Kilka refleksji z Przystanku Jezus 2014.
Byłam pierwszy raz, jechałam nie tylko z niepewnością, też z lękiem. Nie mogłam być od początku, tym bardziej myśląc o wyjeździe do Kostrzyna czułam się nieswojo.
Udało się dotrzeć tam we wtorek, byłam chwilę przed Eucharystią. Na przywitanie - pierwszy spotkany człowiek - to był bp Grzegorz Ryś, który wskazał palcem na mnie zbliżającą się i powiedział: "znam tę siostrę". Uściski i pokój w sercu. O. Alexiewicz OP był kolejnym człowiekiem, który złapał mnie i ucałował w czółko. Tak przywitana już prawie śmiało :) ruszyłam do biura, by się zarejestrować.
Identyfikator, koszulka, przydzielona grupa - już wiedziałam, że jestem cząstką tego wydarzenia: Przystanku Jezus.
Wtorkowa Eucharystia bpa Dajczaka kończyła rekolekcje i błogosławieństwem indywidualnym rozsyłała na ewangelizację.
I ruszyliśmy na pola - dolinę i pagórki woodstockowe. Ruszyliśmy korowodem ze śpiewem, radością, niosąc dobrą nowinę tam, gdzie pomimo gromkości muzyki, wielkości puszek piwa i bliskości człowieka na wyciągnięcie ręki, jest też egzystencjalna pustka, skrywany pod płaszczykiem krytyki Kościoła i niewiary ból i cierpienie, gdzie jest ludzkie życie, które wraz ze śmiercią się nie kończy...
Jesteśmy przecież z jednego ciasta!
W to "ciasto" chce wpaść zaczyn Słowa Bożego, który ma moc zakwasić tak, by w następstwie był chleb dobry.
Więc potem dzień po dniu, po porannej Eucharystii z Jezusem w sercu, wychodziliśmy już w małych grupkach, po dwóch, po trzech, by być wśród rówieśników, by siać ziarno Dobra, ziarno wiary.
Chodziłam po Woodstocku z księdzem Grzegorzem, na co dzień pracującym we Francji. Przyjechał tu już po raz 13-ty, więc z "weteranem" wyruszyłam na swój pierwszy siew...
Byliśmy hojni, jak ten siewca z przypowieści co siał wszędzie. :) Sialiśmy obecnością. Przypomniało mi się, jak św. Franciszek wysyłał braci. Mówił: głoście Ewangelię wszędzie, jeśli trzeba to i słowami.
Kaśka i Paweł zatrzymali nas pytając, czy Bóg się gniewa, że nie chodzą do kościoła i jak mają dziecko nauczyć chodzić do kościoła, bo oni już nie chodzą... Potem jeszcze kilka głębszych pytań padło. Z czym zostali? Z przekonaniem, że relacja z Bogiem jest relacją osobistą i osobową, że Bóg nie gniewa się ale bardzo tęskni. Krótka wspólna modlitwa i błogosławieństwo na dobre postanowienia.
Na Mateusza jakbyśmy wpadli, wywiązała się rozmowa. Takie przedzieranie się przez "krzaki" doświadczeń życia, by dostrzec obecność Boga i Jego miłość... Wspólne wypowiedzenie Ojcze nasz. Modlitwa za zmarłego ojca i kolegę, który popełnił samobójstwo.
Trójka chłopaków została sprowokowana moim identyfikatorem. Na pasku napis: "dlaczego?" - "jestem chrześcijaninem, zapytaj mnie dlaczego?" Więc padło pytanie: "dlaczego?"
Dziewczyny spod Rzeszowa: Ada i koleżanki - po raz pierwszy na Woodstocku - szukają radości wśród rówieśników i chcą poznać ludzi. Rozmowy z księdzem, ze mną, łatwiej tu, prościej postawić pytania, które nurtują już dawno.
