On wziął go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka, a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. (Mk 7,31-37)
Dwa słowa dziś:
1) "Westchnął" - właśnie, że westchnął.
Ja czasem prosząc innych o modlitwę, proszę, by westchnęli za mną. Obiecując modlitwę, też mówię, że westchnę za kimś.
Kiedy tak zwyczajnie "wzdychamy"? Ja m.in. kiedy czuję, że nie ma wyjścia z jakiejś sytuacji, kiedy mnie coś przerasta i nie mam wpływu na rzeczywistość.
Dobrze jest wówczas westchnąć - ale świadomie - westchnąć modlitewnie do Boga. Oznacza takie westchnienie oddać dla Boga swoje tchnienie czyli swoje życie = zawierzyć się Mu.
Jeden z mnichów w VII w. o westchnieniu Jezusa pisał tak:
Westchnął zaś nie dlatego, że musiał z jękiem o cokolwiek prosić Ojca, skoro On sam wszystko wraz z Ojcem daje tym, którzy Go proszą, ale dlatego, żeby dać nam przykład wzdychania, gdy wołamy o opiekę największej łaskawości czy to w naszej sprawie, czy w sprawie błędów naszych bliskich. (św. Beda Czcigodny)
2) "Otwórz się" - właśnie, że w trybie rozkazującym. Tylko On ma taką moc, że ludzkie więzienia, zniewolenia i zatrzaśnięcia otwierają się same - są Mu posłuszne! Uwaga! ON Pan i Stwórca!
Nie mam wielkiego doświadczenia w uczestnictwie w modlitwie uzdrowienia, ale z tego co pamiętam, kapłan opisowo nazywał miejsca uzdrawiania np. "teraz uzdrawiany jest kręgosłup, kilka osób uzdrawiane jest z tej dolegliwości" itp.
Zastanowiło mnie, że Jezus dziś nie mówi "Ja otwieram twoje ucho" ale "otwórz się". Dla mnie oznacza to, (po pierwsze) że ma wpływ na to, co w człowieku, (po drugie) że chce ludzkiej współpracy.
Fot. z internetu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dotyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dotyk. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 6 września 2015
poniedziałek, 6 lipca 2015
6 VII, rodząca się ufność
Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: "Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa". Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: "Ufaj córko; twoja wiara cię ocaliła". Mt 9,18-26
W różny sposób podchodzimy do Pana... W różny sposób Go dotykamy... Dzieje się to dzięki pewnej wrażliwości w nas, dzięki pewnej postawie, którą nazywamy ufnością.
Ufność czasem jest w nas, czasem rodzi się powoli. Na pewno rodzi się wraz z modlitwą. Ufność zbliża do Boga, pozwala podejść czasem z tyłu...niezauważalnie... Czasem rodzi się w bezsilności. Ufność jest jak dziecko, które przyjąć i trzeba zadbać o nie...
W tym wszystkim jeszcze warto pamiętać, że ON jest PIERWSZY, który nas dotyka swoją łaską. Ufność jest w relacji dialogu. Jest odpowiedzią lub próbą odpowiedzi, która budzi kolejne zdania w tym najważniejszym dialogu miłości...
***
Dziś świadectwo lekarza ze Słowacji, dzięki uprzejmości tłumacza P. Ś.:
Boże mój, Boże mój, nie opuszczaj mnie...
Kilku lat temu, pamiętam że w piątek wieczorem, w wysokiej gorączce, w myślach często powtarzałem „Muszę podwyższyć dawkę antybiotyku ... i pić dużo herbaty".
Nagle z góry przyglądam się sobie, leżę w karetce pogotowia ratunkowego. Lekarz mierzy mi ciśnienie krwi i podaje zastrzyk, jednocześnie mówiąc do siebie jaka jest dobra służba zdrowia i nie wie dlaczego jest tyle zażaleń.
Otwieram oczy i tak mi sie zdaje, - znajoma lekarka. „Dzień dobry“, pozdrawiam, i tu zorientowałem się, że leżę na łóżku szpitalnym. Pani doktor wyjaśnia mi, że w nocy przywiozła mnie karetka pogotowia i że jestem poważnie chory. Informuje mnie o leczeniu i potrzebie zachowania spokoju, oraz konieczności leżenia w łóżku.
