Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. [...] I chciał Go zobaczyć. (Łk 9,7-9)
Słyszeć i widzieć - te dwa czasowniki zazwyczaj w kontekście biblijnym odnoszą się do doświadczenia wiary.
A jednak historia Heroda pokazuje, że usłyszenie może tylko niepokoić, a zobaczenie (wydarzy się w czasie przesłuchań i męki Jezusa) może wzbudzić wzgardę.
Przypomina mi się ostrzeżenie Jezusowe: "Uważajcie, jak słuchacie!" Odpowiedzialność za usłyszane Słowo jest w mojej gestii, bo i nawrócenie zależy od mojej decyzji (od mego serca) a nie od strachu czy podziwu...
Jezu, słyszę Cię w Liturgii Słowa i widzę Cię pod zasłoną znaków sakramentalnych. Czego chcę? Upodobnić się w sercu do Ciebie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słuchanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słuchanie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 28 września 2017
piątek, 4 sierpnia 2017
4 VIII, usłyszeć Słowo zbawienia
Jezus, przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: "Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli?...". (Mt 13,54-58)
Żeby usłyszeć naukę Jezusa, trzeba chcieć ją usłyszeć. Nawet zdumienie, zachwyt czy słuchane słowo nie sprawią w nas przemiany, jeśli skupimy się na naskórku.
Ileż razy w ciągu dnia padają wokół mnie słowa zachęty, upomnienia, przebaczenia itp., ileż razy słowo zbawienia dociera do moich uszu... w moim domu. Serce nawrócone pod krzyżem usłyszy je, nawet gdy przychodzi [tylko] od ludzi... Problem usłyszenia leży w nawróceniu serca.
Ucałuję dziś krzyż Pana - to mały znak miłości i prośba o serce czyste.
Żeby usłyszeć naukę Jezusa, trzeba chcieć ją usłyszeć. Nawet zdumienie, zachwyt czy słuchane słowo nie sprawią w nas przemiany, jeśli skupimy się na naskórku.
Ileż razy w ciągu dnia padają wokół mnie słowa zachęty, upomnienia, przebaczenia itp., ileż razy słowo zbawienia dociera do moich uszu... w moim domu. Serce nawrócone pod krzyżem usłyszy je, nawet gdy przychodzi [tylko] od ludzi... Problem usłyszenia leży w nawróceniu serca.
Ucałuję dziś krzyż Pana - to mały znak miłości i prośba o serce czyste.
piątek, 30 grudnia 2016
30 XII, sekret rodziny
...oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić”. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda... (Mt 2,13-23)
Bardzo lubię święto Świętej Rodziny. Może dlatego, że w moim domu rodzinnym mieliśmy Jej obraz i moi Rodzice próbowali żyć tymi samymi wartościami. Rodziny się nie wybiera - mnie spotkał dar piękny. Jestem za to bardzo wdzięczna i Bogu za moich Rodziców, i moim Rodzicom za wszystko, a zwłaszcza za Boga...
Ubogacona modlę się za tymi, których mi Pan stawia na drodze, za rodziny które są dla mnie czy to radością czy też wyzwaniem... A to czasem zmienia się jak w kalejdoskopie.
Dzisiejsza Ewangelia podpowiada na czym polegał sekret Świętej Rodziny. Oni słuchali Boga! Liczyli się w swoim życiu, działaniu, z Jego Słowem - szli za tym Słowem.
A nie mieli łatwo! Nie mieli łatwo!
Jezusie, Maryjo i Józefie, módlcie się za nami, prowadźcie nas.
Bardzo lubię święto Świętej Rodziny. Może dlatego, że w moim domu rodzinnym mieliśmy Jej obraz i moi Rodzice próbowali żyć tymi samymi wartościami. Rodziny się nie wybiera - mnie spotkał dar piękny. Jestem za to bardzo wdzięczna i Bogu za moich Rodziców, i moim Rodzicom za wszystko, a zwłaszcza za Boga...
Ubogacona modlę się za tymi, których mi Pan stawia na drodze, za rodziny które są dla mnie czy to radością czy też wyzwaniem... A to czasem zmienia się jak w kalejdoskopie.
Dzisiejsza Ewangelia podpowiada na czym polegał sekret Świętej Rodziny. Oni słuchali Boga! Liczyli się w swoim życiu, działaniu, z Jego Słowem - szli za tym Słowem.
A nie mieli łatwo! Nie mieli łatwo!
Jezusie, Maryjo i Józefie, módlcie się za nami, prowadźcie nas.
czwartek, 1 grudnia 2016
1 XII, zbawia nie moje, lecz SŁOWO Pana
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie...". (Mt 7,24-27)
To nie słowa moje wypowiadane do Pana sprawiają zbawienie, lecz Słowo Pana wypowiedziane do mnie, usłyszane przeze mnie i przyjęte w mym życiu - taki wniosek zrodził mi się dziś na modlitwie, po tym, jak poobserwowałam w wyobraźni budowę domów na piasku i na skale (w szerokim rozumieniu słowa "dom").
Uwielbiam Pana za moc Jego Słowa, które przyjęte w życiu potrafi być tarczą dla wszelakich niesprzyjających czynników życia w pełni.
Fot. Ta, która Słowo przyjęła! I wstawia się za nami i nauczy nas jak przyjmować Słowo - jeśli tylko chcemy...
To nie słowa moje wypowiadane do Pana sprawiają zbawienie, lecz Słowo Pana wypowiedziane do mnie, usłyszane przeze mnie i przyjęte w mym życiu - taki wniosek zrodził mi się dziś na modlitwie, po tym, jak poobserwowałam w wyobraźni budowę domów na piasku i na skale (w szerokim rozumieniu słowa "dom").
Uwielbiam Pana za moc Jego Słowa, które przyjęte w życiu potrafi być tarczą dla wszelakich niesprzyjających czynników życia w pełni.
