Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzech. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 grudnia 2016

10 XII, łaska adwentu

Uczniowie zapytali Jezusa: "Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?” On odparł: „Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał”. (Mt 17,10-13)

Uczeni pochylali się nad Literą, ale niestety nie rozpoznali Rzeczywistości. Taki scenariusz grozi także nam (mi). Nie uczoność, tylko proste, szczere, czyste, dziecięce serce może rozpoznać Przychodzącego i Obecnego Pana.
Dziś przeżywam dzień skupienia. Patrzę na swoje serce, słucham głosu Pana. Pytam, kto dla mnie jest Eliaszem? Kto w moim "dziś" jest dla mnie Janem Chrzcicielem?...

Taki obraz powstaje w wyobraźni:
Serce moje i w nim splątane korzenie grzechu: pychy, chciwości, zazdrości, nieumiarkowania, nieczystości, gniewu, lenistwa... Mimo pracy, mimo wysiłku te korzenie - oścień po grzechu pierworodnym - w sercu, są. Nie potrafię ich wyplenić. Doświadczam bezradności i bezsilności.
Lecz od uroczystości Niepokalanego Poczęcia wzrasta we mnie nadzieja, że to Pan sam wypleni je w swoim czasie.
Dziś zaraz po przyjęciu Ciała Jezusa w komunii świętej doświadczyłam, że obdarowana jestem Lekarstwem. Lekarstwem Eucharystii - moc miłości i pokory Baranka - które staje się trucizną na te korzenie grzechu, które we mnie siedzą. "Czuję" duchem, że Ciało Baranka zatruwa kanały grzechu, że nie będzie już z nich zła, lecz staną się one miejscami objawienia się łaski.

Dotąd było tak, że dany korzeń widziany przeze mnie w postawie innej osoby - jak obraz w krzywym zwierciadle powiększony i zniekształcony (por. o belce w oku i drzazdze) -  drażnił mnie tak, że reagowałam za mocno, za ostro, niemiłosiernie... Dziś widzę, że reagowałam - nie wiedząc o tym - na korzeń mego grzechu odbity w zwierciadle. A energia naprawy rozpraszała się na kawałeczki rozbijanego zwierciadła, tzn. rozbijała relację siostrzaną nie wnosząc nic dla prawdziwego uzdrowienia i nawrócenia.

Tak więc, uwielbiam Pana, uwielbiam Go w Chlebie Życia, który karmi moje serce, które je leczy, trując chore korzenie, korzenie grzechu pierworodnego zasiedziałe we mnie.
Cieszę się bardzo, choć boli, boli porównawczo - choć na innym poziomie odczuwania - jak zatruwanie kanałowe korzeni zęba. Wiem, że czasu trzeba na to uzdrowienie. Trzeba swoje wysiedzieć (jak na fotelu dentystycznym) tak też na kolanach przed Obecnym. Ale właśnie po to też jest adwent.

Fot 1. Godło nasze zakonne jest do odkrywania dnia każdego, a nie tylko do eksponowania, jak tu mi dobrze wyszło :). Serce z krzyżem. Krzyż leczący serce me, bo zapuszcza swe korzenie i niesie Życie.

