...Ile razy obłok wznosił się nad przybytkiem, synowie Izraela wyruszali w drogę, a jeśli obłok nie wznosił się, nie ruszali w drogę, aż do dnia uniesienia się obłoku. Obłok bowiem Pana za dnia zakrywał przybytek, a w nocy błyszczał jak ogień w oczach całego domu izraelskiego w czasie całej ich wędrówki. (Wj 40,16-38)
Słup obłoku, słup ognia - to znaki Bożej obecności i Bożego prowadzenia ludu izraelskiego po wyjściu z niewoli egipskiej. Bardzo lubię słuchać tego Słowa, zaraz widzę oczami wyobraźni te znaki. Dają mi wielkie pocieszenie.
Dziś znakami Bożej obecności są świątynie. Zawsze górowały nad miastami, nad zabudowaniami, by przypominać, że Bóg jest wśród nas - Emmanuel.
Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić... też do wielości świątyń. Można się przyzwyczaić także do obecności Emmanuela w tabernakulum. Obecność Boża jest na wyciągnięcie ręki, ale nie działa magicznie, nie zmusza do spotkania...
Dziś czwartek, do tego pierwszy czwartek miesiąca, dzień ustanowienia Eucharystii i kapłaństwa. Czas wakacyjny służy, by chwilę dłuższą usiąść, uklęknąć przy Obecnym; trzeba też pomodlić się za kapłanów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znaki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 sierpnia 2017
środa, 8 marca 2017
8 III, konkret znaku
To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia... (Łk 11,29-32)
Tak wędrujemy sobie po ścieżkach wielkiego postu i już tydzień za nami. Czujecie, że idziecie, czy pełzniecie, czy płyniecie, tzn. czujecie, że jest jakiś ruch? Czy może w tym samym punkcie, co w środę popielcową?
Trzeba ruszyć. Koniecznie ruszyć.
Na tej drodze dziś konkret znaku.
Jezus Chrystus - Jego śmierć i zmartwychwstanie - jest znakiem sensowności drogi, jest znakiem pewności mety i nagrody. Jest znakiem nadziei, kiedy w drodze ustajemy.
Ma sens wobec Niego każdy gest miłości okazany bliźniemu. Każdy, który czynimy bezinteresownie.
Tak wędrujemy sobie po ścieżkach wielkiego postu i już tydzień za nami. Czujecie, że idziecie, czy pełzniecie, czy płyniecie, tzn. czujecie, że jest jakiś ruch? Czy może w tym samym punkcie, co w środę popielcową?
Trzeba ruszyć. Koniecznie ruszyć.
Na tej drodze dziś konkret znaku.
Jezus Chrystus - Jego śmierć i zmartwychwstanie - jest znakiem sensowności drogi, jest znakiem pewności mety i nagrody. Jest znakiem nadziei, kiedy w drodze ustajemy.
Ma sens wobec Niego każdy gest miłości okazany bliźniemu. Każdy, który czynimy bezinteresownie.
poniedziałek, 13 lutego 2017
13 II, a przecież znak jest dany
...domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął głęboko w duszy i rzekł: „Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu”... (Mk 8,11-13)
Dane mi dziś jest być spokojnie i bez pośpiechu przed Panem. Odwiedziłam z postulantkami kościół sióstr bernardynek pod Zakliczynem nad Dunajcem.
Brzmią mi w uszach słowa faryzeuszów o domaganiu się znaku. Rozumiem ludzi, którzy chcą mieć pewność, którzy chcą mieć niejako Boga w garści... Myślę, że współczesne domaganie się znaku od Boga, najczęściej związane jest z upewnianiem się o Jego miłości.
Patrzę dziś tu w Zakliczynie na Jezusa w hostii, patrzę na figurę Serca Jezusowego i dociera do mnie ważna prawda. Dociera do mnie, że Jezus odsłania swoje szaty i pokazuje Serce - Jezus daje mi (nam wszystkim) konkretny znak - swoje Serce.
Patrzę na ręce przebite, patrzę na Serce miłujące. Przyjmuję ten znak i odczytuję go. Nie potrzebuję znaku innego... Ten jest czytelny, autentyczny i sprawdzony.
Są takie momenty, że chciałabym wołać wołać ze świętymi: "Ludzie, tylko spójrzcie! Ludzie, popatrzcie! Jak Bóg nas miłuje!... Odpowiedzmy Mu miłością!"
Załączam link do piosenki, którą bardzo lubię: "Uwielbiajcie Pana ludzkich serc bijące dzwony..."