Nachyliłam się nad leżącym chłopakiem z długimi dredami pytając, czy dobrze się ma. Leżał na środku przejścia ale okazało się, że odpoczywa. Kiedy uzmysłowił, kto go zapytał, wykrzyknął: "Jezus, Maria". Było to wołanie szczere... myślę, że można to nazwać w tym konkretnym przypadku swoistą modlitwą...
Ktoś z radością chciał się rzucić w moje objęcia, bo biel habitu niesie radość. Gdy jednak powiedziałam, że tak chodzę na co dzień, że jestem zakonnicą, była konsternacja. "Czemu w białym? przecież zakonnice w czarnym?" Wywiązała się rozmowa o białej szacie chrzcielnej. Młodzieniec był ochrzczony w dzieciństwie i na Woodstocku dowiedział się, co oznaczała wówczas ta biała szata chrzcielna.
Mój towarzysz w apostolstwie intrygował nie tylko czerwonymi trampkami ale i tatuażem. Sama byłam ciekawa historii tych tatuaży... Pierwszy tatuaż po francusku: "Kim jest dla ciebie Jezus Chrystus?" Kolejne były etapami rozwoju wiary. Ten ostatni na plecach, kiedy odsłonił dla pewnego woodstockowicza zrobił nie tylko na nim wrażenie ale i na mnie! "Mój Bóg i Pan" - piękna postać Jezusa. Kiedyś św. Teresa pisała krwią na ścianie swoje wyznanie wiary, kiedy nic nie czuła i wydawało się, że nie wierzy... Ks. Grzegorz pozwolił siebie wytatuować... to też boli. Przynależność do Jezusa jest skarbem. Żeby go nie stracić...
Jedni drugich ciężary noście
Były też spotkania trudne. Czułam, że grunt skalisty, że zamknięcie na Boga jest już postanowione. A jednak chwila rozmowy na ludzkie tematy, o rodzinie, o dzieciach, o pracy... Podzielenie się sobą, uśmiech i życzliwość, tyle mogłam dać i dawałam.
Trudne spotkanie z Pawłem, który przykleił się do nas i tak bardzo chciał udowodnić swój ateizm. Już traciliśmy do niego cierpliwość... - też dobre doświadczenie własnej słabości. Zaczęłam modlić się po cichu koronką, ksiądz, jak później się okazało, też. Nie dane nam było zasmakować owocu spotkania... jednak wyrzucenie przez Pawła bólu ze śmierci żony po paru latach małżeństwa... myślę, że stało się owym ewangelicznym "jedni drugich ciężary noście"...
Kilka spotkań takich jak: spotkanie z krisznowcem, który był jeszcze przed 15-tu laty chrześcijaninem, spotkanie z wyznawcą religii latającego potwora spaghettii, spotkanie z kimś, kto nosi na sobie pentagram tłumacząc się, że to nic dla niego nie znaczy... mnie osobiście zasmuciło. Ludzka wolność wyborów. Można wybrać po swojemu, można od Boga Jedynego się odwrócić. Można... Można też zostać przy Nim i modlitwą przyprowadzać w sercu tych, co odeszli. Można jak Maryja iść do ludzi z Jezusem. Obraz Maryi stojącej w drzwiach, mającej tylko Jezusa i niosącej Jezusa do ludzi towarzyszył nam w tych dniach.
Z Kościołem z kościoła do ludzi
Musiałam wyjechać wcześniej. Żal było odjeżdżać. Cieszyłam się, że w dniu odjazdu przyjeżdżały jeszcze nowe osoby na Przystanek Jezus, jakby do wymiany, by nie zabrakło tych, co mają siać.
Dobry był czas i to podwójnie: czas spotkania z ludźmi Kościoła na Przystanku Jezus. Ta prostota życia: spania, mycia się, jedzenia, dzielenia się, adoracje nocne, modlitwa, śpiew, dyżury, rozmowy... - doświadczenie wspólnoty Kościoła takiej prostej: radosnej, czasem zmęczonej ale wciąż otwartej, wdzięcznej i dającej... Moc w słabości się doskonaliła (widziałam na własne oczy). I jestem wdzięczna ks. Arturowi Godnarskiemu za taki sposób uczestnictwa w Przystanku Jezus.
