Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2016

26 IX, przyjąć...

Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy.
Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: „Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki”... (Łk 9,46-50)

Ważnym słowem, które zresztą 4 razy tu się powtarza jest "przyjęcie". Przyjąć dziecko, przyjąć Boga...
Jezus stał się najmniejszym i w każdej Eucharystii prosi nas o przyjęcie Go...

Zasłyszane dziś: "Realizacja powołania, to stawanie się mniejszym, nie większym".

***
I jeszcze jedno na dziś - świadectwo Tomasza Stachury, które mnie poruszyło dogłębnie, dlatego przenoszę tu z fb:

Jest to najtrudniejszy post w moim życiu ale stwierdziłem, że muszę go napisać, ponieważ jest to sprawa życia lub śmierci.
Cztery lata temu oczekiwaliśmy przyjścia na świat naszej córeczki Różyczki. Podczas badań prenatalnych zostały u niej rozpoznane ciężkie wady wrodzone, które były tak poważne, że po urodzeniu nie miała szans na przeżycie.
Wtedy lekarz specjalista, u którego konsultowaliśmy diagnozę, „z troską” doradził nam aborcję ale zastrzegł, że musimy się śpieszyć, ponieważ dziecko niedługo skończy 21 tydzień życia i nie będzie można go już abortować zgodnie z prawem jeżeli będziemy zwlekać.
Ta porada, którą otrzymaliśmy była chyba dla nas jeszcze gorszym ciosem niż informacja o ciężkich wadach naszej Córeczki.
Zastanawiałem się jakby się nasze życie potoczyło gdybyśmy skorzystali z rady „zatroskanego lekarza”.
Na pewno nie miałbym na rękach swojej Córeczki i nie mógłbym spędzić z nią kilku najpiękniejszych chwil na świecie, które całkowicie zmieniły moje podejście do życia. Pewnie nie miałaby swojego grobu i nie zapalalibyśmy na nim świeczki aby przypomnieć sobie, że była z nami choć na chwilkę. Pewnie zastanawiałbym się czy na pewno diagnoza była poprawna? Pewnie nie mielibyśmy więcej dzieci. Pewnie obraziłbym się na Pana Boga i cały świat, że mnie to spotkało.
Wybraliśmy życie. Różyczka urodziła się i była z nami parę godzin, które były jedne z najtrudniejszych i zarazem najpiękniejszych na świecie.
Gdy ma się na rękach bezbronne dziecko i wie się, że ono za chwilę umrze to doświadcza się tak wielkiej miłości, że nie jest się w stanie jej przyjąć i cały czas płacze się ze szczęścia i smutku jednocześnie. Była to chwila w której doświadczyłem czystej bezinteresownej Miłości.
Życie jest wielkim darem – nie odbierajmy innym do niego prawa. (Tomasz Stachura)

sobota, 21 maja 2016

21 V, do takich należy królestwo

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”.  (Mk 10,13-16)

Zawsze się cieszę widokiem dzieci. Dziecko skupia na sobie moją uwagę. Zachwyca mnie dziecięca prostota.
Czasem sama dziecinnieję :). Oby to było we mnie prostota ku królestwu a nie dziecinada ku infantylizmowi.
Panie, pobłogosław to, co dziecięce we mnie!

sobota, 20 lutego 2016

20 II, nie rachując

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. (Mt 5,43-48)

Ks. Jan Twardowski mi dziś pomoże:

Powiedziano Miłości :
- Napisz swoje imię.
Napisała.
       Powiedziano :
       - Odczytaj.
       Odczytała.
Powiedziano :
- Policz litery.
Odpowiedziała :
       - Nie uczyłam się rachować.

Właśnie tak kochać, nie rachując. Umiłowane dziecko Ojca (a jest nim każdy z nas) ma możliwość, ma możność, by miłością obdarzać wokół. Aha, przypomnę jeszcze, że miłość, to nie uczucie, ale "pragnienie autentycznego dobra drugiego".

