piątek, 20 września 2019

20 IX, i bądźmy zadowoleni

Wielkim zaś zyskiem jest pobożność w połączeniu z poprzestawaniem na tym, co się ma. Nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy z niego wynieść. Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni. 1 Tm 6,2-1

Wyrażana wiara, prostota i zadowolenie - tego dziś uczy mnie św. Paweł.
Z zadowolenia rodzi się spontanicznie wdzięczność. Przekonuję się, ze trzeba zastanowić się w ciągu dnia (może to być ignacjanski rachunek sumienia), by spotkać się ze swymi uczuciami, by je rozpoznać, by nimi pokierować, by nawet przez wnikliwość życia czasem je po prostu wzbudzić.

Fot. z internetu

czwartek, 19 września 2019

19 IX, weź i czyń

Nie zaniedbuj w sobie charyzmatu, który został ci dany... 1 Tm 4,12-16

Zatrzymało to zdanie moją dziś uwagę. Słuchałam po litewsku, może dlatego ucho było wyostrzone i usłyszało. Cieszę się, bo odniosło mnie ono do mego powołania i do charyzmatów we mnie złożonych. Nawet taki konkretny, jak charyzmat posługiwania. Nie będę się rozpisywać, bo nie o to chodzi, ale Słowo pokazało mi dziś , ze nie na sobie mam się opierać, ze moc jest mi dana z góry.
Na kobietę z Ewangelii (Łk 7,36-50) patrzę i ... zazdroszczę umiłowania. A przecież miłość jest dana z wiarą i nadzieją już w chrzcie. Gesty miłości, nasze ludzkie, niekoniecznie widoczne dla innych, na pewno dla Pana są drogie, ważne i potrzebne. A i nam też.

Fot. Znak ukazujący lokalizację i napis w wolnym przekładzie, że tam gdzie ty, znajduje się też Bóg. Już kiedyś chyba załączałam, ale dziś mi tez pasuje. :)

wtorek, 17 września 2019

17 IX, On reaguje

W dzisiejszej Ewangelii (Łk 7,11-17) nikt nie wysyła do Jezusa posłańców, nikt Go nie prosi o cud. W dzisiejszej Ewangelii objawia się Jego wrażliwość o czułość.
Z Jego Obecnością przychodzi zbawienie, pociecha i radość. Nie tania, ale ta paschalna!

poniedziałek, 16 września 2019

17 IX, nie godni lecz głodni

A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół ze słowami: „Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój...”. Łk 7,1-10

Dziś przyszedł do domu i nie zatrzymywałam Go... Owszem, nie jesteśmy godni, ale jesteśmy bardzo głodni Jego Obecności.
Pełni wdzięczności, choć tez trochę zażenowani i onieśmieleni Jego przybyciem. Dziś była Msza święta w domu przy łóżku Mamy. Śpiewana! :) On robi niespodzianki!

sobota, 14 września 2019

14 IX, chwalebny

Dziś Święto Podwyższenia Krzyża. To ten sam krzyż z wielkiego piątku, tylko spoglądamy na niego już z perspektywy chwały.
Tak patrzeć - to łaska.
Słowem syntezy na dziś, było dla mnie słowo z brewiarza, z psalmu któregoś: „szczęśliwi wszyscy, którzy Mu ufają”!

wtorek, 10 września 2019

10 IX, po moc

Jak przyjęliście naukę o Chrystusie Jezusie jako Panu, tak w Nim postępujcie: zapuśćcie w Niego korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie się w wierze, jak was nauczono, pełni wdzięczności. (Kol 2,6-15)

Czasem życie przygniecie, czasem ciało, czasem relacje, czasem słabość... To wszystko wpływa, przynajmniej tak jest u mnie, że gubię Źródło mocy, że zapominam o tym, że Jezus jest Panem, we wszystkim i ponad wszystko. Że jest Panem też w tych moich niedomaganiach.
Cieszę się, że św. Paweł dziś przypomina mi, że moim Panem jest Jezus, że mam zapuszczać w Niego korzenie, że jestem w Nim też kiedy słabuję i że mam się umacniać w wierze. I być pełną, (pełną!) wdzięczności.
Mam ten przywilej, że przyjmuję Jezusa w Eucharystii, to Ten sam, którego cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego (Łk 6,12-19). I dziś On jest pełen mocy.

niedziela, 8 września 2019

8 IX, uczyć się mądrości

...Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem. (Łk 14,25-33)

