... ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. (J 16,23b-28)
To wciągnięcie nas przez Jezusa w relację Trójcy Świętej jest z jednej strony czymś niezwykłym dla nas, a z drugiej jest naszym środowiskiem par excellence, naszym miejscem wiecznym. Miejscem zaistnienia, zamieszkania. "Albowiem Ojciec sam nas miłuje...".
Im bardziej jesteśmy Jezusowi w myśleniu, w odczuwaniu, w działaniu, im bardziej poddajemy się prowadzeniu Duchowi Świętemu, tym bardziej czujemy, że ŻYJEMY, że KOCHAMY, że wszystko ma SENS w miłosnym darze Ojca.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemiana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemiana. Pokaż wszystkie posty
sobota, 27 maja 2017
sobota, 14 stycznia 2017
14 I, moc Słowa
Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. (Mk 2,13-17)
Jezus znowu wyszedł, tak pisze św. Marek. Znowu wyszedł, by szukać człowieka, by mnie szukać. By ciebie szukać. ON nie znudzi się nigdy wychodzeniem po nas!
Druga rzecz, która mnie dziś na modlitwie dotknęła, to pascha Lewiego na mocy Słowa Jezusowego. Świadomie piszę: pascha. Ponieważ użyte słowo "wstał" jest greckim αναστας, które używane jest na zmartwychwstanie - podniesienie się z martwych. Lewi słyszy słowo Jezusa "pójdź za Mną" i reaguje na nie. To Słowo go przemienia, daje mu moc do nowego życia.
Wnioski osobiste wyciągnąć należy :).
Jeszcze coś dziś wrzucę, coś, co przeczytałam w Gościu Niedzielnym, a jest też jakoś na temat. Chodzi o słowa, które my z kolei wypowiadamy do siebie wzajemnie, do najbliższych.
O. Pelanowski opowiada historię Charlsa Duke'a, amerykańskiego astronauty, który chodził po Księżycu, ale przez lata w domu własnym używał słów jedynie po to, by niszczyć w innych chęć do życia. W słowach leży moc zarówno wzmacniania kogoś, jak i unicestwiania. Sam był bardzo utalentowany i szukał nowych wyzwań, ale nie potrafił wzmocnić najbliższych dobrym słowem. Nawrócił się w ... klubie tenisowym. I najważniejszy wniosek:
Nie trzeba lecieć na Księżyc, by być bliżej nieba. Trzeba niebo tworzyć w słowach, które się wypowiada do innych, by inni żyli wdzięcznością, a nie zniechęceniem.
Fot. Caravaggio - moment powołania Lewiego, czyli św. Mateusza.
Jezus znowu wyszedł, tak pisze św. Marek. Znowu wyszedł, by szukać człowieka, by mnie szukać. By ciebie szukać. ON nie znudzi się nigdy wychodzeniem po nas!
Druga rzecz, która mnie dziś na modlitwie dotknęła, to pascha Lewiego na mocy Słowa Jezusowego. Świadomie piszę: pascha. Ponieważ użyte słowo "wstał" jest greckim αναστας, które używane jest na zmartwychwstanie - podniesienie się z martwych. Lewi słyszy słowo Jezusa "pójdź za Mną" i reaguje na nie. To Słowo go przemienia, daje mu moc do nowego życia.
Wnioski osobiste wyciągnąć należy :).
Jeszcze coś dziś wrzucę, coś, co przeczytałam w Gościu Niedzielnym, a jest też jakoś na temat. Chodzi o słowa, które my z kolei wypowiadamy do siebie wzajemnie, do najbliższych.
O. Pelanowski opowiada historię Charlsa Duke'a, amerykańskiego astronauty, który chodził po Księżycu, ale przez lata w domu własnym używał słów jedynie po to, by niszczyć w innych chęć do życia. W słowach leży moc zarówno wzmacniania kogoś, jak i unicestwiania. Sam był bardzo utalentowany i szukał nowych wyzwań, ale nie potrafił wzmocnić najbliższych dobrym słowem. Nawrócił się w ... klubie tenisowym. I najważniejszy wniosek:
Nie trzeba lecieć na Księżyc, by być bliżej nieba. Trzeba niebo tworzyć w słowach, które się wypowiada do innych, by inni żyli wdzięcznością, a nie zniechęceniem.
Fot. Caravaggio - moment powołania Lewiego, czyli św. Mateusza.
niedziela, 25 września 2016
25 IX, moc Eucharystii
Miłosierny Boże, przyjmij z upodobaniem naszą Ofiarę i spraw, aby przez nią otwarło się dla nas źródło wszelkiego błogosławieństwa... (Modlitwa nad darami)
Przypowieść Jezusowa o bogaczu i Łazarzu (Łk 16, 19-31) bardzo mnie konfrontuje z... sobą samą. Dlatego powyżej zacytowana modlitwa nad darami z dzisiejszego dnia, podprowadziła mnie do Źródła wszelkiego błogosławieństwa, jakim tu na ziemi jest Eucharystia. Wierzę w jej moc, która mnie przemienia (tzn. nawraca) i uzdalnia do spotykania tych, którzy są u moich bram...
Przypowieść Jezusowa o bogaczu i Łazarzu (Łk 16, 19-31) bardzo mnie konfrontuje z... sobą samą. Dlatego powyżej zacytowana modlitwa nad darami z dzisiejszego dnia, podprowadziła mnie do Źródła wszelkiego błogosławieństwa, jakim tu na ziemi jest Eucharystia. Wierzę w jej moc, która mnie przemienia (tzn. nawraca) i uzdalnia do spotykania tych, którzy są u moich bram...
sobota, 6 sierpnia 2016
6 VIII, przemiana
Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić.
Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. (Łk 9,28b-36)
Przemienienie Jezusa miało dla uczniów znaczenie. Czuli odtąd bardziej, że nie tylko Człowieka mają przy sobie.
Dla mnie ważne jest, że na górze padają słowa: "Jego słuchajcie".
Jeszcze brzmią mi pamięci słowa z czwartku, kiedy Jezus wyrzuca Piotrowi, że ten myśli o tym o ludzkie. Przestawienie myślenia z toru ludzkiego na posłuszeństwo wiary jest łaską przemiany.
Przed ŚDM patrzyłam na nie po ludzku i obawiałam się...
Wdzięczna zaś jestem na dar tych dni, kiedy widziałam nie tylko przemieniony Kraków, ale i coś nie tylko ludzkiego...
