Urzekła mnie ta kapliczka Maryjna w parafialnym kościele w Wilnie. Te storczyki wokół Niepokalanej jak nasze zdrowaśki różańcowe...
Uciekam się do Jezusa przez Maryję - mój Obrońca.
Urzekła mnie ta kapliczka Maryjna w parafialnym kościele w Wilnie. Te storczyki wokół Niepokalanej jak nasze zdrowaśki różańcowe...
Uciekam się do Jezusa przez Maryję - mój Obrońca.
Szukać spojrzenia Ojca i w Nim odnajdywać swoją wartość jest naszym zadaniem. Być sobą i być w prawdziwej relacji z Ojcem to jest szczęście.
To tak w kontekście dzisiejszej Ewangelii :)
Pierwsza sobota miesiąca października. Rok temu w pierwszą sobotę, już prawie wchodząc w niedzielę Pan powołał moją Mamę do siebie. Modliłam się rano tymi czytaniami i wzruszyłam się, bo Pan dał mi dobre wspomnienia.
„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom" - wchodzę sercem w to Jezusowe uwielbienie Ojca.
Dziękuję Ojcu za niego.
Dziękuję memu Aniołowi za to, że mnie prowadzi, że jest. I bardzo go proszę, by był zawsze.
Polecam ciekawą rozmowę o aniołach: https://deon.pl/wiara/aniol-zwiazany-z-losem-czlowieka-staje-sie-niejako-jego-duchowym-blizniakiem,999145
...W mgnieniu oka On przesunie góry i zniesie je w swoim gniewie, On ziemię poruszy w posadach: i poczną trzeszczeć jej słupy. On słońcu zabroni świecić, na gwiazdy pieczęć nałoży. On sam rozciąga niebiosa, kroczy po morskich głębinach; On stworzył Niedźwiedzicę, Oriona, Plejady i Strefy Południa. On czyni cuda niezbadane, nikt nie zliczy Jego dziwów. Nie widzę Go, chociaż przechodzi: mija, a dostrzec nie mogę... (Hi 9,1-12.14-16)
Tak sobie dziś myślę, że dobrze, że Jezus objawił nam Ojca. Że Bóg nie jest demiurgiem bez czucia, ale Ojcem. I Tym, który "widzi w ukryciu", by oddać nagrodę w relacji synowskiej.
Patrzę za okno, pada. Pada cały dzień. Słońca nie ma. A przecież nawet deszcz mi mówi, że Słońce jest, tylko ukryte dziś za chmurami...
"Czy Hiob za nic czci Boga?"... (Job 1,6-22)
Zatrzymało mnie to pytanie. Chwalić Pana za dobro czasem (często) zapominamy. A czcić "za nic" to już wyższa szkoła...
Tylko zaufanie do Niego pozwala przetrwać wszelakie próby.
Jezus... ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko... Flp 2,1-11
Współbrzmi mi to czytanie z dzisiejszą Ewangelią, zwłaszcza, kiedy słucham o zmianie nastawienia drugiego syna. "Nie chcę", ale "pożałowawszy" poszedł za słowami ojca (Mt 21,28–32).
Przyglądając się dziś trochę postawie pokory (przypominając własne momenty głębokiej prawdy i zgody na nią, ale też osób, którym dane mi było towarzyszyć), mogę zaryzykować wniosek, że w prawdziwej pokorze, w otwartości na siebie i na zmianę swego, jest jakiś element boski. Dosięgamy w takim momencie jakiegoś probierzu w nas mocy naszego chrztu, mocy zmartwychwstania.
Krzyż Jezusa i Jego zmartwychwstanie jest mi tą "mocą przekonująca miłości", o której pisze dziś św. Paweł, czy "pociechą miłości", jak znajduję w innych tłumaczeniach.
Dopiero na wieczornej Eucharystii dotarło do mnie. Dotarła dobra nowina. :)
Tak po ignacjańsku powiedziałabym, że mam czas strapienia. Przyglądam się temu, trochę szukam przyczyn, trochę pozwalam na niewiedzę o nich, trwam w tym, co do mnie należy, ale jakoś bez przyjemności. Kiedy dziś na modlitwie zgodziłam się na takie nie-odczuwanie, czy raczej na odczuwanie trudu i niechęci, to zaistniała we mnie przestrzeń na dobrą nowinę: usłyszałam Koheleta, że jest czas pociechy i jest czas posuchy...
Panie, bądź w tym uwielbiony!
Nasyć nas o świcie swoją łaską, abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć. (Ps 90)
Dziś rano przez godzinę byłam wobec Obecnego. Po przeczytaniu sobie czytania z dnia (Koh 1,2-11) o marności, o przemijaniu, właśnie Psalm 90, który dziś jest odpowiedzią Kościoła na to czytanie, podniósł mnie na duchu. Patrzyłam na Obecnego w Hostii i wiarą pewność wracała: JEST ON, który JEST. I pamiętając doświadczenie karuzeli, czy wirowania w tańcu, gdy kręciło mi się w głowie, musiałam odnaleźć jakiś punkt i stale w niego patrzeć, bo to pomagało. Tak w zawirowaniu dnia, zajęć, spraw, myśli, jest taki "punkt", jest KTOŚ, na kim wiarą "zawieszam" swoje widzenie. OBECNY.
Mam nadzieję, że refren będzie mi dziś brzmiał w uchu: "Panie, Ty zawsze byłeś nam ucieczką".
Fot. z Przemyśla z katedry grecko-katolickiej.
Prawdą jest, że czasem czuję się posłana przez Jezusa. Zwłaszcza, kiedy muszę podjąć jakieś odpowiedzialności, których nie chcę. Podejmuję je ze względu na Niego, z zaufaniem, że On chce. Ale też prawdą jest, że zapominam, że z daną odpowiedzialnością idzie ku mnie konkretna łaska uczynkowa. Zapominam o tej mocy i władzy danej z Jego Serca...
Jezu, niech brzmią w moim uchu słowa z wersetu allelujatycznego: "Bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".
Fot. moja współsiostra przed uroczym domkiem w Kalwarii Zebrzydowskiej