sobota, 13 kwietnia 2024

13 IV, przewlekłe doświadczenie

Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi, zaczęli się przeprawiać przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wichru... (J 6, 16-21)

Takie to nasze ludzkie. Nawet, kiedy widzimy i doświadczamy działania Bożego, to po chwili jesteśmy jak ci uczniowie na burzącym się jeziorze, a Jezusa ni ma...
To jest doświadczenie permanentne, czy nawet przewlekłe, tak bym określiła.
"To Ja Jestem" - chcę usłyszeć, chcę tego słuchać każdego dnia.

5 komentarzy:

  1. Właśnie dzisiaj (zacząłem to pisać w dniu opublikowania notki, choć wpisuję dzień później) odezwała się do mnie moja wieloletnia znajoma blogowa, która jednak wcześniej zerwała ze mną wszelkie kontakty, bo nie byłem dla niej wystarczająco PiS-owski (choćby ganiłem za te pomysły przesłanki psychiatryczne Ministra Zdrowia do aborcji - moja znajoma udawała, że tego nie ma). W efekcie zbanowała mnie absolutnie. Ale jednak dziś napisała do mnie króciutkiego maila o tym, że została wdową - podała datę śmierci męża i datę pogrzebu. „Jestem pogrążona w rozpaczy”.
    Również dziś (i to wcześniej) napisała notkę na swoim blogu nawiązującą do tego samego czytania, która zaczynała się tak:
    Czasem tak jest w naszym życiu. Ciemno. [Ciemność zewsząd mnie ogarnia]. To mogą być ciemności w chorobie, wielkiej samotności, czy w innych życiowych dramatach. A Jezusa nie ma obok. Tak przynajmniej nam/mi się wydaje. Nie płynie z nami. A przecież obiecywał, że będzie. Obiecywał? Teraz, gdy jest tak ciemno w życiu, wszystko wydaje się niepewne. Może wcale nie obiecywał, może nam się to wszystko wydawało. A jeśli w ogóle Go nie ma?
    Moja odpowiedź była następująca (oczywiście tylko początek):
    Pod wpływem tych przeżyć, napisałaś bardzo ładną notkę. Bardzo ładną i bardzo mądrą. A więc to jest najlepszy dowód na to, że On jest przy Tobie. On Ciebie ani na chwilę nie opuścił.
    I pamiętaj, Pan powołuje każdego z nas w najbardziej odpowiednim dla tej osoby momencie. Ale Ty tęsknisz...

    Innymi słowy Baranko, wracając do Twojej notki - tak to bywa, że nie odczuwamy Jego obecności, ale On przecież jest cały czas przy nas. Nam się może wydawać, że Go nie ma, ale On i tak zawsze jest przy nas. Bo nas kocha.

    Leszek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawało mi się, że pokazałem tej mojej znajomej konkretny dowód na to, iż Pan cały czas jest przy niej, że ani na chwilę jej nie opuścił…
      Tymczasem nic takiego się nie stało. W odpowiedzi na tego mojego maila (którego początek jedynie przedstawiłem), otrzymałem takie oto słowa:
      Dziękuję; tylko tyle jestem w stanie wykrztusić z siebie - to moje pisanie nikomu nie służy, nawet wówczas, gdy ktoś pisze do mnie, bo ma nadzieję, że jakoś pomogę, że dodam otuchy… (skoro zerwała ze mną kontakt, a jednocześnie zbanowała na swoim blogu i tak oto oceniła na tym blogu: nadużył Leszek nie tylko mojej cierpliwości, doprowadził mnie do szewskiej pasji… jak można być tak bezmyślnym i tak naiwnym, żeby postawić na konia trojańskiego???
      Leszku> nigdy Tobie tego nie wybaczę; …
      nie przypuszczałam, ze kiedyś Ci to powiem; ale żałuję, że Cię poznałam;
      trułeś...trułeś... dużo zdrowia i nerwów mi napsułeś;
      tak bardzo się na Tobie zawiodłam.

      a jednak napisała do mnie pierwszy raz po wyborach, to widać liczyła, że jej pomogę).

      Usuń
    2. ... Słowa mogą prostować nasze ścieżki, a mogą też je pokręcić... Dlatego też, w ważnych dla mnie relacjach wolę rozmawiać na żywo, nie pisać. Bo mówimy całym ciałem, a nie tylko zdaniami.
      W tym, czym się tutaj podzieliłeś czuję dużo bólu, zawodu, niezrozumienia i to z obu stron. Nie będę się wypowiadać, po co dolewać oliwy do ognia... po prostu pomodlę się za tę osobę i za Ciebie, Leszku.

      Usuń
    3. No cóż, bywają tacy ludzie, którzy nawet nie próbują zrozumieć tego, co próbuje się im przedstawić - na wszystko reagują szewską pasją, o ile tylko odbiega to od własnego myślenia. To bardzo trudne w kontaktach, ale przecież ludzi należy przyjmować takim, jakimi są. Ja wtedy dobiłem Basię tym, że pokazywałem, iż PiS w ostatnim dniu kampanii puścił taśmy Banasia, doprowadzając do nagłego odpływu zwolenników Konfederacji do Trzeciej Drogi, a tym samym doprowadził do tego, że rząd Morawieckiego nie miał szans na poparcie. Z konkretnych danych w poszczególnych okręgach wyliczyłem, że gdyby nie to, PiS mógłby nadal rządzić - choć tym razem jako rząd mniejszościowy (Konfa by poparła powstanie rządu, ale nie weszłaby do koalicji). Wydaje mi się, że opisanie tego nie daje powodu do takiej reakcji Basi, jaką cytowałem - ale Basia taka jest i się z tym liczyłem. Mało - odchodząc (jeszcze przed ostatecznym zbanowaniem), namawiałem ją, by przypadkiem nie zaprzestała prowadzenia bloga - bo ma dla kogo go prowadzić! No i nie zaprzestała :) Nawet nie próbowałem, czy już zdjęła bana, ale od czasu do czasu czytałem.
      Więc gdy po kilku miesiącach się do mnie odezwała, byłem pewny, że oczekuje ode mnie pocieszenia. Już nie raz było tak, że właśnie ode mnie dostawała największe wsparcie. O nic więc nie pytałem, lecz napisałem maila, którego początek tu zacytowałem. Ale dziś już nie potrafię pomagać…
      PS: Basia mieszka pod św. Anną - trochę daleko na rozmowy na żywo - myśmy się nigdy na żywo nie widzieli. Nawet kontaktów on-linę nie posiadamy. Zresztą to ja zostałem zbanowany, a więc mogę jedynie przyjmować (lub odrzucać) takie kontakty, na jakie ona ma ochotę.

      Usuń