Serce moje też może być przemienione. Mocą Ducha!
Fot. widok z okna namiotu eucharystycznego na Brzegach :).
Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. (Łk 9,28b-36)
Przemienienie Jezusa miało dla uczniów znaczenie. Czuli odtąd bardziej, że nie tylko Człowieka mają przy sobie.
Dla mnie ważne jest, że na górze padają słowa: "Jego słuchajcie".
Jeszcze brzmią mi pamięci słowa z czwartku, kiedy Jezus wyrzuca Piotrowi, że ten myśli o tym o ludzkie. Przestawienie myślenia z toru ludzkiego na posłuszeństwo wiary jest łaską przemiany.
Przed ŚDM patrzyłam na nie po ludzku i obawiałam się...
Wdzięczna zaś jestem na dar tych dni, kiedy widziałam nie tylko przemieniony Kraków, ale i coś nie tylko ludzkiego...
Serce moje też może być przemienione. Mocą Ducha!
Fot. widok z okna namiotu eucharystycznego na Brzegach :).
czwartek, 30 czerwca 2016
30 VI, przeprawa
Jezus wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę... (Mt 9,1-8)
Jezus przeprawił się do swego miasta. Paralityka zaś przynieśli do Niego - to musiała być też swoista przeprawa...
Czas wakacyjny, to też przeprawy z miejsca na miejsce, z miasta do miasta. A nawet, kiedy nie ruszam się zewnętrznie, to przeprawiam się wewnętrznie :), widząc wiarę i świadectwo ludzkie przynoszę swoje paraliże do Jezusa i wiem, że każde z Nim spotkanie owocuje ku większej miłości. A o to przecież chodzi.
Fot. może ktoś rozpozna, gdzie przeprawiałam się :)
Jezus przeprawił się do swego miasta. Paralityka zaś przynieśli do Niego - to musiała być też swoista przeprawa...
Czas wakacyjny, to też przeprawy z miejsca na miejsce, z miasta do miasta. A nawet, kiedy nie ruszam się zewnętrznie, to przeprawiam się wewnętrznie :), widząc wiarę i świadectwo ludzkie przynoszę swoje paraliże do Jezusa i wiem, że każde z Nim spotkanie owocuje ku większej miłości. A o to przecież chodzi.
Fot. może ktoś rozpozna, gdzie przeprawiałam się :)
piątek, 19 lutego 2016
19 II, "złość twoja męczy"
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego....". (Mt 5,20-26)
Według wyżej przytoczonych słów Jezusa: nie wejdę do królestwa niebieskiego, nie mam szans, bo zewnętrzne oznaki poprawności nie są tym samym, co zdrowe owoce miłości prawdziwej.
Ale jakoś wcale dziś tym się nie przejmuję, bo byłam u spowiedzi, bo odwołuję się do Bożego miłosierdzia, które ma moc przemienić mnie od środka i zaowocować we mnie, właśnie też, miłosierdziem.
Dzisiejszy Psalm responsoryjny z niesamowicie prawdziwym refrenem:
R. Gdy grzechy wspomnisz, któż się z nas ostoi?
Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, *
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl Twe ucho *
na głos mojego błagania.
Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, *
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia, *
aby Ci służono z bojaźnią.
Pokładam nadzieję w Panu,
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie, *
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka *
niech Izrael wygląda Pana.
U Pana jest bowiem łaska, *
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela *
ze wszystkich jego grzechów. (Ps 130)
Fot. Leżała sobie kartka na ławce kościelnej...i przyciągnęła mój wzrok.
„Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego....". (Mt 5,20-26)
Według wyżej przytoczonych słów Jezusa: nie wejdę do królestwa niebieskiego, nie mam szans, bo zewnętrzne oznaki poprawności nie są tym samym, co zdrowe owoce miłości prawdziwej.
Ale jakoś wcale dziś tym się nie przejmuję, bo byłam u spowiedzi, bo odwołuję się do Bożego miłosierdzia, które ma moc przemienić mnie od środka i zaowocować we mnie, właśnie też, miłosierdziem.
Dzisiejszy Psalm responsoryjny z niesamowicie prawdziwym refrenem:
R. Gdy grzechy wspomnisz, któż się z nas ostoi?
Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, *
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl Twe ucho *
na głos mojego błagania.
Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, *
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia, *
aby Ci służono z bojaźnią.
Pokładam nadzieję w Panu,
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie, *
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka *
niech Izrael wygląda Pana.
U Pana jest bowiem łaska, *
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela *
ze wszystkich jego grzechów. (Ps 130)
Fot. Leżała sobie kartka na ławce kościelnej...i przyciągnęła mój wzrok.
piątek, 8 stycznia 2016
8 I, Miłość daje życie
W tym objawiła się miłość Boga ku nam,
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat,
abyśmy życie mieli dzięki Niemu. (1 J 4,7-10)
No właśnie, Bóg zesłał Syna, abyśmy mieli życie!
Abyśmy - ja, ty, on, ona, my - mieli życie, stało się Wcielenie, Boże Narodzenie, Pascha... Tak objawia się miłość Boga. Niesie życie! Aż do małej białej cząstki Eucharystii, abyśmy mieli Życie w sobie!
Zadziwienie, radość i wdzięczność ogarnia mnie, kiedy pozwalam sobie zatrzymać się nad tą Tajemnicą, nad tym Misterium.
Modlitwa poprowadziła mnie jeszcze do mego serca, do mej miłości i postawiła mi pytanie: jak objawia się moja miłość? Jak objawia się moja miłość wobec najbliższych, wobec przyjaciół, wobec sióstr, wobec dalszych, wobec wszystkich? Czy też tak, że inni otrzymują życie? Czy może tak, że to ja chcę od nich otrzymywać życie?...
Ważna sprawa odpowiedzieć sobie na te pytania. I nie zatrzymać się na odpowiedzi, tylko wraz z Kościołem modlić się dzisiejszą kolektą:
Boże, Twój Syn Jednorodzony ukazał się w naszym ludzkim ciele, spraw, aby Jezus, który zewnętrznie był do nas podobny, przemieniał nas wewnętrznie.
Wracam jeszcze raz do Słowa z I czytania: Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.
Więc niejako od środka, w wydaniu siebie, w miłości poznaje się Boga. Miłość Boża, która nam daje życie, poznawana jest przeze nas w nas samych poprzez wydawanie życia za braci...(zaczynając od najbliższych w domu).
