Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cierpliwość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cierpliwość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 marca 2017

5 III, potrzebna walka

...Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Na to odrzekł mu Jezus: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: »Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz«”. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu. (Mt 4,1-11)

Każda droga ma swoje rozwidlenia. W każdym stanie życia są swoiste pokusy. Każdy człowiek staje przed wyborem. Każda sfera w człowieku (cielesna, psychiczna i duchowa), do pełnej dojrzałości, musi przejść przez konkretne wybory.
Mi jest bliska pokusa niecierpliwości... Przez jej pryzmat czytam dzisiejsze Słowo.
Z uwagą patrzę dziś na Jezusa kuszonego i chcę poznawać Jego sposób działania: Jego wybory i Jego sposoby walki ze Złym.
Pierwsza pokusa to pokusa cielesna, to potrzeba natychmiastowego zaspokojenia głodu. Jezus wybiera priorytet innego głodu - głodu Słowa Boga. Jego bronią w tej walce jest Słowo Ojca. Jest świadomość, że nie jest sam w tej walce z Szatanem, że Ktoś bliski do Niego mówi, że ta Obecność jest pokarmem.
Druga pokusa to, można powiedzieć, pokusa psychiczna, to potrzeba sukcesu, spektakularnego zaistnienia: "pokaż, co potrafisz", zrobisz wrażenie, nie oprą Ci się... A Jezus wybiera drogę pokory i cierpliwego nauczania uczniów, zgodę na niezrozumienie, odrzucenie, wybiera drogę krzyża. Jego orężem jest zgoda na małość, zaufanie oraz wierność woli Ojca.
Trzecia pokusa to pokusa duchowa, pokusa władzy za cenę pokłonu Szatanowi. Jezus stanowczo odmawia. I wybiera drogę służby (nie władzy). W wielki czwartek uklęknie przed człowiekiem myjąc mu nogi... Jego bronią w tej pokusie jest pewność zależności od Boga i pokora.
Głody moje, pragnienie zaistnienia i chęć panowania - wyłaniają się na drodze, którą idę. To normalne. To potrzebne. Potrzebne, bym wybierała, bym dojrzewała w byciu dzieckiem Boga. Czyli w konkretach:
- bym jak dziecko przyjmowała Opatrzność (czytaj: miłość Ojca), bym jak niemowlę przyjmujące mleko matki, przyjmowała dar Ojca i go pragnęła;
- bym ufała Bogu i Jego prowadzeniu;
- bym z wdzięcznością przyjmowała zależność, bo Ojciec powiedział, że "wszystko Moje do ciebie należy"...
Zacytuję jeszcze słowa Św. Augustyna na temat pokus i dojrzewania w nich:
Życie bowiem nasze w tym pielgrzymowaniu nie może trwać bez pokusy, ponieważ właśnie postęp duchowy dokonuje się przez pokusy. Ten, kto nie jest kuszony, nie może siebie poznać. Nikt też nie potrafi osiągnąć wieńca chwały bez uprzedniego zwycięstwa. Zwycięstwo zaś odnosi się poprzez walkę, a walczyć można jedynie wówczas, gdy się stanie w obliczu pokus i nieprzyjaciela. 
Chrystus przemienił nas w siebie wówczas, gdy pozwolił się kusić szatanowi. Czytaliśmy przed chwilą w Ewangelii, że Jezus Chrystus był kuszony na pustkowiu. Tak, Chrystus był kuszony przez diabła! W Chrystusie bowiem ty byłeś kuszony, ponieważ On wziął od ciebie ciało, a tobie dał od siebie swoje zbawienie; z ciebie wziął dla siebie śmierć, a tobie dał z siebie życie; od ciebie przejął na siebie zniewagi, a tobie dał zaszczyty; a więc od ciebie wziął pokusę, a tobie dał swoje zwycięstwo.
Podejmuję więc wezwanie wielkopostne i wraz z całym Kościołem w modlitwie kolekty proszę:
Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy przez doroczne ćwiczenia wielkopostne postępowali w rozumieniu tajemnicy Chrystusa i dzięki Jego łasce prowadzili święte życie.
"Tajemnica Chrystusa" jest w nas, jest w nas od chrztu świętego! A wielki post jest ku temu, by ją zgłębiać rozumem, sercem i ... życiem. By w życiu rozpoznawać rozwidlenia swojej drogi i wybierać razem z Chrystusem.