No i były spotkania niespodzianki - wreszcie w realu spotkałam Agatę :), którą blogowo znam od lat i której poszukiwania wzbudziły już dawno moją sympatię. Spotkanie było "przypadkowe" ale jakże radosne!
Druga rzecz z którą wyjechałam, to doświadczenie Kościoła wychodzącego z kościoła do ludzi. Właśnie do tych ludzi, którzy zgromadzili się na Woodstocku. Przechodząc się dolinką woodstockową można było co jakiś czas spotkać tych, którzy swą obecnością wnosili dobrą nowinę, którzy swą obecnością głosili Jezusa i miłość Jego.
Był pomysł i został zrealizowany: mycie nóg. W tym upale i piachu wokół to był luksus. Człowiek w sutannie niósł ulgę. Przy tym okazja do rozmowy. Ileż jest sposobów niesienie dobra?! :) W tej naszej codzienności, wśród najbliższych.
Twarze jakie pamiętam z Woodstocku mają dwa odcienie: jeden to ludzie piękni, przyjechali posłuchać muzyki, pobyć z rówieśnikami, na ich twarzach widziałam życie. Ale też widziałam twarze martwe...zniszczone alkoholem, narkotykami. Wszyscy jesteśmy dziećmi Ojca, za każdego z nas umarł Jezus, każdego kocha.
Przystanek Jezus - tak powiem: Jezus przystanął, zatrzymał się przy swoich dzieciach, bo kocha ich - i miłością swą zapalił tych, których nazwał przyjaciółmi, by nieśli dobrą nowinę, by siali, by ziarno padło, by ciasto się zakwasiło.
Ale się rozpisałam... A jeszcze ile w głowie się przewija. Stop. Nie da się wszystkiego opisać. Nie muszę. Tych kilka refleksji i parę zdjęć niech będzie mi przypomnieniem a dla Was świadectwem o Kościele żywym, żyjącym i niosącym Jezusa jak Maryja do ludzi.
A jeśli kogoś zainteresowała ta inicjatywa, to zapraszam na stronę:
http://www.przystanekjezus.pl
niedziela, 3 sierpnia 2014
niedziela, 27 lipca 2014
27 VII, serce, proszę, mi daj
Salomon odrzekł: „O Panie, Boże mój, Tyś ustanowił królem Twego sługę [...]. Brak mi doświadczenia. [...] Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra i zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny?”.
Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. 1 Krl 3,5.7–12
Właśnie tak jak Salomon staję przed Panem.
Wczoraj wieczorem, kiedy na spokojnie po dniu bardzo intensywnym usiadłam w kaplicy, by w cztery oczy jeszcze z Nim pobyć... właśnie też poczułam, że chce mnie obdarować i pytał czym. :)
Też jak Salomon prosiłam o serce pełne rozsądku i miłowania.
Fot. Wota sercowe w Ostrej Bramie.
Spodobało się Panu, że właśnie o to Salomon poprosił. 1 Krl 3,5.7–12
Właśnie tak jak Salomon staję przed Panem.
Wczoraj wieczorem, kiedy na spokojnie po dniu bardzo intensywnym usiadłam w kaplicy, by w cztery oczy jeszcze z Nim pobyć... właśnie też poczułam, że chce mnie obdarować i pytał czym. :)
Też jak Salomon prosiłam o serce pełne rozsądku i miłowania.
Fot. Wota sercowe w Ostrej Bramie.
sobota, 26 lipca 2014
26 VII, Patronka
Szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Mt 13,16
Cieszę się, bo i mnie dotyczą te słowa.
