„Oto kraj, który poprzysiągłem Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi tymi słowami: «Dam go twemu potomstwu». Dałem ci go zobaczyć własnymi oczami, lecz tam nie wejdziesz”.
Tam, w krainie Moabu, według postanowienia Pana umarł Mojżesz, sługa Pana. (Pwt 34,1-12)
"Według postanowienia Pana" - zatrzymały mnie dziś te słowa. Odniosły do Koheleta, który mówił, że na wszystko jest czas pod słońcem...
Mojżesz u bram Ziemi Obiecanej. Mojżesz, o którym w ostatnich dniach (dziś pod koniec czytania) słyszeliśmy wiele pozytywnego z ust Boga.
Każdy ma swój czas i swoją "robotę" wobec ludzi z woli Boga. Umieć to uczynić jak najlepiej i umieć zostawić, jeśli słyszysz wezwanie.
Jakoś bliskie jest mi to... chyba też przez wezwanie na nową placówkę... Jeszcze nie jest niebo tym wezwaniem :) a jednak kawałek ziemi zostawić trzeba :).
Fot. katedra szczecińska.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strata. Pokaż wszystkie posty
środa, 12 sierpnia 2015
niedziela, 9 sierpnia 2015
9 VIII, bierz i jedz, i idź!
...Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze... (J 6,41-51)
W kontekście dzisiejszego Słowa zastanowiła mnie potrzeba jedzenia.
W I czytaniu Eliasz otrzymał pożywienie, nawet nakaz jedzenia, by ruszyć w drogę i "mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aż do Bożej góry Horeb" (1 Krl 19,4-8).
Kiedy Jezus zostawia siebie w Chlebie Życia, kiedy zaprasza nas co niedzielę, a nawet codziennie mówi do przychodzących na Eucharystię "bierzcie i jedzcie", to też po coś.
Przed nami też "długa droga"...
Droga do miłowania. Droga przemiany zapoczątkowana we chrzcie. Nie stanie się bez naszej zgody i naszego ruchu.
Świetnie ją wyjaśnia św. Paweł w II czytaniu. Zacytuję dzisiejsze słowo a zachęcam do przeczytania listu do Efezjan w całości:
"Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważanie - wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie nawzajem, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.
Rodzi się tylko pytanie: czy pragniemy kochać? Czy chcemy w tym kierunku iść? Czy chcemy być "naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane"? Może częściej jak Eliasz pod janowcem pragniemy "świętego spokoju" i uciekamy od życia, które tylko wówczas jest zachowane, kiedy jest wydawane... (była mowa o tym w piątek Mt 16,24-28)
Chodzi o to, by pozwolić, by ułamali cię, jak kawałek chleba...
Pozwolisz, kiedy uwierzysz, że nie musisz walczyć o swoje życie, bo ono się odnawia, kiedy je tracisz (z powodu Jezusa!).
W kontekście dzisiejszego Słowa zastanowiła mnie potrzeba jedzenia.
W I czytaniu Eliasz otrzymał pożywienie, nawet nakaz jedzenia, by ruszyć w drogę i "mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aż do Bożej góry Horeb" (1 Krl 19,4-8).
Kiedy Jezus zostawia siebie w Chlebie Życia, kiedy zaprasza nas co niedzielę, a nawet codziennie mówi do przychodzących na Eucharystię "bierzcie i jedzcie", to też po coś.
Przed nami też "długa droga"...
Droga do miłowania. Droga przemiany zapoczątkowana we chrzcie. Nie stanie się bez naszej zgody i naszego ruchu.
Świetnie ją wyjaśnia św. Paweł w II czytaniu. Zacytuję dzisiejsze słowo a zachęcam do przeczytania listu do Efezjan w całości:
"Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważanie - wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie nawzajem, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.
Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu". (Ef 4,30-5,2)
Mocą "tego pokarmu", mocą pokarmu Chleba Życia, możliwa jest droga przez tę ziemię w miłości, droga stawania się bożymi iskierkami światła w świecie.Rodzi się tylko pytanie: czy pragniemy kochać? Czy chcemy w tym kierunku iść? Czy chcemy być "naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane"? Może częściej jak Eliasz pod janowcem pragniemy "świętego spokoju" i uciekamy od życia, które tylko wówczas jest zachowane, kiedy jest wydawane... (była mowa o tym w piątek Mt 16,24-28)
Chodzi o to, by pozwolić, by ułamali cię, jak kawałek chleba...
Pozwolisz, kiedy uwierzysz, że nie musisz walczyć o swoje życie, bo ono się odnawia, kiedy je tracisz (z powodu Jezusa!).
środa, 29 października 2014
29 X, ciasno?
Jezus, nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: "Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?"
On rzekł do nich: "Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli..." Łk 13,22-30
"Usiłujcie wejść", "agonidzeste" - greka używa tego słowa, którego źródłosłów pochodzi od "agonii". Polskie przekłady używają słów: "usiłujcie", "walczcie". Chodzi więc o coś bardzo trudnego, co nie przychodzi samo, jest związane z lękiem, z opuszczeniem, z ważną własną decyzją...
To samo greckie słowo "agonia" św. Łukasz używa do opisania udręki Jezusa w Ogrojcu Łk 22,43: "będąc w udręce (gr. agonia) najsilniej modlił się".
Przejście przez ciasne drzwi oznacza wyzbycie się wszystkiego, co niesiemy ze sobą. Mówi się, że mądrość życia polega bardziej na umiejętności tracenia niż gromadzenia.
