Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: «Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży».
Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego» Mk 1,21-28
Ważne jest, by być w synagodze... by być blisko Jezusa ze swoimi duchami nieczystymi. Obecność Jezusa wyzwala z naszych ciemności ducha pretensji, żalów i oskarżeń Boga.
Ale również właśnie osoba Jezusa jest najlepszym "buforem" dla tych naszych nieczystości. Kiedy z nas one wylazą sprowokowane Jego bliskością, ON jeden ma nad nimi moc i panowanie. ON je usłyszy, uciszy i wypędzi.
I Czytanie mówi, że ponieważ zaś poddał Mu wszystko, nic nie zostawił nie poddanego Jemu. Teraz wszakże nie widzimy jeszcze, aby wszystko było Mu poddane (Hbr 2,5-12). Teraz jeszcze nie widzimy Jego mocy tak czytelnej, żeby nas aż porażała, często jest ona subtelna i niewidzialna dla zmysłów. Ale jest! Nie zaprzeczymy temu, że Jezus ma moc. ON ma moc i władzę! A ja (z całym moim światem zewnętrznym i wewnętrznym) chcę jej podlegać.
wtorek, 15 stycznia 2013
poniedziałek, 14 stycznia 2013
14 I, codzienność ziemi świętej...
Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię».
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał... Mk 1, 14-20
Weszliśmy znowu w czas zwykły. Niektórzy moi znajomi nie lubią tej nazwy. A przecież ta zwykła codzienność jest miejscem zwyczajnego spotykania Pana. Dla chrześcijanina czas zwykły, to czas święty, zwyczajność, to świętość.
Bóg po to się wcielił, żeby nie tylko być wśród nas, z nami, dla nas, ale by być przez Eucharystię też w nas. W naszych sercach jest kres Jego wędrówki przez ziemię.
Rok wiary, to rok pielgrzymek. Ziemia święta dla niejednego upragniona. Dla mnie też. Czy kiedyś pragnienie się ziści? Nie wiem. Być może nie ziści się nigdy...
Na razie próbuję rozpoznawać kroki Jezusa w mojej Galilei, tzn. w Szczecinie :).
Chcę Go słuchać, możliwość jest codzienna - w Liturgii Słowa, w Liturgii Godzin, w medytacji.
Chcę na Niego patrzeć, możliwość jest codzienna - w adoracji, w bliźnim.
Chcę z Nim przebywać - "mieszkamy" pod jednym dachem... Na przeciwko drzwi mojej celi - kaplica.
Kocham Go - okazji, by Mu to okazać (wewnętrznie i zewnętrznie) też wcale nie brakuje...
Chcę by ta szczecińska ziemia była ziemią świętą, tzn. by Jego obecność przemieniała mnie i by inni mogli z mego spotkania z Jezusem zaczerpnąć życia...
Niech codzienne spojrzenie Jezusa mnie nawraca na Jego wolę, na Jego sposób, na Jego miłość. Moją wiarą - darem od chrztu - buduję zaufanie Barankowi i Ojcu w Duchu Świętym.
Weszliśmy znowu w czas zwykły. Niektórzy moi znajomi nie lubią tej nazwy. A przecież ta zwykła codzienność jest miejscem zwyczajnego spotykania Pana. Dla chrześcijanina czas zwykły, to czas święty, zwyczajność, to świętość.
Bóg po to się wcielił, żeby nie tylko być wśród nas, z nami, dla nas, ale by być przez Eucharystię też w nas. W naszych sercach jest kres Jego wędrówki przez ziemię.
Rok wiary, to rok pielgrzymek. Ziemia święta dla niejednego upragniona. Dla mnie też. Czy kiedyś pragnienie się ziści? Nie wiem. Być może nie ziści się nigdy...
Na razie próbuję rozpoznawać kroki Jezusa w mojej Galilei, tzn. w Szczecinie :).
Chcę Go słuchać, możliwość jest codzienna - w Liturgii Słowa, w Liturgii Godzin, w medytacji.
Chcę na Niego patrzeć, możliwość jest codzienna - w adoracji, w bliźnim.
Chcę z Nim przebywać - "mieszkamy" pod jednym dachem... Na przeciwko drzwi mojej celi - kaplica.
Kocham Go - okazji, by Mu to okazać (wewnętrznie i zewnętrznie) też wcale nie brakuje...
Chcę by ta szczecińska ziemia była ziemią świętą, tzn. by Jego obecność przemieniała mnie i by inni mogli z mego spotkania z Jezusem zaczerpnąć życia...
Niech codzienne spojrzenie Jezusa mnie nawraca na Jego wolę, na Jego sposób, na Jego miłość. Moją wiarą - darem od chrztu - buduję zaufanie Barankowi i Ojcu w Duchu Świętym.
niedziela, 13 stycznia 2013
13 I, chrzest Jezusa dla nas
Jedna myśl z Chrztu Pańskiego.
Depresja Jordanu - najniższe miejsce na ziemi. Innymi słowy - największa dziura na ziemi.
Wniosek prosty: nie ma takiego miejsca w nas, "dziury" w nas najciemniejszej, którą by się brzydził Jezus, nie ma miejsca do którego by nie zszedł.
Schodzi tam, by nasz mrok przemienić, uświęcić nas, by to co niosło śmierć odwrócić ("Jordanie czemu bieg swój odwracasz?..." Ps 114) Od chrztu jesteśmy umocnieni łaską i nieustannie strzeżeni na drogach życia (modlitwa obrzędu chrztu dzieci).
***
Trochę lektury:
"Ewangelia opowiada, że Pan przyszedł nad brzegi Jordanu, aby dać się ochrzcić; chciał też, by w nurtach tej rzeki spłynęła na Niego tajemna moc Boża.
Już sama kolejność tych tajemnic wymaga, aby dzisiejsza uroczystość następowała po dniu Narodzenia Pańskiego i była w tym samym czasie co i pierwsza, choć sporo lat upłynęło pomiędzy przyjściem Pana a Jego objawieniem się światu. Sądzę też, że i dzisiejszą uroczystość można nazwać dniem Narodzenia Pańskiego.
