„Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!” A oto Pan przechodził.
Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem. Ale Pan nie był w wichrze. A po wichurze trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu szmer łagodnego powiewu... (1 Krl 19,9-16)
Aby usłyszeć szmer łagodnego powiewu trzeba być czujnym, uważnym i wrażliwym.
Bóg przychodzi w tym co niepozorne, małe. Bliżej do Niego w uniżeniu serca niż w blasku reflektorów. Bliżej do Niego w ciszy sumienia niż w wielu słowach ewangelizujących innych...
A do dzisiejszej Ewangelii (Mt 5,27-32) zacytuję komentarz o. Łusiaka SJ z deonu, który również zwraca uwagę na małe:
Generalnie nic nie przychodzi od razu. Nawet grzech. Stąd te dzisiejsze słowa Pana Jezusa. Przypominają one, że grzech rodzi się w nas małymi kroczkami. Wnika w nas małą szczeliną. Jak wąż.
Nie jest więc intencją dzisiejszych słów Ewangelii budzić w nas poczucie winy z powodu małych uchybień. Tu chodzi o ostrzeżenie, o mądrą radę starszego Brata. Najczęściej bowiem grzeszymy nie dlatego, że jesteśmy źli, ale dlatego, że nie jesteśmy dość mądrzy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sumienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sumienie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 10 czerwca 2016
poniedziałek, 15 lutego 2016
15 II, przegląd sumienia
Wówczas zapytają sprawiedliwi: «Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? » (Mt 25,31-46)
Weszliśmy w wielki post, I niedziela jest już za nami, technika szatana ukazana, Jezus przeszedł zwycięsko, droga więc utorowana. Dziś Ewangelia uczy praktycznego wymiaru miłości - takiego służebnego i bezinteresownego (że aż z zadziwieniem kiedyś zobaczymy ten wymiar).
Chcę się dziś czymś podzielić, chcę się podzielić widzeniem dwóch rodzajów wrażliwości relacyjnej (za Cencinim):
Jeden sposób przeżywania relacji jest to sposób motyla. To sposób kogoś, kto żyje mając wiele relacji i być może zachowuje się jak motyl latający z kwiatka na kwiatek, niestały i powierzchowny, zawsze szukający czegoś, co mógłby wchłonąć od innych, zabrać innym... Taki sposób relacji sprawia, że osoba jest niewrażliwa na innego, właśnie jak motyl. Niezdolna do wierności, przyjmuje innego dopóki mu służy i jest źródłem satysfakcji, dopóki może coś z niego wyciągnąć.
Drugi sposób to sposób niedźwiedzia. To sposób kogoś zamkniętego w swej obojętności, sprawiającej, że staje się aspołeczny, szorstki, trudny w swym relacyjnym bezruchu. Nieczułość sprawia, że nie widzi innego... To typ pozornie autonomiczny i samowystarczalny. W rzeczywistości lęka się innego, boi się relacji, czuje się sterroryzowany w obliczu intymności (także tej z Bogiem) i boi się swoich uczuć. Ten lęk czyni go czasem agresywnym.
No i co z tego, zapytasz?
A no to, że nikt nie rodzi się motylem czy niedźwiedziem. Mamy wpływ na naszą wrażliwość!
Dobrą rzeczą jest nie tylko dokonywać rachunku sumienia po to, by poznać prawdę o sobie, ale dokonywać także czasem rachunku sumienia na kształt okresowego przeglądu "wyszukiwarki" naszego wnętrza w celu prawidłowości jego działania. Tzn. warto co jakiś czas robić rachunek sumienia sumieniu, właśnie tak, sumieniu (czy nie wypaczyło się gdzieś po drodze, bo nawet auto ma co roku odbyć przegląd techniczny, a sumienie to coś więcej niż auto :).
Fot. Krzywe zwierciadło na pewno nie pomoże w szukaniu prawdy o sobie... ;)
Weszliśmy w wielki post, I niedziela jest już za nami, technika szatana ukazana, Jezus przeszedł zwycięsko, droga więc utorowana. Dziś Ewangelia uczy praktycznego wymiaru miłości - takiego służebnego i bezinteresownego (że aż z zadziwieniem kiedyś zobaczymy ten wymiar).
Chcę się dziś czymś podzielić, chcę się podzielić widzeniem dwóch rodzajów wrażliwości relacyjnej (za Cencinim):
Jeden sposób przeżywania relacji jest to sposób motyla. To sposób kogoś, kto żyje mając wiele relacji i być może zachowuje się jak motyl latający z kwiatka na kwiatek, niestały i powierzchowny, zawsze szukający czegoś, co mógłby wchłonąć od innych, zabrać innym... Taki sposób relacji sprawia, że osoba jest niewrażliwa na innego, właśnie jak motyl. Niezdolna do wierności, przyjmuje innego dopóki mu służy i jest źródłem satysfakcji, dopóki może coś z niego wyciągnąć.
Drugi sposób to sposób niedźwiedzia. To sposób kogoś zamkniętego w swej obojętności, sprawiającej, że staje się aspołeczny, szorstki, trudny w swym relacyjnym bezruchu. Nieczułość sprawia, że nie widzi innego... To typ pozornie autonomiczny i samowystarczalny. W rzeczywistości lęka się innego, boi się relacji, czuje się sterroryzowany w obliczu intymności (także tej z Bogiem) i boi się swoich uczuć. Ten lęk czyni go czasem agresywnym.
No i co z tego, zapytasz?
A no to, że nikt nie rodzi się motylem czy niedźwiedziem. Mamy wpływ na naszą wrażliwość!