niedziela, 11 grudnia 2016

11 XII, cierpliwość wobec łaski

Trwajcie cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie... (Jk 5,7-10)

To drugie czytanie jest bardzo adwentowe. Zachęta św. Jakuba do cierpliwości (do wielkoduszności) jest dla mnie bardzo na temat w kontekście wczorajszego wpisu.
Zaś Jan Chrzciciel, który pojawia się dziś w Ewangelii (Mt 11,2-11) rodzi we mnie pytania o "mego Jana Chrzciciela", czyli pytanie o tych, którzy mnie prowokują do zmiany. Czy rozpoznaję ich wokół siebie?
Jeszcze chcę się podzielić ostatnim słowem z dzisiejszej perykopy:
Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.
W tych słowach jest zawarta Dobra Nowina o łasce. Na innym miejscu w tejże Ewangelii Jezus powie, że do królestwa niebieskiego wchodzą celnicy i nierządnice (Mt 21,28n). Wniosek prosty: nie asceza i siła własnego ducha stanowi o miejscu w królestwie, ale moc i siła Ducha Bożego.
No to więc poddaję się Duchowi, jak ziemia poddaje się deszczowi. Przyjdź Panie i niech Twój Duch owocuje we mnie.
Uwielbiam dziś Pana za Jego łaskę, która ma moc przemiany ludzkich serc, mego serca też. Uwielbiam Go w łasce komunii eucharystycznej.

***
Do posłuchania, ktoś podrzucił, dzielę się:Homilia na III niedzielę adwentu

piątek, 29 stycznia 2016

29 I, dojrzewanie

„Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”. (Mk 4,26-34)

Dzisiejsze "nasienie wrzucone w ziemię", jest po wczorajszym "uważajcie na to, czego słuchacie" - ważne co zostało zasiane, co przyjęłam, co jest w moich gruntach, czy padło na nie ziarno Królestwa.
Jeśli tak, jeśli była moja zgoda na przyjęcie Słowa, na przyjęcie Jezusa jako Pana mego życia, to teraz ważna jest... cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość. (Na marginesie dodam, że cierpliwość, to też przyjęcie cierpienia...które jest częścią rozwoju).
Dobra nowina jest w tym, że w swoim czasie, powoli, aczkolwiek skutecznie dojrzeją owoce Królestwa.

Fot. z internetu - ładnie uchwycona nierównomierność dojrzewania.

sobota, 26 września 2015

26 IX, zrozumieć Baranka

Gdy wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich czynów Jezusa, On powiedział do swoich uczniów: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te właśnie słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi”.
Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie. (Łk 9,43b-45)

Nie rozumieli... a bali się Go pytać.
Bali się pytać o cierpienie Syna Człowieka!
Dlatego też wciąż dalej do dziś nie rozumiemy też cierpień ludzkich. Dziś o nie pytamy, dziś wołamy i wyrażamy pretensje o cierpienia konkretnych ludzi... Dziś już pytamy o cierpienia ludzi a wciąż nie rozumiemy cierpienia Tego Jedynego Człowieka i o nie wiąż nie pytamy...
Jeśli nie pojmiemy wydania Syna Człowieka w ręce ludzi, jeśli nie przyjmiemy Baranka, który ust swoich nie otworzył w cierpieniu za nas, będziemy błądzić po bezdrożach życia.
W naszym nierozumieniu bądźmy na tyle mądrzy, by jak pieczęć na pamięci, powtarzać dzisiejszy psalm responsoryjny z Jr 31:
Pan nas obroni, jak pasterz swe owce.
Dziś sobota, trwajmy z Maryją, jak w wielką sobotę, trwajmy, pozwólmy by przenikała Tajemnica nasze serce i umysł, przyjdzie poranek niedzieli zmartwychwstania.

Fot. z internetu, malarz William-Adolphe Bouguereau.

piątek, 5 czerwca 2015

5 VI, wychodzący naprzeciw

Anna tymczasem chodziła każdego dnia, i siadała przy drodze na wzniesieniu, skąd mogła widzieć z daleka. A gdy tak wyglądała przybycia swego syna, spostrzegła z daleka, że powraca, a rozpoznawszy go pobiegła, aby oznajmić swemu mężowi: „Oto syn twój powraca”.[...]
Ociemniały ojciec Tobiasza podniósł się i potykając się zaczął biec; podał jednak rękę słudze i wyszedł naprzeciw swego syna...  (Tb 11,5-17 )

Tak bardzo mnie urzekło dzisiejsze czytanie z księgi Tobiasza. To wypatrywanie przez Annę i ten bieg ociemniałego Tobiasza kierujący go ku synowi... Nie sposób nie przypomnieć sobie i Ojca z Łukaszowej Ewangelii (Łk 15), wybiegającego naprzeciw synowi.
Taki jest Bóg!!! Pierwszy!
Jeśli kiedykolwiek będę się zastanawiać się nad tym, czy to ja mam uczynić pierwszy krok w jakiejś relacji, w relacji napiętej, potrzebującej przebaczenia, to nie mam już wątpliwości... Bo jeśli daję się przemieniać Sercu Jezusowemu, to właśnie taka postawa wychodząca naprzeciw jest dla mnie właściwa. I tak chcę!
I jeszcze to całe wydarzenie z Tobiaszem (warto przeczytać całość) uczy mnie po prostu cierpliwości. :)

piątek, 30 stycznia 2015

30 I, łaska po łasce

Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Mk 4,26-34

Moc przyjętej łaski jest niesamowita! Jezus porównuje ją do mocy zawartej w ziarnie.
Potrzeba tylko i aż otwartości z naszej strony - dobrej gleby, która przyjmie łaskę i zechce ją zachować, jak gleba ziarno przechowuje...
Otwartość i potem cierpliwość. Cierpliwość na czas umierania i ożywiania ziarna, na czas dojrzewania do żniw. A że nie bywa łatwo, to dobrze ujęte jest dziś w I czytaniu:
Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedyście to po oświeceniu wytrzymali wielką nawałę cierpień. [...] Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy. Hbr 10,32n
'Po oświeceniu wytrzymali nawałę cierpień' - oświecenie i cierpienie - jakby w parze. A zauważyć trzeba ciąg wydarzeń, najpierw oświecenie, najpierw łaska. A że cierpienia są, to one zawsze są, ale z łaską inaczej się je przeżywa! Czyli dana jest nam pomoc w ich przeżywaniu. Chwała Panu za wszystko! Ciągle jest nam dawana łaska po łasce.

Fot. Cudowny krucyfiks w katedrze wileńskiej. Dlatego krzyż, bo z niego zmartwychwstanie!

środa, 28 stycznia 2015

28 I, lekcja cierpliwości

Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo gleba nie była głęboka. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon... Mk 4,1-20

Hojny ten siewca... Hojny i dziś.
A ziemia żyzna cierpliwa. Ziarno w nią padło, umarło, wzeszło i dopiero wydało plon.
Cierpliwości, cierpliwości, cierpliwości, uczę się od Maryi.

Fot. U Tej, która jest Ziemią świętą, glebą żyzną, która wydała Owoc najlepszy...
Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony OWOC  żywota Twego JEZUS... módl się za nami grzesznymi teraz i...

Ile tych schodów w życiu mamy?
One nie są bezsensu, one prowadzą do Sensu.
Te prowadzą do kaplicy Matki Miłosierdzia.

