czwartek, 26 czerwca 2014

26 VI, dom

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. [...]
Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony...» Mt 7,21-29

Wiem, że jestem mała... tzn. że nie dorastam do rozumienia, do interpretowania, do życia Ewangelią... Ale też prawdą jest moja szczera wola i konkretne próby nawracania się, kiedy dostrzegam sama albo ktoś mi pokaże, że poszłam za swoim egoizmem.
Czemu tak osobiście dziś zaczynam? Gdyż na modlitwie wróciło doświadczenie bankructwa, o którym parę tygodni temu pisałam a przyszło ono w nowy cudowny wręcz sposób - z doświadczeniem DOMU.
Tak się stało, że w ostatnim czasie doświadczyłam pewnego krachu... ale dziś na modlitwie doświadczyłam, że mam dom! Że pomimo owego bankructwa mam coś, Kogoś, gdzie mogę się schronić jak w domu. Tym domem jest sam Pan i Jego relacja do mnie, więc i moja do Niego. Jednym słowem MIŁOŚĆ, która jest darem przyjętym i powoli realizowanym...
Jezu, Skało moja wierna, dzięki, że mogę na Tobie budować swoje serce, mój dom doczesny.... Twoje Serce - moim DOMEM!
Serce Jezusa, domie Boży i bramo niebios, zmiłuj się nade mną...

Piosenka "Ktoś zbudował dom..." od dzieciństwa mi towarzyszyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz