Zatrzymało mnie słowo "pojawił się". Pojawił się Jan Chrzciciel na pustyni i wzywał do nawrócenia.
Nawrócenie jest potrzebne do SPOTKANIA.
Do spotkania Pana. Do spotkania drugiego człowieka.
A w jakim aspekcie ja mam się nawrócić? ...
Dziś skorzystam z refleksji innych (czasem pojawiają się :) trafne ludzkie słowa):
[...] Nie chodzi tu o bierne czekanie, aż coś się samo wydarzy. Chodzi o wytrwałość. Paweł Apostoł mówi nam, byśmy czerpali radość i siłę z Bożego Słowa, bo to ono podtrzymuje nadzieję. Gdy czuję, że nie dorastam do miłości, Słowo jest tym, co trzyma mnie przy życiu. Bliskość z Bogiem nie usuwa trudu czekania, ale nadaje mu sens.[...] Jeśli wybieram bliskość z Panem, jeśli pozwalam Mu przyjść do mojego serca – a o to przecież chodzi w nawróceniu – to musi to prowadzić do duchowego rozkwitu. Drzewo nie wydaje owoców, bo się boi siekiery. Drzewo wydaje owoce, bo krążą w nim soki, bo ma słońce i wodę. Ten owoc to nasze postawy, czyny i słowa. To moment, w którym – choćby w małych, codziennych sprawach – zaczynamy żyć jak Chrystus. Wtedy świat zmienia się na lepsze. Nie przez wielkie rewolucje, ale przez to, że w naszych domach, w naszych relacjach z innymi będzie więcej cierpliwości, więcej przebaczenia, więcej tej „trudnej” bliskości. (źródło: deon.pl ks. Mateusz Tarczyński)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz