Ten, kto daje, Bóg, powierza mi swoje dobro! Bardzo mnie ten fakt poruszył. I zadałam sobie pytanie, kiedy przed laty składałam śluby, to co się dokonało? On dał mi swoje życie - Jego sposób miłowania, życia, poprzez dar rad ewangelicznych. Daje mi dziś (i codziennie) swoje Ciało. Ufa mi, jak tej niewieście z I czytania... Rozłożyło mnie to na łopatki... Pan Jezus dał mi siebie, swój sposób życia, bym w czasie Jego "nieobecności", zanim wróci w paruzji, zarządzała Jego miłością, Jego miłością we mnie.
Bo chodzi o miłość. Owszem w przypowieści chodzi o pieniądze. Pieniądze się wydaje i pomnaża. A to, co jest Pana, to jest miłość, bo św. Jan powie: "Bóg jest miłością". Miłość się rozdaje i przy tym pomnaża.
I jeszcze coś, co mnie zatrzymało, to trzeci sługa, który kopie dół. Czasem mówimy: "mam dziś doła". Jakoś mi się to skojarzyło i połączyło, i zastanowiło...
I jeszcze coś. Zrodziło się we mnie pytanie: Jakby dziś wrócił Pan mój ze swej podróży, w której kategorii sług bym się znalazła? Próbuje szukać pomnożenia Jego darów..., ale wiem, że czasem też doła kopię...
Chciałabym i o to się modlę (z zuchwałością dziecka) z nadzieją, by mój Pan ucieszył się mną, by mógł o mnie powiedzieć przy końcu moich dni: Serce Moje jej ufa, na zyskach Mi nie zbywa; nie czyni Mi źle, ale dobrze przez wszystkie dni życia (por. Prz 31,10n).