Fot. Ta, która Słowo przyjęła! I wstawia się za nami i nauczy nas jak przyjmować Słowo - jeśli tylko chcemy...
niedziela, 17 lipca 2016
17 VII, całkowitość serca
...Tajemnica ta, ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym [...]. Jest nią Chrystus pośród was — nadzieja chwały... (Kol 1,24-28)
To czytanie ze św. Pawła i pierwsze o gościnności Abrahama (Rdz 18,1-10a) robią dobre wprowadzenie do wydarzenia ewangelicznego w domu Marty i Marii. Przychodzi Jezus do domu (Łk 10,38-42), w gościnę.
Kiedy Bóg przychodzi w gościnę, to chcę mieć otwarte serce i dom. A to przede wszystkim nie tyle moje usługiwanie i najlepsze ze śpiżarni :), ale WYSŁUCHANIE mego Boga. Jeśli Jego potrzebą jest mówienie do mnie, to na tą potrzebę reagować chcę. A jeśli ja mam potrzebę usłużenia, to niech mnie ogarnie Duch Święty, bym właściwie wartościowała...i usłużyła nic nie tracąc z tej cząstki najlepszej - całkowitości serca dla Pana - t.j. miłości.
Fot. Przed wiekami w tym dniu zmarła św. Jadwiga Królowa. Ona umiała łączyć Martę i Marię w sobie samej...
To czytanie ze św. Pawła i pierwsze o gościnności Abrahama (Rdz 18,1-10a) robią dobre wprowadzenie do wydarzenia ewangelicznego w domu Marty i Marii. Przychodzi Jezus do domu (Łk 10,38-42), w gościnę.
Kiedy Bóg przychodzi w gościnę, to chcę mieć otwarte serce i dom. A to przede wszystkim nie tyle moje usługiwanie i najlepsze ze śpiżarni :), ale WYSŁUCHANIE mego Boga. Jeśli Jego potrzebą jest mówienie do mnie, to na tą potrzebę reagować chcę. A jeśli ja mam potrzebę usłużenia, to niech mnie ogarnie Duch Święty, bym właściwie wartościowała...i usłużyła nic nie tracąc z tej cząstki najlepszej - całkowitości serca dla Pana - t.j. miłości.
Fot. Przed wiekami w tym dniu zmarła św. Jadwiga Królowa. Ona umiała łączyć Martę i Marię w sobie samej...
wtorek, 19 kwietnia 2016
19 IV, kto z kim przestaje...
... Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec.
Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki... (J 10,22-30)
Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki... (J 10,22-30)
To Jezusowe stwierdzenie o niewierze zastanowiło mnie dziś solidnie. To nie jest takie oczywiste, że jesteśmy (jestem) w owczarni Chrystusowej. Może właśnie zabłąkałam się i słucham nie swego Pasterza... Przecież wiele głosów (z zewnątrz i wewnątrz) nas codziennie woła w różne strony, chcąc przyciągnąć na pozorne pastwiska.
Mój Pasterz mnie zna - to bardzo dobra wiadomość dla mnie. Wiem, że nie porzuci. Czuję, że od lat niesie mnie na ramionach swoich. Pachnie mną :). Był ze mną w każdym mym dołku.
Ja chcę nabrać Jego zapachu, chcę słuchać Jego głosu, chcę nauczyć się i mówić Jego akcentem... :) "Kto z kim przestaje, takim się staje". Amen
czwartek, 28 stycznia 2016
28 I, miara
...I mówił im: „Uważajcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, pozbawią go i tego, co ma”. (Mk 4,21-25)
W kontekście wczorajszego słowa o Siewcy i o ziarnie, którym jest Jego Słowo, słucham dziś o lampie i mierze. Słowo niesie światło i miarę powiększa, jeśli tylko nie chowam tego światła pod korcem własnej woli.
"Czego słuchacie" - może warto dziś zastanowić się nad tym.
W klasztorze jest sporo ciszy i tradycją jest, że prace wykonuje się w milczeniu. A jednak nic to jeszcze nie znaczy. Czego słucham? Własnych myśli, ocen, uczuć itp.? Tak, tego słucham. Słucham też Słowa, z Biblii, z liturgii, ale też i zakorzenionego już we mnie. Jeśli miara słuchania przechyla się ku Słowu, to i siebie bardziej rozumiem. :)
W kontekście wczorajszego słowa o Siewcy i o ziarnie, którym jest Jego Słowo, słucham dziś o lampie i mierze. Słowo niesie światło i miarę powiększa, jeśli tylko nie chowam tego światła pod korcem własnej woli.
"Czego słuchacie" - może warto dziś zastanowić się nad tym.
W klasztorze jest sporo ciszy i tradycją jest, że prace wykonuje się w milczeniu. A jednak nic to jeszcze nie znaczy. Czego słucham? Własnych myśli, ocen, uczuć itp.? Tak, tego słucham. Słucham też Słowa, z Biblii, z liturgii, ale też i zakorzenionego już we mnie. Jeśli miara słuchania przechyla się ku Słowu, to i siebie bardziej rozumiem. :)
wtorek, 6 października 2015
6 X, niech zagospodarzy się we mnie
Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie.
Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług... (Łk 10, 38-42)
Marto, Marto... potrzeba mało albo tylko jednego - powie dalej Jezus.
Przyjmuję Jezusa w swoim domu, w swoim sercu, codziennie - w Eucharystii. Zawstydza mnie dziś Słowo, bo uświadamiam sobie, że nie siadam u nóg Pana w sercu swym... tylko uwijam się koło rozmaitych posług.
Zatrzymać się i posłuchać w sercu Jezusa nie jest łatwo, choć tego potrzebuję, za tym tęsknię i to właśnie nasyca moje serce. Łatwiej usłużyć, łatwiej według własnego scenariusza zadziałać... Dlatego, potrzebuję nawrócenia!
Potrzebuję zatrzymania w tym, co robię (nawet i przede wszystkim, kiedy robię coś ze względu na Niego i czy wprost dla Niego). Potrzebuję zatrzymania tu i teraz (nie na kolejnych rekolekcjach) i posłuchania tego, co On ma do powiedzenia tu i teraz!