Fot. sznur zakonny, przypomina mi o miłości Boga i o tym, że i ja potrafię mocą Bożą kochać jak On. Czyli dawać życie.
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat,
abyśmy życie mieli dzięki Niemu. (1 J 4,7-10)
No właśnie, Bóg zesłał Syna, abyśmy mieli życie!
Abyśmy - ja, ty, on, ona, my - mieli życie, stało się Wcielenie, Boże Narodzenie, Pascha... Tak objawia się miłość Boga. Niesie życie! Aż do małej białej cząstki Eucharystii, abyśmy mieli Życie w sobie!
Zadziwienie, radość i wdzięczność ogarnia mnie, kiedy pozwalam sobie zatrzymać się nad tą Tajemnicą, nad tym Misterium.
Modlitwa poprowadziła mnie jeszcze do mego serca, do mej miłości i postawiła mi pytanie: jak objawia się moja miłość? Jak objawia się moja miłość wobec najbliższych, wobec przyjaciół, wobec sióstr, wobec dalszych, wobec wszystkich? Czy też tak, że inni otrzymują życie? Czy może tak, że to ja chcę od nich otrzymywać życie?...
Ważna sprawa odpowiedzieć sobie na te pytania. I nie zatrzymać się na odpowiedzi, tylko wraz z Kościołem modlić się dzisiejszą kolektą:
Boże, Twój Syn Jednorodzony ukazał się w naszym ludzkim ciele, spraw, aby Jezus, który zewnętrznie był do nas podobny, przemieniał nas wewnętrznie.
Wracam jeszcze raz do Słowa z I czytania: Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.
Więc niejako od środka, w wydaniu siebie, w miłości poznaje się Boga. Miłość Boża, która nam daje życie, poznawana jest przeze nas w nas samych poprzez wydawanie życia za braci...(zaczynając od najbliższych w domu).
Fot. sznur zakonny, przypomina mi o miłości Boga i o tym, że i ja potrafię mocą Bożą kochać jak On. Czyli dawać życie.
niedziela, 8 listopada 2015
8 XI, cały grosz
Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku,
pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach [...]
Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz... (Mk 12,38-44)
Apel do siebie kieruję:
Baranko, strzeż się wszelkiego upodobania zewnętrznego, wszelkiej pokazuchy... Skoro w ślubach oddałaś się Panu i Kościołowi, nie marudź, wrzuć w każdy czyn codzienności cały swój grosz!
Jak w Eucharystii wino i woda (kropla wody dodawana przez kapłana do wina) w kielichu staje się w Jego ofierze Jego Krwią, tak oddanie człowieka Pan przyjmuje i przemienia...
Jezu, ufam Tobie!
Fot. z internetu
pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach [...]
Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz... (Mk 12,38-44)
Apel do siebie kieruję:
Baranko, strzeż się wszelkiego upodobania zewnętrznego, wszelkiej pokazuchy... Skoro w ślubach oddałaś się Panu i Kościołowi, nie marudź, wrzuć w każdy czyn codzienności cały swój grosz!
Jak w Eucharystii wino i woda (kropla wody dodawana przez kapłana do wina) w kielichu staje się w Jego ofierze Jego Krwią, tak oddanie człowieka Pan przyjmuje i przemienia...
Jezu, ufam Tobie!
Fot. z internetu
czwartek, 9 lipca 2015
9 VII, bliskość królestwa
Idźcie i głoście: "Bliskie już jest królestwo niebieskie». Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra..." (Mt 10,7-15)
Bliskie jest królestwo niebieskie - tę prawdę ma głosić apostoł. Nie tylko słowami - całym sobą.
Dla mnie dziś wzorem takiego apostoła, który głosi bliskość królestwa (bliskość i opatrzność Boga) jest Józef egipski z I czytania. To w jaki sposób przedstawia się braciom, po krzywdzie jaką mu uczynili...jest rzeczywiście konkretem miłującego serca, jest znakiem łaskawości i bliskości Boga:
„Zbliżcie się do mnie!” A gdy oni się zbliżyli, powtórzył: „Ja jestem Józef, brat wasz, to ja jestem tym, którego sprzedaliście do Egiptu. Ale teraz nie smućcie się i nie wyrzucajcie sobie, żeście mnie sprzedali. Bo dla waszego ocalenia od śmierci Bóg wysłał mnie tu przed wami”. Rdz 45,1-5
Kto z nas, w taki sposób jest w stanie popatrzeć na swoje życie, zwłaszcza na rany zadane przez bliskich? Kto z nas jest w stanie usprawiedliwić zło otrzymane? Tylko ten, kto ma oczy i serce Jezusowe. I tylko ten jest autentycznym apostołem, bo głosi konkret królestwa w sobie samym i samym sobą.
Dlatego potrzebuję codziennej Eucharystii, by przemieniało się moje serce w Jego.
Fot. Mozaika Rupnika. Zranione dłonie łamią chleb. Jego Rany są źródłem łask i nasze też mogą takie być - miejscami przybliżania królestwa.
Czytałam kiedyś A. Grüna "Zamienić rany w perły" - trochę psychologii, trochę duchowości, dobra lektura w tej tematyce.
Bliskie jest królestwo niebieskie - tę prawdę ma głosić apostoł. Nie tylko słowami - całym sobą.
Dla mnie dziś wzorem takiego apostoła, który głosi bliskość królestwa (bliskość i opatrzność Boga) jest Józef egipski z I czytania. To w jaki sposób przedstawia się braciom, po krzywdzie jaką mu uczynili...jest rzeczywiście konkretem miłującego serca, jest znakiem łaskawości i bliskości Boga:
„Zbliżcie się do mnie!” A gdy oni się zbliżyli, powtórzył: „Ja jestem Józef, brat wasz, to ja jestem tym, którego sprzedaliście do Egiptu. Ale teraz nie smućcie się i nie wyrzucajcie sobie, żeście mnie sprzedali. Bo dla waszego ocalenia od śmierci Bóg wysłał mnie tu przed wami”. Rdz 45,1-5
Kto z nas, w taki sposób jest w stanie popatrzeć na swoje życie, zwłaszcza na rany zadane przez bliskich? Kto z nas jest w stanie usprawiedliwić zło otrzymane? Tylko ten, kto ma oczy i serce Jezusowe. I tylko ten jest autentycznym apostołem, bo głosi konkret królestwa w sobie samym i samym sobą.