środa, 21 stycznia 2015

21 I, zatwardziałość serca

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.
[...] spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Wyciągnął i ręka jego stała się znów zdrowa. Mk 3,1-6

Patrzę na Jezusa, patrzę na faryzeuszów. Pytania "czemu Go wciąż rozliczają?", "czemu Mu nie wierzą?" kotłują się w mej głowie.
Ewangelista wydobywa powód: zatwardziałość serca.
To choroba, która zasmuca nawet Boga i rodzi w Nim słuszny gniew.
Wczoraj na spotkaniu katechumenalnym zatrzymywaliśmy się nad przypowieścią o siewcy i ziarnie, które pada na różny grunt. Dla ziarna kontekstem jest gleba, dla słowa - serce. Jeśli serce wchodzi w ślepe uliczki siebie samego, jeśli dyskutuje tylko wciąż, przychodzi Zły-oskarżyciel i przemieszcza się po sercu jak po gościńcu i wykrada Słowo Boże. Płytkie serce, skaliste czy cierniste, też nie zachowa w sobie z cierpliwością i z nadzieją Słowa. Tylko czujne i wolne serce, jak żyzna ziemia, jak ziemia nawożona gnojem...(świetnie o tym mówi o. Szustak w jednej z konferencji) jest dla Bożego życia przyjaznym środowiskiem. Rodzi owoce.
Doświadczam czasem zwrotnie w relacjach pewnych zatwardziałości. Smuci mnie taka postawa i też gniewa. Nie zamierzam się porównywać do Jezusa, On był cały czysty, a to Go spotykało; zaś moje serce też nie jest wolne od zatwardziałości na słabość bliźniego.
Jezus pomimo wszystko czyni dobro, pomimo rozliczania i opinii. Tego od Jezusa się uczę.
I druga rzecz: modlę się o łaskę, bym nigdy nie zasmuciła Jezusa zatwardziałością mego serca. Wielkie pragnienie? Tak! Ale mój Pan i Oblubieniec lubi czynić rzeczy wielkie i niemożliwe.

Fot. ze strony: //facebog.deon.pl/zatwardzialosc-serca/

poniedziałek, 27 października 2014

27 X, ku perspektywie nieba

Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: „Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy”. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Łk 13,10-17

Żeby chwalić Boga, trzeba Go "zobaczyć", trzeba ku Niemu się zwrócić.
Pochylenie duchowe, niemoc, która zniewala i pochyla ku ziemi zabiera perspektywę nieba...
Na szczęście Jezus dostrzega tych, którzy są skuleni własną niemocą a mają w sobie pragnienia wielkie (kobieta była w szabat w synagodze a nie gdzieś na rynku...).
Mój wniosek: trwać w wierności, cierpliwie - Jezus uwolni. I perspektywa nieba rozświetli ciemności.

niedziela, 31 sierpnia 2014

31 VIII, idźmy za Nim, nie przed Nim

Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmar­twychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”... Mt 16,21–27

Chciałabym powiedzieć do Piotra: "Piotrze, faux pas popełniasz ucząc Jezusa i robiąc Mu wyrzuty"...
A przecież to moja postawa, ja tak czynię, kiedy nie przyjmuję w swoim życiu cierpienia i chcę bez paschy doświadczać radości trwałej.
Nie ja będę zbawicielem (jak i nie Piotr był zbawicielem Jezusa, tylko Jezus Piotra)! Nie mi reżyserować drogę swoją czy brata. Nie mi! I nie tobie! Pójdźmy za Jezusem, On pierwszy idzie i prowadzi, my za Nim, nigdy przed Nim.
Bo inaczej będziemy zawadą (przeszkodą) dla Jezusa idącego ku braciom i dla braci, którzy potkną się o nas.

To dzisiejsze Słowo uczy mnie też cierpliwości, uczy słuchania do końca. Bym nie zatrzymała się na cierpieniu..., bym usłyszała, że ta droga prowadzi do zmartwychwstania, więc do życia!
To jest dobra nowina! Cierpienia się nie uniknie, ale przyjęte prowadzi przez paschę ku życiu.
A lęk? Jest. I dobrze. Skłania mnie do modlitwy o wytrwałość w cierpieniu, w trudzie. I paradoksalnie, właśnie pobudza do decyzji "abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej" ( Rz 12,1).