Przyjąć Jego miłość w Eucharystii, pozwolić Mu być Gospodarzem spotkania, to zrozumieć, że nie ode mnie i mojej krzątaniny zależy zbawienie tylko od Pana, bo u Pana jest bowiem łaska, u Niego obfite odkupienie (Ps 130 - dziś w liturgii śpiewany). A we mnie tej łaski jest tyle, na ile pozwolę jej zagospodarzyć się we mnie.
Przyjdź Panie Jezu, otwórz me ucho i zatrzymaj mnie, bym pozwoliła Ci zagospodarzyć się we mnie.
Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług... (Łk 10, 38-42)
Marto, Marto... potrzeba mało albo tylko jednego - powie dalej Jezus.
Przyjmuję Jezusa w swoim domu, w swoim sercu, codziennie - w Eucharystii. Zawstydza mnie dziś Słowo, bo uświadamiam sobie, że nie siadam u nóg Pana w sercu swym... tylko uwijam się koło rozmaitych posług.
Zatrzymać się i posłuchać w sercu Jezusa nie jest łatwo, choć tego potrzebuję, za tym tęsknię i to właśnie nasyca moje serce. Łatwiej usłużyć, łatwiej według własnego scenariusza zadziałać... Dlatego, potrzebuję nawrócenia!
Potrzebuję zatrzymania w tym, co robię (nawet i przede wszystkim, kiedy robię coś ze względu na Niego i czy wprost dla Niego). Potrzebuję zatrzymania tu i teraz (nie na kolejnych rekolekcjach) i posłuchania tego, co On ma do powiedzenia tu i teraz!
Przyjąć Jego miłość w Eucharystii, pozwolić Mu być Gospodarzem spotkania, to zrozumieć, że nie ode mnie i mojej krzątaniny zależy zbawienie tylko od Pana, bo u Pana jest bowiem łaska, u Niego obfite odkupienie (Ps 130 - dziś w liturgii śpiewany). A we mnie tej łaski jest tyle, na ile pozwolę jej zagospodarzyć się we mnie.
Przyjdź Panie Jezu, otwórz me ucho i zatrzymaj mnie, bym pozwoliła Ci zagospodarzyć się we mnie.
niedziela, 16 sierpnia 2015
17 VIII, dobro od Dobrego
„Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry.
A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania” [...]
„Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?”... (Mt 19,16-22)
Któż z nas tak mógłby odpowiedzieć Jezusowi, patrząc Mu w oczy?...
JEDEN jest DOBRY i miłosierny: wciąż każdego z nas woła ku Sobie, ku Dobru, coraz bliżej, na różne sposoby. Ważne tylko usłyszeć ten Jego głos i ruszyć za Nim, a nie do swoich posiadłości (ileż tego mamy przez lata nagromadzone, zwłaszcza przyzwyczajeń, opinii i przekonań)...
A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania” [...]
„Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?”... (Mt 19,16-22)
Któż z nas tak mógłby odpowiedzieć Jezusowi, patrząc Mu w oczy?...
JEDEN jest DOBRY i miłosierny: wciąż każdego z nas woła ku Sobie, ku Dobru, coraz bliżej, na różne sposoby. Ważne tylko usłyszeć ten Jego głos i ruszyć za Nim, a nie do swoich posiadłości (ileż tego mamy przez lata nagromadzone, zwłaszcza przyzwyczajeń, opinii i przekonań)...
piątek, 24 lipca 2015
24 VII, pojętny słuchacz
Posłuchajcie co znaczy przypowieść o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze... (Mt 13,18-23)
Zazwyczaj na modlitwie zatrzymywały mnie dalsze słowa tej przypowieści. Dziś natomiast właśnie to: kto słucha i nie rozumie - nie wyda owocu. Zły porywa zasiane dobro.
Dało mi to do myślenia.
Zdopingowało do modlitwy za siebie i za tych, którzy słuchają Słowo, ale nie są otwarci na jego rozumienie.
Niech moje ucho będzie połączone z sercem i z umysłem. Obym była otwartą i pojętną uczennicą Pana.
Zazwyczaj na modlitwie zatrzymywały mnie dalsze słowa tej przypowieści. Dziś natomiast właśnie to: kto słucha i nie rozumie - nie wyda owocu. Zły porywa zasiane dobro.
Dało mi to do myślenia.
Zdopingowało do modlitwy za siebie i za tych, którzy słuchają Słowo, ale nie są otwarci na jego rozumienie.
Niech moje ucho będzie połączone z sercem i z umysłem. Obym była otwartą i pojętną uczennicą Pana.
środa, 1 lipca 2015
1 VII, On słyszy nasze jęki
A gdy zabrakło wody w bukłaku, ułożyła dziecko pod jednym krzewem, po czym odeszła i usiadła opodal tak daleko, jak łuk doniesie, mówiąc: „Nie będę patrzyła na śmierć dziecka”. I tak siedząc opodal, zaczęła głośno płakać.
Ale Bóg usłyszał jęk dziecka i anioł Boży zawołał na Hagar z nieba... (Rdz 21,5.8-20)
Dziś tylko jeden szczegół: Hagar głośno płakała, mały Izmael cicho jęczał... Bóg usłyszał jęk dziecka.
Bóg słyszy nasze wewnętrzne jęki!
Nocą wracałam pociągiem, dosiadł się 19-letni młodzieniec. Noc w pociągu nie jest łatwa, a widziałam, że młody mężczyzna jest zmęczony i obolały. Zagadałam. Wyjechał do pracy na południe Polski ponad 600 km od domu i nie wypaliło, firma się rozleciała.
Dlaczego o tym piszę? Bo stało się tu coś z tego dzisiejszego czytania. Kiedy szedł już na pociąg wieczorem po dniu pracy, wyrzucony z pracy i łapał stopa, a kierowcy nie zatrzymywali się, doświadczał beznadziei. Przeszedł jakieś 5 km, zmęczony, z torbą podróżną na ramieniu, w pewnym momencie wewnętrzny jęk był tak głęboki, że żyć mu już się nie chciało, zaczął modlić się, zawołał: "Boże, zmiłuj się nade mną". Wyciągnął znów rękę na stopa i ... pierwsze auto zatrzymało się i otrzymał pomoc.