Jego przyjście na świat było narodzeniem się dla ludzi, a Jego chrzest był objawieniem się mocy Bożej. Najpierw Pan narodził się z Dziewicy, teraz zaś ukazuje się jako Syn Boży. Gdy się narodził, Maryja, Jego Matka, z miłością tuliła Go do serca; a przy chrzcie, gdy ukazuje się w Nim tajemna moc Boża, Bóg Ojciec mówi Mu o swej miłości: "Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Jego słuchajcie". Tak więc Matka pieści Go jako dziecię na swym łonie, Ojciec zaś z miłością świadczy o Nim jako o swym Synu. Matka ukazuje Go mędrcom, aby Mu hołd złożyli, Ojciec objawia Go narodom, aby Go uczciły.
Przyszedł więc Pan, aby przyjąć chrzest, i zechciał, by woda obmyła Jego święte ciało. Ale mógłby ktoś powiedzieć: przecież On jest święty, dlaczego więc chce być ochrzczony? Posłuchaj zatem: Chrystus jest ochrzczony nie po to, aby być uświęcony przez wodę, lecz aby uświęcić wodę, i oczyszczeniem, któremu się poddał, oczyścić nurty, których dotykał. Poświęcenie Chrystusa, które się tam dokonało, jest więc w swej istocie poświęceniem wód.
Kiedy bowiem Zbawiciel zstępuje w wody, już wtedy zostają one oczyszczone, aby służyły do naszego chrztu. Źródło staje się czyste, by z niego płynęła dla przyszłych pokoleń łaska oczyszczenia. Chrystus pierwszy poprzedza nas na drodze chrztu, aby lud chrześcijański ufnie poszedł za Nim.
A oto zapowiedź tej tajemnicy: słup ognia wyprzedzał synów Izraela przez Morze Czerwone, torując im w ten sposób bezpieczną drogę; posuwał się na czele, aby przygotować przejście. Powyższe wydarzenie było obrazem chrztu, jak to stwierdza apostoł Paweł. Zaiste, był to swego rodzaju chrzest: obłok okrywał Izraelitów, a woda ich unosiła. Lecz to wszystko było dziełem Chrystusa. Wówczas, w słupie ognia, szedł On na czele synów Izraela przez morze, a w dniu swego chrztu pierwszy wskazuje drogę ludowi chrześcijańskiemu. On jest tym słupem ognia oświecającym niegdyś drogę tym, którzy za Nim postępowali, teraz zaś oświeca On serca wierzących. Niegdyś wytyczył On przejście przez fale morskie, obecnie otwiera bezpieczną drogę przez wodę i wiarę." (św. Maksym)
Depresja Jordanu - najniższe miejsce na ziemi. Innymi słowy - największa dziura na ziemi.
Wniosek prosty: nie ma takiego miejsca w nas, "dziury" w nas najciemniejszej, którą by się brzydził Jezus, nie ma miejsca do którego by nie zszedł.
Schodzi tam, by nasz mrok przemienić, uświęcić nas, by to co niosło śmierć odwrócić ("Jordanie czemu bieg swój odwracasz?..." Ps 114) Od chrztu jesteśmy umocnieni łaską i nieustannie strzeżeni na drogach życia (modlitwa obrzędu chrztu dzieci).
***
Trochę lektury:
"Ewangelia opowiada, że Pan przyszedł nad brzegi Jordanu, aby dać się ochrzcić; chciał też, by w nurtach tej rzeki spłynęła na Niego tajemna moc Boża.
Już sama kolejność tych tajemnic wymaga, aby dzisiejsza uroczystość następowała po dniu Narodzenia Pańskiego i była w tym samym czasie co i pierwsza, choć sporo lat upłynęło pomiędzy przyjściem Pana a Jego objawieniem się światu. Sądzę też, że i dzisiejszą uroczystość można nazwać dniem Narodzenia Pańskiego.
Jego przyjście na świat było narodzeniem się dla ludzi, a Jego chrzest był objawieniem się mocy Bożej. Najpierw Pan narodził się z Dziewicy, teraz zaś ukazuje się jako Syn Boży. Gdy się narodził, Maryja, Jego Matka, z miłością tuliła Go do serca; a przy chrzcie, gdy ukazuje się w Nim tajemna moc Boża, Bóg Ojciec mówi Mu o swej miłości: "Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Jego słuchajcie". Tak więc Matka pieści Go jako dziecię na swym łonie, Ojciec zaś z miłością świadczy o Nim jako o swym Synu. Matka ukazuje Go mędrcom, aby Mu hołd złożyli, Ojciec objawia Go narodom, aby Go uczciły.
Przyszedł więc Pan, aby przyjąć chrzest, i zechciał, by woda obmyła Jego święte ciało. Ale mógłby ktoś powiedzieć: przecież On jest święty, dlaczego więc chce być ochrzczony? Posłuchaj zatem: Chrystus jest ochrzczony nie po to, aby być uświęcony przez wodę, lecz aby uświęcić wodę, i oczyszczeniem, któremu się poddał, oczyścić nurty, których dotykał. Poświęcenie Chrystusa, które się tam dokonało, jest więc w swej istocie poświęceniem wód.
Kiedy bowiem Zbawiciel zstępuje w wody, już wtedy zostają one oczyszczone, aby służyły do naszego chrztu. Źródło staje się czyste, by z niego płynęła dla przyszłych pokoleń łaska oczyszczenia. Chrystus pierwszy poprzedza nas na drodze chrztu, aby lud chrześcijański ufnie poszedł za Nim.
A oto zapowiedź tej tajemnicy: słup ognia wyprzedzał synów Izraela przez Morze Czerwone, torując im w ten sposób bezpieczną drogę; posuwał się na czele, aby przygotować przejście. Powyższe wydarzenie było obrazem chrztu, jak to stwierdza apostoł Paweł. Zaiste, był to swego rodzaju chrzest: obłok okrywał Izraelitów, a woda ich unosiła. Lecz to wszystko było dziełem Chrystusa. Wówczas, w słupie ognia, szedł On na czele synów Izraela przez morze, a w dniu swego chrztu pierwszy wskazuje drogę ludowi chrześcijańskiemu. On jest tym słupem ognia oświecającym niegdyś drogę tym, którzy za Nim postępowali, teraz zaś oświeca On serca wierzących. Niegdyś wytyczył On przejście przez fale morskie, obecnie otwiera bezpieczną drogę przez wodę i wiarę." (św. Maksym)
czwartek, 10 stycznia 2013
10 I, miłość jedna jest
Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga»,
a brata swego nienawidził, jest kłamcą,
albowiem kto nie miłuje brata swego,
którego widzi,
nie może miłować Boga, którego nie widzi. 1 J 4,19n
Jan jest szczery aż do bólu... Nienawidzisz brata, nie możesz miłować Boga, a jeśli nawet tak wyznajesz, jesteś kłamcą.
Dlaczego tak jest? Dlatego, że mamy tylko jedno serce, którym kochamy. Jedno serce, więc albo kocha, albo nie kocha.
Oj, trzeba nam tej naszej miłości bliźniego się przyjrzeć. Popatrzeć na nią przez wiarę. I wcale nie o uczucia tu chodzi, tylko o konkret pragnienia i czynienia autentycznego dobra dla bliźniego.
Żyję we wspólnocie sióstr, które są mi dane i zadane do miłowania. Po ludzku je lubię. I kocham je w Panu. A jednak walczyć muszę i w sobie samej, i czasem w walce o każdą z każdą, o dobro dla każdej... O dobro nie według mojej miary, o dobro nie według jej miary, bo to pozorne dobra bywają, ale o autentyczne dobro, o stworzenie możliwości rozwoju i drogi ku Bogu.
Taka miłość kosztuje. A ja nie chcę nie płacić... Bo chcę miłować.
A miłość jest DAREM, modlić o niego trzeba i prosić Boga, by nam go dał. Pomódl się, proszę za mnie, o miłość prawdziwą.
Jan jest szczery aż do bólu... Nienawidzisz brata, nie możesz miłować Boga, a jeśli nawet tak wyznajesz, jesteś kłamcą.
Dlaczego tak jest? Dlatego, że mamy tylko jedno serce, którym kochamy. Jedno serce, więc albo kocha, albo nie kocha.
Oj, trzeba nam tej naszej miłości bliźniego się przyjrzeć. Popatrzeć na nią przez wiarę. I wcale nie o uczucia tu chodzi, tylko o konkret pragnienia i czynienia autentycznego dobra dla bliźniego.
Żyję we wspólnocie sióstr, które są mi dane i zadane do miłowania. Po ludzku je lubię. I kocham je w Panu. A jednak walczyć muszę i w sobie samej, i czasem w walce o każdą z każdą, o dobro dla każdej... O dobro nie według mojej miary, o dobro nie według jej miary, bo to pozorne dobra bywają, ale o autentyczne dobro, o stworzenie możliwości rozwoju i drogi ku Bogu.
Taka miłość kosztuje. A ja nie chcę nie płacić... Bo chcę miłować.
A miłość jest DAREM, modlić o niego trzeba i prosić Boga, by nam go dał. Pomódl się, proszę za mnie, o miłość prawdziwą.
środa, 9 stycznia 2013
9 I, lęk się skończy, miłość nie
Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: «Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się». Mk 6, 45-52
W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą.
Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. 1 J 4, 11-18
Dziś o lęku. Któż z nas nie zna tego uczucia, jego paraliżującego działania.
Kiedy patrzę na własne doświadczenie lęku, nawet w ostatnim czasie, to widzę, że sparaliżował mnie, kiedy okoliczności wymagały ode mnie nowego rozwiązania, czegoś, co nie było mi znane. Łączyło się to z pewnym oddaniem swej władzy, z porzuceniem panowania.
Obecność Jezusa w mojej codzienności, Jego słowa z codziennej Eucharystii wydoskonalają moją miłość. Jeszcze nie kocham tak, jakbym chciała. Ale to mnie wcale nie poniża przed Bogiem. Nie jest ujmą moja słabość i moje upadki. Lęk jest czasowy, kiedyś się skończy, miłość trwać będzie.
Wyrywam się w pragnieniu w przyjęciu Jego panowania w codzienności. I małymi decyzjami i moją małą miłością wrastam w Niego i wiem, że wzrastam w miłości. I cieszę się, bo ON sam dodaje mi odwagi.
***
Trochę lektury z poematu "Ody Salomona" (początek II wieku):
Moją radością jest Pan, mój zryw kieruje się ku Niemu.
Piękna jest moja droga w stronę Pana, bo jest moją podporą.
Sam dał się poznać w swojej prostocie
Jego życzliwość pomniejszyła dla mnie Jego wielkość.
Stał się do mnie podobnym, abym Go przyjął;
stał się do mnie podobnym,
abym się w Niego przyodział.
Nie przeraziłem się, widząc Go, ponieważ jest moim miłosierdziem.
Przybrał moją naturę, abym Go pojął
i moje oblicze, żebym się od Niego nie odwrócił.
Ten, który daje poznanie, jest Słowem poznania.
Ten, który stworzył mądrość, jest mądrzejszy niż wszystko, co stworzył.
On, który mnie stworzył, wiedział, zanim istniałem kim będę w ciągu mojego życia.
Z tego względu zlitował się w swoim miłosierdziu,
dozwolił, abym się modlił i otrzymał z Jego ofiary.
W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą.
Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. 1 J 4, 11-18
Dziś o lęku. Któż z nas nie zna tego uczucia, jego paraliżującego działania.
Kiedy patrzę na własne doświadczenie lęku, nawet w ostatnim czasie, to widzę, że sparaliżował mnie, kiedy okoliczności wymagały ode mnie nowego rozwiązania, czegoś, co nie było mi znane. Łączyło się to z pewnym oddaniem swej władzy, z porzuceniem panowania.
Obecność Jezusa w mojej codzienności, Jego słowa z codziennej Eucharystii wydoskonalają moją miłość. Jeszcze nie kocham tak, jakbym chciała. Ale to mnie wcale nie poniża przed Bogiem. Nie jest ujmą moja słabość i moje upadki. Lęk jest czasowy, kiedyś się skończy, miłość trwać będzie.
Wyrywam się w pragnieniu w przyjęciu Jego panowania w codzienności. I małymi decyzjami i moją małą miłością wrastam w Niego i wiem, że wzrastam w miłości. I cieszę się, bo ON sam dodaje mi odwagi.
***
Trochę lektury z poematu "Ody Salomona" (początek II wieku):
Moją radością jest Pan, mój zryw kieruje się ku Niemu.
Piękna jest moja droga w stronę Pana, bo jest moją podporą.
Sam dał się poznać w swojej prostocie
Jego życzliwość pomniejszyła dla mnie Jego wielkość.
Stał się do mnie podobnym, abym Go przyjął;
stał się do mnie podobnym,
abym się w Niego przyodział.
Nie przeraziłem się, widząc Go, ponieważ jest moim miłosierdziem.
Przybrał moją naturę, abym Go pojął
i moje oblicze, żebym się od Niego nie odwrócił.
Ten, który daje poznanie, jest Słowem poznania.
Ten, który stworzył mądrość, jest mądrzejszy niż wszystko, co stworzył.
On, który mnie stworzył, wiedział, zanim istniałem kim będę w ciągu mojego życia.
Z tego względu zlitował się w swoim miłosierdziu,
dozwolił, abym się modlił i otrzymał z Jego ofiary.
wtorek, 8 stycznia 2013
8 I, nie miłujesz = nie znasz
...Kto nie miłuje, nie zna Boga,
bo Bóg jest miłością.
W tym objawiła się miłość Boga ku nam,
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat,
abyśmy życie mieli dzięki Niemu... 1 J 4, 7-10
Rozwiązuje mi się dziś zagadka o poznaniu Boga. Słowo mówi jasno: "kto nie miłuje, nie zna Boga".
Miłować tak, aby drugi życie miał, miłować tak, by dać siebie, by się wydać dla życia drugiego, o takiej miłości mówi św. Jan.
Jeśli nie masz w sobie doświadczenia takiego miłowania, które kosztuje, to nie znasz Boga i trudno będzie Go poznać. Bo ON jest TAKĄ MIŁOŚCIĄ.
Proś więc modląc się kolektą Kościoła, który dziś prosi Boga, aby Zbawiciel, który był do nas podobny zewnętrznie, przekształcił nas wewnętrznie.
Ja też proszę, bo też moja miłość potrzebuje oczyszczenia.
bo Bóg jest miłością.
W tym objawiła się miłość Boga ku nam,
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat,
abyśmy życie mieli dzięki Niemu... 1 J 4, 7-10
Rozwiązuje mi się dziś zagadka o poznaniu Boga. Słowo mówi jasno: "kto nie miłuje, nie zna Boga".
Miłować tak, aby drugi życie miał, miłować tak, by dać siebie, by się wydać dla życia drugiego, o takiej miłości mówi św. Jan.
Jeśli nie masz w sobie doświadczenia takiego miłowania, które kosztuje, to nie znasz Boga i trudno będzie Go poznać. Bo ON jest TAKĄ MIŁOŚCIĄ.
Proś więc modląc się kolektą Kościoła, który dziś prosi Boga, aby Zbawiciel, który był do nas podobny zewnętrznie, przekształcił nas wewnętrznie.
Ja też proszę, bo też moja miłość potrzebuje oczyszczenia.
poniedziałek, 7 stycznia 2013
7 I, ucieszyć się Obecnością
Jezus przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan. Lud, który siedział w ciemności,
ujrzał światło wielkie,
i mieszkańcom cienistej krainy śmierci
światło wzeszło». Mt 4, 12-17
Właśnie tak. Jezus wybrał sobie Galileę pogan a nie jerozolimskie snobistyczne zaułki. Kiedy przychodzi do ludzkiego serca również kieruje się tam, gdzie jest ciemno, w miejsca, które potrzebują miłosierdzia. Przychodzi tam ze swoim światłem, ze swoją miłością.
Kiedy zaś zmagamy się ze sobą samymi, ze słabościami, z problemami zewnętrznymi i wewnętrznymi, nie wolno nam zapomnieć to, co pisze dziś św. Jan w I czytaniu, że większy jest Ten, który w was jest, od tego, który jest w świecie. 1 J 4,4
Zauważ OBECNOŚĆ Jezusa w swoim życiu, w swoim sercu. Uciesz się nią.
Właśnie tak. Jezus wybrał sobie Galileę pogan a nie jerozolimskie snobistyczne zaułki. Kiedy przychodzi do ludzkiego serca również kieruje się tam, gdzie jest ciemno, w miejsca, które potrzebują miłosierdzia. Przychodzi tam ze swoim światłem, ze swoją miłością.
Kiedy zaś zmagamy się ze sobą samymi, ze słabościami, z problemami zewnętrznymi i wewnętrznymi, nie wolno nam zapomnieć to, co pisze dziś św. Jan w I czytaniu, że większy jest Ten, który w was jest, od tego, który jest w świecie. 1 J 4,4
Zauważ OBECNOŚĆ Jezusa w swoim życiu, w swoim sercu. Uciesz się nią.
niedziela, 6 stycznia 2013
6 I, bądź mędrcem
Oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Mt 2, 1-12
Objawienie Pańskie. Bóg przyszedł do każdego i chce, by każdy człowiek Go poznał.
Uważności, uczciwości i konsekwencji w poszukiwaniu prawdy, w poszukiwaniu Boga nam potrzeba. I nie wolno zniechęcać się. Cierpliwość w przeciwności daje moc duszy. (Dz 607)
W Szczecinie wielu dziś po ulicach chodziło mając na głowie korony tekturowe. Wyszłam na miasto chcąc odnaleźć jednego z trzech króli z orszaku, ale wielość tych koron na ludzkich głowach mnie rozproszyła.
Potem sobie pomyślałam, że dobrze, że wielu te korony ma, bo tak naprawdę każdy z nas może stać się takim królem, mędrcem z Ewangelii.
Jeśli pójdę za światłem Chrystusa, jeśli upadnę przed Nim i złożę Mu pokłon. Tylko Jemu taki pokłon się należy! I jeszcze jedno. Jeśli OTWORZĘ przed Nim swoje skarby... A każdy z nas je ma...
Co wtedy?
Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, zadrży i rozszerzy się twoje serce... Iz 60, 1-6
Objawienie Pańskie. Bóg przyszedł do każdego i chce, by każdy człowiek Go poznał.
Uważności, uczciwości i konsekwencji w poszukiwaniu prawdy, w poszukiwaniu Boga nam potrzeba. I nie wolno zniechęcać się. Cierpliwość w przeciwności daje moc duszy. (Dz 607)
W Szczecinie wielu dziś po ulicach chodziło mając na głowie korony tekturowe. Wyszłam na miasto chcąc odnaleźć jednego z trzech króli z orszaku, ale wielość tych koron na ludzkich głowach mnie rozproszyła.
Potem sobie pomyślałam, że dobrze, że wielu te korony ma, bo tak naprawdę każdy z nas może stać się takim królem, mędrcem z Ewangelii.
Jeśli pójdę za światłem Chrystusa, jeśli upadnę przed Nim i złożę Mu pokłon. Tylko Jemu taki pokłon się należy! I jeszcze jedno. Jeśli OTWORZĘ przed Nim swoje skarby... A każdy z nas je ma...
Co wtedy?
Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, zadrży i rozszerzy się twoje serce... Iz 60, 1-6
sobota, 5 stycznia 2013
5 I, Bóg większy niż serce
A jeśli nasze serce oskarża nas,
to Bóg jest większy od naszego serca
i zna wszystko.
Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża,
mamy ufność wobec Boga. 1 J 3, 20n
Znam oba te doświadczenia, kiedy serce oskarża i kiedy serce nie oskarża. I cieszę się z tych słów św. Jana, które niosą dobrą nowinę:
1) Bóg jest większy od mego serca i zna wszystko - jest tu dotyk miłosierdzia Bożego, które ogarnia całą rzeczywistość a nie wycinek, jaki rani w danym momencie serce człowieka.
2) gdy serce nie oskarża - ufność owocuje wobec Boga. Ufność, którą docieramy również do miłosierdzia, do Serca Boga i czerpiemy tam pokój, pewność, nadzieję, radość, miłość.
Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą,
a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. 1 J 3, 15
Mocne słowa.
Zatrzymały mnie dziś, bo świeżo jeszcze mam coś w pamięci. Niedawno ktoś przyznał mi się, że nosił w sobie nienawiść, mówił, że daną osobę nienawidzi. Doszło do przeprosin i wybaczenia. Pomyślałam dziś, że dokonało się zmartwychwstanie. Że już ta osoba nie jest "zabójcą", bo przełamała pancerz nienawiści. Ale i osoba nienawidzona została jakby ocalona - zmartwychwstała, bo jeśli miała swego "zabójcę", to była uśmiercona... Bogu niech będą dzięki.
Chrześcijaństwo to doświadczenie paschy.
to Bóg jest większy od naszego serca
i zna wszystko.
Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża,
mamy ufność wobec Boga. 1 J 3, 20n
Znam oba te doświadczenia, kiedy serce oskarża i kiedy serce nie oskarża. I cieszę się z tych słów św. Jana, które niosą dobrą nowinę:
1) Bóg jest większy od mego serca i zna wszystko - jest tu dotyk miłosierdzia Bożego, które ogarnia całą rzeczywistość a nie wycinek, jaki rani w danym momencie serce człowieka.
2) gdy serce nie oskarża - ufność owocuje wobec Boga. Ufność, którą docieramy również do miłosierdzia, do Serca Boga i czerpiemy tam pokój, pewność, nadzieję, radość, miłość.
Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą,
a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. 1 J 3, 15
Mocne słowa.
Zatrzymały mnie dziś, bo świeżo jeszcze mam coś w pamięci. Niedawno ktoś przyznał mi się, że nosił w sobie nienawiść, mówił, że daną osobę nienawidzi. Doszło do przeprosin i wybaczenia. Pomyślałam dziś, że dokonało się zmartwychwstanie. Że już ta osoba nie jest "zabójcą", bo przełamała pancerz nienawiści. Ale i osoba nienawidzona została jakby ocalona - zmartwychwstała, bo jeśli miała swego "zabójcę", to była uśmiercona... Bogu niech będą dzięki.
Chrześcijaństwo to doświadczenie paschy.
piątek, 4 stycznia 2013
4 I, Baranek zaprasza do wnętrza
Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem.
Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?»
Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! (to znaczy: Nauczycielu) gdzie mieszkasz?»
Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». J 1, 35-42
Pytanie Jezusa "czego szukasz?" jest jak "stop klatka" w życiowym filmie.
Sprowadza do rzeczywistości pragnień, do poziomu serca i dotyka decyzji.
Jeśli moja odpowiedź jak taka, jak uczniów, to Jezus zaprasza bliżej, coraz bliżej... do swego mieszkania.
Śpiewamy w kolędzie: "Pan z nieba i z łona Ojca przychodzi..." Baranek zaprasza do relacji z Ojcem, do rzeczywistości Trójcy Świętej.
Tylko wyruszmy, nie ociągajmy się, za Barankiem.
W komunii świętej przyjmując Go, idziemy za Nim. Idźmy dalej za Nim, w naszym sercu, myśleniu, decyzjach... Odkrywajmy w nas Jego przebywanie u Ojca. Pozwólmy sobie zaistnieć w tym zamieszkaniu.
***
Trochę lektury:
Widząc przechodzącego Jezusa, Jan powiedział: „Oto Baranek Boży!” Zwróćcie uwagę na wyrażenia tego fragmentu: na pierwszy rzut oka wszytko jest jasne, ale dla tego, kto przenika głęboki sens, wszystko zasłania głęboka tajemnica. „Przechodzący Jezus”...
Co można powiedzieć, jeśli nie to, że Syn Boży przyszedł dzielić naszą naturę przechodzącego człowieka, człowieka, który się zmienia. On, którego ludzi nie znali; daje się poznać i kochać, przechodząc pośród nas. Przyszedł w łonie Dziewicy. I przeszedł z łona swej Matki do żłóbka, od żłóbka do krzyża, z krzyża do grobu, a z grobu wstąpił do nieba...
Także nasze serce, jeżeli nauczy się pragnąć Chrystusa jak Jan, rozpozna przechodzącego Jezusa, a jeśli pójdzie za nim to dojdzie, jak uczniowie, tam, gdzie przebywa Jezus – do Tajemnicy Boskości. (Rupert z Deutz (ok. 1075-1130), benedyktyn)
Pytanie Jezusa "czego szukasz?" jest jak "stop klatka" w życiowym filmie.
Sprowadza do rzeczywistości pragnień, do poziomu serca i dotyka decyzji.
Jeśli moja odpowiedź jak taka, jak uczniów, to Jezus zaprasza bliżej, coraz bliżej... do swego mieszkania.
Śpiewamy w kolędzie: "Pan z nieba i z łona Ojca przychodzi..." Baranek zaprasza do relacji z Ojcem, do rzeczywistości Trójcy Świętej.
Tylko wyruszmy, nie ociągajmy się, za Barankiem.
W komunii świętej przyjmując Go, idziemy za Nim. Idźmy dalej za Nim, w naszym sercu, myśleniu, decyzjach... Odkrywajmy w nas Jego przebywanie u Ojca. Pozwólmy sobie zaistnieć w tym zamieszkaniu.
***
Trochę lektury:
Widząc przechodzącego Jezusa, Jan powiedział: „Oto Baranek Boży!” Zwróćcie uwagę na wyrażenia tego fragmentu: na pierwszy rzut oka wszytko jest jasne, ale dla tego, kto przenika głęboki sens, wszystko zasłania głęboka tajemnica. „Przechodzący Jezus”...
Co można powiedzieć, jeśli nie to, że Syn Boży przyszedł dzielić naszą naturę przechodzącego człowieka, człowieka, który się zmienia. On, którego ludzi nie znali; daje się poznać i kochać, przechodząc pośród nas. Przyszedł w łonie Dziewicy. I przeszedł z łona swej Matki do żłóbka, od żłóbka do krzyża, z krzyża do grobu, a z grobu wstąpił do nieba...
Także nasze serce, jeżeli nauczy się pragnąć Chrystusa jak Jan, rozpozna przechodzącego Jezusa, a jeśli pójdzie za nim to dojdzie, jak uczniowie, tam, gdzie przebywa Jezus – do Tajemnicy Boskości. (Rupert z Deutz (ok. 1075-1130), benedyktyn)
czwartek, 3 stycznia 2013
3 I, obym widział!
Nazajutrz Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świat". J 1, 29-34
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. 1 J 3,1
Dziś o wzroku.
Pytam siebie, co zobaczył Jan w Jezusie, że powiedział o Nim "Baranek Boży"?
Co mamy zobaczyć według Listu św. Jana, żebyśmy uwierzyli w miłość Ojca?
Wiem przecież dobrze, że w życiu na te same wydarzenia różnie patrzymy, różnie je rozumiemy.
Dziś wspominamy imię Jezus. Imię naszego Zbawiciela, imię Kogoś, kto kocha, imię, w którym szukamy schronienia. Imię, które daje schronienie.
Kieruję się więc ku Jezusowi za głosem Jana i proszę Baranka o wzrok dla siebie i dla tych, których mi daje, byśmy rozpoznawali miłość Ojca w naszym życiu.
Proszę Go jak ślepiec i wołam: "Jezusie, Synu Boży, ulituj się nade mną", abym ujrzał! Abym dostrzegł!
Coś w tym widzeniu musi być..., psychologia mówi, że więcej odczytujemy z zachowań (55%) niż ze słów. Wołajmy więc do Jezusa, by wzrok nasz uzdrawiał, byśmy widzieli, dostrzegali miłość Ojca.
Noszę okulary, wiem, że bez nich nie dostrzegę wiele nie tylko szczegółów, czasem i ważnych rzeczy. Potrzebuję też "okularów" łaski, bym nie była krótkowidzem...
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. 1 J 3,1
Dziś o wzroku.
Pytam siebie, co zobaczył Jan w Jezusie, że powiedział o Nim "Baranek Boży"?
Co mamy zobaczyć według Listu św. Jana, żebyśmy uwierzyli w miłość Ojca?
Wiem przecież dobrze, że w życiu na te same wydarzenia różnie patrzymy, różnie je rozumiemy.
Dziś wspominamy imię Jezus. Imię naszego Zbawiciela, imię Kogoś, kto kocha, imię, w którym szukamy schronienia. Imię, które daje schronienie.
Kieruję się więc ku Jezusowi za głosem Jana i proszę Baranka o wzrok dla siebie i dla tych, których mi daje, byśmy rozpoznawali miłość Ojca w naszym życiu.
Proszę Go jak ślepiec i wołam: "Jezusie, Synu Boży, ulituj się nade mną", abym ujrzał! Abym dostrzegł!
Coś w tym widzeniu musi być..., psychologia mówi, że więcej odczytujemy z zachowań (55%) niż ze słów. Wołajmy więc do Jezusa, by wzrok nasz uzdrawiał, byśmy widzieli, dostrzegali miłość Ojca.
Noszę okulary, wiem, że bez nich nie dostrzegę wiele nie tylko szczegółów, czasem i ważnych rzeczy. Potrzebuję też "okularów" łaski, bym nie była krótkowidzem...
środa, 2 stycznia 2013
2 I, pośród nas Jezus
Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». J 1, 19-28
Bardzo mi Jan imponuje, wzbudza szacunek i uznanie. Choć ma autorytet u słuchaczy, wie, że ci ludzie do niego nie należą, wie, że oni są Oblubienicą Mesjasza, który po nim idzie.
Bardzo ważną sprawą jest znać swoją rolę, swoje miejsce! Zwłaszcza kiedy ma się wpływ na ludzi, kiedy jakoś od ciebie zależą, bardzo ważną rzeczą jest wówczas pamięć i świadomość czyją te osoby są własnością i kto jest Pasterzem.
Modlę się dziś za przełożonych, za formatorów, za kierowników duchowych. Was też proszę o modlitwę za nich. By byli tym, kim mają być.
***
Jeszcze jedno na dziś.
Wspomnienie świętych Grzegorza i Bazylego przeżywam jako prywatny dzień przyjaźni. Uwielbiam dziś Boga za dar przyjaźni w moim życiu. Tak rozumiem przyjaźń i taką przyjaźń ofiaruję tym, których Bóg mi daje bliżej.
Trochę lektury o takiej przyjaźni
Mowa pochwalna św. Grzegorza z Nazjanzu, biskupa, na cześć św. Bazylego Wielkiego:
Gdy zaś po pewnym czasie wyznaliśmy sobie nasze wspólne pragnienie, by szukać właściwej filozofii życia, odtąd staliśmy się dla siebie wszystkim, żyjąc pod jednym dachem, dzieląc jeden stół, jako nierozłączni przyjaciele. Mieliśmy oczy zwrócone na jeden cel i stale rozwijaliśmy w sobie nawzajem nasze dążenie, tak by się stawało coraz gorętsze i mocniejsze.
Wiodły nas jednakowe nadzieje co do przedmiotu budzącego zwykle najwięcej zawiści; mam tu na myśli sztukę wymowy. Jednak zawiści nie było, współzawodnictwo zaś traktowaliśmy poważnie. A walczyliśmy obaj nie o to, kto będzie miał pierwszeństwo, lecz kto ma drugiemu ustąpić, gdyż każdy z nas uważał sławę drugiego za własną.
Mogło się wydawać, że obaj mamy jedną duszę, która podtrzymuje dwa ciała. I jeżeli nie należy wierzyć tym, którzy mówią, że wszystko zawiera się we wszystkim, to tym bardziej wierzyć nam, że jeden był w drugim i obok drugiego.
Obaj mieliśmy jeden cel: uprawianie cnoty, życie dla przyszłych nadziei i oderwanie się od tego świata, zanim z niego odejdziemy. Wpatrzeni w ten cel, kierowaliśmy według niego naszym życiem i wszystkimi uczynkami, prowadzeni w ten sposób Boskim przykazaniem, doskonaląc się wzajemnie w cnocie, i jeżeli to nie za wielkie słowa, byliśmy dla siebie wzorem i normą, za pomocą których rozróżnia się dobro od zła.
Chociaż więc inni noszą różne imiona czy to po ojcu, czy własne, od swych zawodów lub czynów, to my uważaliśmy za wielki zaszczyt i wielkie imię być i nazywać się chrześcijanami.
Bardzo mi Jan imponuje, wzbudza szacunek i uznanie. Choć ma autorytet u słuchaczy, wie, że ci ludzie do niego nie należą, wie, że oni są Oblubienicą Mesjasza, który po nim idzie.
Bardzo ważną sprawą jest znać swoją rolę, swoje miejsce! Zwłaszcza kiedy ma się wpływ na ludzi, kiedy jakoś od ciebie zależą, bardzo ważną rzeczą jest wówczas pamięć i świadomość czyją te osoby są własnością i kto jest Pasterzem.
Modlę się dziś za przełożonych, za formatorów, za kierowników duchowych. Was też proszę o modlitwę za nich. By byli tym, kim mają być.
***
Jeszcze jedno na dziś.
Wspomnienie świętych Grzegorza i Bazylego przeżywam jako prywatny dzień przyjaźni. Uwielbiam dziś Boga za dar przyjaźni w moim życiu. Tak rozumiem przyjaźń i taką przyjaźń ofiaruję tym, których Bóg mi daje bliżej.
Trochę lektury o takiej przyjaźni
Mowa pochwalna św. Grzegorza z Nazjanzu, biskupa, na cześć św. Bazylego Wielkiego:
Gdy zaś po pewnym czasie wyznaliśmy sobie nasze wspólne pragnienie, by szukać właściwej filozofii życia, odtąd staliśmy się dla siebie wszystkim, żyjąc pod jednym dachem, dzieląc jeden stół, jako nierozłączni przyjaciele. Mieliśmy oczy zwrócone na jeden cel i stale rozwijaliśmy w sobie nawzajem nasze dążenie, tak by się stawało coraz gorętsze i mocniejsze.
Wiodły nas jednakowe nadzieje co do przedmiotu budzącego zwykle najwięcej zawiści; mam tu na myśli sztukę wymowy. Jednak zawiści nie było, współzawodnictwo zaś traktowaliśmy poważnie. A walczyliśmy obaj nie o to, kto będzie miał pierwszeństwo, lecz kto ma drugiemu ustąpić, gdyż każdy z nas uważał sławę drugiego za własną.
Mogło się wydawać, że obaj mamy jedną duszę, która podtrzymuje dwa ciała. I jeżeli nie należy wierzyć tym, którzy mówią, że wszystko zawiera się we wszystkim, to tym bardziej wierzyć nam, że jeden był w drugim i obok drugiego.
Obaj mieliśmy jeden cel: uprawianie cnoty, życie dla przyszłych nadziei i oderwanie się od tego świata, zanim z niego odejdziemy. Wpatrzeni w ten cel, kierowaliśmy według niego naszym życiem i wszystkimi uczynkami, prowadzeni w ten sposób Boskim przykazaniem, doskonaląc się wzajemnie w cnocie, i jeżeli to nie za wielkie słowa, byliśmy dla siebie wzorem i normą, za pomocą których rozróżnia się dobro od zła.
Chociaż więc inni noszą różne imiona czy to po ojcu, czy własne, od swych zawodów lub czynów, to my uważaliśmy za wielki zaszczyt i wielkie imię być i nazywać się chrześcijanami.
wtorek, 1 stycznia 2013
1 I, będę błogosławił
Pan mówił do Mojżesza tymi słowami:
"Powiedz Aaronowi i jego synom:
tak oto macie błogosławić Izraelitom. Powiecie im:
Niech cię Pan błogosławi i strzeże.
Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą,
niech cię obdarzy swą łaską.
Niech zwróci ku tobie oblicze swoje
i niech cię obdarzy pokojem". Lb 6,22-27
To błogosławieństwo z I czytania zawsze mnie wzrusza swoim konkretem.
To sam Pan uczy kapłanów jak mają błogosławić lud. To znaczy, że sam Pan chce błogosławić i strzec, rozpromieniać oblicze swe nad człowiekiem, obdarzać łaską i pokojem.
A człowiek? A ja? Jaka ma być moja postawa na ten rok?
Psalmista odpowiada jak echo na błogosławieństwo Pańskie:
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach. Ps 67
Życzę sobie i tobie na każdy dzień nowego roku, byśmy błogosławili Pana. By nie było w tym roku dnia bez dobrego słowa o moim (naszym) dobrym Bogu.
Maryję Matkę proszę, by we mnie "rozważała" (gr. składała razem) Łk 2,16-21 wydarzenia codzienności i obietnice Boże, konieczność dojrzewania w łasce i pewność umiłowania i synostwa.
Piękna i wymowna jest dziś (jak zwykle) modlitwa Kościoła:
Boże, Ty jesteś źródłem wszelkiego dobra i Ty je doprowadzasz do pełnego rozwoju, w uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki dzięki Ci składamy za początek naszego zbawienia, i prosimy, abyśmy z radością zebrali Jego owoce. (modlitwa nad darami)
***
Fot. Mozaika o. Rupnika SJ. Jezus schodzi na ziemię, Maryja jest jak drabina.
Jezus małe Dzieciątko - jak małe ziarno - a jednak w dłoniach ma już snop dojrzałych kłosów...
Cóż to znaczy? Liturgia odpowiada:
Ten dzień jest
spichlerzem błogosławieństwa,
ponieważ w nim błyszczy światło
nad naszą ślepotą.
To prawdziwy snop,
który przychodzi, aby nas zabrać
i syci nasz głód. (Efrem Syryjczyk, hymn na Boże Narodzenie)
Chlebem życia, mówi Pan, jestem właśnie Ja,
który z niebieskich wyżyn zszedłem na niziny,
aby za moją przyczyną świat miał życie.
Ojciec wysłał mnie, Słowo Wcielone; łono Maryi, płodna ziemia,
otrzymało mnie jak wspaniałe ziarno pszeniczne.
A oto teraz Kapłani niosą mnie w swoich rękach na Ołtarze. Alleluja! (liturgia w rycie maronickim)
Te ostatnie dwa teksty wzięłam z książeczki "Blask Bożego Narodzenia" autorstwa Nataśy Govekar, wydało wyd. Salwator.
"Powiedz Aaronowi i jego synom:
tak oto macie błogosławić Izraelitom. Powiecie im:
Niech cię Pan błogosławi i strzeże.
Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą,
niech cię obdarzy swą łaską.
Niech zwróci ku tobie oblicze swoje
i niech cię obdarzy pokojem". Lb 6,22-27
To błogosławieństwo z I czytania zawsze mnie wzrusza swoim konkretem.
To sam Pan uczy kapłanów jak mają błogosławić lud. To znaczy, że sam Pan chce błogosławić i strzec, rozpromieniać oblicze swe nad człowiekiem, obdarzać łaską i pokojem.
A człowiek? A ja? Jaka ma być moja postawa na ten rok?
Psalmista odpowiada jak echo na błogosławieństwo Pańskie:
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach. Ps 67
Życzę sobie i tobie na każdy dzień nowego roku, byśmy błogosławili Pana. By nie było w tym roku dnia bez dobrego słowa o moim (naszym) dobrym Bogu.
Maryję Matkę proszę, by we mnie "rozważała" (gr. składała razem) Łk 2,16-21 wydarzenia codzienności i obietnice Boże, konieczność dojrzewania w łasce i pewność umiłowania i synostwa.
Piękna i wymowna jest dziś (jak zwykle) modlitwa Kościoła:
Boże, Ty jesteś źródłem wszelkiego dobra i Ty je doprowadzasz do pełnego rozwoju, w uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki dzięki Ci składamy za początek naszego zbawienia, i prosimy, abyśmy z radością zebrali Jego owoce. (modlitwa nad darami)
***
Fot. Mozaika o. Rupnika SJ. Jezus schodzi na ziemię, Maryja jest jak drabina.
Jezus małe Dzieciątko - jak małe ziarno - a jednak w dłoniach ma już snop dojrzałych kłosów...
Cóż to znaczy? Liturgia odpowiada:
Ten dzień jest
spichlerzem błogosławieństwa,
ponieważ w nim błyszczy światło
nad naszą ślepotą.
To prawdziwy snop,
który przychodzi, aby nas zabrać
i syci nasz głód. (Efrem Syryjczyk, hymn na Boże Narodzenie)
Chlebem życia, mówi Pan, jestem właśnie Ja,
który z niebieskich wyżyn zszedłem na niziny,
aby za moją przyczyną świat miał życie.
Ojciec wysłał mnie, Słowo Wcielone; łono Maryi, płodna ziemia,
otrzymało mnie jak wspaniałe ziarno pszeniczne.
A oto teraz Kapłani niosą mnie w swoich rękach na Ołtarze. Alleluja! (liturgia w rycie maronickim)
Te ostatnie dwa teksty wzięłam z książeczki "Blask Bożego Narodzenia" autorstwa Nataśy Govekar, wydało wyd. Salwator.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