Fot. Mieszkałam kiedyś w domu, gdzie był i pies, i kot. Jak widać, adoracja wzajemna była :) przyjazna.

poniedziałek, 26 października 2015

26 X, dziecko

Pan mu odpowiedział: «Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?» (Łk 13, 10-17)

Czy nie należało uwolnić?...
Należało. I uwolnił. :)
Dziś synostwo (dziecięctwo, bo jakoś "córostwo" chyba się nie mówi). Jezus kobietę skuloną nazywa córką Abrahama. Córką! A dzieci się kocha za nic.
A ja, a ty? Zobacz, kogo dziećmi jesteśmy:
Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać:  «Abba, Ojcze».  (Rz 8, 12-17)
Duch Boży prowadzi, nie opierajmy się Mu. Bóg troszczy się o nas bardzo.
W sakramencie pojednania z niejednych więzów nas uwalnia. Kiedy ostatnio byłeś u spowiedzi? Może warto dziś odnowić więź z Ojcem w tym sakramencie...

P.S. Byłam niedawno na bardzo fajnej sesji o więziach, mam zamiar jakoś nią się podzielić, ale na razie nie mam czasu.

czwartek, 12 lutego 2015

12 II, Chleb dla dzieci

Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu. [...]
„Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom”.
Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci”...  (Mk 7,24-30)

Zawsze patrzyłam na to wydarzenie od strony tej kobiety. Podziwiałam jej wytrwałość, pewność, odwagę pokory. I dalej to podziwiam. Jednak dziś modlitwa poprowadziła mnie inną ścieżką.
Jezus wstąpił do pewnego domu i tam przebywał. Chleb dzieciom... Dom i dzieci - te dwie rzeczywistości pogłębiły się w mej modlitwie.
Kobieta musiała wejść do domu, by zbliżyć się do Jezusa. Myślę o katechumenach, którzy są wprowadzani do świątyni (do domu!)... Muszą wejść do Kościoła, by zbliżyć się do Jezusa.
Przebywanie Jezusa w pewnym domu...,"rąbnęło" mnie uświadomienie sobie, że On jest w moim domu. Mieszkam z Nim prawie drzwi w drzwi.To jest przywilej domu zakonnego, że jest w nim kaplica z Obecnym w Najświętszym Sakramencie.
No i kolejne uświadomienie sobie, że jestem dzieckiem Bożym, że ciągle o mnie się troszczy i Chleba mi nie brakuje. Raczej powinnam zadać sobie pytanie, czy i jak karmię się tym Chlebem, który jest dla Jego dzieci?
Niestety, bywa często tak, że my dzieci, ani sami tego Chleba nie jemy ani nie dopuszczamy swą postawą tych, którzy łakną... Jak Ojcu musi być przykro z tego powodu...
"Moje dziecko, wszystko moje do ciebie należy" (Łk 15,31) - ta dzisiejsza Ewangelia przypomniała mi tę prawdę.
Wdzięczność, wdzięczność i wdzięczność niech będzie mą odpowiedzią. I korzystanie ze smakowaniem i dzielenie się Jego Obecnością.

Komentarz z roku 2011 do I czytania - więcej tam o kobiecie, która jest "odpowiednią pomocą".Tutaj
Fot. z internetu

sobota, 16 sierpnia 2014

16 VIII, bez słów

Lecz Jezus rzekł: „Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie”. 
Włożył na nie ręce... Mt 19,13-15

Jeśli trzeba nam stać się jak dzieci, to dziś chcę przyjść do Jezusa (i nie przeszkodzić sobie w tym prostym przyjściu) i bardzo pragnę, by włożył na mnie ręce...
Jezu tylko tyle... aż tyle... bez słów.