Dane mi dziś jest być spokojnie i bez pośpiechu przed Panem. Odwiedziłam z postulantkami kościół sióstr bernardynek pod Zakliczynem nad Dunajcem.
Brzmią mi w uszach słowa faryzeuszów o domaganiu się znaku. Rozumiem ludzi, którzy chcą mieć pewność, którzy chcą mieć niejako Boga w garści... Myślę, że współczesne domaganie się znaku od Boga, najczęściej związane jest z upewnianiem się o Jego miłości.
Patrzę dziś tu w Zakliczynie na Jezusa w hostii, patrzę na figurę Serca Jezusowego i dociera do mnie ważna prawda. Dociera do mnie, że Jezus odsłania swoje szaty i pokazuje Serce - Jezus daje mi (nam wszystkim) konkretny znak - swoje Serce.
Patrzę na ręce przebite, patrzę na Serce miłujące. Przyjmuję ten znak i odczytuję go. Nie potrzebuję znaku innego... Ten jest czytelny, autentyczny i sprawdzony.
Są takie momenty, że chciałabym wołać wołać ze świętymi: "Ludzie, tylko spójrzcie! Ludzie, popatrzcie! Jak Bóg nas miłuje!... Odpowiedzmy Mu miłością!"
Załączam link do piosenki, którą bardzo lubię: "Uwielbiajcie Pana ludzkich serc bijące dzwony..."
wtorek, 7 lipca 2015
7 VII, dobra mowa
Przyprowadzono do Jezusa niemowę opętanego. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: „Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu”.
Lecz faryzeusze mówili... (Mt 9,32-37)
Dobra mowa. Brakuje jej wśród ludzi.
A Jezus idzie i głosi Ewangelię - dobrą nowinę!
Pierwsze czytanie o walce Jakuba z tajemniczą istotą (Rdz 32,23-33) jest przejmujące. Rodzi wniosek, że bliskie spotkanie z Bogiem zostawia ślad w człowieku. U Jakuba ślad ten został w stawie biodrowym. Czasem ślad zostanie w kolanach, czasem w sercu...ale zostaje...Utykać człowiek będzie, ale też dobrze wie, że jest ocalony, by nieść błogosławieństwo dalej!
Jakubowi kibicuję i cieszę się, że nie puścił Anioła, aż ten mu pobłogosławił! To jest dobra walka. To walka o dobre słowa! Obyśmy takie walki toczyli.
Błogosławieństwo jest dobrym słowem.
Błogosławić może każdy. I warto to czynić, zaczynając od najbliższych! Czasem będzie to niemała walka w nas, żeby wyszło z nas dobre słowo w kierunku najbliższego człowieka...
Lecz faryzeusze mówili... (Mt 9,32-37)
Dobra mowa. Brakuje jej wśród ludzi.
A Jezus idzie i głosi Ewangelię - dobrą nowinę!
Pierwsze czytanie o walce Jakuba z tajemniczą istotą (Rdz 32,23-33) jest przejmujące. Rodzi wniosek, że bliskie spotkanie z Bogiem zostawia ślad w człowieku. U Jakuba ślad ten został w stawie biodrowym. Czasem ślad zostanie w kolanach, czasem w sercu...ale zostaje...Utykać człowiek będzie, ale też dobrze wie, że jest ocalony, by nieść błogosławieństwo dalej!
Jakubowi kibicuję i cieszę się, że nie puścił Anioła, aż ten mu pobłogosławił! To jest dobra walka. To walka o dobre słowa! Obyśmy takie walki toczyli.
Błogosławieństwo jest dobrym słowem.
Błogosławić może każdy. I warto to czynić, zaczynając od najbliższych! Czasem będzie to niemała walka w nas, żeby wyszło z nas dobre słowo w kierunku najbliższego człowieka...
czwartek, 25 kwietnia 2013
25 IV, głosić sobą Ewangelię
Po swoim zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Jedenastu i powiedział do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu". [...] Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły. Mk 16, 15-20
Głoszeniu Ewangelii towarzyszą znaki, które pochodzą od Pana. Nie odwrotnie, że najpierw znak, potem wiara; właśnie najpierw z wiarą głoszone słowo, jego przyjęcie, a potem doświadczenie działania łaski w swoim życiu.
Śpiewamy w liturgii dziś Psalm 89:
Będę na wieki śpiewał o łasce Pana,
moimi ustami Twą wierność będę głosił przez wszystkie pokolenia.
Albowiem powiedziałeś: «Na wieki ugruntowana jest łaska»,
utrwaliłeś swoją wierność w niebiosach.
[...] Błogosławiony lud, który UMIE się cieszyć
i chodzi, Panie, w blasku Twojej obecności.