Była sobota.
Nie zrozumiałem wszystkiego... jestem w szpitalu...leżę w łóżku... zachorowałem.
Lekarze po kilku dniach potwierdzili, że był to zawał mięśnia sercowego.
Nie myślałem o swojej pracy, nie spieszyłem się, ani nie planowałem przyszłości. Rozmyślałem, składałem wspomnienia i modliłem się „Boże mój, Boże mój, nie opuszczaj mnie“. Zacząłem zdawać sobie sprawę, że przeżyłem doświadczenie przebywania poza ciałem (Near Death Expireance), widziałem siebie w stanie nieprzytomności, osamotnienia i bezradności, byłem na początku doznania bliskości śmierci.
Na przeciwległym łóżku zmieniali się pacjenci. Bezdomny, alkoholik, rybak , kierowca tira. W ciągu tych dni ktoś umarł, kogoś przenieśli do innej sali, ktoś został wypisany do domu.
Przychodziły nasze żony, zapłakane, zbolałe, zatroskane. W nocy modliłem się „Boże mój, Boże mój, nie opuszczaj mnie“.
Pan pozostawił mnie. „Boże mój, Boże mój, nie opuszczaj mnie“, powtarzałem. Pan nie mógł mnie grzesznemu powiedzieć: „Jeszcze dzisiaj będziesz ze mną w raju“. Rozmyślałem o swoim życiu. Widziałem pierwsze grzechy dzieciństwa, młodości i dojrzałości. Grzechy związane z propagandą komunizmu, grzechy słabości, namiętności, grzechy pychy i braku miłości ... Nagle wszystko stało się bliskie ...Żałowałem, lecz nagle przypomniałem sobie o zmarnowanej okazji, zdradzonym celu. Chciałem nieść Krzyż jak Szymon Cyrenejczyk, i tak udowodnić Panu swoją miłość. Niestety nie mogłem, nie śmiałem zejść z łóżka.
Był to cudowny czas, pełen snu, wspomnień, modlitwy i miłości. Widziałem swoją nagość i bezwładność. Czekałem na słowo Pana. Aż do teraz, kiedy piszę niniejsze słowa, zaczynam lepiej rozumieć o co chodziło i dlaczego nie bałem się śmierci.
Pan mnie pozostawił, wyleczył mnie, pracuję. Wierzę, że Pan ma dla mnie nowe zadania. Dlatego wołam „Panie tu jestem, nie opuszczaj mnie. Przebacz mi grzesznemu, napełnij moje serce Pokojem. Amen.“
Bohumil Chmelík
Notatka o autorze:
Bohumil Chmelík (1938), lekarz, profesor Fakultetu zdrowia i socjalnej pracy, Trnavská univerzita v Trnave, Słowacja.
Fot. z internetu.
W różny sposób podchodzimy do Pana... W różny sposób Go dotykamy... Dzieje się to dzięki pewnej wrażliwości w nas, dzięki pewnej postawie, którą nazywamy ufnością.
Ufność czasem jest w nas, czasem rodzi się powoli. Na pewno rodzi się wraz z modlitwą. Ufność zbliża do Boga, pozwala podejść czasem z tyłu...niezauważalnie... Czasem rodzi się w bezsilności. Ufność jest jak dziecko, które przyjąć i trzeba zadbać o nie...
W tym wszystkim jeszcze warto pamiętać, że ON jest PIERWSZY, który nas dotyka swoją łaską. Ufność jest w relacji dialogu. Jest odpowiedzią lub próbą odpowiedzi, która budzi kolejne zdania w tym najważniejszym dialogu miłości...
***
Dziś świadectwo lekarza ze Słowacji, dzięki uprzejmości tłumacza P. Ś.:
Boże mój, Boże mój, nie opuszczaj mnie...
Kilku lat temu, pamiętam że w piątek wieczorem, w wysokiej gorączce, w myślach często powtarzałem „Muszę podwyższyć dawkę antybiotyku ... i pić dużo herbaty".
Nagle z góry przyglądam się sobie, leżę w karetce pogotowia ratunkowego. Lekarz mierzy mi ciśnienie krwi i podaje zastrzyk, jednocześnie mówiąc do siebie jaka jest dobra służba zdrowia i nie wie dlaczego jest tyle zażaleń.
Otwieram oczy i tak mi sie zdaje, - znajoma lekarka. „Dzień dobry“, pozdrawiam, i tu zorientowałem się, że leżę na łóżku szpitalnym. Pani doktor wyjaśnia mi, że w nocy przywiozła mnie karetka pogotowia i że jestem poważnie chory. Informuje mnie o leczeniu i potrzebie zachowania spokoju, oraz konieczności leżenia w łóżku.
Była sobota.
Nie zrozumiałem wszystkiego... jestem w szpitalu...leżę w łóżku... zachorowałem.
Lekarze po kilku dniach potwierdzili, że był to zawał mięśnia sercowego.
Nie myślałem o swojej pracy, nie spieszyłem się, ani nie planowałem przyszłości. Rozmyślałem, składałem wspomnienia i modliłem się „Boże mój, Boże mój, nie opuszczaj mnie“. Zacząłem zdawać sobie sprawę, że przeżyłem doświadczenie przebywania poza ciałem (Near Death Expireance), widziałem siebie w stanie nieprzytomności, osamotnienia i bezradności, byłem na początku doznania bliskości śmierci.
Na przeciwległym łóżku zmieniali się pacjenci. Bezdomny, alkoholik, rybak , kierowca tira. W ciągu tych dni ktoś umarł, kogoś przenieśli do innej sali, ktoś został wypisany do domu.
Przychodziły nasze żony, zapłakane, zbolałe, zatroskane. W nocy modliłem się „Boże mój, Boże mój, nie opuszczaj mnie“.
Pan pozostawił mnie. „Boże mój, Boże mój, nie opuszczaj mnie“, powtarzałem. Pan nie mógł mnie grzesznemu powiedzieć: „Jeszcze dzisiaj będziesz ze mną w raju“. Rozmyślałem o swoim życiu. Widziałem pierwsze grzechy dzieciństwa, młodości i dojrzałości. Grzechy związane z propagandą komunizmu, grzechy słabości, namiętności, grzechy pychy i braku miłości ... Nagle wszystko stało się bliskie ...Żałowałem, lecz nagle przypomniałem sobie o zmarnowanej okazji, zdradzonym celu. Chciałem nieść Krzyż jak Szymon Cyrenejczyk, i tak udowodnić Panu swoją miłość. Niestety nie mogłem, nie śmiałem zejść z łóżka.
Był to cudowny czas, pełen snu, wspomnień, modlitwy i miłości. Widziałem swoją nagość i bezwładność. Czekałem na słowo Pana. Aż do teraz, kiedy piszę niniejsze słowa, zaczynam lepiej rozumieć o co chodziło i dlaczego nie bałem się śmierci.
Pan mnie pozostawił, wyleczył mnie, pracuję. Wierzę, że Pan ma dla mnie nowe zadania. Dlatego wołam „Panie tu jestem, nie opuszczaj mnie. Przebacz mi grzesznemu, napełnij moje serce Pokojem. Amen.“
Bohumil Chmelík
Notatka o autorze:
Bohumil Chmelík (1938), lekarz, profesor Fakultetu zdrowia i socjalnej pracy, Trnavská univerzita v Trnave, Słowacja.
Fot. z internetu.
poniedziałek, 9 lutego 2015
9 II, moje dotykanie
... gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie. (Mk 6,53-56)
Wczoraj skupiłam się na dotyku Jezusa. Dziś na swoim.
Bo jak się mówi, że do tanga trzeba dwojga, tak i do spotkania trzeba obu stron.
Jezus może uzdrawiać nas bez nas i to czasem robi. Ale skoro Bóg nas stworzył relacyjnymi, to...
Tu zacytuję refren dzisiejszego psalmu: Radością Pana dzieła, które stworzył.
Całe stworzenie jest sobą i tym czym jest, niesie Bogu radość. Człowiek też ma być radością Boga. Bóg zbliża się do człowieka w Jezusie, do mnie się zbliża. Więc i ja do Niego chcę się zbliżać, chcę Go dotykać. Chcę być Jego radością! :)
Chcę Go dotykać też na różne sposoby (jak i On mnie). Chcę Go dotykać wiarą, nadzieją, miłością. Chcę Go świadomie dotykać w sakramentach, w Słowie, w drugim człowieku, chcę Go dotykać w sobie.