Fot. Z pielgrzymki, błogosławieństwo prymicyjne. Też proste :)

wtorek, 12 sierpnia 2014

12 VIII, takie to zawody :)

On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: „Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim..." Mt 18,1-5.10.12-14

Mały, duży, duży, mały...
Czasem wewnętrznie jak paw się napuszam, kiedy bywam dowartościowana. :) Jakby moja wielkość od tego miała jakiś przyrost. Nie!
Wielkość moja jest w moim Ojcu! Owszem, chcę dla Niego czynić wiele i wielkie rzeczy, ale tylko dlatego mogę je czynić, bo mnie nimi obdarza. Jeśli się uniżę jak dziecko, tzn. jeśli uznam swoją zależność od Niego i z całą prostotą Mu zaufam... mogę być największą :) w królestwie niebieskim.
A do współzawodnictwa zapraszam! W niebie podium chyba będzie szeeerokie ;)

Jedna ze współzawodniczek - św. Teresa od Dzieciątka Jezus:
O Jezu! czemuż nie mogę powiedzieć wszystkim małym duszom, jak niewypowiedziana jest łaskawość Twoja... czuję, że gdybyś - co niepodobna - znalazł duszę słabszą i mniejszą niż moja, z radością obsypałbyś ją jeszcze większymi łaskami, gdyby tylko z całkowitą ufnością powierzyła się Twemu nieskończonemu miłosierdziu.
A tak Jezus odpowiedział Gabrieli Bossis:
 „Patrz na Mnie jak się patrzy na cel. I zaczynaj na nowo każdego dnia, w cierpliwości, nigdy nie licząc na siebie, dziecino. Wiesz? Maleństwa, które chcą wejść pod górę, czepiają się szat mamy. Weź moje zasługi. Weź moje ramiona. Weź moje serce”.

sobota, 1 marca 2014

1 III, po prostu

Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego. Mk 10,13-16

Każdy w sobie dziecko ma.
Dopuścić je w sobie do Jezusa, wypowiedzieć siebie najgłębiej wobec Niego, to nasze zadanie.
Byłam wczoraj na modlitwie uwielbienia. W prosty sposób, prostymi słowami próbowaliśmy dziękować Bogu i uwielbiać Go. Momentami wyciągałam ręce wzwyż. Nie było mi prosto...już się zestarzałam i zesztywniłam w gestach.
Czasem jednak w sercu odzywa się we mnie prostota dziecka. Zadziwiam się wówczas sama, że tak zwyczajnie potrafię to czy owo... :)
Staję dziś z całą moją sztywnością i całą moją prostotą wobec Jezusa, którego po prostu kocham...

środa, 25 grudnia 2013

25 XII, a na ziemi pokój

Nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie... 
[...] mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: «Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie». Łk 2,1-14

Mówią, że to są proste święta.
Dziecko, w którym Bóg zamieszkał, jest proste. Jest dziecięco proste.
Chyba wystarczy prosto Go ukochać. Przyjąć szczerze, z wdzięcznością i radością.
I pozwolić się obdarzyć Bożym pokojem.
Do spotkania w szopce... :) z NIM. I do spotkania w Eucharystii z NIM. Do zamieszkania JEGO w nas. Do spotkania JEGO w nas... I miłowania JEGO w nas.

niedziela, 8 września 2013

8 IX, wyrzekam się - wypowiadam siebie

...Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem. Łk 14, 25-33

Wyrzeczenie jest wypowiedzią. Nie tylko jest wyborem, ale też jest słowem, moim słowem.
Kiedyś czytałam artykuł ks. Grzywocza, który właśnie tak to nazwał: wyrzekając się czegoś - wypowiadam siebie.
Wybór określa człowieka. Wybór mnie określa. Jestem jak bryła marmuru, z niej muszę wyrzeźbić swą postać. Wiele fragmentów musi odpaść. Czasem mi ich żal...
Ale cel podporządkowuje środki. Być uczniem Jezusa - to wartość dla mnie największa. Uczę się od Niego być dzieckiem Ojca, uczę się miłości prawdziwej.

Znalazłam w internecie ten wywiad z ks. Grzywoczem! Zachęcam do lektury:
http://www.laboratorium.wiez.pl/teksty.php?wyrzec_siebie

wtorek, 13 sierpnia 2013

13 VIII, zawrócić ku dziecięctwu

Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych... Mt 18,1-14

Jeśli się nie odmienimy i nie staniemy jak dzieci... Greka używa tu słów konkretniejszych: "jeśli nie zawrócicie..."
Pęd rozwoju idzie zazwyczaj w samodoskonałość, w samorealizację i mnie też to zwodzi. Wydaje się, że im będę silniejsza, im bardziej na sobie będę mogę polegać, tym będzie lepiej, tym większa będę w królestwie Bożym.
A jest dokładnie odwrotnie, dlatego muszę zawrócić.
Zawrócić ku dziecięcej prostocie, ku dziecięcemu zaufaniu, ku powierzeniu się Ojcu.
Dziękuję więc Bogu za ostatni czas, czas doświadczenia słabych swych stron: niemocy, zależności, ubóstwa, potrzeby przyjęcia, przykrości odrzucenia itp... Przychodzi pokusa, by tym gardzić w sobie, by nie przyjąć siebie w tym doświadczeniu. Jest to pokusa, bo to przecież miejsce dla łaski!
Jest we mnie słabość i niemoc dziecka, jest we mnie też spontaniczność i otwartość dziecka. Są pragnienia i nieporadność. I nie patrzę na to tylko od strony psychicznej, patrzę na to od strony duchowej. Po prostu w tej psychicznej niemocy staję jako dziecko przed Ojcem i wiem, doświadczam, że mnie miłuję, że mnie prowadzi, że to On działa, też przeze mnie.
Z wiarą słuchałam słów I czytania i wiem, że odnoszą się też do mnie:
"Sam Pan, który pójdzie przed tobą, On będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci. Nie lękaj się i nie drżyj!" (Pwt 31, 1-8)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

12 VIII, duch dziecięctwa

Jezus uprzedził go, mówiąc: «Szymonie, jak ci się zdaje? Od kogo królowie ziemscy pobierają daniny lub podatki? Od synów swoich czy od obcych?» Powiedział: «Od obcych». Jezus mu rzekł: «A zatem synowie są wolni...» Mt 17, 22-27

Wobec Boga my często stajemy niestety też jako podatnicy... Czyli jako obcy. Czy Bóg żąda naszych ofiar, naszych dziesięcin?
Pewne jest, że chce naszej miłości, bo miłość choć nie żąda, to pragnie odpowiedzi miłości.
Skąd się bierze, że nie stajemy przed Bogiem jak dzieci, jak wolne dzieci? Myślę, że powodem jest nieufność w Jego miłość, niewiara w dziedzictwo nam darowane. Ciągle chyba w nas jest przekonanie, że Bóg nas kocha tylko wówczas, kiedy jesteśmy poprawni..., że niemożliwym jest, by nas kochał po prostu za darmo. A takie przekonanie tworzy w nas Przeciwnik.
Kościół modli się taką kolektą w tym tygodniu: "Wszechmogący, wieczny Boże, ośmielamy się Ciebie nazywać Ojcem, umocnij w naszych sercach ducha przybranych dzieci, abyśmy mogli osiągnąć obiecane dziedzictwo". 

sobota, 25 maja 2013

25 V, jak dziecko

Przynosili Jezusowi dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego.[...] Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego". I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je. Mk 10, 13-16

"Pamiętam, jak pewnego razu, wyjeżdżając z miasta Salta, w odpust pewna pokorna kobieta prosiła kapłana o błogosławieństwo. Ksiądz powiedział: "Ależ była pani na Mszy św.!" I wyjaśnił całą teologię błogosławieństwa mszalnego. Wyjaśnił dobrze. Kobieta podziękowała za tak precyzyjne wyjaśnienie i pochwaliła księdza. Kiedy odszedł podeszła do innego kapłana i poprosiła o udzielenie błogosławieństwa! Wszystkie te słowa do niej nie dotarły, bo potrzebowała czego innego: chciała być dotknięta przez Pana. To jest wiara, jaką zawsze znajdujemy, a wzbudza ją Duch Święty. Musimy ją ułatwić, sprawiać by wzrastała, pomagać w jej rozwoju" - powiedział papież Franciszek dziś podczas homilii.