I dziękuję Bogu za dar wiary. Jest on źródłem szczęścia.
Dziękuję dziś za taką Patronkę, która wychowała Maryję. Mam cichą nadzieję, że i mnie podobnie wychowa...
Fot. Św. Anna w kaplicy Ostrobramskiej, wpatrzona w swą Córkę. Udało mi się uchwycić spojrzenie zachwytu, miłości i pokory.
Cieszę się, bo i mnie dotyczą te słowa.
I dziękuję Bogu za dar wiary. Jest on źródłem szczęścia.
Dziękuję dziś za taką Patronkę, która wychowała Maryję. Mam cichą nadzieję, że i mnie podobnie wychowa...
Fot. Św. Anna w kaplicy Ostrobramskiej, wpatrzona w swą Córkę. Udało mi się uchwycić spojrzenie zachwytu, miłości i pokory.
piątek, 25 lipca 2014
25 VII, moc nie z nas
Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym ciele. 2 Kor 4,7-15
Zatrzymałam się dzisiaj w modlitwie na owej przeogromnej mocy, którą mam, a która nie jest ze mnie.
To jest moc miłowania. Mam ją. I chcę nią żyć. Choć siedzi w moim ciele - naczyniu glinianym i kruchym - jednak chce objawiać się przeze mnie. I ja chcę na to pozwolić.
I w małym zakresie doświadczenie miłowania, które mocą ludzką nie jest możliwe, było mi i dziś dane. Uwielbiam Boga za Jego Wcielenie to jedyne i niepowtarzalne i uwielbiam Go za te małe wcielania się doświadczalne i dziś...
Fot. Ruiny starego kościoła w Trzęsaczu, nad brzegiem morza.
Zatrzymałam się dzisiaj w modlitwie na owej przeogromnej mocy, którą mam, a która nie jest ze mnie.
To jest moc miłowania. Mam ją. I chcę nią żyć. Choć siedzi w moim ciele - naczyniu glinianym i kruchym - jednak chce objawiać się przeze mnie. I ja chcę na to pozwolić.
I w małym zakresie doświadczenie miłowania, które mocą ludzką nie jest możliwe, było mi i dziś dane. Uwielbiam Boga za Jego Wcielenie to jedyne i niepowtarzalne i uwielbiam Go za te małe wcielania się doświadczalne i dziś...
Fot. Ruiny starego kościoła w Trzęsaczu, nad brzegiem morza.
czwartek, 24 lipca 2014
24 VII, rozmiękczaj mnie, Panie
Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza:
«Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił». Mt 13,10-17
Zamknięcie się człowieka na Słowo Boga sprawia, że nie doświadcza uzdrowienia. Czyli zbawienia.
Uszy, oczy, serce... jak otworzyć? Jak rozmiękczyć?
Nie wierzę, że Jezus nie chce uzdrawiać, to raczej mur z naszej strony przeszkadza. Odrobina dobrej woli, pragnienie poznania prawdy, pokora i prostota robi wyłom w murze i wpuszcza strumień łaski.
Duchu Ożywicielu ożywiaj mnie, rozmiękczaj serce, przekłuwaj uszy, otwieraj oczy! Niech słyszę, niech widzę, niech czuję! Boga Żywego - Miłość. Niech wejdzie i mieszka we mnie. Chcę! Chcę! Chcę! I proszę bardzo...
Fot. W kościółku wiejskim w Turgielach - wieczorna adoracja w czasie pielgrzymki.
«Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił». Mt 13,10-17
Zamknięcie się człowieka na Słowo Boga sprawia, że nie doświadcza uzdrowienia. Czyli zbawienia.
Uszy, oczy, serce... jak otworzyć? Jak rozmiękczyć?
Nie wierzę, że Jezus nie chce uzdrawiać, to raczej mur z naszej strony przeszkadza. Odrobina dobrej woli, pragnienie poznania prawdy, pokora i prostota robi wyłom w murze i wpuszcza strumień łaski.