Pomogłam mu też w Szczecinie, bo czekała go jeszcze przesiadka. Wiem, że młodzieniec widzi w tym palec Boży. A i mnie Bóg pokazał, że jest DOBRY, że słyszy nasze jęki i reaguje na nie (ludzkimi rękami :).
***
"...mistykiem jest ten, kto wyczuwa, kontempluje i rozkoszuje się działaniem Boga w swoim życiu i w pełni je wspiera, a Bóg radości nie może uczynić inaczej, jak działać w sposób, który wyraża i przekazuje Jego radość...". (A. Cencini)
Ale Bóg usłyszał jęk dziecka i anioł Boży zawołał na Hagar z nieba... (Rdz 21,5.8-20)
Dziś tylko jeden szczegół: Hagar głośno płakała, mały Izmael cicho jęczał... Bóg usłyszał jęk dziecka.
Bóg słyszy nasze wewnętrzne jęki!
Nocą wracałam pociągiem, dosiadł się 19-letni młodzieniec. Noc w pociągu nie jest łatwa, a widziałam, że młody mężczyzna jest zmęczony i obolały. Zagadałam. Wyjechał do pracy na południe Polski ponad 600 km od domu i nie wypaliło, firma się rozleciała.
Dlaczego o tym piszę? Bo stało się tu coś z tego dzisiejszego czytania. Kiedy szedł już na pociąg wieczorem po dniu pracy, wyrzucony z pracy i łapał stopa, a kierowcy nie zatrzymywali się, doświadczał beznadziei. Przeszedł jakieś 5 km, zmęczony, z torbą podróżną na ramieniu, w pewnym momencie wewnętrzny jęk był tak głęboki, że żyć mu już się nie chciało, zaczął modlić się, zawołał: "Boże, zmiłuj się nade mną". Wyciągnął znów rękę na stopa i ... pierwsze auto zatrzymało się i otrzymał pomoc.
Pomogłam mu też w Szczecinie, bo czekała go jeszcze przesiadka. Wiem, że młodzieniec widzi w tym palec Boży. A i mnie Bóg pokazał, że jest DOBRY, że słyszy nasze jęki i reaguje na nie (ludzkimi rękami :).
***
"...mistykiem jest ten, kto wyczuwa, kontempluje i rozkoszuje się działaniem Boga w swoim życiu i w pełni je wspiera, a Bóg radości nie może uczynić inaczej, jak działać w sposób, który wyraża i przekazuje Jego radość...". (A. Cencini)
piątek, 13 lutego 2015
13 II, otwórz się
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął Go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. (Mk 7,31-37)
Bardzo intymna scena.
Trzeba ją sobie jakoś unaocznić, trzeba ją pokontemplować, żeby zrozumieć i zakosztować tego matczynego gestu Jezusa.
Włożyłam sobie palce w uszy (zrób to) i poczułam zatkanie, zamknięcie... Ten głuchoniemy musiał też to poczuć. "Effata" - jak nowe stworzenie. Zresztą przy chrzcie dorosłego jest taki obrzęd "Effata", gdzie kapłan wkłada palce do uszu katechumena i wypowiada słowa "otwórz się".
Bez łaski nie jesteśmy w stanie słyszeć Słowa (ani ludzi) i nie jesteśmy w stanie dobrze mówić.
Rodzi się modlitwa: Jezu, weź mnie na bok, intymnie, dotknij mnie i uzdrów mnie.
I trzeba pozwolić sobie na takie odosobnienie z Jezusem...
Fot. z katechumenalnego obrzędu Effata
Bardzo intymna scena.
Trzeba ją sobie jakoś unaocznić, trzeba ją pokontemplować, żeby zrozumieć i zakosztować tego matczynego gestu Jezusa.
Włożyłam sobie palce w uszy (zrób to) i poczułam zatkanie, zamknięcie... Ten głuchoniemy musiał też to poczuć. "Effata" - jak nowe stworzenie. Zresztą przy chrzcie dorosłego jest taki obrzęd "Effata", gdzie kapłan wkłada palce do uszu katechumena i wypowiada słowa "otwórz się".
Bez łaski nie jesteśmy w stanie słyszeć Słowa (ani ludzi) i nie jesteśmy w stanie dobrze mówić.
Rodzi się modlitwa: Jezu, weź mnie na bok, intymnie, dotknij mnie i uzdrów mnie.
I trzeba pozwolić sobie na takie odosobnienie z Jezusem...
Fot. z katechumenalnego obrzędu Effata
wtorek, 3 lutego 2015
3 II, wiara otwierająca źródło
...Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto dotknął się mojego płaszcza?” Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: «Kto się Mnie dotknął?»” On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła... Mk 5, 21-43
Bardzo bogate i sycące dzisiejsze Słowo. Zachęcam do przeczytania w całości.
Dla mnie tematem przewodnim w nim jest WIARA.
Kilka okruszków spróbuję przekazać z mego smakowania dzisiejszego Słowa Pana.
1. Wiara kobiety cierpiącej na upływ krwi. Wokół tłum, ludzie wręcz ocierają się o Jezusa. A jednak nie tyle bliskość, nawet fizyczna, co wiara, która jak miecz rozcina jakąś zasłonę, blokadę w sercu i dociera do źródła łaski. Wiara jak klucz do skarbnicy łask.
2."On rozglądał się, by ujrzeć tę..." - co za niezwykła chwila. Bóg-Człowiek rozglądający się za kobietą. Przepiękna scena. Takiego spotkania ze wzrokiem Jezusa życzę sobie i tobie. Coś niezwykle intymnego i pięknego. Piękne jest ludzkie szukanie się zakochanych, ale to oglądanie się Boga za człowiekiem, który Mu zaufał, nie ma w pięknie równego sobie!
3."Dosłyszawszy", co mówiono przełożonemu synagogi... Uświadomiłam sobie, że Jezus słyszy słowa, które docierają do mnie, słowa, które mnie osłabiają... I reaguje swoim Słowem: "nie bój się, jedynie wierz". Uwaga: w tym miejscu decyzja należy do mnie, za czyim słowem pójdę?