Ewangelia dziś nie rozpieszcza! Ale przecież jak zawsze jest dobrą nowiną. Czego od nas, czego ode mnie, dziś żąda?
A więc rozumiem to tak, by nie uczynić z kogoś bożka i by niczego sobie nie przywłaszczać: ani osób, ani majątku, ani nawet osobistej świętości, lecz wszystko przyjmować z wdzięcznością jako dar od Ojca Niebieskiego. A taka właśnie postawa wolności i przyjęcia daru łaski skutkuje bycia mądrym uczniem, który odkrywa coraz głębiej swoją tożsamość dziecka Bożego. Wówczas wszystko kieruje i ustawia w hierarchii według pierwszeństwa miłości Boga. W zasięgu Jego miłowania nade wszystko, wszystko (w wolności i wolne) znajdzie sobie właściwe miejsce. Czasem drogą krzyża.
Zresztą dzisiejsza kolekta też tak to ujęła:
Boże, Ty nam zesłałeś Zbawiciela i uczyniłeś nas swoimi przybranymi dziećmi, wejrzyj łaskawie na wierzących w Chrystusa, i obdarz ich prawdziwą wolnością i wiecznym dziedzictwem. 

środa, 21 sierpnia 2019

21 VIII, Tobie wolno, boś dobry

Na to odrzekł jednemu z nich: «Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?»  (Mt 20,1-16a)

Tak, Panie, Tobie wolno uczynić ze swoim, co chcesz, bo Ty jesteś DOBRY!
A mi daj łaskę zaufania, a w niej niech zawsze będzie wdzięczność i miłość.

Fot. z sieci

wtorek, 20 sierpnia 2019

20 VIII, Jego imię

I każdy, kto dla mego imienia opuści dom... Mt 19,23-30

No nie mogę powiedzieć, ze to mnie nie dotknęło. Właśnie zostawiłam dom, bo będę uczestniczyć w rekolekcjach rocznych. „Dla mego imienia”... - chodziłam sobie dziś z tym imieniem. Dla Jezusa. Bardziej prawdziwe: Jezus dla mnie! To Bóg zbawia, nie moje ofiary.

niedziela, 18 sierpnia 2019

18 VIII, by zapłonął

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam”... Łk 12,49-53

Trudno się słucha tych słów. A przecież i one są dobrą nowiną - Ewangelią. Czyli są dla nas zbawienne, choć  ich nie rozumiemy do końca. Przynajmniej ja wiem, że nie rozumiem.
Coś mi jednak medytacja przybliża i tym się podzielę.
Ogień, którego Jezus pragnie na ziemi jest do pojęcia. Mam przed oczami obrazy płonącej jeszcze obecnie tajgi syberyjskiej - tysiące płonących hektarów ładu i niemoc ugaszenia... Myślę, że Jezus chciałby, żeby w taki sposób rozprzestrzeniała się Jego miłość w nas i pomiędzy nami. By moje serce płonęło, modlę się.
Udręka Jezusa, o której sam wspomina, jest dla nas, ludzi, nie do pojęcia - tak sądzę. To udręka sprawiedliwego, który cały jest Miłością. Jednak jest coś, czego chcę się uchwycić. To czym się karmię w tym słowie, to świadomość tej udręki Jezusowej i możliwość włączenia się w nią ze swoimi małymi udrękami... Tak uczynić mi się zdarza, kiedy ze swego niepokoju, lęku czy udręki, czynię modlitwę, prosząc Jezusa, by przyjął to do siebie, bo i sam był udręczony, zna to, przeżył i Żyje.

sobota, 17 sierpnia 2019

17 VIII, co wkładamy w serca dzieci?

Ta scena, kiedy Jezus przyjmuje i błogosławi dzieci (Mt 19,13-15), jest bardzo czuła. Miałam ten przywilej, że mogłam być takim dzieckiem. Mogłam być blisko Jezusa, w sypaniu kwiatków, w błogosławieństwie kapłańskim, w byciu kochaną. Jestem wdzięczna i Bogu, i ludziom. I mam świadomość, ze nie każdy tak miał, czy ma. Zwłaszcza świadectwa osób wykorzystanych, teraz tego dużo, bardzo mnie smucą i bolą.
Ksiądz na kazaniu dziś rano powiedział, że nasza przyszłość, to jest to, co wkładamy w serca dzieci.
I chodzi za mną od rana to zdanie.

piątek, 16 sierpnia 2019

16 VIII, kto może pojąć, niech pojmuje

„Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są także bezżenni, którzy ze względu na królestwo niebieskie sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!” Mt 19

No i wszystko powiedziane! :)
A na więcej zapraszam do poczytania komentarza D. Piotrowskiego SJ (skopiowałam z fc):
Już co trzecie małżeństwo w Polsce się rozpada. Myślę, że wcale nie lepiej wygląda sprawa z powołaniami zakonnymi czy wyświęconymi prezbiterami. Ale o tym mniej się oficjalnie mówi. 
Dzisiejsza Ewangelia rzuca światło na ten problem. Faryzeusze, powołując się na autorytet Mojżesza, który pozwolił, aby mężczyźni dawali list rozwodowy swoim żonom, chcą zdyskredytować Jezusa. Pytają, czy wolno oddalić żonę z jakiegokolwiek powodu. Pomijam tutaj równie ciekawą sprawę, że na małżeństwo patrzą wyłącznie z perspektywy mężczyzny. To jest skutek grzechu, o którym czytamy w trzecim rozdziale księgi Rodzaju. Po grzechu mężczyzna "będzie panował nad tobą" - powiedział Bóg do Ewy. Najsmutniejsze jest to, że czasem także w Kościele usprawiedliwiano tymi słowami ucisk mężczyzn wobec kobiet. A tu chodzi o grzeszne panowanie, które traktuje kobietę jak rzecz, własność. Kobiety nie pisały listów rozwodowych. 
Zadziwia odpowiedź Jezusa i Jego mądrość. Faryzeusze pewnie sądzą, że Jezus zgodzi się z Mojżeszem albo podważy jego autorytet. Jezus nie powiedział jednak, że Mojżesz był w błędzie. I nie podważył jego autorytetu. 
Natomiast sprytnie stwierdził, że Mojżesz zezwolił na rozwody z powodu grzechu człowieka, aby powstrzymać, ograniczyć jeszcze większe zło, które mogłoby wyniknąć z braku tego pozwolenia. Nie znaczy to, że Bóg zmienił zdanie w kwestii małżeństwa, ale że grzeszny człowiek nie był w stanie żyć zgodnie z przykazaniem Boga. I akurat tutaj Jezus mówi, że przyczyna rozwodów tkwi nie w żonach, lecz w zatwardziałości serca mężów. Dzisiaj należałoby powiedzieć, że ta zatwardziałość określa zarówno mężczyzn jak i kobiety. 
Jeśli w czasach Starego Testamentu Bóg przyzwalał na proceder rozwodowy, to dlaczego Jezus z tego samego powodu (ludzkiej słabości, ograniczenia większego zła) nie zezwala na rozwody? Co się zmieniło? 
Odpowiedź też jest zaskakująca. I ciągle mało się o tym mówi w Kościele. Jezus twierdzi, że wbrew pozorom, w naszym świecie, który nie jest idealny, nie wszyscy nadają się do małżeństwa. Nie wszyscy powinni je zawierać niejako z automatu, ponieważ są mężczyznami lub kobietami. Chrystus zaleca rozeznanie przed podjęciem wymagań małżeństwa, które jest równie trudne jak i życie zakonne czy kapłaństwo. Niektórzy urodzili się niezdolni do małżeństwa (fizycznie, psychicznie), niektórych ludzie takimi uczynili (może przez niewłaściwe wychowanie). Niektórzy powołani są do innego rodzaju życia. I rzeczywiście może tu być coś na rzeczy, dlaczego mamy coraz większą grupę tzw. samotnych osób, które nie mogą znaleźć męża i żony. Bo nie wszyscy są zdatni do takiej relacji. Moim zdaniem, ciągle zbyt łatwo i lekkomyślnie pozwala się na sakramentalne małżeństwa. 
Po drugie, Jezus nie zmniejsza wymagań związanych z nierozerwalnością małżeństwa, ponieważ można je przeżyć owocnie i bez rozwodu z Jego pomocą, czyli dzięki powolnej przemianie zatwardziałego serca. To akurat dotyczy nie tylko małżeństwa, lecz także życia zakonnego i kapłaństwa. Dopóki nie będzie pogłębienia wśród wiernych zrozumienia, że sakramenty i modlitwa nie są tylko religijnymi obowiązkami, lecz źródłami siły i przemiany dla człowieka niezdolnego własną mocą sprostać wymaganiom Ewangelii, dopóty będą rozwody i odejścia z kapłaństwa lub życia zakonnego. Tego wsparcia nie mieli jeszcze faryzeusze. My w Kościele mamy. Pytanie jednak, czy i jak tę pomoc Boga przyjmujemy. Mam wrażenie, że z tym jest ciągle spory kłopot.