Dlatego potrzebuję codziennej Eucharystii, by przemieniało się moje serce w Jego.
Fot. Mozaika Rupnika. Zranione dłonie łamią chleb. Jego Rany są źródłem łask i nasze też mogą takie być - miejscami przybliżania królestwa.
Czytałam kiedyś A. Grüna "Zamienić rany w perły" - trochę psychologii, trochę duchowości, dobra lektura w tej tematyce.
poniedziałek, 25 maja 2015
Matka Kościoła
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi da Niego: "Nie mają już wina". Jezus Jej odpowiedział: "Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?" Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie"... J 2,1-11
"Dlaczego, jako pierwszy znak, Pan zamienił wodę w wino? Aby nam pokazać, że Bóg, który zmienia naturę w bukłakach, dokonuje także przekształceń w łonie Dziewicy. W ten sam sposób, aby zwieńczyć swoje cuda, Jezus otworzył grób, żeby objawić swoją niezależność wobec śmierci, pragnącej wszystko pochłonąć". (św. Efrem Syryjczyk)
A dla mnie wniosek jeszcze konkretniejszy i bliższy na dziś: skoro Jezus przemienił wodę w bukłakach, to serca nasze też przemieniać może! I chce.
Wczoraj Zesłanie Ducha Świętego - przychodzi On z darami - niekoniecznie w szumie emocjonalnym wokół, bardziej w delikatnym powiewie i z łaską pokoju. Przychodzi z darem języków - z darem porozumiewania się z Bogiem, z bliźnim, ze sobą samym... Już nie ma bariery, której miłość nie mogłaby przekroczyć. Już nie ma rzeczywistości, która byłaby nie do udźwignięcia. Nawet jeśli będzie wymagać (a może tylko poprosi...) zrobić coś "głupiego", jak podczas wesela napełnianie bukłaków do oczyszczeń wodą... Na Jego Słowo, które przeszło przez Jej Ciało...
Dzięki Ci, Jezu, za Maryję, za Matkę. Za Jej zaufanie, którego się uczę wciąż od nowa.
Wystawiam serce me, jak ową stągiew, napełniam ją wodą codzienności i ... w moich brakach miłości zaufam Jezusowi.
I dziękuję Mu, już teraz, za hojność :).
***
Dobra lektura
Zacytuję o. M. Łusiaka SJ:
"Zauważmy, że Maryja o nic nie prosi Jezusa. Po prostu mówi do Niego: "Nie mają już wina". Jezus odpowiada: "To nie nasza sprawa". I ma rację. Nie był ani gospodarzem wesela, ani hurtownikiem win. Wszystko wskazuje na to, iż po tej wymianie zdań Maryja zrozumiała, że Jezus jednak coś chce zrobić, bo ten brak wina mimo wszystko zaintrygował Go. Nie wiedziała co zrobi, dlatego powiedziała do sług: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". Zapewne sama była zaskoczona dalszym tokiem wydarzeń.
Niestety, nie jesteśmy podobni do Maryi. My na ogół wiemy, co Bóg ma robić. Nie idziemy do Niego z naszymi problemami, tylko z gotowymi rozwiązaniami problemów. Czy to jest mądre? Maryja jest mądrzejsza od nas. Nic więc dziwnego, że jest Matką Kościoła".
P.S. Dzięki za zaglądanie i wpisy w tym czasie pustynnym :) Podziwiam wytrwałość :) Ogarniam modlitwą i też o nią proszę.
I radości serca przemienionego życzę!
"Dlaczego, jako pierwszy znak, Pan zamienił wodę w wino? Aby nam pokazać, że Bóg, który zmienia naturę w bukłakach, dokonuje także przekształceń w łonie Dziewicy. W ten sam sposób, aby zwieńczyć swoje cuda, Jezus otworzył grób, żeby objawić swoją niezależność wobec śmierci, pragnącej wszystko pochłonąć". (św. Efrem Syryjczyk)
A dla mnie wniosek jeszcze konkretniejszy i bliższy na dziś: skoro Jezus przemienił wodę w bukłakach, to serca nasze też przemieniać może! I chce.
Wczoraj Zesłanie Ducha Świętego - przychodzi On z darami - niekoniecznie w szumie emocjonalnym wokół, bardziej w delikatnym powiewie i z łaską pokoju. Przychodzi z darem języków - z darem porozumiewania się z Bogiem, z bliźnim, ze sobą samym... Już nie ma bariery, której miłość nie mogłaby przekroczyć. Już nie ma rzeczywistości, która byłaby nie do udźwignięcia. Nawet jeśli będzie wymagać (a może tylko poprosi...) zrobić coś "głupiego", jak podczas wesela napełnianie bukłaków do oczyszczeń wodą... Na Jego Słowo, które przeszło przez Jej Ciało...
Dzięki Ci, Jezu, za Maryję, za Matkę. Za Jej zaufanie, którego się uczę wciąż od nowa.
Wystawiam serce me, jak ową stągiew, napełniam ją wodą codzienności i ... w moich brakach miłości zaufam Jezusowi.
I dziękuję Mu, już teraz, za hojność :).
***
Dobra lektura
Zacytuję o. M. Łusiaka SJ:
"Zauważmy, że Maryja o nic nie prosi Jezusa. Po prostu mówi do Niego: "Nie mają już wina". Jezus odpowiada: "To nie nasza sprawa". I ma rację. Nie był ani gospodarzem wesela, ani hurtownikiem win. Wszystko wskazuje na to, iż po tej wymianie zdań Maryja zrozumiała, że Jezus jednak coś chce zrobić, bo ten brak wina mimo wszystko zaintrygował Go. Nie wiedziała co zrobi, dlatego powiedziała do sług: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". Zapewne sama była zaskoczona dalszym tokiem wydarzeń.
Niestety, nie jesteśmy podobni do Maryi. My na ogół wiemy, co Bóg ma robić. Nie idziemy do Niego z naszymi problemami, tylko z gotowymi rozwiązaniami problemów. Czy to jest mądre? Maryja jest mądrzejsza od nas. Nic więc dziwnego, że jest Matką Kościoła".
P.S. Dzięki za zaglądanie i wpisy w tym czasie pustynnym :) Podziwiam wytrwałość :) Ogarniam modlitwą i też o nią proszę.