4."I wyśmiewali Go" - w tej scenie też zatrzymałam się z Jezusem. Bardzo trudny moment wytrzymania napięcia, kiedy drwią z ciebie, kiedy twoje słowa przekręcają, kiedy śmieją się i pogardzają tobą... Jezus po pierwsze pozwolił na to. Po drugie wytrzymał to napięcie. Idąc za Jezusem, będę nie raz zaproszona do dzielenia z Nim takich chwil.
Jezu, dziękuję Ci.
5."I polecił, by dano jej jeść" - troska Jezusa jest rozbrajająca! Troszczy się o człowieka jak matka!
I jak kropka nad "i", jak dobra rada, by wiarę zachować, konkret z pierwszego czytania z Hbr 12,1-4:
Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę (dosł. wstyd zlekceważywszy), i zasiadł po prawicy tronu Boga.
Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość (dosł. bunt) przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani (dosł. osłabieni) na duchu.
Fot. z internetu. A tu więcej o tym obrazie i autorce.
Bardzo bogate i sycące dzisiejsze Słowo. Zachęcam do przeczytania w całości.
Dla mnie tematem przewodnim w nim jest WIARA.
Kilka okruszków spróbuję przekazać z mego smakowania dzisiejszego Słowa Pana.
1. Wiara kobiety cierpiącej na upływ krwi. Wokół tłum, ludzie wręcz ocierają się o Jezusa. A jednak nie tyle bliskość, nawet fizyczna, co wiara, która jak miecz rozcina jakąś zasłonę, blokadę w sercu i dociera do źródła łaski. Wiara jak klucz do skarbnicy łask.
2."On rozglądał się, by ujrzeć tę..." - co za niezwykła chwila. Bóg-Człowiek rozglądający się za kobietą. Przepiękna scena. Takiego spotkania ze wzrokiem Jezusa życzę sobie i tobie. Coś niezwykle intymnego i pięknego. Piękne jest ludzkie szukanie się zakochanych, ale to oglądanie się Boga za człowiekiem, który Mu zaufał, nie ma w pięknie równego sobie!
3."Dosłyszawszy", co mówiono przełożonemu synagogi... Uświadomiłam sobie, że Jezus słyszy słowa, które docierają do mnie, słowa, które mnie osłabiają... I reaguje swoim Słowem: "nie bój się, jedynie wierz". Uwaga: w tym miejscu decyzja należy do mnie, za czyim słowem pójdę?
4."I wyśmiewali Go" - w tej scenie też zatrzymałam się z Jezusem. Bardzo trudny moment wytrzymania napięcia, kiedy drwią z ciebie, kiedy twoje słowa przekręcają, kiedy śmieją się i pogardzają tobą... Jezus po pierwsze pozwolił na to. Po drugie wytrzymał to napięcie. Idąc za Jezusem, będę nie raz zaproszona do dzielenia z Nim takich chwil.
Jezu, dziękuję Ci.
5."I polecił, by dano jej jeść" - troska Jezusa jest rozbrajająca! Troszczy się o człowieka jak matka!
I jak kropka nad "i", jak dobra rada, by wiarę zachować, konkret z pierwszego czytania z Hbr 12,1-4:
Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę (dosł. wstyd zlekceważywszy), i zasiadł po prawicy tronu Boga.
Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość (dosł. bunt) przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani (dosł. osłabieni) na duchu.
Fot. z internetu. A tu więcej o tym obrazie i autorce.
czwartek, 15 stycznia 2015
15 I, i Jego pragnień słuchać
"Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić". Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: "Chcę, bądź oczyszczony". Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony... Mk 1,40-45
Oko w oko z Jezusem: jeśli chcesz - chcę.
Pragnienie trędowatego i pragnienie Jezusa - wypełniło się, bo Bóg chce dobra człowieka. Pragnienie Jezusa stało się kompatybilne pragnieniu trędowatego.
Jednak w dalszej części dzisiejszego wydarzenia ewangelijnego prośba-pragnienie Jezusa o nierozpowiadanie nie spotkała niestety równie kompatybilnego oddźwięku w uzdrowionym...
Małe świadectwo z osobistej modlitwy:
Uklękłam niedawno przed Jezusem w tabernakulum, taka utrudzona i tak mnie tchnęło wypowiedzieć Mu swoje pragnienie. A było to pragnienie, by mnie po prostu przytulił, pogłaskał po głowie i wypowiedział, że cieszy się mną, że mnie miłuje.
Kiedy wypowiedziałam się przed Nim i poczułam w sercu, że jestem wysłuchana, zapytałam Go, a czego On pragnie?
I co za zdziwienie, kiedy usłyszałam w sercu: "pragnę, byś przybliżyła się do Mnie, byś zobaczyła Moje otwarte ramiona, Moje dłonie wyciągnięte ku Tobie, byś poczuła Mój dotyk w sakramentach, by w twoich uszach brzmiało Moje słowo, które zostało wypowiedziane nad tobą w dniu twego chrztu i brzmi zawsze: "tyś umiłowana", pragnę, byś zauważyła, że chcę ciebie, że chcę twego istnienia, że istniejesz, bo chciałem ciebie i cię podtrzymuję"...
Jak te pragnienia są zbieżne! A nawet Jego jeszcze głębsze niż moje...
Z wielkim wzruszeniem słuchałam dziś I czytania. Ono wzywa mnie, ono pokazuje i przestrzega, że mogę zamknąć się dziś przed łaską. Bóg DZIŚ (hodie) do mnie przychodzi:
Postępujcie, jak mówi Duch Święty: „Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak w buncie [...] Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co „dziś” się zwie... 3,7-14.
Fot. z internetu
Oko w oko z Jezusem: jeśli chcesz - chcę.
Pragnienie trędowatego i pragnienie Jezusa - wypełniło się, bo Bóg chce dobra człowieka. Pragnienie Jezusa stało się kompatybilne pragnieniu trędowatego.
Jednak w dalszej części dzisiejszego wydarzenia ewangelijnego prośba-pragnienie Jezusa o nierozpowiadanie nie spotkała niestety równie kompatybilnego oddźwięku w uzdrowionym...