Duchu Ożywicielu ożywiaj mnie, rozmiękczaj serce, przekłuwaj uszy, otwieraj oczy! Niech słyszę, niech widzę, niech czuję! Boga Żywego - Miłość. Niech wejdzie i mieszka we mnie. Chcę! Chcę! Chcę! I proszę bardzo...
Fot. W kościółku wiejskim w Turgielach - wieczorna adoracja w czasie pielgrzymki.
środa, 23 lipca 2014
23 VIII, Ojciec uprawia...
Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. J 15,1-8
Winnej latorośli w czasie wakacji nie widziałam. Jednak przycinanie gałązek krzaków pomidorów czy ogórków, owszem.
Zasada ta sama, aby owoc obfitszy przyniosły.
Ja jestem ulubioną latoroślą Ojca (jak i Ty) i On dba o mnie (i o Ciebie też nie mniej). Każdego z nas relacja z Ojcem jest wyjątkowa, bo osobista; i przez Jezusa. Czasem boli jak przycina. Ból po prostu przeżyć trzeba. I trwać wciąż w Jezusie. Być z Nim, w Nim, by On we mnie żył.
Winnej latorośli w czasie wakacji nie widziałam. Jednak przycinanie gałązek krzaków pomidorów czy ogórków, owszem.
Zasada ta sama, aby owoc obfitszy przyniosły.
Ja jestem ulubioną latoroślą Ojca (jak i Ty) i On dba o mnie (i o Ciebie też nie mniej). Każdego z nas relacja z Ojcem jest wyjątkowa, bo osobista; i przez Jezusa. Czasem boli jak przycina. Ból po prostu przeżyć trzeba. I trwać wciąż w Jezusie. Być z Nim, w Nim, by On we mnie żył.
piątek, 11 lipca 2014
niedziela, 6 lipca 2014
6 VII, moc więzi
Weźmijcie moje jarzmo na siebie i
uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie
dla dusz waszych.
Mt 11,25-30
Jego jarzmem w kontekście dzisiejszych słów jest relacja z Ojcem. To jest coś bez czego On nie istnieje. No tak i herezji tu nie głoszę. Syn jest tym, co przyjmuje życie od Ojca, Ojciec jest ojcem, bo rodzi Syna. Ta więź jest jak jarzmo nierozerwalna.
Właśnie takiej więzi z Ojcem mam się nauczyć od Jezusa. Ta więź przynosi ukojenie dla duszy. Prostaczek szybko to złapie, bo w nią wchodzi z zaufaniem i Duch Chrystusowy w nim zamieszkuje (por. II czytanie Rz 8,9-13).
Fot. Serce Jezusa w kościele św. Rafała w Wilnie, w którym byłam ochrzczona.
Jego jarzmem w kontekście dzisiejszych słów jest relacja z Ojcem. To jest coś bez czego On nie istnieje. No tak i herezji tu nie głoszę. Syn jest tym, co przyjmuje życie od Ojca, Ojciec jest ojcem, bo rodzi Syna. Ta więź jest jak jarzmo nierozerwalna.
Właśnie takiej więzi z Ojcem mam się nauczyć od Jezusa. Ta więź przynosi ukojenie dla duszy. Prostaczek szybko to złapie, bo w nią wchodzi z zaufaniem i Duch Chrystusowy w nim zamieszkuje (por. II czytanie Rz 8,9-13).
Fot. Serce Jezusa w kościele św. Rafała w Wilnie, w którym byłam ochrzczona.
sobota, 5 lipca 2014
5 VII, nowy bukłak
Nie wlewa się też młodego wina do
starych bukłaków...
Mt 9,14-17
Byłam dziś na Eucharystii w Ostrej Bramie. Prosiłam Maryję, by rodziła mnie, by we mnie kształtowała uczucia i postawy Jezusa – nowy bukłak.
Czytałam potem sobie „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” i trafiłam właśnie w pewnym sensie na to samo… Zob. foto.
Byłam dziś na Eucharystii w Ostrej Bramie. Prosiłam Maryję, by rodziła mnie, by we mnie kształtowała uczucia i postawy Jezusa – nowy bukłak.
Czytałam potem sobie „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” i trafiłam właśnie w pewnym sensie na to samo… Zob. foto.
piątek, 4 lipca 2014
4 VII, miłosierdziem żyj
On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie
potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają…” […] Chcę raczej
miłosierdzia niż ofiary”. Mt 9,9-13
Pierwszy piątek – wynagradzamy Jezusowi za Jego miłość i naszą niewdzięczność – niby takie nasze wielkoduszne działania…
A przecież to łaska Pana, że czujemy się zaproszeni, że możemy zasiąść z Nim przy jednym stole, bo i my właśnie Lekarza potrzebujemy. W każdym razie, ja potrzebuję.
Miłosierdzia uczę się. Też wobec siebie samej… może najpierw wobec siebie. Przyjęte przeze mnie przybliża też wielu do Jezusa.
Przeczytałam niedawno na blogu o. Osucha SJ i zapamiętałam sobie, bo mnie poruszyło: „Pozdrawiaj Moją delikatność swoją delikatnością myślenia i działania…” – mówił Jezus do Gabrieli Boosis.
Parafrazuję w klimacie dzisiejszej Ewngelii: „Pozdrawiaj, uwielbiaj Moje miłosierdzie swoim miłosiernym odniesieniem do siebie i do bliźnich”.
Fot. Tęcza nad blokami wileńskimi.
Pierwszy piątek – wynagradzamy Jezusowi za Jego miłość i naszą niewdzięczność – niby takie nasze wielkoduszne działania…
A przecież to łaska Pana, że czujemy się zaproszeni, że możemy zasiąść z Nim przy jednym stole, bo i my właśnie Lekarza potrzebujemy. W każdym razie, ja potrzebuję.
Miłosierdzia uczę się. Też wobec siebie samej… może najpierw wobec siebie. Przyjęte przeze mnie przybliża też wielu do Jezusa.
Przeczytałam niedawno na blogu o. Osucha SJ i zapamiętałam sobie, bo mnie poruszyło: „Pozdrawiaj Moją delikatność swoją delikatnością myślenia i działania…” – mówił Jezus do Gabrieli Boosis.
Parafrazuję w klimacie dzisiejszej Ewngelii: „Pozdrawiaj, uwielbiaj Moje miłosierdzie swoim miłosiernym odniesieniem do siebie i do bliźnich”.
Fot. Tęcza nad blokami wileńskimi.
czwartek, 3 lipca 2014
3 VIII, chcę dotknąć Miłości
„Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”.
[Jezus ...] rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku..." J 20,14-29
W całym tym zamieszaniu z Tomaszem, zauważyłam jedno: jak ważna jest osobista relacja z Jezusem.
Pragnienie włożenia ręki w miejsce ran... i to wobec kogoś, kogo się znało i zdążyło przez te 3 lata pokochać... nie jest pragnieniem banalnym.
Rozumiem Tomasza. I w kontekście wczorajszego mego rozmyślania co do granic w relacjach, myślę, że Tomasz przekroczył granice Jezusa. Ale Jezus tego chce! Na szczęście!
Kto dotyka ran tak normalnie? Lekarz albo dręczyciel. Wobec Jezusa w kontekście relacji Jego do nas, wobec miłości Jego do nas, dotknięcie rany jest bardzo czymś intymnym i osobistym. Osobistym dlatego, że rana jest spowodowana i moim udziałem. Tym bardziej rozumiem Tomasza i dziękuję mu.
I ja tak chcę! Chcę Cię Jezu dotknąć, dotknąć rany Twego Serca, dotknąć Twojej ręki zranionej i chcę doświadczyć, zobaczyć, że... tam jest Miłość.