środa, 8 maja 2013

8 V, zadbaj o tę pewność

I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Rz 8, 31-39

To Pawłowe "jestem pewien" mnie dopinguje.
I ja i Ty, możemy być pewni, że nic nas od miłości Boga nie może odłączyć.
Po prostu tej pewności strzec trzeba jak źrenicy oka, na niej budować trzeba wybory jak na fundamencie.
Jeśli bywa inaczej... jeśli czujemy się niepewni, to wołajmy o Ducha, by był w nas pamięcią naszej  prawdziwej tożsamości, tożsamości dziecka Bożego!

środa, 17 kwietnia 2013

17 IV, "abym nie zgubił"

Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. J 6, 35-40

"Abym niczego nie stracił, nie zgubił"... Jezus nie chce mnie czy ciebie stracić. Warto zrozumieć to Jego pragnienie.
Doświadczyłam czegoś, co jest pewną analogią do tego Jezusowego pragnienia.
Byłam w niedzielę na marszu dla życia. Spotkałam tam znajomą rodzinkę z czwórką małych dzieci (2-5 lat). Ludzi było sporo a dzieciaki to żywe srebro, więc rodzice musieli mieć oczy ze wszystkich stron :). Byłam więc pomocna i zaopiekowałam się jednym z dzieci. Ile mnie to kosztowało, by przez czas marszu nie spuścić oka z małej Hani, by ją po prostu nie zgubić w tym tłumie...
Rozumiem dziś Jezusa lepiej mając to niedzielne doświadczenie za sobą. I jestem wdzięczna za dzisiejsze Słowo: za Jego decyzję, by mnie nie stracić. Wierzę, że Mu się to uda. Mi w niedzielę udało się nie zgubić małej Hani :)

wtorek, 4 grudnia 2012

4 XII, być małym

Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom..." Łk 10, 21-24

Czuję się takim prostaczkiem...
Nie mogę na sobie się oprzeć, więc wołam z tęsknotą i wiem, że mnie słucha i słyszy. Ten, który od Ojca przychodzi.
Dobrze tak po prostu być małym i pozwolić sobie takim być...

Powierzam Waszej modlitwie tych, którzy dzisiaj przekroczą próg Kościoła, w sensie dosłownym i symbolicznym. Kościół przyjmie do swego łona 9 katechumenów, by ich w Wigilię Paschalną urodzić w wodach chrztu świętego.

Fot. ze strony smyki.pl

niedziela, 7 października 2012

7 X, jak dziecko

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. Mk 10,2-16

Co to dla mnie znaczy: przyjąć królestwo Boże jak dziecko? W moim konkrecie dziś?
Miotają mną (jak każdym) różne przeciwności, utrapienia zewnętrzne i wewnętrzne uciski. Jednak czas obecny jest spokojny na tyle, że nie narusza mojej tożsamości i przynależności do Ojca. Jak się martwię, to martwię raczej na przyszłość...
I właśnie tu jest miejsce, gdzie łapie się na tym, że nie przyjmuję królestwa Bożego jak dziecko. Że nie pozwalam sobie ucieszyć się jak dziecko. Tu i teraz bez obaw na przyszłość.
W prostocie bez lęku - jak dziecko - potrzeba mi podejść do Jezusa DZIŚ i ucieszyć się Jego obecnością i swoją przy Nim.

Jeszcze jedno dzisiejsze zaskoczenie. Bóg słyszy i odpowiada na niewypowiedziane też zmagania. Co do tych zmartwień na przyszłość, zaskoczyła mnie dziś antyfona na wejście, która rozwiała nagromadzone wątpliwości:
"Panie, wszystko podlega Twej władzy i nikt nie może sprzeciwić się Twej woli. Ty bowiem stworzyłeś wszystko: niebo i ziemię, i cokolwiek istnieje w przestworzach niebios. Ty jesteś Panem wszechświata".

