Wiele ludzi pojawia się w moim życiu. Nie zawsze patrzę na nich, jako na ludzi posłanych przez Boga. A przecież każdy coś wnosi w moje życie i coś ze mnie wydobywa...
Sama też jestem posłana. O czym świadczy moje życie?
Wiele ludzi pojawia się w moim życiu. Nie zawsze patrzę na nich, jako na ludzi posłanych przez Boga. A przecież każdy coś wnosi w moje życie i coś ze mnie wydobywa...
Sama też jestem posłana. O czym świadczy moje życie?
Ogień, słowo, światło.
Rano dziś z młodymi siostrami byłam na roratach u dominikanów. Lubię tę Mszę w ciemności u nich, tylko świece w rękach młodych ludzi. Mały ogień, z którym można zrobić wszystko. Zgasić, zapalić. Co zrobisz?
Światło wiary, mały ogień dany nam na chrzcie, niesiemy przez życie. Można go zniszczyć, zgasić. Można rozpalić.
Fot. jutrznia w krypcie św. Leonarda na Wawelu. Choć w podziemiach, jednak roznieca ogień wiary :)
Czytam to zdanie kilka razy i myślę sobie, że nie tylko oczy moje są słabe (patrz posty wcześniejsze), ale i uszy. Zadaję sobie pytanie, dlaczego treść tego zdania nie mieszka w moim sercu jako fundament czynów, postaw, fundament zaufania.
Chcę przyjmować łaskę Pana każdego dnia w liturgii, bo ON tam jest Obecny. Chcę i będę się starać przez przypominanie Jego słów, być w Jego ręku.
...A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza... Mt 9,35n
Pierwsza sprawa taka, że takie tłumy są w moim wnętrzu (i twoim). Wiele spraw porzuconych, wiele doświadczeń znękanych i wiele w nas kawałków rozdartych, niebędących w jedności i niemających pasterza...
Ulitujmy się wraz z Jezusem nad naszym własnym sercem. I pozwólmy Mu działać.
A doświadczywszy miłosierdzia, idźmy posłani do owiec Izraela - i od tych najbliższych zacznijmy, niosąc im miłość.
Dopiero przy wieczornym rachunku sumienia poskładałam pewne fakty. Dziś dwóch niewidomych do Jezusa, a ja z s. Wiktorią do optyka. :) Ale to było tak, jak do Jezusa... w sensie, że doświadczyłyśmy wiele dobrego.
Wdzięczność.
Na modlitwie przyszła mi dziś w pamięci pewna osoba, którą chciałam poznać bliżej. Ważne też było w tym poznaniu, czy ona jest osobą wierzącą. Nie zadałam jej tego pytania.
A dziś pomyślałam sobie, że sama odpowiedź niewiele daje... Bo wiele osób mówi, że wierzy, a rozumie przez to relację faktu istnienia Boga (najczęściej rozumową, nie egzystencjalną), do Bożych przykazań. Ale niestety często nie ma tam relacji do Osoby, nie ma więzi z tym, który nas miłuje. I wówczas niestety, może się zdarzyć to, że wszystko to jest domkiem na piasku...
Co robić? Werset przed Alleluja podpowiada: "Szukajcie Pana, gdy można Go znaleźć, wzywajcie Go, gdy jest blisko".
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie (Łk 10, 21-24).
Dobrze, że czasem ktoś upomni się o słowo na blogu. :) Dziękuję!
Prowadziłam ostatnio sesję rekolekcyjną - trzy wieczory - Lectio Divina dla wilniuków. Oczywiście online.
Jedną "perełką" się podzielę. Modliliśmy się fragmentem J 1,35-42. Zatrzymało mnie słowo "przechodzący" Jezus. Jezus, który "krąży, obchodzi, przechodzi...", nie wiemy skąd i dokąd. A Jan Chrzciciel w tej perykopie stoi w jednym miejscu.
W tym "krążącym" Jezusie zobaczyłam sens roku liturgicznego, który co roku wracając z tajemnicami zbawczymi jakby krążył wokół nas, wokół mnie.
Już kiedyś Pius XII mówił, że rok liturgiczny to sam Jezus Chrystus w swoich tajemnicach, idący drogą wielkiego miłosierdzia swego do nas.
Tak więc z wdzięcznością wchodzę na ścieżki liturgii i cieszę się, że znowu Kościół ukazuje mi Baranka Bożego.
A dziś cieszę się z prostoty. Im prostsze moje serce, tym więcej w nim Boga.