Najpierw jednak, Jezu, proszę, uzdrów moje zmysły, bym nie była ślepcem czy bezczuciowcem.
Fot. Kościół franciszkanów w Wilnie. Można tu dotknąć ran Jezusowych... i tych w Eucharystii dostępnych, ale i tych komunistycznych widzianych na ścianach zniszczonego kościoła.
[Jezus ...] rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku..." J 20,14-29
W całym tym zamieszaniu z Tomaszem, zauważyłam jedno: jak ważna jest osobista relacja z Jezusem.
Pragnienie włożenia ręki w miejsce ran... i to wobec kogoś, kogo się znało i zdążyło przez te 3 lata pokochać... nie jest pragnieniem banalnym.
Rozumiem Tomasza. I w kontekście wczorajszego mego rozmyślania co do granic w relacjach, myślę, że Tomasz przekroczył granice Jezusa. Ale Jezus tego chce! Na szczęście!
Kto dotyka ran tak normalnie? Lekarz albo dręczyciel. Wobec Jezusa w kontekście relacji Jego do nas, wobec miłości Jego do nas, dotknięcie rany jest bardzo czymś intymnym i osobistym. Osobistym dlatego, że rana jest spowodowana i moim udziałem. Tym bardziej rozumiem Tomasza i dziękuję mu.
I ja tak chcę! Chcę Cię Jezu dotknąć, dotknąć rany Twego Serca, dotknąć Twojej ręki zranionej i chcę doświadczyć, zobaczyć, że... tam jest Miłość.
Najpierw jednak, Jezu, proszę, uzdrów moje zmysły, bym nie była ślepcem czy bezczuciowcem.
Fot. Kościół franciszkanów w Wilnie. Można tu dotknąć ran Jezusowych... i tych w Eucharystii dostępnych, ale i tych komunistycznych widzianych na ścianach zniszczonego kościoła.
środa, 2 lipca 2014
2 VII, granice
...Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granic. Mt 8,28-34
Bardzo mnie porusza i bardzo zasmuca końcówka dzisiejszej Ewangelii. Całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa i co zrobiło? Proszą Jezusa, by odszedł z ich granic.
Szacują straty świń i pewnie boją się o nowe straty...
Modliłam się dziś, bym nigdy nie dała kosza Jezusowi. Choć Jego przybycie będzie kosztowało mnie... i często kosztuje.
Prawdą też jest, że czuję się niegodna na przyjęcie Go. I mówię Mu to codziennie: "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie..." ale na szczęście dodaję: "powiedz tylko słowo i uzdrów duszę mą".
Szukajcie dobra a nie zła, abyście żyli - to i śpiew przed Ewangelią i zarówno początek I czytania z Am 5,14. Przyjście Jezusa jest największym dobrem, tego dobra chcę szukać a nie rachować straty w ... świniach.
I jeszcze jedno: nasze granice. Granice w relacjach. Ciekawy temat. Czasem ktoś nam nasze granice przekracza, czasem przekraczamy my granice innych. Uczę się dziś od Jezusa szacunku dla ludzkich granic, dla ludzkiej wolności. On nie przekroczył granic miasta, choć bardzo chciał być z tymi ludźmi, mówić do nich, uzdrawiać, uwalniać, zbawiać.
Uczę się zatrzymania się wobec wolności człowieka. I w tym zatrzymaniu się, przyjęciu odrzucenia, uczę się od Jezusa zachować w sobie miłość.
Bardzo mnie porusza i bardzo zasmuca końcówka dzisiejszej Ewangelii. Całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa i co zrobiło? Proszą Jezusa, by odszedł z ich granic.
Szacują straty świń i pewnie boją się o nowe straty...
Modliłam się dziś, bym nigdy nie dała kosza Jezusowi. Choć Jego przybycie będzie kosztowało mnie... i często kosztuje.
