«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
[...]
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie...». Mt 5, 1-12a
Ziemia i Niebo - tak blisko dziś.
Nie da się przejść przez ziemię i w doświadczeniu tych ziemskich ucisków być szczęśliwym bez ZAUFANIA Temu, który Pierwszy przeszedł przez te uciski ufając Ojcu.
Modlę się do świętych, wszystkich świętych, o łaskę zaufania Bogu do końca. O łaskę zaufania z miłości...
***
Z witryny deon.pl, komentarz o. Łusiaka SJ:
Oto nowy Dekalog. Nie mówi czego nie wolno. Daje receptę na szczęście. A mówiąc precyzyjniej: pokazuje do czego prowadzi nauka w szkole Jezusa - człowiek staje się szczęśliwy wbrew wszystkiemu, staje się jakby niezniszczalny. U postaw tej nauki stoi bowiem prawda o nieśmiertelności (czyli niezniszczalności) człowieka. Kto nie zna życia wiecznego, bo nie pobierał nauk u Pana Jezusa, ten jest kruchy i miękki - łatwo staje się nieszczęśliwy.
Błogosławieni, którzy są dobrymi uczniami Jezusa, to znaczy nie opuszczają żadnej okazji ku temu, by On ich czegoś nauczył!
piątek, 1 listopada 2013
czwartek, 31 października 2013
31 X, Jezu, chcę!
...Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą.
Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście.
Łk 13, 31-35
Jestem po ludzku pod wrażeniem tej determinacji, z jaką Jezus zdąża do Jerozolimy. Wiem, że taka sama determinacja jest w Nim wobec mnie, wobec mego zbawienia. Tak mnie miłuje.
Św. Paweł w I czytaniu Rz 8, 31b-39 (zachęcam do lektury i medytacji tego tekstu, by to Słowo było oparciem dla nas w nas) mówi o pewności umiłowania i tego, że nie ma takiej siły, by nas od Boga, od Jego miłości mogła oderwać. Oczywiście oprócz naszego "nie chcę". Ale ja chcę!
Chcę żyć w tej miłości, chcę na nią swoją odpowiedzieć, co też jest Jego łaską.
Dzisiejszy Psalm responsoryjny jest przepiękną modlitwą:
A Ty, Panie, mój Panie, ujmij się za mną przez wzgląd na Twoje imię,
wybaw mnie, bo łaskawa jest Twoja dobroć.
Bo jestem nędzny i nieszczęśliwy,
zranione jest moje serce.
Dopomóż mi, Panie, mój Boże, ocal mnie w swej łaskawości.
Aby poznali, że to Twoja ręka, żeś, Ty, o Panie, tego dokonał.
Bardzo będę dziękował Panu swoimi ustami i chwalił Go pośród tłumu. Ps 109
Jestem po ludzku pod wrażeniem tej determinacji, z jaką Jezus zdąża do Jerozolimy. Wiem, że taka sama determinacja jest w Nim wobec mnie, wobec mego zbawienia. Tak mnie miłuje.
Św. Paweł w I czytaniu Rz 8, 31b-39 (zachęcam do lektury i medytacji tego tekstu, by to Słowo było oparciem dla nas w nas) mówi o pewności umiłowania i tego, że nie ma takiej siły, by nas od Boga, od Jego miłości mogła oderwać. Oczywiście oprócz naszego "nie chcę". Ale ja chcę!
Chcę żyć w tej miłości, chcę na nią swoją odpowiedzieć, co też jest Jego łaską.
Dzisiejszy Psalm responsoryjny jest przepiękną modlitwą:
A Ty, Panie, mój Panie, ujmij się za mną przez wzgląd na Twoje imię,
wybaw mnie, bo łaskawa jest Twoja dobroć.
Bo jestem nędzny i nieszczęśliwy,
zranione jest moje serce.
Dopomóż mi, Panie, mój Boże, ocal mnie w swej łaskawości.
Aby poznali, że to Twoja ręka, żeś, Ty, o Panie, tego dokonał.
Bardzo będę dziękował Panu swoimi ustami i chwalił Go pośród tłumu. Ps 109
środa, 30 października 2013
30 X, zmieścić się w wąskiej bramie
Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Łk 13, 22-30
Życie polega na umiejętności tracenia a nie gromadzenia.
Moim zdaniem brama wąska jest symbolem uwieńczenia drogi pokory.
A z moim bogactwem, nawet tym zewnętrznym - kilkoma pudełkami książek, z walizką ubrań i kilkoma świętościami i pamiątkami... - nie łatwo się rozdzielić. A te moje poglądy, przesądy, utarte przyzwyczajenia... jak garb rosną na moich plecach.
Duch przychodzi z pomocą naszej słabości (Rz 8,26n)... w modlitwie, ale też w tej słabości ku gromadzeniu. Chcę przyjąć Jego pomoc i puścić swoje bogactwa, chcę się zmieścić w wąskiej bramie.
Życie polega na umiejętności tracenia a nie gromadzenia.
Moim zdaniem brama wąska jest symbolem uwieńczenia drogi pokory.
A z moim bogactwem, nawet tym zewnętrznym - kilkoma pudełkami książek, z walizką ubrań i kilkoma świętościami i pamiątkami... - nie łatwo się rozdzielić. A te moje poglądy, przesądy, utarte przyzwyczajenia... jak garb rosną na moich plecach.
Duch przychodzi z pomocą naszej słabości (Rz 8,26n)... w modlitwie, ale też w tej słabości ku gromadzeniu. Chcę przyjąć Jego pomoc i puścić swoje bogactwa, chcę się zmieścić w wąskiej bramie.
wtorek, 29 października 2013
29 X, rodzenie boli
Sądzę, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych... Rz 8, 18-25
Każde rodzenie boli. Duchowe też niemało...
Nie można jednak tego cierpienia - użyję świadomie tego słowa - faworyzować.
Łaska wpuszczona musi dotknąć i przemienić jak zaczyn mąkę (por. Łk 13,18-21) - Bogu dzięki, że doświadczamy tego.
***
Z homilii papieża Franciszka, za KAI:
Św. Paweł wskazał również na inną ikonę nadziei - obraz porodu. "Oczekujemy, a to jest postawa porodu. Nadzieja jest dynamiczna, jest dawaniem życia. Ale pierwszych owoców Ducha nie widać. A jednak wiemy, że Duch działa w nas, jakby był ziarnkiem gorczycy, w swym wnętrzu jest pełen życia, siły, które się rozwija, aż staje się drzewem. Duch działa jak zaczyn. Duch działa niewidzialnie, ale jest. To łaska, o którą trzeba prosić" - wyjaśniał Ojciec Święty.
"Czym innym jest życie w nadziei, bo w nadziei jesteśmy zbawieni, a czym innym jest życie jako dobrzy chrześcijanie i nic więcej. Życie w oczekiwaniu na objawienie lub dobre życie, według przykazań, zakotwiczeni w brzegu dalekim, czy też zaparkowani na sztucznej lagunie. Myślę o Maryi, młodej dziewczynie, która kiedy usłyszawszy, że została mamą, zmieniła swoją postawę, poszła, by pomagać i wyśpiewywała kantyk Magnificat. Kiedy kobieta pocznie w swoim łonie, jest nie tylko kobietą, ale także matką. Nadzieja ma w sobie coś z tego. Zmienia naszą postawę: jesteśmy sobą, ale także i czymś więcej, patrząc dalej, zakotwiczeni w życiu wiecznym".
Każde rodzenie boli. Duchowe też niemało...
Nie można jednak tego cierpienia - użyję świadomie tego słowa - faworyzować.
Łaska wpuszczona musi dotknąć i przemienić jak zaczyn mąkę (por. Łk 13,18-21) - Bogu dzięki, że doświadczamy tego.
***
Z homilii papieża Franciszka, za KAI:
Św. Paweł wskazał również na inną ikonę nadziei - obraz porodu. "Oczekujemy, a to jest postawa porodu. Nadzieja jest dynamiczna, jest dawaniem życia. Ale pierwszych owoców Ducha nie widać. A jednak wiemy, że Duch działa w nas, jakby był ziarnkiem gorczycy, w swym wnętrzu jest pełen życia, siły, które się rozwija, aż staje się drzewem. Duch działa jak zaczyn. Duch działa niewidzialnie, ale jest. To łaska, o którą trzeba prosić" - wyjaśniał Ojciec Święty.