***
Zapraszam do przeczytania homilii św. Efrema Krzyż Chrystusa zbawieniem ludzkości:

Śmierć rzuciła Chrystusa do swoich nóg, On jednak ją podeptał, jak depce się drogę. Z własnej woli przyjął śmierć i jej się poddał, aby wbrew niej samej ją unicestwić. Bo wyszedł nasz Pan niosąc krzyż, bo śmierć tego chciała. Ale na krzyżu zawołał głosem wielkim i wywiódł umarłych z otchłani, wbrew woli śmierci. 
Śmierć zabiła Pana w Jego ludzkim ciele, ale tą samą bronią On odniósł nad nią zwycięstwo. Ukryło się Bóstwo pod zasłoną człowieczeństwa i tak stanęło przed śmiercią, ona zaś zabiła i sama została zabita: zabiła życie przyrodzone, ale z kolei zabiło ją życie nadprzyrodzone. 
Ponieważ śmierć nie mogła Go pożreć bez ciała, ani też otchłań nie mogła pochłonąć Go bez ciała, zstąpił Pan w łono Dziewicy, aby wzięte z niej człowieczeństwo mogło zaprowadzić Go do otchłani. Zeszedł tam w przyjętym przez siebie ciele, rozproszył i złupił nagromadzone tam skarby. 
Przyszedł do Ewy, matki wszystkich żyjących. Jest ona winnicą, której ogrodzenie śmierć wyłamała własnymi rękami Ewy, aby ta skosztowała swojego owocu. Dlatego Ewa, matka wszystkich żyjących, stała się dla nich wszystkich źródłem śmiercionośnym. 
Ale zamiast Ewy, dawnej winorośli, zakwitła nowa latorośl winna, Maryja, w której zamieszkało nowe życie, Chrystus. I śmierć się przybliżyła, niczego nie przeczuwając, aby jak zwykle odebrać to, co do niej należy. Lecz oto w owocu, który miała zerwać, było ukryte Życie niweczące śmierć. Gdy więc śmierć bez żadnej obawy pochłonęła Pana, wyzwoliła życie, a wraz z nim wielu ludzi. 
Jakże On wielki, ten Syn cieśli. Krzyż swój zatknął nad pożerającą wszystko otchłanią, a ludzkość przyprowadził do domu życia. Za sprawą drzewa upadła ludzkość aż do dna piekła; za sprawą drzewa wzniosła się do domu życia. Na drzewie, na którym zaszczepiono cierpki szczep, zaszczepiono również i słodki pęd, abyśmy poznali Tego, któremu nie oprze się żadne stworzenie. 

Tobie chwała! Tobie, który krzyż uczyniłeś mostem ponad śmiercią, aby po nim dusze mogły przejść z krainy śmierci do krainy życia. 
Tobie chwała! Tobie, który przyjąłeś ciało ludzkie i uczyniłeś je źródłem życia dla wszystkich śmiertelnych. 
Ty żyjesz w pełni, a Twoi oprawcy postąpili jak rolnicy: zasiali Cię w głębi ziemi jak ziarno pszeniczne, abyś stamtąd zmartwychwstał i wraz z sobą wskrzesił wielu. 
Pójdźmy, ofiarujmy Mu naszą miłość jako wielką i powszechną ofiarę, skierujmy pieśni i modlitwy ku Temu, który swój krzyż złożył w ofierze Bogu, aby przez niego nas wszystkich ubogacić. (św. Efrem)

***
I jeszcze jedna dobra lektura. Św. Stanisław Papczyński Rozważanie śmierć śmierci. Fragment zacytuję, by zachęcić do lektury, choć językiem barokowym napisane, to jednak o prawdzie wciąż aktualnej:

... Chrystus nasz Bóg, chcąc nas uwolnić od tego strachu, oddał się temu potworowi na pożarcie, ale nie na zagładę. "Niejedna bowiem kobieta rodząca – rozważa Złotousty Biskup – nie cierpi tak, jak śmierć, gdy połknęła ciało Pańskie, była rozrywana, targana. W tym zdarzeniu zaszło to samo, co w babilońskim smoku, gdy zjadłszy pokarm, pękł na pół. Bo nie przez usta śmierci wydostał się Chrystus, lecz z pękniętego na pół brzucha smoka wyszedł jaśniejący", mając i nas podobnie uczynić w pełni jaśniejącymi. 
[...] 
Zwyciężyłeś Jezu śmiercią śmierć: cóż więcej 
Pozostaje? Byś i mnie nauczył ją zwyciężać. 
Naucz mnie zwyciężać, jednocześnie mi żyć pozwól, 
Wierzę, że to zależy od Drzewa życia.

środa, 7 grudnia 2016

7 XII, źródło mocy

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię...  (Mt 11,28-30)

To Słowo jest skierowane do mnie. I do ciebie. No chyba że nie jesteś utrudzony/a...
Ja jestem utrudzona (gr. kopiōntes) i to najbardziej sama sobą, bo wciąż kopiuję swoją słabość, swój grzech i zabrudzam nim otoczenie...
I choć po ludzku najchętniej w słabości chciałabym się ukryć (lub siebie jeszcze zdołować), to jednak Jezus zaprasza do wyjścia, do przyjścia ku Niemu. Nie ma innego źródła rzeczywistego odpoczynku i chęci życia. Nie ma dla mnie innego źródła mocy!
Uwielbiam Pana, że "On się nie męczy ani nie nuży" (dzisiejsze I czytanie Iz 40,25-31) w przebaczaniu mi, w miłosierdziu mi okazywanym...
Uwielbiam Pana dzisiejszym psalmem responsoryjnym, bo:
Miłosierny jest Pan i łaskawy, 
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy. 
Nie postępuje z nami według naszych grzechów 
ani według win naszych nam nie odpłaca. (Ps 103)

Fot. Św. Jadwiga Królowa, patronka mej Wspólnoty, odnalazła drogę do prawdziwego Źródła. Co więcej, jej życie doprowadziło do tego Źródła całe narody.

piątek, 19 lutego 2016

19 II, "złość twoja męczy"

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego....".  (Mt 5,20-26)

Według wyżej przytoczonych słów Jezusa: nie wejdę do królestwa niebieskiego, nie mam szans, bo zewnętrzne oznaki poprawności nie są tym samym, co zdrowe owoce miłości prawdziwej.
Ale jakoś wcale dziś tym się nie przejmuję, bo byłam u spowiedzi, bo odwołuję się do Bożego miłosierdzia, które ma moc przemienić mnie od środka i zaowocować we mnie, właśnie też, miłosierdziem.

Dzisiejszy Psalm responsoryjny z niesamowicie prawdziwym refrenem:
R. Gdy grzechy wspomnisz, któż się z nas ostoi? 
Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, *
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl Twe ucho *
na głos mojego błagania.

Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, *
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia, *
aby Ci służono z bojaźnią.

Pokładam nadzieję w Panu,
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie, *
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka *
niech Izrael wygląda Pana.

U Pana jest bowiem łaska, *
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela *
ze wszystkich jego grzechów. (Ps 130)

Fot. Leżała sobie kartka na ławce kościelnej...i przyciągnęła mój wzrok.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

28 XII, miłosierdzia się uczymy

Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg będąc wiernym i sprawiedliwym odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli powiemy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki.
[...] On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata. (1 J 1,5-2,2)

Dobra nowina! Konkretna i praktyczna. Bardzo przydatna na rok miłosierdzia.
Nie grzeszenia mamy się obawiać, tylko hipokryzji i pozorów, że my lepsi... Prawda o własnym grzechu niech prowadzi przez skruchę do konfesjonału i niech czyni serce miłosiernym wobec bliźnich.
Mamy Rzecznika wobec Ojca (i bliźni też Go ma)!
Jezusie, Synu Boży, Orędowniku mój, dziękuję! Miłosierdzia uczę się od Ciebie na sobie...

Fot. Ktoś podesłał, Rodzina Święta z Barankiem.

poniedziałek, 5 października 2015

5 X, Bóg bliźnim człowiekowi

... Albowiem wiedzieli mężowie, że on ucieka przed Panem, bo im to powiedział. I zapytali go: «Co powinniśmy ci uczynić, aby morze przestało się burzyć dokoła nas?» Fale bowiem w dalszym ciągu się podnosiły.
Odpowiedział im: «Weźcie mnie i rzućcie w morze, a przestaną się burzyć wody przeciw wam, ponieważ wiem, że z mojego powodu tak wielka burza powstała przeciw wam»...  (Jon 1, 1 – 2, 11)

Jonasz jest niesamowity. O ile porównujemy się czasem do jego niechęci robienia tego, co Bóg mu nakazał, to jednak do oceny rzeczywistości po takim grzechu jest nam zazwyczaj daleko. Jonasz wie co robi (ucieka przed Bogiem), wiem kim jest (powołanym przez Stwórcę morza i lądu), wie co mu zlecono (iść do Niniwy i głosić upomnienie), wie że inni cierpią z jego powodu (wielka burza)... Niesamowity jest w tym, że widzi siebie w kontekście, że nie zwalnia się od odpowiedzialności, nie zwala winy na nikogo, tylko przyznaje się "wiem, że z mojego powodu"...
Każdy grzech, każda ucieczka przed Bogiem, ma swoje konsekwencje. Tylko mało kto z nas potrafi tak powiedzieć ze skruchą, że "mojego powodu" dzieje się zło wokół... Wolimy szukać winnych poza sobą. A wówczas i sami nie doświadczamy miłosierdzia i innym je wykrzywiamy.