Prawdą też jest, że czuję się niegodna na przyjęcie Go. I mówię Mu to codziennie: "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie..." ale na szczęście dodaję: "powiedz tylko słowo i uzdrów duszę mą".
Szukajcie dobra a nie zła, abyście żyli - to i śpiew przed Ewangelią i zarówno początek I czytania z Am 5,14. Przyjście Jezusa jest największym dobrem, tego dobra chcę szukać a nie rachować straty w ... świniach.
I jeszcze jedno: nasze granice. Granice w relacjach. Ciekawy temat. Czasem ktoś nam nasze granice przekracza, czasem przekraczamy my granice innych. Uczę się dziś od Jezusa szacunku dla ludzkich granic, dla ludzkiej wolności. On nie przekroczył granic miasta, choć bardzo chciał być z tymi ludźmi, mówić do nich, uzdrawiać, uwalniać, zbawiać.
Uczę się zatrzymania się wobec wolności człowieka. I w tym zatrzymaniu się, przyjęciu odrzucenia, uczę się od Jezusa zachować w sobie miłość.
wtorek, 1 lipca 2014
1 VII, bezpieczeństwo w burzy
„Spustoszyłem was, jak przy Bożym spustoszeniu Sodomy i Gomory; staliście się jak głownia wyciągnięta z ognia, aleście do Mnie nie powrócili, mówi Pan. Tak uczynię tobie, Izraelu, a ponieważ ci to uczynię, przygotuj się, by stawić się przed Bogiem twym, Izraelu”. Am 2,6n
Pierwsze czytanie mimo trudnych słów mnie nie przestraszyło. Choć czuję się jak ten niewierny Izrael, który ma swoje na sumieniu i wie, że kara zapowiadana jest słuszna.
Te ostatnie słowa o stawieniu się przed Bogiem... Dane mi było stanąć dziś wobec Jezusa Miłosiernego (tego z pierwszego oryginalnego obrazu - fot). Z czym mogłam stanąć? Z wołaniem uczniów w czasie burzy z dzisiejszej Ewangelii:"Panie, ratuj, giniemy" Mt 8,23-27.
Tak właśnie, z pustymi rękami, prosząc o miłosierdzie stanęłam dziś przed swoim Bogiem. Ale właśnie tu pojawiło się we mnie jeszcze jedno słowo, słowo, które Jezus chce bym wypowiadała: Jezu, ufam Tobie - Jezus chciał, by te słowa umieszczono pod obrazem.
Dobrze, że Bóg żyje miłosierdziem. Nie mamy innego miejsca bezpieczeństwa. ON przynosi głęboką ciszę pokoju.
***
Na razie mam tu zasięg, więc póki mam, czasem coś napiszę.
Pierwsze czytanie mimo trudnych słów mnie nie przestraszyło. Choć czuję się jak ten niewierny Izrael, który ma swoje na sumieniu i wie, że kara zapowiadana jest słuszna.
Te ostatnie słowa o stawieniu się przed Bogiem... Dane mi było stanąć dziś wobec Jezusa Miłosiernego (tego z pierwszego oryginalnego obrazu - fot). Z czym mogłam stanąć? Z wołaniem uczniów w czasie burzy z dzisiejszej Ewangelii:"Panie, ratuj, giniemy" Mt 8,23-27.
Tak właśnie, z pustymi rękami, prosząc o miłosierdzie stanęłam dziś przed swoim Bogiem. Ale właśnie tu pojawiło się we mnie jeszcze jedno słowo, słowo, które Jezus chce bym wypowiadała: Jezu, ufam Tobie - Jezus chciał, by te słowa umieszczono pod obrazem.
Dobrze, że Bóg żyje miłosierdziem. Nie mamy innego miejsca bezpieczeństwa. ON przynosi głęboką ciszę pokoju.
***
Na razie mam tu zasięg, więc póki mam, czasem coś napiszę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