"Czym innym jest życie w nadziei, bo w nadziei jesteśmy zbawieni, a czym innym jest życie jako dobrzy chrześcijanie i nic więcej. Życie w oczekiwaniu na objawienie lub dobre życie, według przykazań, zakotwiczeni w brzegu dalekim, czy też zaparkowani na sztucznej lagunie. Myślę o Maryi, młodej dziewczynie, która kiedy usłyszawszy, że została mamą, zmieniła swoją postawę, poszła, by pomagać i wyśpiewywała kantyk Magnificat. Kiedy kobieta pocznie w swoim łonie, jest nie tylko kobietą, ale także matką. Nadzieja ma w sobie coś z tego. Zmienia naszą postawę: jesteśmy sobą, ale także i czymś więcej, patrząc dalej, zakotwiczeni w życiu wiecznym".
poniedziałek, 28 października 2013
28 X, domownicy Boga
Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga... Ef 2, 19-22
Domownikami Boga jesteśmy, na równi ze świętymi...
Bardzo się cieszę tym dzisiejszym pierwszym czytaniem. Św. Paweł mówi o nas, o mnie. To ja i ty jesteśmy domownikami Boga. Niesamowite, ale to nasza tożsamość i źródło pokoju.
Jednak jak to z nami bywa, nas często nie ma w domu... Właśnie tu zaczyna się problem.
W naszych domach ziemskich, domach rodzinnych zdarza się, że ktoś mieszka jak w akademiku, śpi, je, siedzi przed telewizorem czy komputerem, ale nie jest domownikiem, któremu zależy na klimacie domu i więziach w nim. Alienacja, wyobcowanie, brak poczucia współodpowiedzialności, duch niezależności, pycha, a może i konkretne rany z dzieciństwa tworzą ludzi bez domu...
To się przenosi na duchowe rozumienie domu Boga. I podobne postawy przeszkadzają nam być w pełni domownikami Boga.
Zapraszam siebie i ciebie dziś do tego, byś się w tym domu Boga poczuł(a) jak w domu, w którym Ojciec kocha, w którym Ojciec czeka, byś się poczuła córką, poczuł synem, czyli kimś, kto powstał z relacji miłości, kto zaproszony jest do relacji, do więzi.
Zapytaj, gdzie siebie w domu Bożym widzisz, w jakiej odległości od "ogniska domowego", od tych, którzy tam są u siebie?
Może jesteś osobą konsekrowaną, przez to powołaną do szczególnej więzi z Jezusem, gdzie więc jest twoje miejsce w tym domu? I czy go rzeczywiście zajmujesz???
Jeśli nie zajmujesz swego miejsca w domu Ojca, to ono jest puste - nikt nie może go zająć - twoja więź z Ojcem jest jedyna i wyjątkowa (jak każda).
Więc zajmijmy swoje miejsca w domu Ojca. I ucieszmy się Jego miłością i nieśmy ją do tych, którzy błąkają się poza domem, albo jeszcze są do niego w ogóle nie weszli.
Domownikami Boga jesteśmy, na równi ze świętymi...
Bardzo się cieszę tym dzisiejszym pierwszym czytaniem. Św. Paweł mówi o nas, o mnie. To ja i ty jesteśmy domownikami Boga. Niesamowite, ale to nasza tożsamość i źródło pokoju.
Jednak jak to z nami bywa, nas często nie ma w domu... Właśnie tu zaczyna się problem.
W naszych domach ziemskich, domach rodzinnych zdarza się, że ktoś mieszka jak w akademiku, śpi, je, siedzi przed telewizorem czy komputerem, ale nie jest domownikiem, któremu zależy na klimacie domu i więziach w nim. Alienacja, wyobcowanie, brak poczucia współodpowiedzialności, duch niezależności, pycha, a może i konkretne rany z dzieciństwa tworzą ludzi bez domu...
To się przenosi na duchowe rozumienie domu Boga. I podobne postawy przeszkadzają nam być w pełni domownikami Boga.
Zapraszam siebie i ciebie dziś do tego, byś się w tym domu Boga poczuł(a) jak w domu, w którym Ojciec kocha, w którym Ojciec czeka, byś się poczuła córką, poczuł synem, czyli kimś, kto powstał z relacji miłości, kto zaproszony jest do relacji, do więzi.