Ewangelia dzisiejsza (Łk 10, 25-37) z przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie pokazuje mi, że właśnie każde zejście "z Jerozolimy do Jerycha" (to zejście to bardzo ważny duchowy symbol) ma konsekwencje, że wpadam w ręce zbójców. Co więcej, ktoś mnie tam znajduje i podnosi, i leczy, i za mnie płaci, i mnie nie zostawia bez opieki... To jest Jezus - miłosierny mój Bóg - idzie za mną do dna mego grzechu, by mnie podźwignąć, bo jest naprawdę moim bliźnim! Jest bliskim. Jest przyjacielem.
I zaprasza mnie do bycia podobnym do Niego: «Idź i ty czyń podobnie».

O Boże, jak bardzo pragnę, aby Cię poznały dusze, żeś je stworzył z miłości niepojętej. O, Stwórco mój i Panie, czuję, że uchylę zasłony nieba, aby o dobroci Twojej nie wątpiła ziemia. (św. Faustyna)

Fot. "Panie, miłosierdzie Twoje, powstawszy, wysławiać będę".
***
Zrobię reklamę o. Grzegorzowi, bo wart jest. Zajrzyjcie tutaj.

sobota, 3 października 2015

3 X, bądź dobrej myśli

Bądź dobrej myśli, narodzie mój, pamiątko Izraela. Zostaliście zaprzedani poganom, ale nie na zatracenie; [...]
Ufajcie, dzieci, wołajcie do Boga, a Ten, który na was to dopuścił, będzie pamiętał o was. Jak bowiem błądząc myśleliście o odstąpieniu od Boga, tak teraz, nawróciwszy się, szukajcie Go dziesięciokrotnie. Albowiem Ten, co zesłał na was to zło, przywiedzie radość wieczną wraz z wybawieniem waszym”. (Ba 4, 5-12. 27-29)

Bądź dobrej myśli - pierwsze zdanie, które dziś przeczytałam. Dobrze tak rozpoczynać dzień - od dobrego nastawienia. Pomimo wszystko.
Zło, grzech, słabość, niewierność, zakłamanie, które dziś krzyczy i domaga się przywileju, jest nachalne i manipulujące. Żal człowieka, który utonął w szukaniu siebie, w drodze ku przyjemności. Miłosierdzia Bożego potrzebuje dziś ludzkość jak tlenu.
W kontekście deklaracji księdza K.C. dzisiejsze słowo z Barucha jest w ustach Kościoła - nowej Jerozolimy - aktualne okrutnie:
 „Słuchajcie, sąsiedzi Syjonu, Bóg zasmucił mnie bardzo, widzę bowiem niewolę moich synów i córek, jaką im zesłał Przedwieczny. Wyżywiłam ich z radością, a odesłałam z płaczem i smutkiem. Niech nikt się nie śmieje, żem wdowa i opuszczona przez wielu. Zostałam opuszczona z powodu grzechów dzieci moich, ponieważ wyłamały się spod prawa Bożego".
A ja cóż mogę?
Staję jak dziecko, nie pojmuję wiele, ufam Ojcu, wołam do Niego i wpatruję się w Jego Słowo, by odbiło się pieczęcią we mnie, w mej pamięci, bo chcę być wciąż dobrej myśli - obecnie już po pierwszych nieszporach niedzieli. Świętujemy zmartwychwstanie!

sobota, 1 sierpnia 2015

1 VIII, dlaczego tak?

...Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona, przedtem już podmówiona przez swą matkę, powiedziała: „Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela”. Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać... (Mt 14,1-12)

Dlaczego Herod robi to, czego najgłębiej nie chce?
Gdzie indziej odpowie na to św. Paweł: "Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka" (Rz 7,20)
Dlatego nie warto zaprzyjaźniać się ze złem.
Wybierać Jezusa! - zawsze.

piątek, 13 czerwca 2014

13 VI, i jeśli serce twoje...

I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła... Mt 5,27-32

A jeśli część twego serca prowadzi cię do grzechu? Też odciąć tę część w sercu trzeba. Ta operacja boli. I niech boli. I - uwaga - nie jest to masochizm, tylko właśnie miłość prawdziwa.
Jezus na innym miejscu powie, że to właśnie z serca ludzkiego pochodzą złe czyny: "z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota"(por. Mk 7,14-23).
A jak takie serce się leczy? Sakramentalnie. Na przykład przez spowiedź.