Jezus nakierowany ku Jerozolimie, wiedzący co Go tam czeka, w Ogrojcu przeżywa agonię, przechodzi przez ciasne drzwi, decyduje się na wolę Ojca.
Z Nim mogę "usiłować", "walczyć" o pozostawienie siebie, by przejść przez ciasne drzwi ku prawdziwemu szczęściu. Jest to swoiste doświadczenie agonii (psychicznej), bo egoizm nie lubi umierać (przynajmniej mój ;).
I jeszcze lekcja od Jezusa - w agonii najsilniej się modlił.
Fot. źródło: internet. I jeszcze jedno: obrazek pt. Twój plan drogi do Boga i Boga plan drogi dla Ciebie ;)
On rzekł do nich: "Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli..." Łk 13,22-30
"Usiłujcie wejść", "agonidzeste" - greka używa tego słowa, którego źródłosłów pochodzi od "agonii". Polskie przekłady używają słów: "usiłujcie", "walczcie". Chodzi więc o coś bardzo trudnego, co nie przychodzi samo, jest związane z lękiem, z opuszczeniem, z ważną własną decyzją...
To samo greckie słowo "agonia" św. Łukasz używa do opisania udręki Jezusa w Ogrojcu Łk 22,43: "będąc w udręce (gr. agonia) najsilniej modlił się".
Przejście przez ciasne drzwi oznacza wyzbycie się wszystkiego, co niesiemy ze sobą. Mówi się, że mądrość życia polega bardziej na umiejętności tracenia niż gromadzenia.
Jezus nakierowany ku Jerozolimie, wiedzący co Go tam czeka, w Ogrojcu przeżywa agonię, przechodzi przez ciasne drzwi, decyduje się na wolę Ojca.
Z Nim mogę "usiłować", "walczyć" o pozostawienie siebie, by przejść przez ciasne drzwi ku prawdziwemu szczęściu. Jest to swoiste doświadczenie agonii (psychicznej), bo egoizm nie lubi umierać (przynajmniej mój ;).
I jeszcze lekcja od Jezusa - w agonii najsilniej się modlił.
Fot. źródło: internet. I jeszcze jedno: obrazek pt. Twój plan drogi do Boga i Boga plan drogi dla Ciebie ;)
środa, 2 lipca 2014
2 VII, granice
...Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby odszedł z ich granic. Mt 8,28-34
Bardzo mnie porusza i bardzo zasmuca końcówka dzisiejszej Ewangelii. Całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa i co zrobiło? Proszą Jezusa, by odszedł z ich granic.
Szacują straty świń i pewnie boją się o nowe straty...
Modliłam się dziś, bym nigdy nie dała kosza Jezusowi. Choć Jego przybycie będzie kosztowało mnie... i często kosztuje.
Prawdą też jest, że czuję się niegodna na przyjęcie Go. I mówię Mu to codziennie: "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie..." ale na szczęście dodaję: "powiedz tylko słowo i uzdrów duszę mą".
Szukajcie dobra a nie zła, abyście żyli - to i śpiew przed Ewangelią i zarówno początek I czytania z Am 5,14. Przyjście Jezusa jest największym dobrem, tego dobra chcę szukać a nie rachować straty w ... świniach.
I jeszcze jedno: nasze granice. Granice w relacjach. Ciekawy temat. Czasem ktoś nam nasze granice przekracza, czasem przekraczamy my granice innych. Uczę się dziś od Jezusa szacunku dla ludzkich granic, dla ludzkiej wolności. On nie przekroczył granic miasta, choć bardzo chciał być z tymi ludźmi, mówić do nich, uzdrawiać, uwalniać, zbawiać.
Uczę się zatrzymania się wobec wolności człowieka. I w tym zatrzymaniu się, przyjęciu odrzucenia, uczę się od Jezusa zachować w sobie miłość.
Bardzo mnie porusza i bardzo zasmuca końcówka dzisiejszej Ewangelii. Całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa i co zrobiło? Proszą Jezusa, by odszedł z ich granic.
Szacują straty świń i pewnie boją się o nowe straty...
Modliłam się dziś, bym nigdy nie dała kosza Jezusowi. Choć Jego przybycie będzie kosztowało mnie... i często kosztuje.
Prawdą też jest, że czuję się niegodna na przyjęcie Go. I mówię Mu to codziennie: "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie..." ale na szczęście dodaję: "powiedz tylko słowo i uzdrów duszę mą".
Szukajcie dobra a nie zła, abyście żyli - to i śpiew przed Ewangelią i zarówno początek I czytania z Am 5,14. Przyjście Jezusa jest największym dobrem, tego dobra chcę szukać a nie rachować straty w ... świniach.
I jeszcze jedno: nasze granice. Granice w relacjach. Ciekawy temat. Czasem ktoś nam nasze granice przekracza, czasem przekraczamy my granice innych. Uczę się dziś od Jezusa szacunku dla ludzkich granic, dla ludzkiej wolności. On nie przekroczył granic miasta, choć bardzo chciał być z tymi ludźmi, mówić do nich, uzdrawiać, uwalniać, zbawiać.
Uczę się zatrzymania się wobec wolności człowieka. I w tym zatrzymaniu się, przyjęciu odrzucenia, uczę się od Jezusa zachować w sobie miłość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