Wiem, że ten dotyk jest przyjęciem łaski, jest wyrazem mej otwartości i przepustowości. Jest spotkaniem.
Pamiętam, jak zależało mi na tym, żeby świadomie dotknąć pustego grobu, pamiętam, że chciałam pocałować ziemię, po której On chodził... Mam czucie w ciele, mam sprawne zmysły, uważam, że dotyk jest normalnością w kontakcie z rzeczywistością :).
Fot. tym razem z internetu.
Bo jak się mówi, że do tanga trzeba dwojga, tak i do spotkania trzeba obu stron.
Jezus może uzdrawiać nas bez nas i to czasem robi. Ale skoro Bóg nas stworzył relacyjnymi, to...
Tu zacytuję refren dzisiejszego psalmu: Radością Pana dzieła, które stworzył.
Całe stworzenie jest sobą i tym czym jest, niesie Bogu radość. Człowiek też ma być radością Boga. Bóg zbliża się do człowieka w Jezusie, do mnie się zbliża. Więc i ja do Niego chcę się zbliżać, chcę Go dotykać. Chcę być Jego radością! :)
Chcę Go dotykać też na różne sposoby (jak i On mnie). Chcę Go dotykać wiarą, nadzieją, miłością. Chcę Go świadomie dotykać w sakramentach, w Słowie, w drugim człowieku, chcę Go dotykać w sobie.
Wiem, że ten dotyk jest przyjęciem łaski, jest wyrazem mej otwartości i przepustowości. Jest spotkaniem.
Pamiętam, jak zależało mi na tym, żeby świadomie dotknąć pustego grobu, pamiętam, że chciałam pocałować ziemię, po której On chodził... Mam czucie w ciele, mam sprawne zmysły, uważam, że dotyk jest normalnością w kontakcie z rzeczywistością :).
Fot. tym razem z internetu.
poniedziałek, 10 lutego 2014
10 II, leżący
...i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie. Mk 6,53-56
Dziś, po kilku dniach bycia w drodze, po różnych spotkaniach, rozmowach i walkach, i spaniu (i niespaniu) w różnych miejscach... jestem w domu.
Rozumiem ludzi z Ewangelii, chciałabym jak oni zanieść innych ale też i siebie do Jezusa.
Jednak czuję takie zmęczenie w ciele i nie tylko.., że bardziej jestem jak ci leżący. Chcę dotknąć Jezusa, pragnę odzyskania sił.
Wierzę, że Go dotknę. Może i dziś.
Fot. załączenie tej fotografii pokazuje, że jeszcze poczucie humoru mnie nie opuściło ;)
Dziś, po kilku dniach bycia w drodze, po różnych spotkaniach, rozmowach i walkach, i spaniu (i niespaniu) w różnych miejscach... jestem w domu.
Rozumiem ludzi z Ewangelii, chciałabym jak oni zanieść innych ale też i siebie do Jezusa.
Jednak czuję takie zmęczenie w ciele i nie tylko.., że bardziej jestem jak ci leżący. Chcę dotknąć Jezusa, pragnę odzyskania sił.
Wierzę, że Go dotknę. Może i dziś.
Fot. załączenie tej fotografii pokazuje, że jeszcze poczucie humoru mnie nie opuściło ;)
czwartek, 23 stycznia 2014
23 I, aby dotknęło mnie Słowo
Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie [...] wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Mk 3,7-12
Tłumy, tłumy, tłumy... Nie lubię tłumu. Wolę uliczki puste i miejsca samotne. Ale zdarza mi się chodzić wśród tłumów... I nie uciekam od tego. Mam poczucie, że jestem jedna z wielu, że stanowimy jakąś masę, ale też w tym wszystkim zachowuję swoją tożsamość, mam poczucie, że mimo masy jestem kimś niepowtarzalnym, ważnym dla Kogoś... To tak na ulicy.
Bywałam także wśród tłumów w momentach ważnych, jak na Eucharystii podczas wizyty papieża, czy w czasie kanonizacji. Chciałam być tu czy tam pomimo tłumów, ważna była dla mnie tam moja obecność.