Czytałam sobie wczoraj o lęku:
Lęk powinien spełniać w naszym życiu rolę pozytywną. Powinien nas zmuszać do tego, byśmy dopuścili do głosu to, co w nas tkwi, byśmy naprawdę i możliwie najlepiej wykorzystali własny potencjał.
Początkowo lęk jest - albo też wydaje się - przeszkodą, która utrudnia działanie, utrudnia podjęcie ryzyka, co trwa do chwili, gdy zdecydujemy się wreszcie przeciwstawić owej przeszkodzie, przekonując się, że jesteśmy silniejsi niż ona, że mamy więcej siły, niż przypuszczaliśmy. Inną odmianą lęku jest wrażenie ucisku w piersiach albo ściskania w gardle, co wiele osób często odczuwa. Jeśli przetrzymamy taki konkretny napad lęku, poczujemy, że nasze życie znowu nabiera rozpędu i intensywności, i to na różnych płaszczyznach. 
Przede wszystkim jednak sprawimy, że nasze ,ja", pokonując lęk, będzie mogło coraz pełniej się realizować, a nasze życie zyska nową jakość i indywidualność. Jest to lęk, o którym Verena Kast mówi, że "zmusza on ludzi do tego, by żyli własnym życiem". Więcej tu... 
Bardzo mi się podoba to określenie - "zmusza ludzi, by żyli własnym życiem", czyli, by pozwolili się Bogu wypełnić do końca, jak ta stągiew z 26 VIII...
Dzisiejsze Słowo stawia mi pytanie o moją wiarę w zmartwychwstanie.

Fot. z pielgrzymki: jeśli nie dałabym się poprowadzić... nie przeżyłabym wielu chwil trudnych i wielu radosnych... i nie stanęłabym przed Maryją na Jasnej Górze.
To taka mała zachęta do wielkiego zaufania.

sobota, 24 maja 2014

24 V, cierpliwość i miłość

Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. J 15,18-21  

Tak działa świat.
A jak działa uczeń Chrystusa?
Dzisiejsza kolekta dobrze to ujmuje:
"Boże, Ty ustanowiłeś Najświętszą Maryję Pannę Matką i Wspomożycielką chrześcijan, za Jej wstawiennictwem umocnij swój Kościół, aby cierpliwie znosząc i zwyciężając miłością doświadczenia wewnętrzne i zewnętrzne, objawiał ludziom misterium Chrystusa".

poniedziałek, 5 maja 2014

5 V, po co Go szukam?

A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. [...] 
"Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb [...]" 
"Na tym polega dzieło zamierzone przez Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał". J 6,22-29

Szukać Jezusa można z różnych powodów. Widać to wyraźnie w dzisiejszej Ewangelii.
Gdy w moim życiu zauważam, że nie ma Jezusa w jakiejś mojej postawie... nie mam takiego dopingu jak ci w Tyberiadzie, by za Nim gonić. A warto by właśnie wówczas podążać za Nim...
Druga rzecz, to cierpliwe w wierze wzrastanie. Nie jest łatwe. A tego chce od nas Bóg. Wiara to droga, to doświadczanie, przeżywanie życia Jezusa na swojej skórze... T. Halik (czeski ksiądz) tak kiedyś napisał, że wiara to nasza cierpliwość wobec Boga.