Operacja się dokonała :) , teraz czas na rekonwalescencję.
Litania do Najświętszego Serca Jezusa jest medykamentem chyba najlepszym na dolegliwości pooperacyjne  i jest właściwą rehabilitacją :).
Serce Jezusa, źródło życia i świętości, zmiłuj się nade mną.
Serce Jezusa, życie i zmartwychwstanie nasze...
Serce Jezusa, źródło wszelkiej pociechy...
Serce Jezusa, rozkoszy wszystkich Świętych...

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

7 IV, spotkanie... po nocy

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Wszystek lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją na środku... J 8,1-11

Noc Jezusa. Noc kobiety.
Obydwoje spotkali się w świątyni. On przybył o brzasku, bo bardzo chciał. Ją przywleczono.
Spotkanie przez Niego oczekiwane. Bo prawdziwa Miłość tęskni na spotkaniem. Chce się objawić i życie prawdziwe dać. "Ja cię nie potępiam. Idź i już nie grzesz".

niedziela, 6 kwietnia 2014

6 IV, wyjdź z grobu!

...«Gdzieście go położyli?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz». Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: «Oto jak go miłował!» Niektórzy z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» A Jezus ponownie okazując głębokie wzruszenie przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: «Usuńcie kamień». Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». [...]Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał». To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!...» J 11,1-45

Dziś kilka mocnych lekcji z modlitwy wynoszę:
1. "Gdybyś tu był"... Miewam pretensje do Boga. Nie mam cierpliwości na całą paschę... Chciałabym zapobiec na początku.
2. "Raduję się, że Mnie tam nie było"... Radować się z Jezusem, nawet gdy nie rozumiem. Zaufać Jego mądrości. Pozwolić się poprowadzić dalej niż widzą tylko moje oczy...
3. To nic, że już cuchnie... Stawiam czasem "krzyżyk" na człowieku (czasem i na sobie), a Pan potrafi wskrzesić dobro też w tym, którego ja uznam za skreślonego.
4. "Gdzieście go położyli"... Pan nie brzydzi się moim (twoim) grobem, chce być z nami w naszym bólu. Płacze z nami. Kocha. Zaprowadzać Jezusa w te miejsca, które cuchną.
5. "Aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał"... Jezus ciągle odnosi się do Ojca. I ciągle mnie i ciebie uczy, że Ojciec jest DOBRY.
6. "Donośnym głosem"... Jego słowo ma moc wskrzeszenia, ma moc stwórczą... Być Mu posłuszną.

Fot. Betania, grób Łazarza. Można tam wejść, pobyć. Można doświadczyć wołania i wychodzić. Tak, to się pamięta :). Ale zaświadczam, że bardziej mocne i "donośne" wołanie jest sakramentalne (najpierw to chrzcielne a potem z sakramentu pojednania).

 ***
Z rozważania papieża Franciszka:

...Przed zapieczętowanym grobem przyjaciela "zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą" (w. 43-44). To stanowcze wołanie skierowane jest do każdego człowieka, ponieważ wszyscy jesteśmy naznaczeni śmiercią. Jest to głos Tego, który jest Panem życia i pragnie, aby wszyscy "mieli je w obfitości" (J 10,10). 
Chrystus nie godzi się z grobami, jakie sobie wybudowaliśmy poprzez nasze wybory zła i śmierci, błędami i grzechami. On się z tym nie godzi. Wzywa nas, niemal nam nakazuje, byśmy wyszli z grobu, do którego strąciły nas nasze grzechy. Nieustannie nas wzywa, byśmy wyszli z ciemności więzienia, w którym się zamknęliśmy, zadowalając się życiem fałszywym, egoistycznym, przeciętnym. Mówi nam: "Wyjdź na zewnątrz!", "Wyjdź na zewnątrz!". 
To piękne zaproszenie do autentycznej wolności, byśmy dali się porwać tymi słowami, które Jezus powtarza każdemu z nas. Jest to zachęta, byśmy dali się wyzwolić z więzów pychy, ponieważ pycha czyni nas niewolnikami nas samych, wielu bożków, tylu rzeczy. 
Tu zaczyna się nasze zmartwychwstanie: kiedy postanawiamy być posłusznymi temu przykazaniu Jezusa, wychodząc ku światłu, do życia; kiedy z naszych twarzy spadają maski. Tyle razy naszą maską staje się grzech. Maski muszą opaść a my musimy odnaleźć odwagę naszego pierwotnego oblicza, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga...