Każdy z nas doświadczył jakoś łaski Pana i teraz dwa kolejne ważne kroki przed nami.
1) Śpiewać o tej łasce! To znaczy życiem świadczyć o tym, że miłosierdzie Boże na wieki. Głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu słowem też, ale przede wszystkim swoich zachowaniem.
2) Cieszyć się i być wdzięcznym Bogu. Chodzić w Jego obecności. Jaśnieć radością z bycia Jego dzieckiem.
Fot. Na FB ktoś umieścił, a mnie zatrzymał napis: "czy ty umiesz jaśnieć od szczęścia?"
Czy więc umiesz? :) Jeśli nie, to nie zasmucaj się, tylko się ucz, bo "błogosławiony..., który UMIE się cieszyć".
Może ktoś zapyta, jak to się robi? Mogę podzielić się własną nauką, własnym doświadczeniem, choć każdy może mieć inaczej.
Przed wielu laty miałam taki czas, że bywałam często smutna i moja twarz nie promieniała radością. Chwile na które się rozpogadzałam i uśmiechałam się (czasem nawet "na siłę") to były chwile, kiedy nawiedzałam kaplicę z Najświętszym Sakramentem.
Ten uśmiech, w kaplicy świadomie choć niełatwo przywoływany, był moją modlitwą. W taki sposób chciałam podziękować Jezusowi za Jego obecność. A kiedy ten uśmiech (czytaj - "modlitwa") stał się moim towarzyszem już na zawsze, nie wiem :), po prostu nauczyłam się cieszyć.
Dziś serce wyczuwa już Jego obecność w codzienności i ciało się uśmiecha naturalnie już. ;) Błogosławieństwo zapowiedziane w Ps stało się moim udziałem.
środa, 20 lutego 2013
20 II, dać się poprowadzić
...żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Łk 11, 29-32
Znakiem dla Niniwy było głoszenie Jonasza, wzywanie do nawrócenia. I tylko tyle.
Zapytałam siebie, kto dla mnie jest dzisiaj takim Jonaszem?
Pomyślałam, że tę funkcję przejął dziś Kościół. On w całej swej prostocie w czasie wielkiego postu wzywa do nawrócenia.
To nic nie szkodzi, że jestem jego żywą cząstką, jestem też odbiorcą wezwania. Nie trzeba tu wielkiej filozofii, po prostu trzeba wejść w rytm roku liturgicznego i dać się poprowadzić przez liturgię:
"Sercem skruszonym, nie pogardzisz, Panie" (Ps 51).
środa, 29 lutego 2012
29 II, potwierdzenie
Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.
Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz”. Łk 11,29-32
Znaku, potwierdzenia potrzebuję i ja. W różnych wymiarach, w różnych relacjach.
Jonasz słowem przekonał Niniwitów. Nie, inaczej to powiem! Niniwici uwierzyli słowu Jonasza. Uwierzyli po prostu słowu.
Czemu mi słowo nie wystarcza?
Przypomina mi się Ps 85, w którym jest takie zdanie: "Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg". Jakby "tylko" takie postanowienie na wielki post podjąć, to jestem mądrzejsza od królowej Saby...
W kontekście zaś znaku myślę dziś o Eucharystii. To nie tylko znak, to RZECZYWISTOŚĆ Miłości. A my wciąż żądamy od Boga dowodu miłości, dowodu obecności...
Otworzę dziś ucho, chcę usłyszeć "więcej niż Salomona", otworzę dziś szeroko serce, by na adoracji zobaczyć potwierdzenie miłości.
czwartek, 20 października 2011
20 X miłosne znaki
Miałam dziś spotkanie w Poznaniu z młodymi siostrami z różnych zgromadzeń na temat chrztu. Nie jestem mówcą, ale skoro prośba bezpośrednio do mnie była skierowana, odczytałam, że Bóg tego chce.Dobrze mi się mówiło i odbiór był dobry, dzięki modlitwom wielu. Dziękuję.
Najbardziej wzruszającym momentem dla mnie było to, że kiedy przeszłam w prelekcji do symboliki wody i zaczęłam mówić o jej konieczności i jej ambiwalencji, to wtedy zaczął padać deszcz, ulewa jak z wiadra. Wszystkie żeśmy to zobaczyły i uśmiechnęłyśmy się - "jest woda". Ja osobiście czytam to wydarzenie jako MIŁOSNĄ interwencję Jego Obecności w tym dniu w moje przeżywanie. Coś poza słowami się dokonało...
Zrozumie mnie i to o czym piszę tylko ktoś, kto kocha.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