Dobrą rzeczą jest nie tylko dokonywać rachunku sumienia po to, by poznać prawdę o sobie, ale dokonywać także czasem rachunku sumienia na kształt okresowego przeglądu "wyszukiwarki" naszego wnętrza w celu prawidłowości jego działania. Tzn. warto co jakiś czas robić rachunek sumienia sumieniu, właśnie tak, sumieniu (czy nie wypaczyło się gdzieś po drodze, bo nawet auto ma co roku odbyć przegląd techniczny, a sumienie to coś więcej niż auto :).
Fot. Krzywe zwierciadło na pewno nie pomoże w szukaniu prawdy o sobie... ;)
czwartek, 24 września 2015
24 IX, wchodzić w dialog
Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Łk 9,7n
Zaniepokojenie dobry znak: coś wewnątrz mówi do człowieka. Skoro mówi, to trzeba usłyszeć i odpowiedzieć...
A czasem chcielibyśmy nie słyszeć i nie wchodzić w dialog z ... własnym sumieniem.
A właśnie ono (sumienie) jest najbliższym namacalnym miejscem obecności Boga w nas. I nie jest jego celem oskarżania nas - bo pewnie zaraz takie myślenie się włączy - a po prostu ono wprowadza nas w Prawdę i Miłość. Gdy Ich brakuje, bije na alarm i robi się niepokój.
Fot. Moja współsiostra próbuje wejść na ambonę w jakimś zabytkowym kościele :) w czasie zwiedzania. Trzeba wejść i zejść (usłyszeć i odpowiedzieć) głosowi własnego sumienia.
Zaniepokojenie dobry znak: coś wewnątrz mówi do człowieka. Skoro mówi, to trzeba usłyszeć i odpowiedzieć...
A czasem chcielibyśmy nie słyszeć i nie wchodzić w dialog z ... własnym sumieniem.
A właśnie ono (sumienie) jest najbliższym namacalnym miejscem obecności Boga w nas. I nie jest jego celem oskarżania nas - bo pewnie zaraz takie myślenie się włączy - a po prostu ono wprowadza nas w Prawdę i Miłość. Gdy Ich brakuje, bije na alarm i robi się niepokój.
Fot. Moja współsiostra próbuje wejść na ambonę w jakimś zabytkowym kościele :) w czasie zwiedzania. Trzeba wejść i zejść (usłyszeć i odpowiedzieć) głosowi własnego sumienia.
piątek, 6 lutego 2015
6 II, byle nie zawziętość!
...A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła... Mk 6,14-29
Dwie sprawy:
1. zawziętość
2.niepokój sumienia
Zawziętość Herodiady doprowadziła do ścięcia Jana Chrzciciela. Ale Słowo mówi do mnie i o mnie. Więc pytam siebie: czy nie ma zawziętości w moim sercu?
Dlaczego zawziętość jest zła? Dlatego, że jest przeszkodą, murem nie do zdobycia dla prawdy i nawrócenia. Czasem warto posłużyć się słownikiem: zawzięty - uparcie trwający przy swoich poglądach, decyzjach, uczuciach. A postawa nawrócenia to całkowicie odwrotna postawa, to zmiana myślenia, poglądów, decyzji a też za tym i uczuć.
Duchu Święty, broń nas przed zawziętością!
W sprawie niepokoju sumienia zacytuję dziś z deon.pl słowa Łusiaka SJ:
"Historia ze śmiercią Jana Chrzciciela jest potwierdzeniem tego, że same wyrzuty sumienia na nic się nie zdadzą. Od człowieka mającego wyrzuty sumienia do człowieka dobrego droga jest bardzo daleka. Herod chętnie słuchał Jana Chrzciciela, który był jego sumieniem i nie przychodziło mu do głowy, by go zabić. Jednak w jednej chwili wszystko się odmieniło i wydał wyrok śmierci na Jana.
Łatwo jest zabić wyrzuty sumienia. Gdy to się stanie, człowiek wraca do punktu wyjścia. Dlatego powinniśmy traktować wyrzuty sumienia bardzo życzliwie, ale nie zatrzymywać się przy nich, tylko uczynić je punktem wyjścia do reformy swego życia".
Fot. Przebłysk :)
Dwie sprawy:
1. zawziętość
2.niepokój sumienia
Zawziętość Herodiady doprowadziła do ścięcia Jana Chrzciciela. Ale Słowo mówi do mnie i o mnie. Więc pytam siebie: czy nie ma zawziętości w moim sercu?
Dlaczego zawziętość jest zła? Dlatego, że jest przeszkodą, murem nie do zdobycia dla prawdy i nawrócenia. Czasem warto posłużyć się słownikiem: zawzięty - uparcie trwający przy swoich poglądach, decyzjach, uczuciach. A postawa nawrócenia to całkowicie odwrotna postawa, to zmiana myślenia, poglądów, decyzji a też za tym i uczuć.
Duchu Święty, broń nas przed zawziętością!
W sprawie niepokoju sumienia zacytuję dziś z deon.pl słowa Łusiaka SJ:
"Historia ze śmiercią Jana Chrzciciela jest potwierdzeniem tego, że same wyrzuty sumienia na nic się nie zdadzą. Od człowieka mającego wyrzuty sumienia do człowieka dobrego droga jest bardzo daleka. Herod chętnie słuchał Jana Chrzciciela, który był jego sumieniem i nie przychodziło mu do głowy, by go zabić. Jednak w jednej chwili wszystko się odmieniło i wydał wyrok śmierci na Jana.
Łatwo jest zabić wyrzuty sumienia. Gdy to się stanie, człowiek wraca do punktu wyjścia. Dlatego powinniśmy traktować wyrzuty sumienia bardzo życzliwie, ale nie zatrzymywać się przy nich, tylko uczynić je punktem wyjścia do reformy swego życia".
Fot. Przebłysk :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