czwartek, 27 lutego 2014

27 II, rozerwij zło

...Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. [...] 
Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą. Mk 9,41-50

Co jest powodem do grzechu we mnie? - to pytanie nie może pozostać bez odpowiedzi.
A gdy już będę ją znała, to kolejny krok odcięcie się się od tego czegoś we mnie. I to tak radykalne, jak amputacja w ciele.
Mieć zaś w sobie sól, to umieć rozeznawać, to wydobywać smak rzeczywistości, jej prawdę. Ale uwaga! - zachowując pokój między sobą - to rzeczywisty owoc oderwania od grzechu.

Fot. Postać Anioła rozrywającego kajdany - pomnik na wileńskiej Rossie.

***
Chrześcijanin, który nie żyje zgodnie ze swoją wiarą jest zgorszeniem, które zabija - powiedział papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty.

Ruszyło mnie...
Właśnie miałam dziś rozmowę z kimś, kto jest daleko od Boga przez ludzi Kościoła. Nie będę oceniać innych. Siebie stawiam na celowniku.
Kiedy jednak przed tym ateistą złożysz świadectwo konsekwencji życia chrześcijańskiego, to w jego sercu coś się zacznie. To właśnie twoje świadectwo wzbudzi w nim niepokój, na którym swoje działanie opierać będzie Duch Święty. Jest to łaska, o jaką my wszyscy, cały Kościół musimy prosić: «Daj Panie, abyśmy byli konsekwentni»".
***
Posłuchaj i pomyśl - M.M.Gajdowie.

wtorek, 22 października 2013

22 X, trwać w Jezusie

Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego: Jezusa Chrystusa. 
[...] 
Gdzie się jednak wzmógł grzech, tam się jeszcze obficiej rozlała łaska... Rz 5,12nn

Tajemnicą człowieka jest grzech. Ludzka naiwność wobec grzechu, który pociąga za sobą śmierć.
Tajemnicą Boga jest miłość. Boża łaska, która niesie życie.
Przecieram ze zdumienia oczy mego serca i uwielbiam miłość Boga i dzieło Jezusa.
Pytam też, cóż mogę uczynić ze swej strony? Odpowiedź przychodzi: trwać w Jezusie, w Jego posłuszeństwie.
Bł. Janie Pawle, módl się za nami.

czwartek, 5 września 2013

5 IX, nie bój się

«Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny». [...] 
Lecz Jezus rzekł do Szymona: 
«Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». Łk 5, 1-11

Zobaczenie siebie w prawdzie i uznanie swej grzeszności nie zamyka drogę Bogu, wręcz przeciwnie, ją otwiera.
A jedno i drugie jest łaską Ducha Świętego.

Bóg chce działać w człowieku, swoją mocą.

wtorek, 12 marca 2013

12 III, jest "coś gorszego"

W Jerozolimie zaś znajduje się Sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. [....] Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: «Czy chcesz stać się zdrowym?» Odpowiedział Mu chory: «Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody...» [...]
 «Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło». J 5,1-16