I radości serca przemienionego życzę!
niedziela, 1 marca 2015
1 III, widziałam
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. (Mk 9,2-10)
Dziś mogę napisać, że dziś widziałam Przemienienie.
Widziałam w człowieku to, czego nie mógł dokonać tylko ludzką ręką ani wysiłkiem woli.
Przemiana w osobie, która idzie za Jezusem w zaufaniu, jest odzwierciedleniem tejże mocy, która w Przemienieniu Pańskim ujawniła chwałę Jezusa.
Dokonuje się to w odosobnieniu. Dlatego pozwalajmy Jezusowi nas wyprowadzać na osobność (myślę tu przede wszystkim o tej wewnętrznej pustyni).
Dziś mogę napisać, że dziś widziałam Przemienienie.
Widziałam w człowieku to, czego nie mógł dokonać tylko ludzką ręką ani wysiłkiem woli.
Przemiana w osobie, która idzie za Jezusem w zaufaniu, jest odzwierciedleniem tejże mocy, która w Przemienieniu Pańskim ujawniła chwałę Jezusa.
Dokonuje się to w odosobnieniu. Dlatego pozwalajmy Jezusowi nas wyprowadzać na osobność (myślę tu przede wszystkim o tej wewnętrznej pustyni).
wtorek, 20 stycznia 2015
20 I, być w relacji
Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: „Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?”
[...] „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu” Mk 2,23-28
To wydarzenie mnie wewnętrznie porusza. Porusza ku wolności.
Ludzkie zasady, a zwłaszcza interpretacja sztywna i nadbudowana prawa Bożego nie jest wąską bramą do życia, raczej może stać się bożkiem, któremu służymy zamiast służyć Bogu żywemu.
Grozi to też w życiu zakonnym. Mi też to grozi. Dlatego tym bardziej zbliżam się do Jezusa i patrzę na Niego - Pana szabatu, Pana historii, patrzę na Mądrość i Miłość Wcieloną. Być z Jezusem w relacji tak, by ta relacja zmieniała "moje", wszystko "moje", to jest sens modlitwy, sens istnienia.
Chrześcijaństwo nie jest zbiorem praw, nie jest religią prawa, moralności, jest spotkaniem z Osobą. Ojciec Ziółek SJ (zob. więcej) powie jaśniej: "Chrześcijaństwo nie jest religią. Chrześcijaństwo jest relacją".
W pierwszym czytaniu jesteśmy zachęceni byśmy mieli trwałą pociechę, my, którzyśmy się uciekli do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy, kotwicy, która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus poprzednik wszedł za nas, stawszy się arcykapłanem na wieki... (Hbr 6,10-20)
Fot. Tę fotkę chciałam dać na Chrzest Pański, ale nie mogłam odnaleźć jej w moich plikach. Zrobiłam ją na Litwie, w klasztorze oo. Franciszkanów na Górze Krzyży. Czemu dziś ją zamieszczam? - bo tu padają słowa umiłowania - Jezusa, a w Nim i mnie. Relacja!
[...] „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu” Mk 2,23-28
To wydarzenie mnie wewnętrznie porusza. Porusza ku wolności.
Ludzkie zasady, a zwłaszcza interpretacja sztywna i nadbudowana prawa Bożego nie jest wąską bramą do życia, raczej może stać się bożkiem, któremu służymy zamiast służyć Bogu żywemu.
Grozi to też w życiu zakonnym. Mi też to grozi. Dlatego tym bardziej zbliżam się do Jezusa i patrzę na Niego - Pana szabatu, Pana historii, patrzę na Mądrość i Miłość Wcieloną. Być z Jezusem w relacji tak, by ta relacja zmieniała "moje", wszystko "moje", to jest sens modlitwy, sens istnienia.
Chrześcijaństwo nie jest zbiorem praw, nie jest religią prawa, moralności, jest spotkaniem z Osobą. Ojciec Ziółek SJ (zob. więcej) powie jaśniej: "Chrześcijaństwo nie jest religią. Chrześcijaństwo jest relacją".
W pierwszym czytaniu jesteśmy zachęceni byśmy mieli trwałą pociechę, my, którzyśmy się uciekli do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy, kotwicy, która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus poprzednik wszedł za nas, stawszy się arcykapłanem na wieki... (Hbr 6,10-20)
Fot. Tę fotkę chciałam dać na Chrzest Pański, ale nie mogłam odnaleźć jej w moich plikach. Zrobiłam ją na Litwie, w klasztorze oo. Franciszkanów na Górze Krzyży. Czemu dziś ją zamieszczam? - bo tu padają słowa umiłowania - Jezusa, a w Nim i mnie. Relacja!
niedziela, 30 listopada 2014
30 XI, dwustronny adwent
Tyś, Panie, naszym ojcem,
„Odkupiciel nasz” to Twoje imię odwieczne.
Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg,
tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą?... Jz 63,16n
Tak zaczyna się dzisiejsza liturgia Słowa.
Pan jest naszym ojcem! W relacji miłości daje nam wolność i pozwala na błędy. I nie błędów trzeba się obawiać, bo one zawsze będą, ale nieczułości serca.
W relacji z Bogiem, tak jak i w relacji z człowiekiem, chodzi o miłość. Chciałabym, by ten adwent był odnowieniem i ożywieniem mej miłości do Pana. Mówi się, że kochające się osoby upodabniają się do siebie. Mój Pan upodobnił się we wszystkim - stał się człowiekiem. Teraz czeka na moją odpowiedź, czy pozwolę Mu na przemianę siebie w Niego? Oj, oto mam adwent dwustronny: ja czekam na Niego, On czeka na mnie...
Fot. z internetu, źródło:http://kartki.blizejnieba.pl/ekartka-adwent,28,0,1323.html
„Odkupiciel nasz” to Twoje imię odwieczne.
Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg,
tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą?... Jz 63,16n
Tak zaczyna się dzisiejsza liturgia Słowa.
Pan jest naszym ojcem! W relacji miłości daje nam wolność i pozwala na błędy. I nie błędów trzeba się obawiać, bo one zawsze będą, ale nieczułości serca.
W relacji z Bogiem, tak jak i w relacji z człowiekiem, chodzi o miłość. Chciałabym, by ten adwent był odnowieniem i ożywieniem mej miłości do Pana. Mówi się, że kochające się osoby upodabniają się do siebie. Mój Pan upodobnił się we wszystkim - stał się człowiekiem. Teraz czeka na moją odpowiedź, czy pozwolę Mu na przemianę siebie w Niego? Oj, oto mam adwent dwustronny: ja czekam na Niego, On czeka na mnie...