środa, 23 kwietnia 2014

23 IV, wyjaśniał

...Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. [...] 
Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego... Łk 24,13-35

To Jezusowe stwierdzenie przyjmuję do siebie.
Jestem bardzo nierozumna i nieskore jest moje serce do ufności. Choć jest we mnie miłość i zapał, to jednak gdy przychodzi krzyż i cierpienie tracę z oczu chwałę Bożą. I z mej Jerozolimy nie raz uciekam...
A jednak Jezus przybliża się wówczas i idzie ze mną. I cierpliwie wyjaśnia, że tak musiało się stać, że Ojciec przewidział, że to jest droga Mesjasza do chwały i moja z Nim.
O dar ufności modlę się w tym tygodniu i Ciebie zapraszam: módl się ze mną.

sobota, 15 marca 2014

15 III, po prostu kochać

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych,którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Mt 5,43-48

Jest możliwa taka miłość.
A mnie dziś "rozbawiła" antyfona w godzinie w ciągu dnia: "Umocnieni łaską Bożą, pracujmy nad sobą w wielkiej cierpliwości".
Miłość, cierpliwość, cierpienie i łaska jak warkoczu są splecione...

środa, 19 lutego 2014

19 II, być w Jego rękach

Tam przyprowadzili Mu niewidomego i prosili, żeby się go dotknął. On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś... Mk 8,22-26

Jezus uzdrawia po swojemu... Nie według scenariusza tych, którzy przyprowadzili niewidomego.
Dziś Słowo zaprasza mnie do ufności Jezusowi i do cierpliwości. Jezus niewidomego uzdrawia etapami. Mnie pewnie też podobnie.
Ważne jest, by rękom Jezusa się nie wyrwać...

piątek, 31 stycznia 2014

31 I, wytrwanie i w nocy...

"Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon..." Mk 4,26-34

On sam nie wie jak... Nie wiem jak, ale rzeczywiście doświadczam w sobie, że gdy Słowo mnie dotknie, gdy Je przyjmę otwartym sercem, przemienia mnie.
Jakbym sama z siebie wydawała owoc, a przecież wiem, że nie ze mnie ta moc.
Jest dzisiejsze Słowo zaproszeniem najpierw wciąż do otwartości serca i pracy nad glebą własnego serca, by ziarno Słowa mogło się zakorzenić. A potem zaproszeniem do cierpliwości i wielkoduszności.
Czas czekania jest nam potrzebny. Rodzi wytrwałość miłości.

***
Z książki R. Rohra "Spadać w górę", dobry komentarz do dzisiejszego Słowa:

"Św. Jan od Krzyża nauczał, że Bóg musi pracować w duszy w tajemnicy i w ciemności, ponieważ gdybyśmy mieli pełną świadomość, co się dzieje oraz czego w końcu zażąda od nas Tajemnica-Przemiana-Bóg-Łaska, staralibyśmy się albo przejąć kontrolę, albo cały ten proces zatrzymać. Nikt z ochotą nie przygląda się własnemu umieraniu, nawet jeżeli jest to śmierć fałszywego "ja".
Mistycy mówią, że Bóg musi rozwiać nasze złudzenia niejako potajemnie, kiedy nie patrzymy i nie mamy nad tym procesem całkowitej kontroli. Być może z tego właśnie powodu Tajemnica jest tak naprawdę najlepszych słowem określającym Boga. Posuwamy się do przodu, nawet nie wiedząc jak, dzięki cichemu działaniu czasu i łaski. Kiedy już docieramy na miejsce, nigdy nie jesteśmy pewni, w jaki sposób do tego doszło. Zapewne dla Boga nie ma to znaczenia, jeśli tylko nie przestajemy wzrastać. Św. Grzegorz z Nyssy już w IV wieku powiedział: "Grzeszymy za każdym razem, kiedy odmawiamy wzrastania".