Małe świadectwo z osobistej modlitwy:
Uklękłam niedawno przed Jezusem w tabernakulum, taka utrudzona i tak mnie tchnęło wypowiedzieć Mu swoje pragnienie. A było to pragnienie, by mnie po prostu przytulił, pogłaskał po głowie i wypowiedział, że cieszy się mną, że mnie miłuje.
Kiedy wypowiedziałam się przed Nim i poczułam w sercu, że jestem wysłuchana, zapytałam Go, a czego On pragnie?
I co za zdziwienie, kiedy usłyszałam w sercu: "pragnę, byś przybliżyła się do Mnie, byś zobaczyła Moje otwarte ramiona, Moje dłonie wyciągnięte ku Tobie, byś poczuła Mój dotyk w sakramentach, by w twoich uszach brzmiało Moje słowo, które zostało wypowiedziane nad tobą w dniu twego chrztu i brzmi zawsze: "tyś umiłowana", pragnę, byś zauważyła, że chcę ciebie, że chcę twego istnienia, że istniejesz, bo chciałem ciebie i cię podtrzymuję"...
Jak te pragnienia są zbieżne! A nawet Jego jeszcze głębsze niż moje...
Z wielkim wzruszeniem słuchałam dziś I czytania. Ono wzywa mnie, ono pokazuje i przestrzega, że mogę zamknąć się dziś przed łaską. Bóg DZIŚ (hodie) do mnie przychodzi:
Postępujcie, jak mówi Duch Święty: „Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak w buncie [...] Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co „dziś” się zwie... 3,7-14.
Fot. z internetu
sobota, 11 października 2014
11 X, szczęście w zasięgu ręki
Jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: "Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś". Lecz On rzekł: "Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je". Łk 11,27-28
Dotknęło mnie dziś Jezusowe "owszem" (błogosławieństwo Maryi - ONA jest szczęściara) ale jeszcze bardziej pociągnęło mnie owo stwierdzenie "również błogosławieni"...
Bo w nim jest i o mnie. Może być o mnie... :) Swego istnienia nie zamienię na inne, jest mi dane tu i teraz, jest mi dane takie jakie jest, z tym moim charakterkiem, z tymi możliwościami, z tymi słabościami..., z tymi osobami wokół, z tymi jacy są..., w tym miejscu a nie innym. To wszystko nie jest ani przeszkodą ani warunkiem bycia szczęśliwą!!!
Warunek jest jeden, dzisiaj Jezus go nazywa: słuchanie Boga i zachowywanie Jego Słowa.
I znowu wybór należy do nas, do każdego z nas. A prawdziwe szczęście jest w zasięgu ręki i nie musisz już narzekać, bo nic nie jest przeszkodą (oprócz ciebie samego), by serce swoje z sercem Jezusa zsynchronizować.
Dotknęło mnie dziś Jezusowe "owszem" (błogosławieństwo Maryi - ONA jest szczęściara) ale jeszcze bardziej pociągnęło mnie owo stwierdzenie "również błogosławieni"...
Bo w nim jest i o mnie. Może być o mnie... :) Swego istnienia nie zamienię na inne, jest mi dane tu i teraz, jest mi dane takie jakie jest, z tym moim charakterkiem, z tymi możliwościami, z tymi słabościami..., z tymi osobami wokół, z tymi jacy są..., w tym miejscu a nie innym. To wszystko nie jest ani przeszkodą ani warunkiem bycia szczęśliwą!!!
Warunek jest jeden, dzisiaj Jezus go nazywa: słuchanie Boga i zachowywanie Jego Słowa.
I znowu wybór należy do nas, do każdego z nas. A prawdziwe szczęście jest w zasięgu ręki i nie musisz już narzekać, bo nic nie jest przeszkodą (oprócz ciebie samego), by serce swoje z sercem Jezusa zsynchronizować.
niedziela, 31 sierpnia 2014
31 VIII, idźmy za Nim, nie przed Nim
Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.
A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”.
Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”... Mt 16,21–27
Chciałabym powiedzieć do Piotra: "Piotrze, faux pas popełniasz ucząc Jezusa i robiąc Mu wyrzuty"...
A przecież to moja postawa, ja tak czynię, kiedy nie przyjmuję w swoim życiu cierpienia i chcę bez paschy doświadczać radości trwałej.
Nie ja będę zbawicielem (jak i nie Piotr był zbawicielem Jezusa, tylko Jezus Piotra)! Nie mi reżyserować drogę swoją czy brata. Nie mi! I nie tobie! Pójdźmy za Jezusem, On pierwszy idzie i prowadzi, my za Nim, nigdy przed Nim.
Bo inaczej będziemy zawadą (przeszkodą) dla Jezusa idącego ku braciom i dla braci, którzy potkną się o nas.
To dzisiejsze Słowo uczy mnie też cierpliwości, uczy słuchania do końca. Bym nie zatrzymała się na cierpieniu..., bym usłyszała, że ta droga prowadzi do zmartwychwstania, więc do życia!
To jest dobra nowina! Cierpienia się nie uniknie, ale przyjęte prowadzi przez paschę ku życiu.
A lęk? Jest. I dobrze. Skłania mnie do modlitwy o wytrwałość w cierpieniu, w trudzie. I paradoksalnie, właśnie pobudza do decyzji "abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej" ( Rz 12,1).
Czytałam sobie wczoraj o lęku:
Lęk powinien spełniać w naszym życiu rolę pozytywną. Powinien nas zmuszać do tego, byśmy dopuścili do głosu to, co w nas tkwi, byśmy naprawdę i możliwie najlepiej wykorzystali własny potencjał.
Początkowo lęk jest - albo też wydaje się - przeszkodą, która utrudnia działanie, utrudnia podjęcie ryzyka, co trwa do chwili, gdy zdecydujemy się wreszcie przeciwstawić owej przeszkodzie, przekonując się, że jesteśmy silniejsi niż ona, że mamy więcej siły, niż przypuszczaliśmy. Inną odmianą lęku jest wrażenie ucisku w piersiach albo ściskania w gardle, co wiele osób często odczuwa. Jeśli przetrzymamy taki konkretny napad lęku, poczujemy, że nasze życie znowu nabiera rozpędu i intensywności, i to na różnych płaszczyznach.