Zapytaj, gdzie siebie w domu Bożym widzisz, w jakiej odległości od "ogniska domowego", od tych, którzy tam są u siebie?
Może jesteś osobą konsekrowaną, przez to powołaną do szczególnej więzi z Jezusem, gdzie więc jest twoje miejsce w tym domu? I czy go rzeczywiście zajmujesz???
Jeśli nie zajmujesz swego miejsca w domu Ojca, to ono jest puste - nikt nie może go zająć - twoja więź z Ojcem jest jedyna i wyjątkowa (jak każda).
Więc zajmijmy swoje miejsca w domu Ojca. I ucieszmy się Jego miłością i nieśmy ją do tych, którzy błąkają się poza domem, albo jeszcze są do niego w ogóle nie weszli.
niedziela, 27 października 2013
27 X, tak, to prawda, nie mam czym się pochwalić
... celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: "Boże, miej litość dla mnie, grzesznika".
Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony. Łk 18,9-14
Niedawno ks. Jacek odpisał na mój komentarz, że gdyby posiadł w tym życiu pokorę, to miałby raj na ziemi. Zgadzam się z nim w zupełności.
Bo cóż to jest pokora, jak nie uznanie swej zależności od Boga i przyjmowanie od Niego, jako od Źródła wszystkiego, nawet jeśli to idzie przez ręce ludzkie... To rodzi postawę otwarcia i zaufania.
Pokora to też świadomość siebie i tego, że panoszą się we mnie pożądliwości oczu, ciała i pycha. Że sama z siebie nie jestem w stanie nad nimi zapanować. Że potrzebuję miłosierdzia i łaski.
W ostatnich tygodniach mam takie doświadczenie, że nie jestem zadowolona z siebie, że mimo moich planów, nie idzie mi tak, że poddaję się smutkowi, kiedy nie zachowam się jak wyidealizowałam sobie...itp.
Doświadczenia bardzo dobre ku temu, by stanąć jak dzisiejszy celnik i prosić o miłosierdzie. A jednak nie jest łatwo uwierzyć, że właśnie taką mnie Pan przygarnąć chce i takiej pragnie, bo jestem pusta i może mnie napełnić.
Skąd ta trudność? Jest coś, może raczej ktoś, kto szepce do ucha, że przecież jesteś kimś, coś potrafisz, masz dobre pragnienia, innych nawet pouczasz... Pycha się tym delektuje i nie chce dać za wygraną.
Ojcze niebieski, dzięki za te ostatnie doświadczenia bezradności i upokorzenia.
Jezu, dzięki za dzisiejsze Twe słowo o faryzeuszu i celniku, że z miłości mi to mówisz.
Duchu Święty, dzięki, że aktualizujesz to Słowo we mnie, że zaczynam rozumieć, że to Miłość szuka dojścia do mnie, by wejść i zamieszkać.
Bóg ze swej strony zrobił wszystko, a ja w jakiej postawie stanę przed Nim?
Tak, to prawda, sama z siebie nie mam czymś się pochwalić.
Modlę się dziś tak:
Panie, strzeż mocno we mnie udzielonej mi łaski, bo jestem wielkim złodziejem Twojej chwały (zasłyszane).
Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony. Łk 18,9-14
Niedawno ks. Jacek odpisał na mój komentarz, że gdyby posiadł w tym życiu pokorę, to miałby raj na ziemi. Zgadzam się z nim w zupełności.
Bo cóż to jest pokora, jak nie uznanie swej zależności od Boga i przyjmowanie od Niego, jako od Źródła wszystkiego, nawet jeśli to idzie przez ręce ludzkie... To rodzi postawę otwarcia i zaufania.
Pokora to też świadomość siebie i tego, że panoszą się we mnie pożądliwości oczu, ciała i pycha. Że sama z siebie nie jestem w stanie nad nimi zapanować. Że potrzebuję miłosierdzia i łaski.
W ostatnich tygodniach mam takie doświadczenie, że nie jestem zadowolona z siebie, że mimo moich planów, nie idzie mi tak, że poddaję się smutkowi, kiedy nie zachowam się jak wyidealizowałam sobie...itp.
Doświadczenia bardzo dobre ku temu, by stanąć jak dzisiejszy celnik i prosić o miłosierdzie. A jednak nie jest łatwo uwierzyć, że właśnie taką mnie Pan przygarnąć chce i takiej pragnie, bo jestem pusta i może mnie napełnić.
Skąd ta trudność? Jest coś, może raczej ktoś, kto szepce do ucha, że przecież jesteś kimś, coś potrafisz, masz dobre pragnienia, innych nawet pouczasz... Pycha się tym delektuje i nie chce dać za wygraną.
Ojcze niebieski, dzięki za te ostatnie doświadczenia bezradności i upokorzenia.
Jezu, dzięki za dzisiejsze Twe słowo o faryzeuszu i celniku, że z miłości mi to mówisz.
Duchu Święty, dzięki, że aktualizujesz to Słowo we mnie, że zaczynam rozumieć, że to Miłość szuka dojścia do mnie, by wejść i zamieszkać.
Bóg ze swej strony zrobił wszystko, a ja w jakiej postawie stanę przed Nim?
Tak, to prawda, sama z siebie nie mam czymś się pochwalić.
Modlę się dziś tak:
Panie, strzeż mocno we mnie udzielonej mi łaski, bo jestem wielkim złodziejem Twojej chwały (zasłyszane).
sobota, 26 października 2013
26 X, należeć do Chrystusa
Teraz dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia.
[...]
Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Rz 8, 1-11
Wydobyłam te dwa zdania z I czytania, by po pierwsze, się ucieszyć, po drugie, ciągle prosić o Ducha i żyć tą jedynie jedyną zdrową zależnością: żyć mocą Ducha Chrystusowego.
Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Rz 8, 1-11
Wydobyłam te dwa zdania z I czytania, by po pierwsze, się ucieszyć, po drugie, ciągle prosić o Ducha i żyć tą jedynie jedyną zdrową zależnością: żyć mocą Ducha Chrystusowego.
piątek, 25 października 2013
25 X, rozdarcie
... wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach.
Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Rz 7, 18-24
Tego rozdarcia doświadczam. W walce przegrywam. Upodobania w Bogu smakuję i tęsknię a w postawach swoich przejawiam egoizm... Nic nowego - św. Paweł ujął to dobrze.
A co dalej? Jezus Chrystus - mój Zbawca. Przychodzi, by w mej przegranej zwyciężać Jego mocą. Paradoks. Tylko z Nim i w Nim ze śmierci idzie się ku życiu.
Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa, w Jezusie, z Jezusem.
Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Rz 7, 18-24
Tego rozdarcia doświadczam. W walce przegrywam. Upodobania w Bogu smakuję i tęsknię a w postawach swoich przejawiam egoizm... Nic nowego - św. Paweł ujął to dobrze.
A co dalej? Jezus Chrystus - mój Zbawca. Przychodzi, by w mej przegranej zwyciężać Jego mocą. Paradoks. Tylko z Nim i w Nim ze śmierci idzie się ku życiu.
Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa, w Jezusie, z Jezusem.
czwartek, 24 października 2013
24 X, odpocznij we mnie
Jezus powiedział do swoich uczniów: "Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie..." Łk 12, 49-53
Inaczej tego dnia wygląda moja modlitwa.
Usłyszałam pragnienie Jezusa i Jego udrękę. Pozwolę Mu odpocząć we mnie.
Wreszcie nie wrzucam Mu moich pragnień i mego udręczenia, choć i one są we mnie. (Wiem, ile udręki bywa we mnie, kiedy mam zrobić coś ważnego... Tym bardziej mogę zrozumieć Jezusa i wejść w Jego uczucia).
Staję przy Nim jako przyjaciółka, jako oblubienica. Chcę Go zrozumieć, chcę zapalić się ogniem Jego miłości, chcę dać Mu w moim sercu odpocznienie.
Jezu, Baranku mój, odpocznij we mnie.
Inaczej tego dnia wygląda moja modlitwa.
Usłyszałam pragnienie Jezusa i Jego udrękę. Pozwolę Mu odpocząć we mnie.
Wreszcie nie wrzucam Mu moich pragnień i mego udręczenia, choć i one są we mnie. (Wiem, ile udręki bywa we mnie, kiedy mam zrobić coś ważnego... Tym bardziej mogę zrozumieć Jezusa i wejść w Jego uczucia).
Staję przy Nim jako przyjaciółka, jako oblubienica. Chcę Go zrozumieć, chcę zapalić się ogniem Jego miłości, chcę dać Mu w moim sercu odpocznienie.
Jezu, Baranku mój, odpocznij we mnie.
wtorek, 22 października 2013
22 X, trwać w Jezusie
Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego: Jezusa Chrystusa.
[...]
Gdzie się jednak wzmógł grzech, tam się jeszcze obficiej rozlała łaska... Rz 5,12nn
Tajemnicą człowieka jest grzech. Ludzka naiwność wobec grzechu, który pociąga za sobą śmierć.
Tajemnicą Boga jest miłość. Boża łaska, która niesie życie.
Przecieram ze zdumienia oczy mego serca i uwielbiam miłość Boga i dzieło Jezusa.
Pytam też, cóż mogę uczynić ze swej strony? Odpowiedź przychodzi: trwać w Jezusie, w Jego posłuszeństwie.
Bł. Janie Pawle, módl się za nami.
[...]
Gdzie się jednak wzmógł grzech, tam się jeszcze obficiej rozlała łaska... Rz 5,12nn
Tajemnicą człowieka jest grzech. Ludzka naiwność wobec grzechu, który pociąga za sobą śmierć.
Tajemnicą Boga jest miłość. Boża łaska, która niesie życie.
Przecieram ze zdumienia oczy mego serca i uwielbiam miłość Boga i dzieło Jezusa.
Pytam też, cóż mogę uczynić ze swej strony? Odpowiedź przychodzi: trwać w Jezusie, w Jego posłuszeństwie.
Bł. Janie Pawle, módl się za nami.
poniedziałek, 21 października 2013
21 X, wzmocnić się w wierze
Abraham nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się wzmocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu i był przekonany, że mocen jest On również wypełnić, co obiecał. Rz 4, 20-25
Oglądałam niedawno film o św. Patryku. Polecam.
Była tam taka scena, kiedy Patryk idzie przez pewne niebezpieczeństwo (wiedząc, że pełni wolę Bożą). Któryś z jego towarzyszy zadziwia się i komentuje: "ale odwaga!", na co Patryk odpowiada: "to nie odwaga, tylko wiara".
Boże, przymnóż mi wiary.
Oglądałam niedawno film o św. Patryku. Polecam.
Była tam taka scena, kiedy Patryk idzie przez pewne niebezpieczeństwo (wiedząc, że pełni wolę Bożą). Któryś z jego towarzyszy zadziwia się i komentuje: "ale odwaga!", na co Patryk odpowiada: "to nie odwaga, tylko wiara".
Boże, przymnóż mi wiary.
czwartek, 17 października 2013
17 X, narzędzie pojednania
Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie. Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi. Rz 3,21-29
Tytuł, którym św. Paweł nazywa Jezusa - narzędzie przebłagania - pokazuje Jego czyn: pojednanie. Być chrześcijaninem, to być człowiekiem pojednania, które KOSZTUJE, kosztuje własną mękę, wejście w męczeństwo czy to takie jak dzisiejszy patron św. Ignacy Antiocheński (on nie potępiał prześladowców ale za nich się modlił) czy w męczeństwo białe dnia każdego, które też kosztuje nie mało, by nie potępiać i nie dzielić, ale jednać ludzi z Bogiem i między sobą.
Na Eucharystii byłam dziś w Tyńcu. Wiele się tam pozmieniało od czasu, kiedy tam bywałam częściej. Wstąpiłam na cmentarz i nawiedziłam grób o. Augustyna Jankowskiego OSB. Przypomniały się jego słowa, kiedy witał na furcie: "najpierw gatka czy kratka?" Chodziło o to, czy najpierw chcę rozmowy czy konfesjonał... :)
Tytuł, którym św. Paweł nazywa Jezusa - narzędzie przebłagania - pokazuje Jego czyn: pojednanie. Być chrześcijaninem, to być człowiekiem pojednania, które KOSZTUJE, kosztuje własną mękę, wejście w męczeństwo czy to takie jak dzisiejszy patron św. Ignacy Antiocheński (on nie potępiał prześladowców ale za nich się modlił) czy w męczeństwo białe dnia każdego, które też kosztuje nie mało, by nie potępiać i nie dzielić, ale jednać ludzi z Bogiem i między sobą.
Na Eucharystii byłam dziś w Tyńcu. Wiele się tam pozmieniało od czasu, kiedy tam bywałam częściej. Wstąpiłam na cmentarz i nawiedziłam grób o. Augustyna Jankowskiego OSB. Przypomniały się jego słowa, kiedy witał na furcie: "najpierw gatka czy kratka?" Chodziło o to, czy najpierw chcę rozmowy czy konfesjonał... :)
wtorek, 15 października 2013
15 X, na całego
«Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza?...». Łk 11,37-41
Pozorami można oszukać ludzi, ale nie Boga.
Troska o czystość serca, o czystość intencji kosztuje wiele. Ogałaca moją sakiewkę egoizmu, samostanowienia i samozadowolenia.
Co zostanie?
Pustka, która czeka na Boga, którą On sam chce wypełnić.
I wypełnia!
Chcesz spróbować - spróbuj - ale tylko na całego.
Św. Teresa od Jezusa tak uczyniła - nie zawiodła się.
***
Trochę lektury
Z dzieł św. Teresy z Avila, "Droga doskonałości" ( ze strony: http://www.karmel.pl/klasyka/droga/index.php) ,
z rozdziału 12:
...Kto szczerze i naprawdę zaczął służyć Bogu, ten, sądzę, oddawszy Mu wolę swoją, nic mniejszego ofiarować Mu nie może, niż tę trochę życia swego. Rzecz jasna, że prawdziwy zakonnik i człowiek prawdziwie bogomyślny, nie ziemskich, jeno Bożych rozkoszy pożądający, nie będzie się lękał, owszem, będzie pragnął umrzeć dla Niego i ponieść męczeństwo. A czyż nie wiecie o tym, siostry, że życie prawdziwego zakonnika i każdego, kto pragnie zaliczyć się do rzędu najbliższych przyjaciół Boga, jest rzeczywiście długim męczeństwem? Długie, mówię, w porównaniu ze śmiercią męczennika, któremu prześladowca w jednej chwili głowę ucina, ale w porównaniu z czasem tego życia nie jest ono długie, bo każde życie jest krótkie, a bywają i bardzo krótkie; kto wie, czy nasze nie skończy się w samejże chwili, w której postanowimy całe poświęcić je Bogu? Wszak to być może. Ostatecznie, na tym co się kończy polegać nie można, a najmniej już na tym życiu doczesnym, w którym jednego dnia nie mamy pewnego. Kto pamięta o tym, że każdy dzień może być dla niego ostatnim, czy nie będzie się starał dobrze użyć każdego?
[...]
Powiecie może, "że są to błahostki, na które i uwagi zwracać nie warto?" - Upominam was jednak, nie bierzcie tego na lekko; miłość własna ze swymi uroszczeniami, gdy nie jest trzymana na wodzy, w klasztorze zwłaszcza, rośnie i wzdyma się jak piana na brzegu morskim; nie ma rzeczy małej, gdzie takie wielkie grozi niebezpieczeństwo względem tych zaszczytów czy znoszenia przykrości. - Spotka, na przykład, którąś jakaś przykrość, rzecz mała sama z siebie i prawie jej nie uczuła, ale drugiej, za sprawą ułudy diabelskiej, wyda się to czymś wielkim. Będzie sobie poczytywała za obowiązek miłości bliźniego okazać jej współczucie; powie jej: jak może to ścierpieć? niech jej Bóg da cierpliwość; zachęci ją, by to ofiarowała Bogu, bo i święty nie ścierpiałby więcej. Tak to diabeł w usta tamtej kładzie wabik na was, że mimo iż siebie zwyciężycie i zachowacie cierpliwość, ale za to zostanie wam w sercu pokusa próżności i upodobania w sobie i cierpienie to nie będzie należycie wykorzystane.
Taka jest nędza i słabość nasza, że gdy nas spotka jaka nieprzyjemność, choć mówimy sobie, że to nic i nie chcemy na nią zważać, mimo woli jednak czujemy w sobie niejakie podrażnienie. Cóż więc dopiero, gdy temu wewnętrznemu usposobieniu przybędzie jeszcze w pomoc zewnętrzna podnieta, gdy druga niewczesnym swoim nad nami litowaniem się podrażnienie nasze zaostrzy? W dwójnasób wówczas czujemy przykrość doznaną, wyobrażamy sobie, że słuszność po stronie naszej, że niesprawiedliwie cierpimy, i tak dusza traci sposobność do zasługi, jaką jej Bóg w tej próbie nastręczył, a co gorsza, wychodzi z niej słabsza i zostawia drzwi otwarte diabłu, gdy drugi raz przyjdzie z czym gorszym. Może się też zdarzyć, że gdy stłumicie w sobie urazę miłości własnej, przyjdą takie nieproszone przyjaciółki i będą was buntować i mówić: "cóż to? klocem jesteście czy kamieniem, by na taką krzywdę milczeć?" Na miłość Boga, siostry, strzeżmy się takiej niemądrej miłości i takiego niebacznego okazywania jedna drugiej współczucia w rzekomych krzywdach naszych! Nie bądźmy sobie takimi pocieszycielami, jakich na utrapienia swoje znalazł Job w żonie i przyjaciołach swoich.
z rozdziału. 13.:
...Często wam to już mówiłam, siostry, i teraz tu dla pamięci zapisuję, by od tego domu i od każdej duszy dążącej do doskonałości dalekie były takie myśli i wyrażenia, jak: "miałam rację", "postąpiono ze mną bez racji", "nie miała racji ta siostra"... Od takich złych racji broń nas Panie Boże! Jak się wam zdaje, czy była słuszna racja w tych mękach, jakie zadano najwyższemu Dobru naszemu, Chrystusowi Panu, w tych obelgach i krzywdach, jakie Mu wyrządzano? Jeśli która nie chce nosić krzyża, póki jej pewnymi racjami nie przekonają, nie wiem, po co przyszła do klasztoru; niech sobie wraca na świat, gdzie może zachowają w stosunku do niej te względy, których żąda, choć wątpię. Czyż może być cierpienie tak wielkie, byś nie zasługiwała na jeszcze większe? Jaką więc możesz mieć rację skarżyć się? Wyznaję, że nie rozumiem tego.
Gdy nam okazują jaką cześć, dogadzają, albo otaczają nas troskliwością, wówczas wystąpmy z naszymi racjami, bo to rzeczywiście nie zgadza się z słusznością, by tak postępowano z nami za życia. Ale na te rzekome krzywdy - kiedy już tak je nazwiemy - jakim prawem możemy się skarżyć? Albo jesteśmy oblubienicami wielkiego Króla naszego, albo nie. Jeśli tak, to któraż jest uczciwa niewiasta, która by nawet wbrew swojej woli nie odczuwała w głębi duszy zniewagi wyrządzonej małżonkowi? Zaszczyty bowiem i zniewagi są wspólne dla obojga. Jest to więc nierozum, pragnąć uczestniczyć w królestwie Oblubieńca naszego i dzielić z Nim chwałę i szczęśliwość Jego, a w zelżywościach i boleściach Jego żadnego nie brać udziału.
Nie daj Boże, by która z nas tak była usposobiona. Ale przeciwnie, ta, która się widzi niżej poczytywana od wszystkich, niechaj się ma za najszczęśliwszą. I rzeczywiście szczęśliwą będzie, jeśli znosi poniżenie tak, jak je znosić powinna, bo śmiało to twierdzę, wierzcie mi, że będzie miała cześć i w tym życiu, i w przyszłym. Lecz co za niedorzeczność, że żądam od was, byście na słowo moje wierzyły, gdy sama Mądrość przedwieczna nam to mówi.
z rozdziału 29:
... Najlepiej, by upokorzenie wasze trwało, byście zostawały w poniżeniu i zadowolone były z tego dla miłości Pana, który jest z wami. Obróćcie oczy i patrzcie we wnętrze wasze, tam znajdziecie Oblubieńca, który wam nie zrobi zawodu, owszem, im mniej macie pociechy zewnątrz, tym hojniej was wewnątrz pocieszy. Jest dobry i litościwy i nigdy nie opuści duszy strapionej, jeśli w Nim samym całą ufność swoją pokłada. Świadczy o tym Dawid, gdy mówi, że Pan zawsze jest z tymi, którzy są w ucisku. Albo wierzysz w to, albo nie wierzysz. Jeśli wierzysz, czemu się dręczysz?
Subskrybuj:
Posty (Atom)