Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną, drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. (Mt 13,44-46)
Tak chodząc, przeciskając się, radując się, modląc się, rozmawiając obecnie w Krakowie (ŚDM :) widzę każdego jako tę jedną drogocenną perłę w oczach Pana. ON dla jednego z nas, oddałby wszystko - ON oddał wszystko - oddał życie, byśmy żyli.
Ucieszmy się tym i bądźmy wdzięczni.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbawiciel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbawiciel. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 lipca 2016
niedziela, 10 lipca 2016
10 VII, mój Samarytanin...
Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. [...]
Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go... (Łk 10, 25-37)
Tak wzruszyć się głęboko, by zadziałać! To czyn boski. Tak uczynił sam Bóg wobec człowieka, który zszedł z raju na ziemię.
Tylko uświadamiając czyn Jezusowy wobec siebie, mogę Go naśladować. Naśladować we wzruszeniu, które nie jest sentymentalnym gestem, ale konkretem działania. To się nazywa (i jest :) miłosierdzie! ON dał się pobić, by mnie uratować.
Jezu, uczyń serce moje według Serca Twego!
Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go... (Łk 10, 25-37)
Tak wzruszyć się głęboko, by zadziałać! To czyn boski. Tak uczynił sam Bóg wobec człowieka, który zszedł z raju na ziemię.
Tylko uświadamiając czyn Jezusowy wobec siebie, mogę Go naśladować. Naśladować we wzruszeniu, które nie jest sentymentalnym gestem, ale konkretem działania. To się nazywa (i jest :) miłosierdzie! ON dał się pobić, by mnie uratować.
Jezu, uczyń serce moje według Serca Twego!
niedziela, 31 sierpnia 2014
31 VIII, idźmy za Nim, nie przed Nim
Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.
A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”.
Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”... Mt 16,21–27
Chciałabym powiedzieć do Piotra: "Piotrze, faux pas popełniasz ucząc Jezusa i robiąc Mu wyrzuty"...
A przecież to moja postawa, ja tak czynię, kiedy nie przyjmuję w swoim życiu cierpienia i chcę bez paschy doświadczać radości trwałej.
Nie ja będę zbawicielem (jak i nie Piotr był zbawicielem Jezusa, tylko Jezus Piotra)! Nie mi reżyserować drogę swoją czy brata. Nie mi! I nie tobie! Pójdźmy za Jezusem, On pierwszy idzie i prowadzi, my za Nim, nigdy przed Nim.
Bo inaczej będziemy zawadą (przeszkodą) dla Jezusa idącego ku braciom i dla braci, którzy potkną się o nas.
To dzisiejsze Słowo uczy mnie też cierpliwości, uczy słuchania do końca. Bym nie zatrzymała się na cierpieniu..., bym usłyszała, że ta droga prowadzi do zmartwychwstania, więc do życia!
To jest dobra nowina! Cierpienia się nie uniknie, ale przyjęte prowadzi przez paschę ku życiu.
A lęk? Jest. I dobrze. Skłania mnie do modlitwy o wytrwałość w cierpieniu, w trudzie. I paradoksalnie, właśnie pobudza do decyzji "abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej" ( Rz 12,1).
Czytałam sobie wczoraj o lęku:
Lęk powinien spełniać w naszym życiu rolę pozytywną. Powinien nas zmuszać do tego, byśmy dopuścili do głosu to, co w nas tkwi, byśmy naprawdę i możliwie najlepiej wykorzystali własny potencjał.
Początkowo lęk jest - albo też wydaje się - przeszkodą, która utrudnia działanie, utrudnia podjęcie ryzyka, co trwa do chwili, gdy zdecydujemy się wreszcie przeciwstawić owej przeszkodzie, przekonując się, że jesteśmy silniejsi niż ona, że mamy więcej siły, niż przypuszczaliśmy. Inną odmianą lęku jest wrażenie ucisku w piersiach albo ściskania w gardle, co wiele osób często odczuwa. Jeśli przetrzymamy taki konkretny napad lęku, poczujemy, że nasze życie znowu nabiera rozpędu i intensywności, i to na różnych płaszczyznach.