Przede wszystkim jednak sprawimy, że nasze ,ja", pokonując lęk, będzie mogło coraz pełniej się realizować, a nasze życie zyska nową jakość i indywidualność. Jest to lęk, o którym Verena Kast mówi, że "zmusza on ludzi do tego, by żyli własnym życiem". Więcej tu...
Bardzo mi się podoba to określenie - "zmusza ludzi, by żyli własnym życiem", czyli, by pozwolili się Bogu wypełnić do końca, jak ta stągiew z 26 VIII...
Dzisiejsze Słowo stawia mi pytanie o moją wiarę w zmartwychwstanie.
Fot. z pielgrzymki: jeśli nie dałabym się poprowadzić... nie przeżyłabym wielu chwil trudnych i wielu radosnych... i nie stanęłabym przed Maryją na Jasnej Górze.
To taka mała zachęta do wielkiego zaufania.
Chciałabym powiedzieć do Piotra: "Piotrze, faux pas popełniasz ucząc Jezusa i robiąc Mu wyrzuty"...
A przecież to moja postawa, ja tak czynię, kiedy nie przyjmuję w swoim życiu cierpienia i chcę bez paschy doświadczać radości trwałej.
Nie ja będę zbawicielem (jak i nie Piotr był zbawicielem Jezusa, tylko Jezus Piotra)! Nie mi reżyserować drogę swoją czy brata. Nie mi! I nie tobie! Pójdźmy za Jezusem, On pierwszy idzie i prowadzi, my za Nim, nigdy przed Nim.
Bo inaczej będziemy zawadą (przeszkodą) dla Jezusa idącego ku braciom i dla braci, którzy potkną się o nas.
To dzisiejsze Słowo uczy mnie też cierpliwości, uczy słuchania do końca. Bym nie zatrzymała się na cierpieniu..., bym usłyszała, że ta droga prowadzi do zmartwychwstania, więc do życia!
To jest dobra nowina! Cierpienia się nie uniknie, ale przyjęte prowadzi przez paschę ku życiu.
A lęk? Jest. I dobrze. Skłania mnie do modlitwy o wytrwałość w cierpieniu, w trudzie. I paradoksalnie, właśnie pobudza do decyzji "abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej" ( Rz 12,1).
Czytałam sobie wczoraj o lęku:
Lęk powinien spełniać w naszym życiu rolę pozytywną. Powinien nas zmuszać do tego, byśmy dopuścili do głosu to, co w nas tkwi, byśmy naprawdę i możliwie najlepiej wykorzystali własny potencjał.
Początkowo lęk jest - albo też wydaje się - przeszkodą, która utrudnia działanie, utrudnia podjęcie ryzyka, co trwa do chwili, gdy zdecydujemy się wreszcie przeciwstawić owej przeszkodzie, przekonując się, że jesteśmy silniejsi niż ona, że mamy więcej siły, niż przypuszczaliśmy. Inną odmianą lęku jest wrażenie ucisku w piersiach albo ściskania w gardle, co wiele osób często odczuwa. Jeśli przetrzymamy taki konkretny napad lęku, poczujemy, że nasze życie znowu nabiera rozpędu i intensywności, i to na różnych płaszczyznach.
Przede wszystkim jednak sprawimy, że nasze ,ja", pokonując lęk, będzie mogło coraz pełniej się realizować, a nasze życie zyska nową jakość i indywidualność. Jest to lęk, o którym Verena Kast mówi, że "zmusza on ludzi do tego, by żyli własnym życiem". Więcej tu...
Bardzo mi się podoba to określenie - "zmusza ludzi, by żyli własnym życiem", czyli, by pozwolili się Bogu wypełnić do końca, jak ta stągiew z 26 VIII...
Dzisiejsze Słowo stawia mi pytanie o moją wiarę w zmartwychwstanie.
Fot. z pielgrzymki: jeśli nie dałabym się poprowadzić... nie przeżyłabym wielu chwil trudnych i wielu radosnych... i nie stanęłabym przed Maryją na Jasnej Górze.
To taka mała zachęta do wielkiego zaufania.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
2 VI, usłyszeć Jezusa
"Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną.
To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat". J 16,29-33
Jak dużo zależy od słuchania!
Ludzie, jak dużo zależy od tego, czego, kogo słucham! Jak dużo zależy, czy usłyszę to Słowo, które do mnie jest skierowane od Boga i które jest, by mnie kształtować.
Modliłam się rano długo... Ale dopiero po kilku godzinach "przedarłam się" przez własny chaos i hałas.
Dzisiejsze Słowo Jezusa mówi o Jego miłości do mnie, do nas. On wie, że Go zostawiamy, że chodzimy własnymi drogami... A On chce naszego pokoju, naszego, mojego szczęścia! Usłyszałam Jezusa...usłyszałam, jak mówi o mnie... Coś dziś do mnie trafiło, przez ucho weszło do wnętrza... :)
Chcę dziś ze świętymi wołać: ludzie, zobaczcie, poczujcie, jak Bóg was kocha! I dajcie się poprowadzić Duchowi.
Jak dużo zależy od słuchania!
Ludzie, jak dużo zależy od tego, czego, kogo słucham! Jak dużo zależy, czy usłyszę to Słowo, które do mnie jest skierowane od Boga i które jest, by mnie kształtować.
Modliłam się rano długo... Ale dopiero po kilku godzinach "przedarłam się" przez własny chaos i hałas.
Dzisiejsze Słowo Jezusa mówi o Jego miłości do mnie, do nas. On wie, że Go zostawiamy, że chodzimy własnymi drogami... A On chce naszego pokoju, naszego, mojego szczęścia! Usłyszałam Jezusa...usłyszałam, jak mówi o mnie... Coś dziś do mnie trafiło, przez ucho weszło do wnętrza... :)
Chcę dziś ze świętymi wołać: ludzie, zobaczcie, poczujcie, jak Bóg was kocha! I dajcie się poprowadzić Duchowi.
piątek, 28 marca 2014
28 III, Miłość
«Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?»
Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest...» Mk 12,28b-34
Miłować. Miłować całym sobą. To więcej znaczy niż wszystkie ofiary, jakie można złożyć Bogu.
Nie sposób się nie odnieść do ludzkiej miłości. Chyba wszyscy znamy to uczucie zakochania, kiedy jak na skrzydłach możemy zrobić wiele i nas to wcale nie kosztuje. A nawet jeśli kosztuje, to nie ma znaczenia, bo miłość, która spełnia się w danym dziele jest największą nagrodą.
Czasem słyszę pewne jęki i wzdychania nade mną, nad innymi żyjącymi w zakonie, że jaką to ofiarę musieliśmy ponieść. Uśmiecham się wówczas, bo to Miłość mnie pociągnęła i w świetle tej Miłości ofiara nie skupia na sobie.
A czy kocham Boga aż tak? Tak całym sercem, całą duszą, mocą?
Jeszcze nie. Choć chciałabym tak. Ale nie czekam na jakieś uczucie (choć czasem przychodzi i jest wówczas wiosennie ;) tylko próbuję dla miłości Pana robić to czy tamto, nie licząc tego, co robię, robię dla Niego... zapominając o swym darze.
Ale najpierw w przykazaniu jest SŁUCHAJ! - trzeba usłyszeć Baranka, zobaczyć Baranka, posłuchać Baranka - spotkać Miłość, jaką zostałam obdarowana. Potem krok w Jego stronę, by upodabniać się do Niego w miłowaniu.
***
A tak jeszcze na koniec wiersz Twardowskiego:
Zatrzymał się
cień pod oknem
nade mną chmury wędrowne
udam że mnie nie ma
zapomnę
puka
znów nie otwieram
myślę: - późno ciemno
- kto?- pytam wreszcie
- Twój Bóg zakochany
z miłością niewzajemną
Miłować. Miłować całym sobą. To więcej znaczy niż wszystkie ofiary, jakie można złożyć Bogu.
Nie sposób się nie odnieść do ludzkiej miłości. Chyba wszyscy znamy to uczucie zakochania, kiedy jak na skrzydłach możemy zrobić wiele i nas to wcale nie kosztuje. A nawet jeśli kosztuje, to nie ma znaczenia, bo miłość, która spełnia się w danym dziele jest największą nagrodą.
Czasem słyszę pewne jęki i wzdychania nade mną, nad innymi żyjącymi w zakonie, że jaką to ofiarę musieliśmy ponieść. Uśmiecham się wówczas, bo to Miłość mnie pociągnęła i w świetle tej Miłości ofiara nie skupia na sobie.
A czy kocham Boga aż tak? Tak całym sercem, całą duszą, mocą?
Jeszcze nie. Choć chciałabym tak. Ale nie czekam na jakieś uczucie (choć czasem przychodzi i jest wówczas wiosennie ;) tylko próbuję dla miłości Pana robić to czy tamto, nie licząc tego, co robię, robię dla Niego... zapominając o swym darze.
Ale najpierw w przykazaniu jest SŁUCHAJ! - trzeba usłyszeć Baranka, zobaczyć Baranka, posłuchać Baranka - spotkać Miłość, jaką zostałam obdarowana. Potem krok w Jego stronę, by upodabniać się do Niego w miłowaniu.
***
A tak jeszcze na koniec wiersz Twardowskiego:
Zatrzymał się
cień pod oknem
nade mną chmury wędrowne
udam że mnie nie ma
zapomnę
puka
znów nie otwieram
myślę: - późno ciemno
- kto?- pytam wreszcie
- Twój Bóg zakochany
z miłością niewzajemną
poniedziałek, 24 marca 2014
24 III, wśród swoich
Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: "Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie..." Łk 4,24-30
Łatwo mi zacytować te słowa Jezusa, kiedy sama czuję się prorokiem wśród swoich bliskich.
Ale już nie chcą te słowa przyjść mi na myśl, kiedy to mój bliźni (bliski człowiek, znany, traktowany może nawet przeze mnie "z góry") staje się narzędziem w ręku Pana i staje się prorokiem wobec mnie...
Decyduję się więc na nawrócenie w tej sprawie!
Chcę otworzyć swoje serce i umysł na mego bliskiego, na moją siostrę, brata. Bo Bóg ma mi coś do powiedzenia przez niego. Chcę usłyszeć g(G)o.
Fot. Bliźni pokazuje mi górę kuszenia.
Łatwo mi zacytować te słowa Jezusa, kiedy sama czuję się prorokiem wśród swoich bliskich.
Ale już nie chcą te słowa przyjść mi na myśl, kiedy to mój bliźni (bliski człowiek, znany, traktowany może nawet przeze mnie "z góry") staje się narzędziem w ręku Pana i staje się prorokiem wobec mnie...
Decyduję się więc na nawrócenie w tej sprawie!
Chcę otworzyć swoje serce i umysł na mego bliskiego, na moją siostrę, brata. Bo Bóg ma mi coś do powiedzenia przez niego. Chcę usłyszeć g(G)o.
Fot. Bliźni pokazuje mi górę kuszenia.
sobota, 1 lutego 2014
1 II, nie obchodzi Cię?
Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: "Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?" On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: "Milcz, ucisz się". Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Mk 4,35-41
Obchodzi Go, że giniemy, obchodzi bardzo... Jeśli należymy do Niego, jeśli poczuwamy się za Jego uczniów, ba może i więcej niż tylko za uczniów... to bądźmy pewni, że Go dotyka nasz trud, nasze przeciwności i zmagania.
Wicher Go słucha i słuchać Go będą oddane przeze mnie moje przeciwności.
Obym i ja sama zawsze w prostocie serca Go słuchała...
Obchodzi Go, że giniemy, obchodzi bardzo... Jeśli należymy do Niego, jeśli poczuwamy się za Jego uczniów, ba może i więcej niż tylko za uczniów... to bądźmy pewni, że Go dotyka nasz trud, nasze przeciwności i zmagania.
Wicher Go słucha i słuchać Go będą oddane przeze mnie moje przeciwności.
Obym i ja sama zawsze w prostocie serca Go słuchała...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















