wtorek, 30 kwietnia 2013

30 IV, dar pokoju

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka". J 14, 27-31

Pokój Jezusa, który jest Jego darem nie równa się "świętemu spokojowi", jakiego czasem pragniemy w natłoku rożnych spraw i problemów. To jest pokój pomimo, czy wręcz "w doświadczaniu" trudności.
Ten pokój, o którym Jezus mówi, jest darem. Nie da się go wypracować, nie zależy on od charakteru. On po prostu "przychodzi" z wnętrza wypełnionego obecnością Boga i promieniuje na otoczenie.
Jeśli masz pokój Jezusa w sobie, jesteś skarbem dla Twego brata czy siostry, bo dzielisz się nim bezwiednie.
"Pokój Pański niech zawsze będzie z wami... Przekażcie sobie znak pokoju" - słyszę codziennie. Obyśmy potrafili przyjąć ten dar pokoju - jest dawany na każdej Eucharystii.

Wróciłam dziś z domu rodzinnego. Złote gody Rodziców były piękne. Eucharystia dziękczynna miała miejsce  w tymże kościele w Mejszagole pod Wilnem (można coś o tym miasteczku przeczytać tutaj http://kresy24.pl/12138/jaka-piekna-mejszagola/), gdzie Rodzice 50 lat temu sobie ślubowali. W dniu jubileuszu wśród rodziny i przyjaciół wyrazili swoje pragnienie na trwanie i wspieranie się dalej. Było wiele radości, wdzięczności i wzruszenia.

Osobiście zaś dostałam w tych dniach ważną lekcję, żeby się otworzyć na to, że po prostu istnieją rzeczywistości, których nie trzeba pojmować, tylko je przyjmować... Bo Boga i Jego działania nie da się ująć w ramki i przewidzieć. Miłość twórcza jest. Oby ta nauka nie poszła w las :)

czwartek, 25 kwietnia 2013

jubileusz

Moi Rodzice w niedzielę świętują złote gody. Wybieram się, by być z nimi w tym czasie, by razem dziękować i prosić Boga o Jego moc, o miłość. Proszę i Was o uwielbienie Boga, choćby o krótkie "Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu"...
Zrobiłam prezentację z niektórych zdjęć z tych 50 lat, niesamowite że widać, że jest COŚ, co ich scala, upodabnia...
Chciałam dać ścieżkę dźwiękową i dałam :). To co mi najbardziej pasowało. Taka pieśń ze słów św. Pawła a śpiewają siostry Uczennice Krzyża na swojej nowej płycie, słowa są takie:
"Nosimy ten skarb w naczyniach glinianych, 
by z Boga była ta moc. Nie z nas."
Nie ma tego jeszcze w mp3 w necie, jak będzie załączę na posta, bo wchodzi w ucho i w serce, i się śpiewa  po prostu.

25 IV, głosić sobą Ewangelię

Po swoim zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Jedenastu i powiedział do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu". [...] 
Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły. Mk 16, 15-20

Głoszeniu Ewangelii towarzyszą znaki, które pochodzą od Pana. Nie odwrotnie, że najpierw znak, potem wiara; właśnie najpierw z wiarą głoszone słowo, jego przyjęcie, a potem doświadczenie działania łaski w swoim życiu.
Śpiewamy w liturgii dziś Psalm 89:
Będę na wieki śpiewał o łasce Pana, 
moimi ustami Twą wierność będę głosił przez wszystkie pokolenia. 
Albowiem powiedziałeś: «Na wieki ugruntowana jest łaska», 
utrwaliłeś swoją wierność w niebiosach. 
[...] Błogosławiony lud, który UMIE się cieszyć 
i chodzi, Panie, w blasku Twojej obecności.

Każdy z nas doświadczył jakoś łaski Pana i teraz dwa kolejne ważne kroki przed nami.
1) Śpiewać o tej łasce! To znaczy życiem świadczyć o tym, że miłosierdzie Boże na wieki. Głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu słowem też, ale przede wszystkim swoich zachowaniem.
2) Cieszyć się i być wdzięcznym Bogu. Chodzić w Jego obecności. Jaśnieć radością z bycia Jego dzieckiem.

Fot. Na FB ktoś umieścił, a mnie zatrzymał napis: "czy ty umiesz jaśnieć od szczęścia?"

Czy więc umiesz? :) Jeśli nie, to nie zasmucaj się, tylko się ucz, bo "błogosławiony..., który UMIE się cieszyć".
Może ktoś zapyta, jak to się robi? Mogę podzielić się własną nauką, własnym doświadczeniem, choć każdy może mieć inaczej.
Przed wielu laty miałam taki czas, że bywałam często smutna i moja twarz nie promieniała radością. Chwile na które się rozpogadzałam i uśmiechałam się (czasem nawet "na siłę") to były chwile, kiedy nawiedzałam kaplicę z Najświętszym Sakramentem.
Ten uśmiech, w kaplicy świadomie choć niełatwo przywoływany, był moją modlitwą. W taki sposób chciałam podziękować Jezusowi za Jego obecność. A kiedy ten uśmiech (czytaj - "modlitwa") stał się moim towarzyszem już na zawsze, nie wiem :), po prostu nauczyłam się cieszyć.
Dziś serce wyczuwa już Jego obecność w codzienności i ciało się uśmiecha naturalnie już. ;) Błogosławieństwo zapowiedziane w Ps stało się moim udziałem.

środa, 24 kwietnia 2013

24 IV, w świetle Twej miłości

Jezus tak wołał: 
"Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. 
A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał. 
Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności"... 12,44-50.

Skoro Ewangelista zapisał, że Jezus wołał, więc wołał. Widocznie bardzo chciał żebyśmy usłyszeli.
Jego głos, Słowo, które wypowiada jest światłem, pokazuje drogę. Można śmiało nią iść. Dokąd? Do Ojca, do naszego celu ostatecznego, do miejsca przygotowanego od założenia świata.
A idziemy tam przez codzienność, po prostu przez obowiązki dnia i stanu, przez relacje, przez zmagania wewnętrzne i zewnętrzne, przez miłość, którą odkrywamy i którą próbujemy kochać.
Nie jesteśmy w tym wszystkim w ciemności, to ważna prawda. Światło daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala sensownie działać. A działanie zależy już od nas.
Czy postawię kolejny krok idąc za światłem, idąc za Jezusem? Czy zaufam Jego mądrości, że prowadzi mnie jako Dobry Pasterz? Czy będę pamiętać, że Ojciec miłuje i trzyma mnie za rękę? Czy spróbuję kochać tak, jak jestem przez Niego kochana, tzn. bezinteresownie?
Te decyzje są moją domeną. Nikt za mnie ich nie podejmie. Ja chcę je podejmować i podejmuję codziennie od nowa, kiedy wchodzę w nowy dzień.
Zapraszam i Ciebie, odwagi! To piękna przygoda iść za Jezusem i widzieć Niewidzialnego, widzieć już Ojca i liczyć na Niego (liczyć się z Nim!) w każdej chwili życia.

wtorek, 23 kwietnia 2013

23 IV, jestem ziarnem

Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. J 12, 24-26

O ziarnie jestem przekonana, ale kiedy tym ziarnem jestem ja sama... to zaczyna się niestety powątpiewanie.
A jednak jest to prawda, wiem z własnego doświadczenia, że gdy umieram dla grzechu, dla egoizmu, dla siebie... rodzi się we mnie owoc miłości. Staje się coś żyjącego...

***
Trochę lektury:
Na pierwszy rzut oka ziarno gorczycy wygląda na małe, zwyczajne i godne pogardy. Nie ma smaku, nie wydaje zapachu, nie pozwala domyślić się jego łagodności. Ale kiedy zostaje rozgniecione, wydaje woń, ukazuje swój wigor, ma smak płomienia i pali z takim żarem, że zadziwia wielkim ogniem ukrytym w tak małym ziarenku... 
Podobnie wiara chrześcijańska zdaje się być na pierwszy rzut oka mała, powszechna i słaba. Nie ukazuje swojej mocy, nie popisuje się swoim znaczeniem. 
Ale kiedy jest miażdżona różnymi doświadczeniami, ukazuje swój wigor, promienieje energią, płomienieje swoją wiarą w Pana. Boski ogień porusza nią z takim żarem, że sama płonąc, rozgrzewa tych, którzy ją dzielą... (św. Maksym)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

22 IV, na niwach zielonych

...owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. [...] 
Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości. J 10,1-10

Dziękuję Jezusowi, że sam stał się i Barankiem, i Pasterzem. Zna mnie i woła mnie po imieniu. Swoim imieniem mnie nazywa. Chrześcijanin jest od Chrystusa. Tak też "Baranka" (jak mówię o sobie) jest od Baranka, Barankowa, Jego, Chrystusowa.
Wyprowadza mnie! Chcę dziś to zauważyć i dać się wyprowadzić - z własnego myślenia, z moich lęków, z moich planów, z moich wizji...
Idzie na czele ON, ja chcę postępować za Nim (nie przed Nim). Ma On życie dla mnie, w obfitości - przyjmuję i nie chcę marnować. W Jego owczarni chcę się paść, cieszyć i innych do tej pełni zapraszać.

Fot. Na niwach zielonych pasie mnie... :)

niedziela, 21 kwietnia 2013

21 IV, w Jego ręku

Jezus powiedział: «Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy». J 10, 27-30

To bardzo ważny tekst. Mówi o relacji z Jezusem.
Jeśli słucham Jego głosu, jestem JEGO. A ON mnie zna.
W naszych ludzkich relacjach często wpadamy w sieci nieporozumień, oczekiwań, widzenia przez swój pryzmat i nie znamy się... Bywa tak, że nie znamy tego, który żyje tuż obok.
Jezusa mogę być pewna - On mnie zna. Bardziej nawet niż ja znam sama siebie.
Chwycił mnie za rękę i ja chcę w niej trwać.

sobota, 20 kwietnia 2013

20 IV, niepojęte a jednak pewne

W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? J 6,55.60-69

Mnie również "gorszą" czasem słowa Jezusa. Nie poddaję się im wówczas. A to dlatego, że nie rozumiem ich właściwie i nie daję im czasu, by wrosły we mnie i wydały plon. Czasem odchodzę... od Słowa. I tracę wiele.
To co mnie "trzyma" przy Jezusie, to Jego wierność i Jego życie, które stało się moją drogą. Pomimo mej małości i niepojętości chcę trwać przy Jezusie i wraz z Piotrem jestem pewna, że słyszę słowa życia wiecznego i poznaję, że doświadczam miłości Boga.

Fot. Resztki synagogi w Kafarnaum.

piątek, 19 kwietnia 2013

19 IV, prawdziwy pokarm

Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze mnie. J 6, 52-59

Dane mi było po raz pierwszy karmić się Ciałem Pana jeszcze przed ukończeniem siódmego roku życia. A im dłużej żyję, tym bardziej to doceniam.
"Kto Mnie spożywa, będzie żył przeze mnie" - wiem, że tak jest, że to jest prawda. Widzę to chociażby u moich Rodziców, wiem, że 50 lat małżeństwa nie byłyby udanymi, gdyby nie karmili się oni Ciałem Pana.
Jestem wdzięczna Jezusowi za Jego obecność w moim życiu, jestem wdzięczna Ojcu. Spróbuję to IM też jakoś okazać. Ufam, że pomoże mi w tym Duch Święty.

czwartek, 18 kwietnia 2013

18 IV, jestem uczennicą

Jezus powiedział do ludu:
«Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: „Oni wszyscy będą uczniami Boga”. J 6, 44-51

Jestem uczennicą Boga! I jestem dumna z tego!
Zastanowiłam się dziś nad procesem uczenia się. Przypomniałam sobie czas, kiedy chodziłam do szkoły i uczyłam się podstawowych rzeczy.
Uświadomiłam sobie jedno, że nauka nie polegała tylko na byciu w szkole, na słuchaniu ale przede wszystkim na ćwiczeniach, na próbach zastosowania usłyszanej wiedzy w praktyce. Czyli na współpracy "wlewanej" wiedzy z moją percepcją i moimi działaniami.  To w moich działaniach widać było, czy pojęłam to czy tamto.
Tak też jest i z wiarą. Bez uczynków martwa jest, jak pisze Paweł Apostoł. Jedna sprawa to słuchanie i poznawanie od zewnątrz a kolejny istotny krok to przyłożenie tego do codzienności. Zastosowanie poznanego "wzoru" (np. zaufania) do konkretnego zadania (często z kilkoma niewiadomymi) w mojej codzienności, w tym dniu dzisiejszym...
Poruszyło się dziś moje serce, chcę się uczyć od Boga, chcę się uczyć Boga. Chcę chodzić do tej "podstawowej" szkoły i uczyć się wiary, i żyć wiarą w mojego Boga, żyć zaufaniem mojemu Bogu.

środa, 17 kwietnia 2013

17 IV, "abym nie zgubił"

Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. J 6, 35-40

"Abym niczego nie stracił, nie zgubił"... Jezus nie chce mnie czy ciebie stracić. Warto zrozumieć to Jego pragnienie.
Doświadczyłam czegoś, co jest pewną analogią do tego Jezusowego pragnienia.
Byłam w niedzielę na marszu dla życia. Spotkałam tam znajomą rodzinkę z czwórką małych dzieci (2-5 lat). Ludzi było sporo a dzieciaki to żywe srebro, więc rodzice musieli mieć oczy ze wszystkich stron :). Byłam więc pomocna i zaopiekowałam się jednym z dzieci. Ile mnie to kosztowało, by przez czas marszu nie spuścić oka z małej Hani, by ją po prostu nie zgubić w tym tłumie...
Rozumiem dziś Jezusa lepiej mając to niedzielne doświadczenie za sobą. I jestem wdzięczna za dzisiejsze Słowo: za Jego decyzję, by mnie nie stracić. Wierzę, że Mu się to uda. Mi w niedzielę udało się nie zgubić małej Hani :)

wtorek, 16 kwietnia 2013

16 IV, "Dietetyk" mój!

"... dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. 
Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu". 
Rzekli więc do Niego: "Panie, dawaj nam zawsze tego chleba". Odpowiedział im Jezus: "Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie". J 6, 30-35

Chleba dla ciała i chleba dla duszy potrzeba nam codziennie. A "dieta" duchowa jest równie ważna (nawet ważniejsza) od tej cielesnej. Czym się karmię? Co nasyca mnie?
Łaknienie to głębsze we mnie jest, jak i u Żydów z dzisiejszej Ewangelii, i wołam "chcę, dawaj mi tego chleba". Ale ON właśnie daje!!! Daje Siebie samego. Czy przychodzę do Niego po życie? Czy przychodzę i pozwalam Mu nasycić mnie? Czy siadam przy Jego stole cała (cała moim ciałem i cała moim sercem)?
Niebezpieczeństwo duchowej anoreksji grozi każdemu. "Nie potrzebuję", "sama sobie poradzę" itp... -  nawet jeśli tak nie mówię, to wiedzieć muszę, że szatan chce mnie do tego przekonać, bym nie prosiła Jezusa o chleb. Bym w ogóle nie prosiła, bym była niezależna.
Jezu, uciekam się do Ciebie. Jesteś moim "dietetykiem" i chcę być Ci posłuszna. Wiem, że jak moje ciało i siły fizyczne zależą od jedzenia, tak i moje serce i moja dusza zależy od pożywienia się Chlebem Twoim, miłością Twą.
***
Pieśń "Jeśli kto ten Chleb spożywa" - http://www.youtube.com/watch?v=b5rYyhliRQA
***
Za modlitwę podczas rekolekcji dziękuję. Wierzę, że owocować będą w swoim czasie...

piątek, 12 kwietnia 2013

Udaję się na rekolekcje dla neofitów.
Polecam ich Waszej pamięci w modlitwie.
"Ci, którzy miłosierdzia doznali" będą zgłębiać Boże tajemnice.

Fot. Nasi neofici przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie w Białą Niedzielę, w Niedzielę Miłosierdzia Bożego.