Przede wszystkim jednak sprawimy, że nasze ,ja", pokonując lęk, będzie mogło coraz pełniej się realizować, a nasze życie zyska nową jakość i indywidualność. Jest to lęk, o którym Verena Kast mówi, że "zmusza on ludzi do tego, by żyli własnym życiem". Więcej tu...
Bardzo mi się podoba to określenie - "zmusza ludzi, by żyli własnym życiem", czyli, by pozwolili się Bogu wypełnić do końca, jak ta stągiew z 26 VIII...
Dzisiejsze Słowo stawia mi pytanie o moją wiarę w zmartwychwstanie.
Fot. z pielgrzymki: jeśli nie dałabym się poprowadzić... nie przeżyłabym wielu chwil trudnych i wielu radosnych... i nie stanęłabym przed Maryją na Jasnej Górze.
To taka mała zachęta do wielkiego zaufania.
Chciałabym powiedzieć do Piotra: "Piotrze, faux pas popełniasz ucząc Jezusa i robiąc Mu wyrzuty"...
A przecież to moja postawa, ja tak czynię, kiedy nie przyjmuję w swoim życiu cierpienia i chcę bez paschy doświadczać radości trwałej.
Nie ja będę zbawicielem (jak i nie Piotr był zbawicielem Jezusa, tylko Jezus Piotra)! Nie mi reżyserować drogę swoją czy brata. Nie mi! I nie tobie! Pójdźmy za Jezusem, On pierwszy idzie i prowadzi, my za Nim, nigdy przed Nim.
Bo inaczej będziemy zawadą (przeszkodą) dla Jezusa idącego ku braciom i dla braci, którzy potkną się o nas.
To dzisiejsze Słowo uczy mnie też cierpliwości, uczy słuchania do końca. Bym nie zatrzymała się na cierpieniu..., bym usłyszała, że ta droga prowadzi do zmartwychwstania, więc do życia!
To jest dobra nowina! Cierpienia się nie uniknie, ale przyjęte prowadzi przez paschę ku życiu.
A lęk? Jest. I dobrze. Skłania mnie do modlitwy o wytrwałość w cierpieniu, w trudzie. I paradoksalnie, właśnie pobudza do decyzji "abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej" ( Rz 12,1).
Czytałam sobie wczoraj o lęku:
Lęk powinien spełniać w naszym życiu rolę pozytywną. Powinien nas zmuszać do tego, byśmy dopuścili do głosu to, co w nas tkwi, byśmy naprawdę i możliwie najlepiej wykorzystali własny potencjał.
Początkowo lęk jest - albo też wydaje się - przeszkodą, która utrudnia działanie, utrudnia podjęcie ryzyka, co trwa do chwili, gdy zdecydujemy się wreszcie przeciwstawić owej przeszkodzie, przekonując się, że jesteśmy silniejsi niż ona, że mamy więcej siły, niż przypuszczaliśmy. Inną odmianą lęku jest wrażenie ucisku w piersiach albo ściskania w gardle, co wiele osób często odczuwa. Jeśli przetrzymamy taki konkretny napad lęku, poczujemy, że nasze życie znowu nabiera rozpędu i intensywności, i to na różnych płaszczyznach.
Przede wszystkim jednak sprawimy, że nasze ,ja", pokonując lęk, będzie mogło coraz pełniej się realizować, a nasze życie zyska nową jakość i indywidualność. Jest to lęk, o którym Verena Kast mówi, że "zmusza on ludzi do tego, by żyli własnym życiem". Więcej tu...
Bardzo mi się podoba to określenie - "zmusza ludzi, by żyli własnym życiem", czyli, by pozwolili się Bogu wypełnić do końca, jak ta stągiew z 26 VIII...
Dzisiejsze Słowo stawia mi pytanie o moją wiarę w zmartwychwstanie.
Fot. z pielgrzymki: jeśli nie dałabym się poprowadzić... nie przeżyłabym wielu chwil trudnych i wielu radosnych... i nie stanęłabym przed Maryją na Jasnej Górze.
To taka mała zachęta do wielkiego zaufania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