Niesamowicie się czyta i medytuje, kiedy się widziało to miejsce: sadzawkę Betesda w Jerozolimie.
Człowiek od 38 lat czekał na poruszenie wody, czy raczej na drugiego człowieka, by go do tej wody podprowadził. Wiemy, że to nie zewnętrzne poruszenia wód, tylko Bóg uzdrawia.
Tak sobie myślę, że mam niesamowity przywilej podprowadzania ludzi do sadzawki chrzcielnej, do Jezusa ukrytego w sakramentach, do Boga Żywego, który zna nasze dolegliwości.
Ważne zdanie pada na końcu z ust Jezusa, którego nie można zlekceważyć, zdanie o czymś gorszym niż choroba przez 38 lat... Tym czymś gorszym niż paraliż jest grzech. A nasze sądy jak potrafią mylić.
Sama mam doświadczenie obiektywnie małych swych słabości, których po ludzku się wstydzę, których chciałabym się pozbyć. A czasem bywa i tak, że coś gorszego obiektywie się dzieje i wchodzę w to, wcale nie widząc, że to jest rzeczywiście gorsze, bo mnie od Jezusa oddala.
Modlę się dziś o wytrwanie w miłości. Miłość jest tym, co przybliża do Jezusa, nawet jeśli głupocie grzechu dam się skusić. Nawet nie tyle wiara, co miłość "każe" szukać Jezusa, tęsknić za Nim, wołać, prosić, powracać.
Boże mój, nie pozwól na to, nie dopuść, by mi coś gorszego się przytrafiło. Nie pozwól mi stracić miłości Twej, miłości ku Tobie. 
Nie pozwól na to, proszę Cię z całego serca mego.

Fot. To są pozostałości tejże Sadzawki Betesda.

czwartek, 20 grudnia 2012

20 XII, daj się wyprowadzić

Kluczu Dawida, 
który otwierasz bramy wiecznego królestwa, 
przyjdź i wyprowadź z więzienia 
jeńca siedzącego w ciemnościach.

Władza i umiejętność panowania nad wszystkim.
Nawet nad tym, co niedostępne i niemożliwe dla innych. Tego Klucza nie da się dorobić... trzeba Go po prostu posiadać.
Baranek w Apokalipsie otwiera pieczęcie księgi, łamie pieczęcie historii. ON wyprowadza z ciemności grzechu, lęku, samotności. Więcej, wyprowadza z labiryntu nieporozumień, krzywd, z labiryntu krętych ludzkich dróg. Cierpliwie otwiera nowe perspektywy Życia.
Daj się wyprowadzić. ON dla ciebie przychodzi. Spójrz, bierze cię za rękę...

Wniosek dla mnie:
Dziś rano podczas Eucharystii przyszedł Jezus do mego serca, do mego ciała. Przyszedł z kluczem królestwa. "Królestwo Boże jest pośród was".
Kolejny krok jest mój, Maryja mnie go uczy: «Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według Twego słowa» Łk 1, 26-38.

niedziela, 30 września 2012

30 IX, jaka ta moja szerokość?

Jan powiedział do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami”. Mk 9,38-43.45.47-48

Mnie dzisiejsze Słowo uczy szerokości.
Szerokości w dostrzeganiu dobra u bliźnich i szerokości w odkrywaniu grzechu u siebie.
Wiem z własnego doświadczenia, że często trudno jest zobaczyć i pochwalić dobro w człowieku, który zaszedł mi za skórę, do którego nie mam ludzkiej sympatii. A przecież dobro się pomnaża też przez niego. Mam to uznać i ucieszyć się!
Z drugiej strony, gdy badam swoje czyny, mam rozszerzyć ich ocenę o moje serce. Bardzo konkretnie w dalszych słowach Jezus nakazuje pozbycia się tego, co prowadzi do grzechu. Jednak te słowa odsyłają do rozumu, bo przecież ani oko, ani noga raczej nie bywa powodem do grzechu, tylko serce, które daje się zwieść Złemu.
Tę szerokość w odkrywaniu grzechu u siebie, proszę nie mylić z sumieniem szerokim. Wręcz przeciwnie, poprzez konkret oka, nogi, jak przez okno wpadam do własnego serca, które precyzuje zarzewie grzechu.

niedziela, 8 lipca 2012

8 VII, nie lekceważ Jego mocy

A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Mk 6,1-6

Kiedyś mocno dotarło do mnie powiedzenie, że największymi grzesznikami są ci, którzy są najbliżej Boga z racji "funkcji", tzn. księża, siostry, teolodzy itp... A to dlatego, że ci, którzy mają doświadczenie Boga, którzy Go znają, popełniają grzechy świadomie, bo świadomość jest na miarę poznania.
Lekceważenie Boga w moim życiu jest dużo bardziej bolesne i ma bardziej negatywny skutek niż niejednego publicznego grzesznika.
Dlatego słucham dziś Słowa ze skruchą. Nie chcę, by nie mógł Jezus we mnie zdziałać żadnego cudu... wręcz przeciwnie!
Dziękuję Bogu, że doświadczam moich słabości, niedojrzałości i głupoty. Coraz mniej już temu się dziwię... Chcę powtarzać za św. Pawłem (2 Kor 12,7-10):
Najchętniej więc będę się chełpił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Tam, gdzie doświadczam mojej pustki; tam, gdzie nie sprzeciwiam się łasce, tam dzieją się cuda. I czasem ich doświadczam.

