Cytuję fragment książki dotyczący wydarzenia zapisanego u Mt 12,46-50:
"...Tymczasem obserwując z daleka Jego poczynania, widzi, że koleje Jego losu zupełnie nie pasują do Jej wyobrażeń. Ogarnia Ją lęk, że wydarzyło się coś, co Jego misję powstrzymuje, opóźnia, zaciemnia. Przestaje rozumieć; chciałaby przynajmniej pomówić z Nim, by światło znów zstąpiło do Jej duszy. Wyrusza więc w drogę, próbując się do Niego dostać. Ale drogę do Niego zamykają inni, anonimowy tłum, który Go otacza i który ma obecnie większe prawo do Syna niż Ona. Więcej jeszcze - dostępu do Niego broni nie tylko tłum, lecz bardziej jeszcze On sam. [...]
Nie rozumie jednak sensu tego odtrącenia. Aż do śmierci Syna nie będzie mogła służyć Mu pomocą, wpływać na Jego decyzje, w żaden sposób kierować Jego krokami, a przede wszystkim nie będzie mogła doświadczać Jego miłości. Jest tak, jakby Syn odebrał Jej wszystko, co dawał do tej pory, nawet to, co otrzymał od Niej. [...]
I tego wszystkiego nie omówił z Nią przedtem w szczerej, intymnej rozmowie. Potrzebuje bowiem Jej braku rozumienia. Dlatego to odtrącenie nie dokonuje się w cztery oczy, w rozmowie, która by wszystko wyjaśniła, lecz publicznie, pośród tłumów, w formie przekazanej relacji. To, co zostało Jej zabrane, natychmiast zostaje przekazane obcemu tłumowi. Wszyscy, których Jezus uważa obecnie za swoją matkę i swoich krewnych, otrzymują z tego, co straciła rodzona Matka [...]".