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

26 VIII, wykonać robotę swą

...Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem, i nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli... J 2, 1-11

Wiary mi, Panie, przymnażaj i długomyślności (jest podobna do cierpliwości :), jest oczekiwaniem na dobro, które nadejdzie).
Chcę być sługą, który wykona swoją robotę. Reszta w Twoich, Panie, rękach.

sobota, 13 lipca 2013

13 VII, żeby sprawić co jest dzisiaj

Lecz Józef powiedział do nich: "Nie bójcie się. Czyż ja jestem na miejscu Boga? Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro, żeby sprawić to, co jest dzisiaj..." Rdz 49, 29n

Tak patrzeć na swoją historię, jak patrzy na nią Józef egipski! Tak czytać wyrządzone krzywdy, niesprawiedliwie osądy, sprzedania itp... To wszystko zło, które kiedyś (czy dziś) ktoś zamierzył wobec nas, Bóg zamierzył jako dobro, bo widzi dalej!
Nie siedźmy więc w przeszłości i nie nośmy urazów, pozwólmy sobie DZISIAJ ucieszyć się dobrem, które mamy w zasięgu ręki
Śpiewajmy Bogu pieśń wdzięczności. To nic, jeśli jeszcze nie rozumiesz swej historii, po prostu kochaj Go dziś i ufaj! I ... bądź cierpliwy! 

niedziela, 17 marca 2013

17 III, cierpliwie czekać na nowe

"Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie..." Iz 43, 16-21

Zostałam przy tym I czytaniu. I odkryłam, że mam rozwijać w sobie cierpliwość w oczekiwaniu na to nowe, co Pan czyni.
Nie mogę też nie dotknąć ewangelii o wskrzeszeniu Łazarza (J 11), która dla katechumenów w dniu trzeciego ich skrutynium była czytana.

Gdy byliśmy w Betanii, odwiedziliśmy też grób Łazarza. Właziliśmy po kolei do
środka i ksiądz wywoływał nas słowami: "Łazarzu, wyjdź na zewnątrz". Kiedy przyszła moja kolej i padło już "Łazarzu", długo dalej nie było nic... dopiero po dłuższej chwili usłyszałam "wyjdź na zewnątrz". Niecierpliwie czekałam, czując niepokój.
Oj, tak, trzeba mi wiele cierpliwości, bym mogła zobaczyć Boże dzieła w sobie i wokół siebie.

Fot. Właśnie padło oczekiwane "wyjdź na zewnątrz" i wychodzę :).

piątek, 15 marca 2013

15 III, odważyć się nie stawiać granic miłości

Mylnie rozumując bezbożni mówili sobie: 
"Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny [...] 
Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości". Mdr 2,12-22

Poznaliśmy wszyscy łagodność Jezusa i doświadczamy ciągle na sobie Jego cierpliwości... Jego miłość nie ma w Nim granic. Nie ma punktu, granicy, do której dochodząc nasz grzech odwróciłby Jezusa od nas.
Jest za to granica z naszej strony, nasze nieprzyjęcie, nasza złość, nasza niechęć zatrzymuje Go, siłą nie wchodzi do naszego życia. Stoi i czeka, i puka.
Jego miłość, to nie moja ludzka li tylko życzliwość, która ma swoje granice. Gdy ktoś dotyka obelgą, złością, krytyką, jakże ta granica szybko wysuwa się naprzód. I szybko, zbyt szybko ulatuje łagodność i cierpliwość. A właśnie przeze mnie (przez nas) świat ma prawo poznać łagodność i cierpliwość Jezusa.
A Jezus odsłania w sobie Ojca, jest widzialnym obrazem niewidzialnego Ojca. Mówi dziś w Ewangelii: "I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest tylko Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał". (J 7, 25-30)
Jezus zaprasza i mnie do tego, by Jego miłość objawiać światu. Zwyczajnie swoim życiem. Podejmując krzyż codzienny jesteśmy uczniami Chrystusa, jak przypomniał nam wczoraj papież Franciszek:
"Chciałbym, aby wszyscy po tych dniach łaski, mieli odwagę, właśnie odwagę by kroczyć w obecności Bożej, z krzyżem Pana; by budować Kościół na Krwi Pana, którą przelał On na krzyżu, i wyznawali jedyną chwałę: Chrystusa Ukrzyżowanego. W ten sposób Kościół będzie szedł naprzód".

Fot. Golgota (miejsce ukrzyżowania) w Bazylice Grobu Pańskiego.