***
Dar małżeństwa, który przewija się przez dzisiejsze Słowo, z racji że nie korzystam z niego, zszedł na drugi plan w mojej modlitwie. Jednak czuję natchnienie, by wołać o skruszenie serc tych, którzy ten dar udzielony zapodziali. Bo dwoje przed Bogiem już są zawsze jedno a jeśli jest inaczej, to puste miejsce dopominać się będzie o swoje. O swoje (!) - bo cudze i tak nie wypełni ku jedności...

poniedziałek, 1 października 2012

1 X, wielkość małości

Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł... Łk 9,46-50 

Wczoraj w pociągu miałam niesamowite spotkanie właśnie z dziećmi. Trzylatek miał coś tak pięknego w oczach, że pomyślałam: on jeszcze pamięta niebo...
Ufność tych dzieci i prostota były ujmujące. Gdybyśmy tak potrafili wobec Boga zaistnieć, bylibyśmy szczęśliwi! Jak dzisiejsza patronka św. Teresa z Lisieux.

Fot. Zrobiłam temu malcowi 2 zdjęcia, ale ma na obu oczy przymrużone, tak żebyśmy jednak tego Nieba nie podglądali :)

sobota, 1 września 2012

1 IX, nawet bankierzy czasu potrzebują

Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana... Mt 25, 14-30

Dla mnie dziś naocznym komentarzem do Ewangelii było obserwowanie małego dziecka, które sobie wędrowało po katedrze. Chodziło jak nakręcona zabawka :). Ale w momencie podejścia do małego schodka, który miał może 5 cm wysokości stawało, jakby natrafiało na mur nie do przebycia. Jeszcze nie potrafiło podnieść nóżki, jeszcze nie umiało.
Ale przecież za kilka miesięcy a może i wcześniej będzie to robiło bez zastanowienia.
Ja w życiu duchowym nie raz podchodzę do jakiegoś schodka, który wydaje mi się ogromną górą, nie do przebycia.
A jednak nawet talenty u bankierów musiały mieć czas na procentowanie... :)
Mój Boże, dzięki Ci za Twoją cierpliwość i za czas na moje dorastanie do odpowiedzi na Twoją miłość.

czwartek, 21 czerwca 2012

21 VI dzieci Ojca

Wy zatem tak się módlcie:
Ojcze nasz, który jesteś w niebie,
niech się święci imię Twoje!
Niech przyjdzie królestwo Twoje;
niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj;
i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili;
i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego!
Mt 6,7-15

Odkrywam tę modlitwę zawsze na nowo, kiedy przeżywam wraz z katechumenami Obrzęd przekazania Modlitwy Pańskiej.
Te same słowa w ustach człowieka nieochrzczonego nie mają takiego znaczenia i takiej mocy jak w ustach człowieka ochrzczonego. Oczywiście wierzącego! (bo to różnie bywa, jak wiemy)
Mówienie do Boga "Ojcze", to stanięcie w postawie dziecka. To jest nasza prawda. Czego nam w życiu tak naprawdę trzeba? - po prostu bycia tym, kim jesteśmy! Dziećmi Ojca.

***
Trochę lektury
O Modlitwie Pańskiej, św. Cyprian:

Wolą Bożą jest to, co Chrystus wypełniał i czego nauczał: pokora w postępowaniu, stałość w wierze, powściągliwość w słowach, prawość w działaniu, miłosierdzie w uczynkach, ład w obyczajach; wolą Bożą jest niezdolność wyrządzania krzywdy, zdolność znoszenia krzywdy wyrządzonej, zachowanie pokoju z braćmi, miłowanie Boga całym sercem, miłowanie Go dlatego, że jest Ojcem, lękanie się, bo jest Bogiem, nieprzedkładanie niczego ponad Chrystusa, bo i On niczego ponad nas nie przedkładał. Wolą Bożą jest trwać nieprzerwanie w Jego miłości, ufnie i mężnie stać pod krzyżem; kiedy wypadnie walczyć w Jego Imię i o Jego cześć, okazać w słowach stanowczość wyznawania wiary, podczas tortur - ufność, która podtrzymuje w walce, w chwili śmierci cierpliwość, za którą dostępujemy nagrody. To właśnie oznacza chcieć być współdziedzicem Chrystusa, to oznacza zachowywać Boże przykazania, to oznacza spełniać wolę Ojca.