Fot. z internetu, źródło:http://kartki.blizejnieba.pl/ekartka-adwent,28,0,1323.html
piątek, 5 września 2014
5 IX, dobre wino
Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków. Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego, mówi bowiem: «Stare jest lepsze» Łk 5,33-39
Zasłyszane dziś: "Nie myśl i nie czyń tak, by ktoś o tobie dobrze pomyślał, ale rzeczywiście bądź dobra" (MM).
A co ma się rozerwać w moim starym bukłaku poprzez nowość miłości Jezusowej, niech się rozrywa. Niech Duch tworzy we mnie młody bukłak i dobre wino!
Fot. z internetu, ucieszyłam się, że cytat z Matki Teresy, dziś wspominanej.
Zasłyszane dziś: "Nie myśl i nie czyń tak, by ktoś o tobie dobrze pomyślał, ale rzeczywiście bądź dobra" (MM).
A co ma się rozerwać w moim starym bukłaku poprzez nowość miłości Jezusowej, niech się rozrywa. Niech Duch tworzy we mnie młody bukłak i dobre wino!
Fot. z internetu, ucieszyłam się, że cytat z Matki Teresy, dziś wspominanej.
wtorek, 26 sierpnia 2014
26 VIII, stągiew, służba i pielgrzymowanie
A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”.
Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła godzina moja”.
Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.
Rzekł do nich Jezus: „Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi. J 2,1-11
Jestem z jednej strony stągwią, która ma być wypełniona aż po brzegi... Czym? - moją codziennością, zwykłymi obowiązkami, spotkaniami, pracą, zwyczajnością, moją miłością, zaangażowaniem w pełni.
Ale jestem też służbą, która napełnia tę stągiew codzienności prostą wiarą aż po brzegi!
Reszta należy do Pana, który przemienia wodę codzienności mego życia w najlepsze wino... W którym momencie to się dzieje? Nie wiem! Ale wiem, że przemienia, jeśli tylko ja napełniam i Mu przynoszę.
A Maryja jest i czuwa. Zawsze Mu podpowie na czas... Więc Ona w życiu naszym jest KONIECZNA! Trzeba Ją zapraszać, zabierać do naszych spraw.
W tym celu, ale też w celu pozdrowienia Maryi w dniu Jej jasnogórskich imienin pielgrzymowałam (23-26 VIII) ze współsiostrą (same we dwie) z Krakowa na Jasną Górę.
Jestem z jednej strony stągwią, która ma być wypełniona aż po brzegi... Czym? - moją codziennością, zwykłymi obowiązkami, spotkaniami, pracą, zwyczajnością, moją miłością, zaangażowaniem w pełni.
Ale jestem też służbą, która napełnia tę stągiew codzienności prostą wiarą aż po brzegi!
Reszta należy do Pana, który przemienia wodę codzienności mego życia w najlepsze wino... W którym momencie to się dzieje? Nie wiem! Ale wiem, że przemienia, jeśli tylko ja napełniam i Mu przynoszę.
A Maryja jest i czuwa. Zawsze Mu podpowie na czas... Więc Ona w życiu naszym jest KONIECZNA! Trzeba Ją zapraszać, zabierać do naszych spraw.
W tym celu, ale też w celu pozdrowienia Maryi w dniu Jej jasnogórskich imienin pielgrzymowałam (23-26 VIII) ze współsiostrą (same we dwie) z Krakowa na Jasną Górę.
środa, 6 sierpnia 2014
6 VIII, na górze wysokiej
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. Mt 17,1-9
Gdy sobie wspinali się z Jezusem na górę wysoką, nie przypuszczali, co ich tam spotka. Wysiłek był niemały, znając Jezusa śpieszno Mu było... a góra Tabor nie jest pagórkiem.
Mój wysiłek wspinaczki pod górę z Jezusem bywa przeze mnie czasem nie rozumiany.
Na dziś moją górą, wysoooką ostatnio :) jest moja wspólnota ...
Ale właśnie na górze wysokiej Pan objawia swe Oblicze.
Tak, chcę! Wspinać się na górę i widzieć Cię, mój Baranku!
***
Trochę lektury. Z Vita consecrata:
Epizod Przemienienia wyznacza moment przełomowy w misji Jezusa. Jest to objawienie, które utwierdza wiarę w sercach uczniów, przygotowuje ich na dramat Krzyża i zapowiada chwałę zmartwychwstania. Ta tajemnica jest wciąż na nowo przeżywana w Kościele — Ludzie Bożym zmierzającym na eschatologiczne spotkanie ze swoim Panem. Tak jak trzej wybrani Apostołowie, Kościół kontempluje przemienione oblicze Chrystusa, aby utwierdzić się w wierze, a później nie załamać się wobec Jego oblicza zniekształconego na Krzyżu. W jednym i drugim przypadku Kościół jest Oblubienicą stojącą przed Oblubieńcem, uczestniczącą w Jego tajemnicy, spowitą Jego światłością.
To światło dociera do wszystkich dzieci Kościoła, które są jednakowo powołane, by iść za Chrystusem i Jemu powierzyć ostateczny sens swego życia, tak aby móc powiedzieć za Apostołem: Dla mnie bowiem żyć — to Chrystus (Flp 1, 21). Jednakże szczególne doświadczenie światła promieniującego ze Słowa Wcielonego jest niewątpliwie udziałem powołanych do życia konsekrowanego. Profesja rad ewangelicznych czyni ich bowiem znakiem i proroctwem dla wspólnoty braci i dla świata; z pewnością więc pełne zachwytu słowa Piotra: Panie, dobrze, że tu jesteśmy (Mt 17, 4), znajdują w nich szczególne echo. Te słowa ukazują chrystocentryczne napięcie całego chrześcijańskiego życia. Jednak w sposób niezwykle wymowny wyrażają całkowite i bezwarunkowe oddanie, które stanowi wewnętrzną dynamikę powołania do życia konsekrowanego: jak dobrze jest przebywać z Tobą, oddawać się Tobie, skupić całe swoje życie wyłącznie wokół Ciebie! Istotnie, kto otrzymał łaskę tej szczególnej komunii miłości z Chrystusem, czuje się jakby pochłonięty jej żarem: On jest najpiękniejszy z synów ludzkich (Ps 45 [44], 3) — jest Niezrównany. (VC 15)
Cała adhortacja Vita Consecrata (zachęcam do lektury, a na dziś przynajmniej punkta 14-16)
Gdy sobie wspinali się z Jezusem na górę wysoką, nie przypuszczali, co ich tam spotka. Wysiłek był niemały, znając Jezusa śpieszno Mu było... a góra Tabor nie jest pagórkiem.
