
Miarą dobrą...
Kiedyś w dzieciństwie zbierałam w ogrodzie dziadków porzeczki i potem je sprzedawałam pod domem w mieście. Pamiętam, że rodzice uczyli mnie, bym pakując miarę wymierzoną zawsze dodawała do paczki jeszcze garść porzeczek. Pamiętam, że cieszyło mnie dokładanie tej garści... i pamiętam, że cieszyło to i kupujących.
Sama też mam doświadczenie daru niezasłużonego.
Nawet tu w Szczecinie, w pierwszych miesiącach pobytu zaraz ktoś (Paciorek :) nieznany wtedy mi jeszcze, przywiózł worki różnych jarzyn. Wiele dobra tego materialnego a ile tego duchowego dostaję gratis!
Chcę tak kochać, chcę dawać siebie miarą dobrą, chcę obdarować człowieka darem miłości bezwarunkowej. Jak mój Ojciec. Dlatego, że mój Ojciec. Dlatego i ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz