niedziela, 22 grudnia 2024

22 XII, szczęśliwa, któraś uwierzyła

„Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”.  (Łk 1, 39-45)

Przeczytałam sobie dziś na fb tekst ks. Andrzeja Muszali i chcę nim się podzielić, bo mnie poruszył:

"To zdanie słyszymy dziś z ust Elżbiety. W całym misterium wcielenia Syna Bożego najważniejsza jest WIARA. Ona otwiera nasze serca na Jego przyjście i na Jego obecność.

Czy wierzysz?...

Czy wierzysz, że Bóg mieszka w tobie? Że jest obecny w każdej chwili twojego życia? I w tych chwilach radosnych, i w tych smutnych? Czy wierzysz także wtedy, gdy sprawy nie idą po twojej myśli?... Kiedy życie małżeńskie ci się nie układa, dzieci odchodzą od Boga, masz problemy w pracy, nie możesz dojść do porozumienia z kimś bliskim. Kiedy zdrowie szwankuje… [bardzo pragnę, aby nie szwankowało, abyś nie cierpiał(a)… bardzo pragnę cię pocieszyć choć tym małym dobrym słowem…]. 

Czy wierzysz wtedy?... Że On jest Emanuelem – Bogiem z nami, z tobą, ze mną?... „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła…”

Wiara pociąga NADZIEJĘ. Nadzieja zaś, jak pisze Vaclav Havel, „nie jest przekonaniem, że coś dobrze się skończy, lecz pewnością, że coś ma sens bez względu na to, jak się skończy”. Życie Jana Chrzciciela nie skończyło się dobrze. Życie Jezusa – też nie. Ale i jedno i drugie miało głęboki sens. Twoje życie też ma sens. Bardzo głęboki! Nie pojawiłaś się na świecie przypadkowo, choć może tak ci się często wydaje. Tylko spójrz głębiej – właśnie w tych trudnych doświadczeniach dokonuje się coś najważniejszego, największego w twoim życiu. Coś, czego nie widzisz w obecnym mroku, ale kiedyś ujrzysz w pełnym świetle. I wierz dalej, że On – Jezus – jest z tobą także w tym mroku. On urodził się w mroku nocy. Zmartwychwstał w mroku nocy…

I w końcu wiara z nadzieją rodzi MIŁOŚĆ. Jak to widzimy u Maryi, która nie pozostaje w domu, aby cieszyć się radosną nowiną o poczęciu Syna Bożego w jej łonie, lecz biegnie po górach, skacze po pagórkach, aby przybyć do starej Elżbiety i pozostać u niej trzy miesiące. Aby jej służyć, pomagać, być przy porodzie dziecka, kiedy ta nigdy wcześniej nie rodziła, a jest już starszą kobietą. I pewnie boi się tego porodu… I pewnie nie wie, co ma robić w tych ostatnich tygodniach ciąży oraz zaraz po urodzeniu dziecka. Maryja jest z nią. Sama obecność już jest bezcenna. Lecz ona nie poprzestaje na samej obecności – pierze, gotuje, rozmawia z Elżbietą, chodzi na zakupy, bo przecież Zachariasz nie może powiedzieć niczego w sklepie. I modli się z nimi, i czyta Pismo natchnione od Boga. I śpiewają wspólnie Magnificat… 

To jest dziś najważniejsze – owe trzy siostry-cnoty, które poruszają serce samego Boga: wiara-nadzieja-miłość. I otwierają twoje serce na Jego przyjście.

„Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła…”" (ks. Andrzej Muszala)

To słowo "błogosławiona" jest odpowiednikiem błogosławieństw i użyte jest tu słowo greckie μακαρια, co znaczy "szczęśliwa". Ciekawe, bo dwa razy wyżej pada słowo "błogosławiona" i "błogosławiony" do Maryi i Jezusa (owoc łona) i tam jest użyte inne słowo ευλογημενη, oznaczające raczej "wysławianie kogoś", czyli coś z zewnątrz -> ktoś sławi i błogosławi. A słowo końcowe μακαρια "makaria" mówi o czymś wewnątrz Maryi, co stanowi jej przymiot...

5 komentarzy:

  1. Piękny tekst Ks. Muszali.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten tekst ks. Muszali jest jednak trochę lukrowany (z tego co ja pamiętam Ewangelię). Maryja dopiero od Anioła dowiedziała się o ciąży Elżbiety (która uchodziła za niepłodną), a to dlatego, by przekonać Maryję, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Maryja zgodziła się, by to z niej narodził się Syn Boży, niby uwierzyła, ale tak nie do końca, by to ona, dziewica, mogła zostać matką. To z tego powodu wcale nie pobiegła do Józefa (którego bezpośrednio dotyczyła podjęta przez Maryję decyzja), lecz przez te góry pokonała 150 km, by się przekonać, że Elżbieta rzeczywiście zaciążyła (w 6-tym miesiącu, to nawet ja bym to zauważył). To wtedy zapanowała między nimi wielka radość, bo dopiero wtedy stało się wszystko jasne, że to co mówił Anioł, to wszystko prawda!

    Leszek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oko i miarka zawsze w ludzkich sprawach znajdą nieścisłości. :)
      Pewnie jest tekst trochę lukrowany, jednak kluczem tego tekstu jest moim zdaniem zachęta do wiary-nadziei-miłości, których życzę sobie i Tobie :)

      Usuń
    2. To nie jest szkiełko i oko - mnie chodzi o to, że Maryja jest dla nas autentycznym wzorem, chodzi o to, że każdy/każda z nas może uwierzyć, zaufać Panu, tak, jak ona zaufała; uwierzyła, choć nie do końca mogła uwierzyć - walczę o to, byśmy dostrzegali to, iż Panu wcale nie przeszkadzały wątpliwości Maryi, jakie okazała wobec Anioła - Pan z tymi jej wątpliwościami doskonale sobie poradził, posyłając ją do Elżbiety. Maryja szukała potwierdzenia słów Anioła, a dla Elżbiety była w tym błogosławiona pomoc - te nasze ludzkie wątpliwości w niczym Bogu nie przeszkadzają, On doskonale sobie z nimi radzi, a my mamy prawo je mieć! Ważne jednak, byśmy szli tam, gdzie On nam to wskaże. I Maryja w epizodzie z Elżbietą pokazała, że tak właśnie jest. Lukrowany obraz Maryi sprawia, że Maryja przestaje być dla nas wzorem - a tymczasem ona tym wzorem naprawdę jest!

      Usuń
  3. Amen. Tak, Maryja jest dla nas wzorem.
    Tak, wzrastała w wierze. Tak, nie rozumiała wszystkiego.
    Ufała

    OdpowiedzUsuń