Rozumiem więc tych, którzy idą za Jezusem, którzy chcą Go dotknąć. Choć wydaje mi się, że ja bym dziś już się nie pchała... Wydaje mi się, że wystarczy mi patrzeć i słuchać. Ale może właśnie tylko się "wydaje"...
Modlitwa poprowadziła mnie do "dotyku" ale z drugiej niejako strony. Zapytałam siebie, czy chcę, by Jezus mnie dotknął, by Jego Słowo mnie dotknęło? Tak, chcę. I jestem pewna, że On tego też chce.
I o takie spotkanie chodzi, by dać się dotknąć Słowu, by to spotkanie zostawiło we mnie ślad... Ślad miłowania.
Tłumy, tłumy, tłumy... Nie lubię tłumu. Wolę uliczki puste i miejsca samotne. Ale zdarza mi się chodzić wśród tłumów... I nie uciekam od tego. Mam poczucie, że jestem jedna z wielu, że stanowimy jakąś masę, ale też w tym wszystkim zachowuję swoją tożsamość, mam poczucie, że mimo masy jestem kimś niepowtarzalnym, ważnym dla Kogoś... To tak na ulicy.
Bywałam także wśród tłumów w momentach ważnych, jak na Eucharystii podczas wizyty papieża, czy w czasie kanonizacji. Chciałam być tu czy tam pomimo tłumów, ważna była dla mnie tam moja obecność.
Rozumiem więc tych, którzy idą za Jezusem, którzy chcą Go dotknąć. Choć wydaje mi się, że ja bym dziś już się nie pchała... Wydaje mi się, że wystarczy mi patrzeć i słuchać. Ale może właśnie tylko się "wydaje"...
Modlitwa poprowadziła mnie do "dotyku" ale z drugiej niejako strony. Zapytałam siebie, czy chcę, by Jezus mnie dotknął, by Jego Słowo mnie dotknęło? Tak, chcę. I jestem pewna, że On tego też chce.
I o takie spotkanie chodzi, by dać się dotknąć Słowu, by to spotkanie zostawiło we mnie ślad... Ślad miłowania.
wtorek, 11 września 2012
11 IX, dotykać Jezusa
...Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu, przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia.A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich. Łk 6, 12-19
Dziś w sobie samej doświadczam tego tłumu. Jest mi dziś do niego bliżej niż do grona Apostołów. Przychodzę do kaplicy z wielością spraw i uczuć; przychodzę, aby słuchać Jezusa i aby znajdować uzdrowienie. A MOC wychodzi od Niego i dziś. Wychodzi z Najświętszej Eucharystii i uzdrawia.
Staram się Go dotknąć, przede wszystkim moją słabością ale też i moją miłością.
poniedziałek, 4 lipca 2011
4 VII dotyk
Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. [...]Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Mt 9,20.25
Kobieta z wiarą dotyka Jezusa i jest uzdrowiona. Drugi dotyk w tej Ewangelii, to dotyk samego Jezusa umarłej córki Jaira. To odpowiedź na wiarę ojca.
W różny sposób w wierze można Jezusa dotknąć: przebijając się przez tłum różnych myśli pewnością zaufania, albo właśnie to On sam dotyka, kiedy z ufnością odsłaniamy Mu tych, których kochamy.
Razem z Jakubem powinnam wykrzyknąć ilekroć zapominam, że Pan jest tak blisko, tak blisko codziennie, blisko w Eucharystii:
"Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem". Rdz 28,16
środa, 16 lutego 2011
16 II macierzyńska miłość Jezusa
Jezus ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: "Czy widzisz co?" A gdy przejrzał, powiedział: "Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa". Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie. Jezus odesłał go do domu... Mk 8,22-26W tej perykopie wyraźnie widać, że Jezus uzdrawia ślepego etapami. On, którego Słowo ma moc działania na odległość, w tym przypadku dokonuje aż 7 interwencji:
1 -> ujął za rękę
2 -> wyprowadził poza wieś
3 -> zwilżył oczy śliną
4 -> położył na niego ręce
5 -> zapytał
6 -> położył ręce na jego oczy
7 -> odesłał do domu
Myślę, że to wszystko było potrzebne ślepemu, że potrzebował DOŚWIADCZYĆ pochylenia się Jezusa (jak matki) nad sobą. Najbardziej mnie wzrusza owo zwilżenie oczu śliną. Jest to bardzo intymny dotyk, nie robi się tak wobec obcej osoby. Sama czasem dotykam policzka drugiej osoby palcem zwilżonym śliną, by usunąć z niego jakiś brud, czynię tak jednak tylko wobec bliskiej osoby. A najczęściej tak czyni matka wobec dziecka.
Jezus - widzialny obraz niewidzialnego Boga (Kol 1,15) - pozwala doświadczyć miłości Ojca, która jest czuła i bardzo macierzyńska (choć też pozostaje wszechmocna i stanowcza).
czwartek, 8 kwietnia 2010
"dotknijcie się Mnie!"
"On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się...”" Łk 24,36n
Przeczytałam komentarz do fragmentu dzisiejszej Ewangelii Łk 24,35-48 i zacytuję parę zdań:
"Jeśli w sercu jest silny lęk, obecne są w nim i wątpliwości. Tym, co może wyciszyć lęk w człowieku, jest dotknięcie, przytulenie, fizyczny kontakt z drugą osobą. Dlatego Jezus mówi: „Dotknijcie Mnie”. Dotyk łączy się z odczuwaniem obecności, bliskości."
Lubię się przytulać do bliskich mi osób. Dziś Eucharystia dla mnie będzie jeszcze za kilka godzin. Mam pragnienie "dotknięcia" i "przytulenia się" do Jezusa.
"Dotknijcie się Mnie!" Łk 24,39 - chcę to uczynić.
Panie Jezu, pozwól świadomie i z bojaźnią, i z wielką radością przyjąć Cię dziś w komunii.
.
Przeczytałam komentarz do fragmentu dzisiejszej Ewangelii Łk 24,35-48 i zacytuję parę zdań:
"Jeśli w sercu jest silny lęk, obecne są w nim i wątpliwości. Tym, co może wyciszyć lęk w człowieku, jest dotknięcie, przytulenie, fizyczny kontakt z drugą osobą. Dlatego Jezus mówi: „Dotknijcie Mnie”. Dotyk łączy się z odczuwaniem obecności, bliskości."
Lubię się przytulać do bliskich mi osób. Dziś Eucharystia dla mnie będzie jeszcze za kilka godzin. Mam pragnienie "dotknięcia" i "przytulenia się" do Jezusa.
"Dotknijcie się Mnie!" Łk 24,39 - chcę to uczynić.
Panie Jezu, pozwól świadomie i z bojaźnią, i z wielką radością przyjąć Cię dziś w komunii.
.
piątek, 12 lutego 2010
Jezusowy dotyk
"Jezus wziął Go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić." Mk 7,33-35
Czasem jeszcze się boję Jezusowego dotyku...
"Włożył palce w jego uszy", to tak jakby je zatykał bardziej. Kojarzy mi się to z innym fragmentem Ewangelii: "Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto je straci z Mego powodu znajdzie je" Mt 16,25
Panie, dotknij mnie, spraw, bym chodziła w Twojej obecności.
Panie, obdarz mnie Twym pokojem, spraw, bym przekazywała Twój pokój.
Tak! Dotyka mnie! Codziennie! Swoim Ciałem w Eucharystii...
Dotykaj i uzdrawiaj mnie i nie tylko mnie... Ty wszystko wiesz! Ufam Ci!
.
Czasem jeszcze się boję Jezusowego dotyku...
"Włożył palce w jego uszy", to tak jakby je zatykał bardziej. Kojarzy mi się to z innym fragmentem Ewangelii: "Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto je straci z Mego powodu znajdzie je" Mt 16,25
Panie, dotknij mnie, spraw, bym chodziła w Twojej obecności.
Panie, obdarz mnie Twym pokojem, spraw, bym przekazywała Twój pokój.
Tak! Dotyka mnie! Codziennie! Swoim Ciałem w Eucharystii...
Dotykaj i uzdrawiaj mnie i nie tylko mnie... Ty wszystko wiesz! Ufam Ci!
.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