Mój wysiłek wspinaczki pod górę z Jezusem bywa przeze mnie czasem nie rozumiany.
Na dziś moją górą, wysoooką ostatnio :) jest moja wspólnota ...
Ale właśnie na górze wysokiej Pan objawia swe Oblicze.
Tak, chcę! Wspinać się na górę i widzieć Cię, mój Baranku!
***
Trochę lektury. Z Vita consecrata:
Epizod Przemienienia wyznacza moment przełomowy w misji Jezusa. Jest to objawienie, które utwierdza wiarę w sercach uczniów, przygotowuje ich na dramat Krzyża i zapowiada chwałę zmartwychwstania. Ta tajemnica jest wciąż na nowo przeżywana w Kościele — Ludzie Bożym zmierzającym na eschatologiczne spotkanie ze swoim Panem. Tak jak trzej wybrani Apostołowie, Kościół kontempluje przemienione oblicze Chrystusa, aby utwierdzić się w wierze, a później nie załamać się wobec Jego oblicza zniekształconego na Krzyżu. W jednym i drugim przypadku Kościół jest Oblubienicą stojącą przed Oblubieńcem, uczestniczącą w Jego tajemnicy, spowitą Jego światłością.
To światło dociera do wszystkich dzieci Kościoła, które są jednakowo powołane, by iść za Chrystusem i Jemu powierzyć ostateczny sens swego życia, tak aby móc powiedzieć za Apostołem: Dla mnie bowiem żyć — to Chrystus (Flp 1, 21). Jednakże szczególne doświadczenie światła promieniującego ze Słowa Wcielonego jest niewątpliwie udziałem powołanych do życia konsekrowanego. Profesja rad ewangelicznych czyni ich bowiem znakiem i proroctwem dla wspólnoty braci i dla świata; z pewnością więc pełne zachwytu słowa Piotra: Panie, dobrze, że tu jesteśmy (Mt 17, 4), znajdują w nich szczególne echo. Te słowa ukazują chrystocentryczne napięcie całego chrześcijańskiego życia. Jednak w sposób niezwykle wymowny wyrażają całkowite i bezwarunkowe oddanie, które stanowi wewnętrzną dynamikę powołania do życia konsekrowanego: jak dobrze jest przebywać z Tobą, oddawać się Tobie, skupić całe swoje życie wyłącznie wokół Ciebie! Istotnie, kto otrzymał łaskę tej szczególnej komunii miłości z Chrystusem, czuje się jakby pochłonięty jej żarem: On jest najpiękniejszy z synów ludzkich (Ps 45 [44], 3) — jest Niezrównany. (VC 15)
Cała adhortacja Vita Consecrata (zachęcam do lektury, a na dziś przynajmniej punkta 14-16)
niedziela, 16 marca 2014
16 III, przemieni(a) się
Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga, który nas wybawił i wezwał świętym wezwaniem, nie dzięki naszym czynom, [...]
który przezwyciężył śmierć, a rzucił światło na życie i nieśmiertelność przez Ewangelię. 2Tm 1,8b-l0
Wiele się działo podczas dzisiejszej modlitwy.
Przypomniało mi się wydarzenie z rekolekcji, kiedy wstałam w nocy i kontemplowałam wydarzenie Przemienienia. A tu nic. Nie udało mi się zobaczyć wówczas przemienionego Jezusa... Chyba miałam ukrywany żal do Pana z tego powodu. Skoro powołuje i zaprasza na górę, to czemu nie objawia mi się...
Dzisiejsza modlitwa była wobec tamtego wydarzenia chyba terapeutyczna :). Tak sądzę po owocach.
Nie, widzieć dalej Go przemienionego nie widziałam. Jednak zobaczyłam WIARĄ więcej niż oczyma ciała.
Zobaczyłam w kontekście I czytania, że to Bóg jest zawsze PIERWSZY, że to On powołuje, jak powołał Abrahama.
Przywołałam w pamięci moje lata dziecięce i te godziny, kiedy jako bielanka trwałam przy Panu, kiedy Go adorowałam w Najświętszym Sakramencie. To wielka łaska, to "naSłonecznienie" Nim jakiego wówczas doświadczałam.
Potem powołanie - nie z zasług, nie przez złamane serce, nie przez ucieczkę czy temu podobne - powołanie, które przyszło w wezwaniu, w zaproszeniu.
Zadania jakie dziś niosę, odpowiedzialność nie łatwa. Ale znowu modlitwa pokazała to jako zaproszenie do świadectwa Miłości. ONA zawsze jest pierwsza. Dlatego II czytanie jest nie tylko zaproszeniem dla mnie, jest OBIETNICĄ "według mocy Boga".
Wczoraj napisał mi Brat, że "Szczecin to miejsce, gdzie powiewa [Duch] również przez Ciebie! Jesteś tam, by inni czuli obecność Pana". Nie będę temu zaprzeczać. Wiem, że to łaska.
Łaską też jest, że sama noszę biały habit, a "jego odzienie stało się białe"...
Po prostu uwielbiam Pana za przemianę, którą w moim sercu dokonuje (że Jego światło przebija się w mojej zwyczajnej miłości) i dziękuję Mu, że chce mną się posługiwać, by inni poznali prawdę Ewangelii, by zostali napełnieni tym Życiem, które udaremniło śmierć.
Fot. na górze Przemienienia...
który przezwyciężył śmierć, a rzucił światło na życie i nieśmiertelność przez Ewangelię. 2Tm 1,8b-l0
Wiele się działo podczas dzisiejszej modlitwy.
Przypomniało mi się wydarzenie z rekolekcji, kiedy wstałam w nocy i kontemplowałam wydarzenie Przemienienia. A tu nic. Nie udało mi się zobaczyć wówczas przemienionego Jezusa... Chyba miałam ukrywany żal do Pana z tego powodu. Skoro powołuje i zaprasza na górę, to czemu nie objawia mi się...
Dzisiejsza modlitwa była wobec tamtego wydarzenia chyba terapeutyczna :). Tak sądzę po owocach.
Nie, widzieć dalej Go przemienionego nie widziałam. Jednak zobaczyłam WIARĄ więcej niż oczyma ciała.
Zobaczyłam w kontekście I czytania, że to Bóg jest zawsze PIERWSZY, że to On powołuje, jak powołał Abrahama.
Przywołałam w pamięci moje lata dziecięce i te godziny, kiedy jako bielanka trwałam przy Panu, kiedy Go adorowałam w Najświętszym Sakramencie. To wielka łaska, to "naSłonecznienie" Nim jakiego wówczas doświadczałam.
Potem powołanie - nie z zasług, nie przez złamane serce, nie przez ucieczkę czy temu podobne - powołanie, które przyszło w wezwaniu, w zaproszeniu.
Zadania jakie dziś niosę, odpowiedzialność nie łatwa. Ale znowu modlitwa pokazała to jako zaproszenie do świadectwa Miłości. ONA zawsze jest pierwsza. Dlatego II czytanie jest nie tylko zaproszeniem dla mnie, jest OBIETNICĄ "według mocy Boga".
Wczoraj napisał mi Brat, że "Szczecin to miejsce, gdzie powiewa [Duch] również przez Ciebie! Jesteś tam, by inni czuli obecność Pana". Nie będę temu zaprzeczać. Wiem, że to łaska.
Łaską też jest, że sama noszę biały habit, a "jego odzienie stało się białe"...
Po prostu uwielbiam Pana za przemianę, którą w moim sercu dokonuje (że Jego światło przebija się w mojej zwyczajnej miłości) i dziękuję Mu, że chce mną się posługiwać, by inni poznali prawdę Ewangelii, by zostali napełnieni tym Życiem, które udaremniło śmierć.
Fot. na górze Przemienienia...
poniedziałek, 30 września 2013
30 IX, małość przyjmijmy...
Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy.
Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: «Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki». Łk 9, 46-50
Mam doświadczenie siebie samej, mam doświadczenie z rozmów z wieloma osobami i wiem, że są w nas przestrzenie w których nie czujemy się dobrze, w których czujemy się poniżeni.
Są w nas rany, które chcielibyśmy ukryć, bo nas poniżają w oczach nas samych.
Te dzisiejsze słowa Jezusa traktuję jako strzał leczniczy w samo centrum takiego samopoczucia. Tam, gdzie w swoich oczach jestem najmniejsza... tam Jezus przychodzi ze swą łaską, bo to miejsce czeka na Niego i Go potrzebuje.
Dlatego nie ukrywajmy przed Jezusem swej małości, przeciwnie przyjmijmy ją i odsłońmy ją przed Nim. A rany zamienią się w perły i ubogacimy świat. :)
Mam doświadczenie siebie samej, mam doświadczenie z rozmów z wieloma osobami i wiem, że są w nas przestrzenie w których nie czujemy się dobrze, w których czujemy się poniżeni.
Są w nas rany, które chcielibyśmy ukryć, bo nas poniżają w oczach nas samych.
Te dzisiejsze słowa Jezusa traktuję jako strzał leczniczy w samo centrum takiego samopoczucia. Tam, gdzie w swoich oczach jestem najmniejsza... tam Jezus przychodzi ze swą łaską, bo to miejsce czeka na Niego i Go potrzebuje.
Dlatego nie ukrywajmy przed Jezusem swej małości, przeciwnie przyjmijmy ją i odsłońmy ją przed Nim. A rany zamienią się w perły i ubogacimy świat. :)
środa, 4 września 2013
4 IX, nie zatrzymam Jezusa
Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich.
Lecz On rzekł do nich: «Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany». Łk 4, 38-44
Zatrzymać Jezusa dla siebie. Znam tę pokusę.
A przejście od "Jezus dla mnie" do "ja dla Jezusa" nie jest wcale łatwe i przyjemne dla "starego" we mnie człowieka...
A Jezus idzie i uzdrawia. Uzdrawia serce, by uzdolnić do służby.
Jezusa nie zatrzymam dla siebie... ale też nie chcę zatrzymać się w drodze za Nim...
Psalm responsoryjny prowadzi mnie dziś do tej zasadniczej zmiany.
Przyjmuję Jezusa, by zakorzenić się w Nim, by polegać na Jego imieniu i by oddać się Jemu do dyspozycji. Jeśli taką mam postawę, mogę szczerze zaśpiewać z psalmistą:
Ja zaś jak oliwka kwitnąca w domu Bożym,
na wieki zaufam łaskawości Boga.
Będę Cię sławił na wieki za to, coś uczynił,
polegał na Twym imieniu, ponieważ jest dobre dla ludzi oddanych Tobie. (Ps 52)
Zatrzymać Jezusa dla siebie. Znam tę pokusę.
A przejście od "Jezus dla mnie" do "ja dla Jezusa" nie jest wcale łatwe i przyjemne dla "starego" we mnie człowieka...
A Jezus idzie i uzdrawia. Uzdrawia serce, by uzdolnić do służby.
Jezusa nie zatrzymam dla siebie... ale też nie chcę zatrzymać się w drodze za Nim...
Psalm responsoryjny prowadzi mnie dziś do tej zasadniczej zmiany.
Przyjmuję Jezusa, by zakorzenić się w Nim, by polegać na Jego imieniu i by oddać się Jemu do dyspozycji. Jeśli taką mam postawę, mogę szczerze zaśpiewać z psalmistą:
Ja zaś jak oliwka kwitnąca w domu Bożym,
na wieki zaufam łaskawości Boga.
Będę Cię sławił na wieki za to, coś uczynił,
polegał na Twym imieniu, ponieważ jest dobre dla ludzi oddanych Tobie. (Ps 52)
piątek, 29 marca 2013
29 III, Ducha dał
... Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę». Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!»
I skłoniwszy głowę oddał ducha... J 19,1-42
Chcę przyjąć Jezusowego DUCHA. Chcę przyjąć Jego Miłość.
Nie płakać nam trzeba nad śmiercią Jezusa, trzeba nam serce otworzyć na Jego Miłość, na Jego Ducha.
Szymonie z Cyreny, módl się za mną. Doświadczenie niesienia krzyża Jezusowego przemieniło twoje serce, módl się o przemianę mojego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