Fot. z internetu mozaika Rupnika: zstąpienie do otchłani i wyciągnięcie z niej Adama i Ewy

wtorek, 2 sierpnia 2011

2 VIII nie zatruwasz?

Przyszli do Jezusa faryzeusze i uczeni w Piśmie z Jerozolimy z zapytaniem: «Dlaczego Twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych? Bo nie myją sobie rąk przed jedzeniem». [...]
«Słuchajcie i chciejcie zrozumieć. Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym».
Wtedy przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to powiedzenie?» On zaś odrzekł: «Każda roślina, której nie sadził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana. Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną».
Mt 15,1-14

Co z człowieka wychodzi? Co z ciebie wychodzi? Co ze mnie wychodzi?
Jezus mówi tu o złych myślach, czynach itp. A bywa i tak, że samo spotkanie z kimś niesie już jakąś niedobrą aurę. Nie chcę tu oceniać innych, tylko myślę sobie, że i ja sama, kiedy wewnątrz jestem "nieczysta" wydaję na zewnątrz coś, co mogą inni wyczuć. Można więc powiedzieć, że każdy grzech zatruwa powietrze.

Podoba mi się odpowiedź Jezusa o roślinie, którą Ojciec nie sadził i jeszcze bardziej Jego rada w sytuacjach takich, kiedy ktoś jest uparty w swej autosprawiedliwości: "zostawcie ich!" Mt 15,14

***
Z I czytania niesamowita jest natychmiastowa "reakcja" Pana na narzekającą postawę Miriam i Aarona (Lb 12,1-13).
W kontekście wczorajszego czytania, kiedy porównywałam się do Mojżesza w trudnościach, dziś jego wstawiennictwo za Miriam: wtedy Mojżesz błagał głośno Pana: "O Boże, spraw, proszę, by znowu stała się zdrowa" Lb 12,13, uczy przebaczenia i oddawania dobrym za zło.
Mam za kogo się tak modlić. Niejeden z nas ma za kogo modlić się w ten sposób...

Fot. z internetu. Podoba mi się tytuł zdjęcia: dzieci dzielą się na brudne i nieszczęśliwe.

sobota, 30 lipca 2011

30 VII grzech rodzi śmierć

W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: "To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają". Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada, żona brata jego, Filipa. Jan bowiem upomniał go: "Nie wolno ci jej trzymać". Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka. Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: "Daj mi - rzekła - tu na misie głowę Jana Chrzciciela!" Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce. Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi. Mt 14,1-12

Dziś Słowo mówi jasno: uważaj, bo grzech rodzi śmierć; wtedy, gdy tego się już nie spodziewasz.
Jest wyjście ku życiu: nawrócenie i sakrament pojednania.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

11 IV cena ocalenia

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: "Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?" [...]
Rzekł do niej Jezus: "I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!"
J 8,1-11

Pierwsze zdanie tej perykopy nadało ton mej medytacji.
Zrozumiałam dlaczego Jezus tak niby lekko przebacza, można by zarzucić, że bagatelizuje grzech...
Był nocą na Górze Oliwnej!!! Skojarzenie jednoznaczne z modlitwą w Ogrójcu, która jeszcze przed nim. Jednak każda modlitwa, rozmowa z Ojcem uświadamia Mu, jaka będzie cena powrotu grzechnego człowieka do Ojca.
Kobiecie, która była blisko śmierci, kamienie w rękach tych, którzy ją przyprowadzili nie pozwalały jej się łudzić, że żyć będzie. A jednak Ktoś darował jej życie. Ten Ktoś, kto ODDAŁ WŁASNE ŻYCIE na krzyżu za nią, za ciebie, za mnie...

Bóg jest MIŁOSIERNY, ale najpierw jest SPRAWIEDLIWY (cena uiszczona i to Jezus ją zapłacił).