiedział: „Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu, Par Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». Drugie jest to: «Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego». Nie ma innego przykazania większego od tych”. Mk 12,28b-34

Słuchaj, Izraelu! Tak się zaczyna najważniejsze przykazanie.
W ostatnim tygodniu miałam niedosłuch jednego ucha i ile musiałam się natrudzić, by usłyszeć, co inni do mnie mówią. Gdy odpuszczałam ten trud, to po prostu nie byłam na bieżąco w sprawach bieżących.
Często nie zadaję sobie trudu słuchania mego Boga. Życie jest szybkie, rutyna robi też swoje. Trzeba nadstawić ucha, trzeba uczynić wysiłek, by usłyszeć Tego, który miłuje i który o miłość prosi.

Jeszcze jedna rzecz z dzisiejszej modlitwy, z I czytania. "Sztuka patrzenia" - tak zatytułuję przemyślenia.
Bardzo piękny jest ten obraz małżeństwa Tobiasza i Sary, ich modlitwa przed zbliżeniem się do siebie. Wszystkim narzeczonym i małżonkom życzę takiej postawy i doświadczenia błogosławieństwa Bożego.
Przyszła mi w związku z tym pewna myśl, kiedy zachwycałam się Tobiaszem i Sarą. Oto jej źródło:
...Raguel doznał lęku, wiedząc, co się stało siedmiu mężom, którzy się do niej zbliżyli, i zaczął się bać, aby podobne nieszczęście i jemu się nie przytrafiło. Gdy pozostawał w tej niepewności... Tb 6, 10nn
Usłyszałam w tych słowach trud i utrapienie Raguela i Sary, zobaczyłam ich cierpienie i lęk.
Bo w życiu często bywa tak, że kiedy patrzymy na szczęście innych, to nie zauważamy ich trudu, cierpienia, ich drogi nawrócenia, wzrostu. Widzimy szczęście, które albo nas cieszy albo budzi zazdrość i pretensje do Boga, że my tak nie mamy.
Ale kiedy patrzymy na swoje życie, to jakbyśmy ubierali inne okulary... widzimy tylko swoje utrapienia a już nie dostrzegamy dobra i szcześcia, które jest naszym udziałem.

Popatrzmyż więc na to, co mamy wokół i podziękujmy Bogu dziś za dobro, które każdego dnia nas  spotyka. Mnie spotyka. Uwielbijmy Boga za szczęście, które może siedzi nam na nosie, a go nie dostrzegamy...

piątek, 12 sierpnia 2011

12 VIII są i bezżenni...

Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu? On odpowiedział: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela. Odparli Mu: Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją? Odpowiedział im: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje! Mt 19,3-12

Przed 20 laty szukałam odpowiedzi, jaką drogą mam iść. Ta perykopa była wielkim światłem. Choć cała skupia się na małżeństwie i mówi, że "od początku" Bóg zamierzył, że dwoje będą jednym ciałem, to jednak ci, którzy sami zostali "bezżenni dla królestwa" nie dawali mi spokoju... Aż wreszcie pojęłam i zostałam bezżenna dla królestwa, ze względu na Króla, dla Niego.

piątek, 25 lutego 2011

25 II jedno

"Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!" Mt 10,6-9

Dla dzieci zawsze są jedno: rodzice. Jeśli są razem w życiu, to dziecko może wzrastać w bezpieczeństwie. Wierności doświadczając uczy się wierności.
Pomodlę się dziś za znajome małżeństwa.

piątek, 13 sierpnia 2010

kto może pojąć, niech pojmuje

Ucieszyłam się dzisiejszą Ewangelią. Przypomniała mi wydarzenie sprzed 19 lat. Wtedy jako młoda studentka matematyki szukałam odpowiedzi na poznanie Bożego zamysłu co do mego życia.

Byłam z pielgrzymką u św. Anny w Przyrowie u dominikanek. Prosiłam Pana o jasne Słowo, jaką drogą iść dalej: małżeństwo czy konsekracja. Wtedy właśnie tam podczas Eucharystii była odczytywana dzisiejsza Ewangelia Mt 19,3-12.

Etapami do mnie przemawiała :).
1) Najpierw usłyszałam
... od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? [...] Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną...
Naturalna dążność człowieka. Czułam ją w sobie. Myślałam, że to ta poszukiwana odpowiedź, ale Słowo siało dalej...

2) Siało Słowo w sercu i puściło korzenie:
"Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane [...] są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!"

A są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego...
Kto może pojąć... Kto? Wtedy mi się wydawało, że Pan mówi do mnie i rodziło się pytanie, czy pojąć potrafię?...
Dwa lata były potrzebne do rozwiązania tego najważniejszego życiowego pytania, którą drogą iść mam: tą co od początku Stwórca zamierzył - małżeństwo, czy tą co Jezus przyniósł swoim życiem - konsekracja (matematyczne wzory rozwiązywałam szybciej :).

Idę tą drogą 17 lat i próbuję pojmować królestwo niebieskie... :) Kiedyś, wierzę, dane mi będzie pojąć, gdy oczy otworzą się na to, co dziś jeszcze zakryte.
.

sobota, 15 maja 2010

refleksje z rekolekcji

Słuchałam dziś konferencji o małżeństwie, którą głosiło małżeństwo. Kilka myśli zapamiętanych.

- pytanie: nasze życie powołanie czy samorealizacja?

Jeśli powołanie, to wyruszenie w drogę zawsze zawiera element ryzyka. Też łączy się ze słuchaniem, bo jeśli Ktoś powołuje, to trzeba Go słuchać, bo ma plan.
A jeśli samorealizacja, to kręcimy się w kółko... Nawet jeśli pokonuje się kolejne schody, to i tak się kręci się wokół siebie.

- nikt chrześcijaninowi nie obiecał łatwego życia

Kiedy jest trudno, nie ma co się dziwić, jesteśmy na pierwszej linii walki duchowej. Na szczęście wiadomy jest wynik tej walki, ale swoje musimy przeżyć.

- dzień ślubu - kres czy początek wielkiej przygody?

Dziwne ale prawdziwe, że większość bajek, filmów kończy się tym, że dopieli swego, że się pobrali, że to niby cel... A przecież właśnie przygoda się rozpoczyna.

- małżonkowie są dani sobie, są dla siebie własnością, ale dzieci są im dane na jakiś czas, są im pożyczone :), nie są ich własnością

- każda roślina nie podlewana usycha, tak i relacja małżeńska
Dawać sobie nawzajem czas i obecność.
Lepiej, żeby rodzice razem się mylili co do dzieci, niż każdy ciągnął w inną stronę.
.